ďťż
,
 PORTAL  >  PRZEGLĄD NAJWAŻNIEJSZYCH AKTUALNOŚCI
Muzeum Śląskie uczy śląskiego
Muzeum Śląskie w Katowicach zaprasza na spotkania O Śląsku po ślónsku. Lekcyje ślónskij godki dla wszystkich tych, którzy chcą poznać język śląski lub pragną pochwalić się jego znajomością.
Lekcje skupią się na przekładach wierszy znanych poetów na język śląski. Cykl spotkań ma pokazać, że możliwe są przekłady literatury światowej, co oznacza, iż mowa śląska nie jest pod żadnym względem ułomna. Zajęcia rozpoczynaja się zawsze oo godzinie 12.30. Wstęp jest wolny. W ramach lekcji będą poprowadzone spotkania tematyczne:
30 stycznia - Ukiołzdnóńć idzie roz dwa
- na lekcji pierwszej omówione zostaną cechy charakterystyczne śląskiej mowy, czym różni się ona od podobnych systemów językowych oraz zaprezentowane zostaną przypadki słów, które w językach pokrewnych mają podobną postać, ale zupełnie inne znaczenie
27 lutego - Ślónzoki niy pingwiny
- w trakcje drugiego spotkania omówimy język śląski od strony wymowy dźwięków, budowy i odmiany wyrazów i słownictwa
27 marca - Jak to wszyjsko naszkryflać?
- na lekcji trzeciej będzie mowa o historii śląskiego piśmiennictwa, o problemach ujednolicenia języka, o zasadach zapisu mowy śląskiej
24 kwietnia - Niy jyno szachty i kóminy
- górnoślónske landszafty - tematyka kolejnego spotkania ze śląską mową inspirowana jest nastrojowymi obrazami Edeltraudy Jerominek. Bogactwo, jakie kryje w sobie górnośląski pejzaż, zadaje kłam popularnym stereotypom o szarzyźnie tego miejsca. Przeniesiemy się na Śląsk zielony, pachnący drewnem starych chat i na Śląsk mieniący się czerwienią cegieł kościołów i familoków. Poznamy urokliwe zaułki i tajemnicze miejsca, które mijamy podczas swoich codziennych wędrówek.
29 maja
Punktem wyjścia kolejnego spotkania będą śląskie obrzędy i zwyczaje związane ze świętowaniem uroczystości rodzinnych. Wykład prowadzony będzie w oparciu o ekspozycję na wystawie etnograficznej Ach, co to był za ślub!
26 czerwca
Ostatnie spotkanie z cyklu stanowić będzie swoiste podsumowanie rozważań o śląskiej mowie i jej miejscu w życiu Górnoślązaków. Efektem wspólnej debaty nad kodyfikacją będzie ślabikorz (elementarz) nawiązujący do wystawy Śląskie ABC według Pawła Wróbla w Galerii Sztuki Pogranicza. Muzeum Śląskie


Do góry
Bez makówek nie ma Wigilii
W naszym domu, na świątecznym stole szczególne miejsce zajmowały makówki. Bo też ten deser jest prawdziwym przysmakiem.
Sposób przyrządzenia:
Bułkę pokroić w kostkę. Zmielony mak zalać gorącym mlekiem i gotować na wolnym ogniu 10 minut. W czasie gotowania dodać pokrojone orzechy i migdały oraz rodzynki i masło. Mieszać, aby masa się nie przypaliła. Pod koniec gotowania dodać cukier.
Proponuję makówki słodzić miodem (najlepszy jest gryczany) i dodawać go do masy po zdjęciu z ognia i lekkim przestudzeniu. Zalać pokrojone bułki i delikatnie wymieszać. Przełożyć do salaterki, a jak makówki całkowicie wystygną, posypać je tartą czekoladą. (...) NTO 2009.12.24, Maria Żmija-Glombik Bez makówek nie ma prawdziwej Wigilii


Do góry
Śląski węzeł już otwarty!
Największe skrzyżowanie autostradowe w Polsce, czyli węzeł Sośnica w Gliwicach, ma być dziś wreszcie otwarte! Tę długo wyczekiwaną informację podała wczoraj Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad.
Jeszcze wczoraj po węźle łączącym autostradę A1, A4 i DK44 (czyli ul. Pszczyńską) krążyli inspektorzy Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego i GDDKiA. Sprawdzali, czy na swoim miejscu jest m.in. ponad 250 znaków drogowych, bariery na łukach i oddzielające jezdnie. Jan Spychała, wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego, powiedział PDZ, że środa jest formalnie ostatnim dniem na odbiory techniczne.
- Moi inspektorzy nie stwierdzili większych uchybień. Wcześniej nie zgłosiła ich policja i straż pożarna. Odbiory zostałyby zakończone wcześniej, gdyby bardziej sprzyjała nam pogoda. To była żmudna robota, bo przecież sam węzeł liczy 33 km - mówi Jan Spychała.
Pozwolenie na użytkowanie będzie miało charakter tymczasowy. Na węźle wciąż bowiem trwają prace budowlano-bitumiczne i wykończeniowe. Szlaban stoi też w ciągu A1 na zabrzański węzeł Maciejów, którego budowa wciąż trwa.
- Trzeba się więc będzie jeszcze liczyć z niewielkimi utrudnieniami - dodaje Dorota Marzyńska, rzecznik katowickiego oddziału GDDKiA. (...)
Barierki utrudniające wjazd na budowany od lipca zeszłego roku węzeł mają być usunięte dziś o godz. 16. Ze względu na okres przedświąteczny i fakt, że termin uruchomienia inwestycji był tak niepewny, przedsięwzięcie warte 853 mln złotych zostanie otwarte bez fanfar, przecinania wstęgi i przemówień. Dziennik Zachodni 2009.12.23, Joanna Heler, Dorota Niećko Węzeł Sośnica już otwarty!


Do góry
Ślązacy to twardziele
Ryszard Springer 20 lat temu popłynął z Gdyni do USA jachtem zbudowanym przez samouka w przydomowym ogródku. Teraz swoją morską przygodę opisał w książce.
Samouk, który założył sobie stocznię w przydomowym ogródku w Imielinie, to nieżyjący już Józef Komandera. Był nauczycielem zawodu w szkole górniczej przy katowickiej kopalni Wieczorek. Mało kto dziś pamięta, że był też genialnym szkutnikiem. W ogródku budował jachty, pierwszy już w 1936 roku. Zaraz po wojnie w Imielinie powstała Mewa, która pływała po Jeziorze Paprocańskim, po niej były Czajka, Pigmej i Czapla. Wszystkie także zbudowane w ogródku.
Pan Józef poprowadził mnie do niepozornej szopy. Jej wnętrze wprawiało w osłupienie - była to mała stocznia, olśniewająca szkieletami drewnianych żeber i wręg, czymś, co po kilku miesiącach ożyje. Wyobraziłem sobie gotową już łódź na wodzie - tak Springer wspomina pierwsze spotkanie z konstruktorem. (...)
- W Kotwicy chciałem pokazać, że na naszym Śląsku żyli i żyją ludzie z pasją i wizjonerzy. Żałuję tylko, że nie zdążyłem spisać wszystkiego przed śmiercią pana Józefa - mówi Springer.
Jerzy Lewicki we wstępie do Kotwicy zauważył, że Ślązacy w krótkim czasie stali się fenomenalnymi żeglarzami, himalaistami, nurkami. Wszystkie ich osiągnięcia to wysiłek niewielkich zespołów, których inteligencja pozwoliła wychodzić z niespotykanych w cywilizowanych krajach kłopotów. Książka Ryszarda Springera potwierdza tezę, że Ślązacy to twardziele.
Kotwicę można kupić w Księgarniach św. Jacka. Gazeta Wyborcza 2009.12.22, Anna Malinowska Ślązak budował jachty w przydomowym ogródku


Do góry
O górnośląskie kolory stadionu
5 tysięcy osób podpisało się pod petycją, którą działacze Ruchu Autonomii Śląska złożyli dziś marszałkowi województwa. Petycja dotyczy koloru krzesełek na Stadionie Śląskim. Obecny projekt zakłada barwy biało-czerwone, natomiast sygnatariusze zdecydowanie popierają wybór barw regionalnych: żółto-niebieskich.
Działacze RAŚ wywiesili baner z hasłem żółto-niebieski Stadion Śląski na galerii sali obrad sejmiku województwa (dawna sala plenarna Sejmu Śląskiego). W przerwie obrad wręczono marszałkowi petycję oraz grafikę, pokazującą stadion w barwach regionalnych.
Marszałek przyjął petycję i powiedział, że wybór koloru krzesełek będzie jeszcze przedyskutowany. Przy okazji pomylił się argumentując, że stadion ma być areną narodową reprezentacji, a nie klubową Ruchu Chorzów. Miał na myśli klub, którego barwy są niebiesko-białe, a nie żółto-niebieskie. To najlepszy dowód, że barwy regionu warto promować w każdym miejscu. www.raslaska.org 2009.12.17, Żółto-niebieski Stadion Śląski


Do góry
Świąteczna jazda Muzeum Śląskiego
Stajenka w zabytkowym tramwaju? Tak, już po raz trzeci Muzeum Śląskie w Katowicach zaprasza na świąteczną przejażdżkę. Bożonarodzniowy tramwaj pojedzie w dniach od 18 grudnia 2009 do 6 stycznia 2010 roku do Katowic, Chorzowa, Bytomia, Rudy Śląskiej, Zabrza i Sosnowca. Przejazd - bezpłatny.
Pierwsza edycja Świątecznej jazdy z Muzeum Śląskim, czyli mobilnej wystawy zaaranżowanej w zabytkowym tramwaju poświęcona śląskiemu Bożemu Narodzeniu, odbyła się na przełomie 2008 i 2009 roku, druga podczas tegorocznych Świąt Wielkanocnych. Również i tym razem historyczny wagon tramwajowy będzie się przemieszczał przez miasta aglomeracji Górnego Śląska, zapraszając w ten sposób do odwiedzenia tego dodatkowego mobilnego oddziału Muzeum Śląskiego. Przygotowaną wewnątrz wystawę zwiedzimy na wybranych przystankach lub - dzięki przyłączeniu się do akcji KZK GOP - odbędziemy niecodzienną przejażdżkę w towarzystwie muzealnych eksponatów. Modułowy rozkład jazdy przygotowała firma Tramwaje Śląskie S.A.
A co tym razem zwiedzający-pasażerowie zobaczą w świątecznym tramwaju? Specjalnie na tę okazję wyrzeźbioną w drewnie oryginalną szopkę autorstwa Antoniego Toborowicza z Woli Libertowskiej koło Żarnowca. Postacie będą miały ponad metr wysokości, zaś drewniane zwierzęta będą na tyle duże aby dzieci mogły sobie zrobić na nich zdjęcie. Świąteczny nastrój stworzą także choinki przybrane tradycyjnymi ozdobami oraz reprodukcje archiwalnych fotografii i bożonarodzeniowych kartek pocztowych.
Dodatkowo każdy gość który odwiedzi tramwaj do Wigilii Bożego Narodzenia otrzyma mały upominek - torebkę z życzeniami i świątecznym siankiem.
Poprzednie edycje Świątecznej jazdy od pierwszej chwili spotkały się z bardzo ciepłym przyjęciem i sympatią mieszkańców naszego regionu, którzy chętnie w rodzinnym towarzystwie podróżowali muzealnym tramwajem. Podczas pierwszej akcji wystawę zwiedziło 1.600 osób, podczas drugiej już 2.500. Mamy nadzieję, że tym razem przewiezie jeszcze więcej pasażerów.
Śląskie Boże Narodzenie
Boże Narodzenie - jedno z największych świąt chrześcijańskich nazywano na Śląsku Godami lub Godnymi Świętami. To czas niezwykły, pojawia się uroczysty wystrój domu, charakterystyczne dla tego okresu potrawy, rozbrzmiewają kolędy, panuje uroczysty nastrój. Wyjątkowe jest nasze zachowanie i postępowanie.
Dbamy, by w ten niezwykły czas nie zabrakło w domu ustrojonej choinki, odwiecznego symbolu życia. Pamiętamy, by na stole w wigilijny wieczór były postne potrawy, a pod obrusem siano. Śląskie dzieci wciąż oczekują prezentów od Dzieciątka.
Siła tradycji sprzyja trwałości wielu zwyczajów i praktyk towarzyszących tym dniom. Splatają się w nich relikty obrzędowości starożytnej z treściami współczesnymi, a wierzenia pogańskie żyją w doskonałej symbiozie z treściami chrześcijańskimi.
Właśnie na czas Godów przypada w przyrodzie moment zimowego przesilenia słonecznego, czyli następuje wydłużenie dnia kosztem nocy. Pojawia się zatem nadzieja na odrodzenie życia w przyrodzie, konieczne staje się zapewnienie urodzaju, pomyślności i szczęścia domowi i jego mieszkańcom w nadchodzącym nowym roku. (...)
Rozkład jazdy Świątecznego Tramwaju Muzealnego www.muzeumslaskie.pl 2009.12.19


Do góry
Wspólny śpiew Ślązaków
Miniona sobota była bardzo udanym dniem dla mniejszości niemieckiej w Kolonowskiem. Tamtejszy zarząd koła DFK zaprosił wszystkich członków na tradycyjne spotkanie adwentowe.
Inicjatywa spotkała się z żywym odzewem. Przy wspólnym stole usiadły trzy pokolenia miejscowych Niemców - razem blisko osiemdziesiąt osób.
Okazało się, że nic tak nie podtrzymuje dobrego przedświątecznego nastroju Ślązaków jak wspólny śpiew adwentowych pieśni i kolęd przy akompaniamencie instrumentów. (...)
- Liczny udział i serdeczna atmosfera są dowodem, że takie spotkania są bardzo potrzebne, bo służą integracji mieszkańców i kultywowaniu dawnej tradycji - mówi Krystyna Koziołek. - Razem z nami bawili się starosta strzelecki Józef Swaczyna oraz burmistrz miasta i gminy Kolonowskie Norbert Koston. To było to bardzo piękne popołudnie. NTO 2009.12.17, Krzysztof Ogiolda W Kolonowskiem przy świątecznym stole zasiadło aż 80 osób


Do góry
Stadion Śląski żółto-niebieski!
Ruch Autonomii Śląska nawołuje do podpisywania petycji w sprawie górnośląskich barw dla Stadionu Śląskiego w Chorzowie, a internauci wymyślają chwytliwe grafiki reklamujące ten pomysł.
Stadion Śląski w niedługim czasie czeka zmiana barw. Wszystkie elementy, według projektantów, wraz z krzesełkami mają mieć barwy biało-czerwone i nawiązywać do narodowej flagi polskiej. Stadion Śląski jest bowiem nadal Stadionem Narodowym.
Zgoła inną koncepcję mają działacze śląscy, na czele z chorzowskim radnym Ryszardem Sadłoniem. Według niego stadion powinien mieć raczej barwy żółto-niebieskie, nawiązujące do kolorystyki górnośląskiej. Po pierwsze dlatego, że chorzowski gigant związany jest z tą ziemią, a po drugie dlatego, aby odróżnić się od budowanego w Warszawie nowego Stadionu Narodowego.
Drugi wniosek trafił na podatny grunt i został poparty przez Ruch Autonomii Śląska, który apeluje o podpisywanie specjalnej petycji ZNAJDZIESZ JĄ TUTAJ, która następnie przekazana zostanie marszałkowi województwa śląskiego Bogusławowi Śmigielskiemu.
- Chorzowski gigant powinien służyć promocji regionu i jego piłkarskich tradycji. Apelujemy o podpisanie petycji - głoszą przedstawiciele RAŚ.
Oto treść petycji:
Apelujemy do Zarządu Województwa Śląskiego, jako gospodarza Stadionu Śląskiego w Chorzowie, o nadanie modernizowanemu obiektowi kolorystyki nawiązującej do tradycji naszego regionu. Jesteśmy przekonani, że barwy żółto-niebieskie są najbardziej odpowiednie dla sportowej areny, która pozostaje symbolem potęgi górnośląskiego futbolu.
Wobec budowy nowych stadionów, chorzowski gigant służyć będzie w przyszłości przede wszystkim nie reprezentacji Polski, lecz klubom z Górnego Śląska i ich kibicom. Przemawia to za rezygnacją z planów nadania temu obiektowi barw biało-czerwonych, zwłaszcza, że, jak wynika z medialnych doniesień, taką kolorystykę otrzymają powstające areny Euro 2012. Stadion Śląski powinien zachować swój unikatowy charakter i stanowić instrument promocji naszego regionu oraz jego wspaniałych piłkarskich tradycji. Właściwą oprawą tej jego funkcji będzie kolorystyka żółto-niebieska.,/i>
Zaledwie kilkudniowa akcja już przyniosła wymierne efekty. Do wtorkowego wieczoru pod petycją podpisało się już około 1,5 tys. internautów mieszkających na Śląsku lub identyfikujących się z nim. Akcja nabiera rozpędu i nie ogranicza się do podpisów. Internauci tworzą już naklejki, koszulki i plakaty promujące żółto-niebieski pomysł. (...) Dziennik Zachodni 2009.12.01, PS Stadion Śląski powinien być żółto-niebieski


Do góry
Apel Śląska do premiera
Śląskie środowiska medyczne wystąpiły z apelem skierowanym do rządu premiera Donalda Tuska. Apel dotyczy katastrofalnej sytuacji finansowej w jakiej znalazła się śląska służba zdrowia.
Zwracamy się o przyznanie środków na ochronę zdrowia w wysokości dającej gwarancję zabezpieczenia zdrowotnego mieszkańców województwa śląskiego - napisali uczestnicy debaty, która odbyła się w Mikołowie i zgromadziła grono przedstawicieli poszczególnych placówek zdrowotnych od klinik przez szpitale wojewódzkie, powiatowe, przychodnie specjalistyczne i podstawową opiekę zdrowotną.
Apel podpisali m.in. rektor Śląskiego Uniwersytetu Medycznego prof. Ewa Małecka-Tendera, prezes Śląskiej Izby Lekarskiej Jacek Kozakiewicz oraz Halina Cierpiał przewodnicząca sekretariatu zdrowia śląsko-dąbrowskiej Solidarności, a także wielu wybitnych lekarzy i menedżerów ochrony zdrowia.
- Dyskusji towarzyszyła atmosfera powagi - mówi posłanka Prawa i Sprawiedliwości Izabela Kloc jedna z organizatorek spotkania.
- Zwracano uwagę na zaniechania resortu zdrowia, w wyniku których utracono możliwość zwiększenia o ok. 2 mld zł środków finansowych na 2010 rok. Stało się tak wskutek rezygnacji z tzw. podatku Religi (OC), niefrasobliwej polityki lekowej, przekazania dodatkowych zadań do NFZ bez zabezpieczenia środków finansowych, np. na procedury wysokospecjalistyczne.
By poprawić sytuację uczestnicy debaty proponowali dofinansowanie NFZ z budżetu państwa, a w dalszej perspektywie podniesienie składki zdrowotnej z jednoczesnym reformowaniem systemowym opieki zdrowotnej w Polsce.
Podczas debaty przypomniano również, że nasz kraj jest na ostatnim miejscu w Europie jeśli chodzi o nakłady na służbę zdrowia. Odniesiono się też do aktualnych obietnic minister zdrowia Ewy Kopacz, która stwierdziła, że plan finansowy NFZ na przyszły rok będzie zmieniony i szpitale dostaną więcej pieniędzy.
- Niestety to, co obecnie proponuje minister Kopacz mieści się w aktualnym projekcie planu. Śląskowi nic to więc nie daje - ocenia Izabela Kloc, która jest członkiem sejmowej Komisji Finansów. (...) Dziennik Zachodni 2009.12.14, Agata Pustułka Apel śląskiej służby zdrowia do premiera


Do góry
Kolędy po niemiecku w Opolu
70 zespołów i solistów, razem około 400 osób, wzięło udział w I Przeglądzie Kolęd w Języku Niemieckim. Od przedpołudnia do wieczora w auli Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Opolskiego śpiewano niemieckie kolędy.
- Jesteśmy bardzo zadowoleni, bo jak na pierwszy raz liczba uczestników przeszła nasze najśmielsze oczekiwania - mówi Marek Heince, organizator przeglądu. - Chętnych było tak wielu, że musieliśmy ograniczyć występy każdego z uczestników do jednego utworu.
Obok najbardziej popularnych niemieckich pieśni świątecznych (O du froehliche, Stille nacht czy O Tannenbaum) uczestnicy festiwalu przygotowali także mniej znane utwory. (...)
Przegląd zorganizowały: TSKN na Śląsku Opolskim, koło DFK Ochodze oraz Pro Futura. NTO 2009.12.12, Krzysztof Ogiolda Kolędy po niemiecku zabrzmiały w Opolu


Do góry
Czekanie na język śląski
Zakończył się wstępny etap prac nad kodyfikacją gwary śląskiej. - Jest jeszcze sporo do zrobienia, chodzi zwłaszcza o uzupełnienie słownictwa o terminologię związaną z wprowadzeniem nowoczesnego sprzętu, takiego jak na przykład DVD czy komputer. Pomagają nam w tym wybrani 80-letni Ślązacy, bo naszym zdaniem to pokolenie nie zostało poddane powszechnej edukacji i wpływowi mediów, co w tym wypadku ma istotne znaczenie - mówi dr Józef Kulisz, prezes Tôwarzistwa Piastowaniô Ślónskij Môwy Danga. (...)
- Jeśli chodzi o gwarę z części przemysłowej Górnego Śląska, to różnice są znikome, więc może lepiej mówić o tym, co nas łączy niż dzieli. W przypadku klawiatury też nie widzę większych problemów, sam sobie z tym radzę z powodzeniem. Niektórzy z pewnością pamiętają początek lat 90., kiedy nie było polskich znaków na klawiaturze. Co do zgłosek, to ta uwaga świadczy tylko o tym, że gwara nie jest tożsama z językiem polskim i dlatego wymaga opracowania - komentuje dr Kulisz.
Zdaniem prezesa Dangi to praca na lata, więc trzeba się spieszyć. - Każdego dnia ubywa nam osób, które mogą być wzorcem prawdziwej śląszczyzny. Ich udział w tym projekcie jest bardzo istotny, ponieważ 80-latkowie są najlepszym źródłem wiedzy. Późniejsze pokolenia często nie wiedzą co jest po śląsku, co po polsku, a co w ogóle jest slangiem, czyli ani jednym ani drugim. Zależy nam, żeby śląszczyzna była piękna, a nie stała się jakimś bełkotem. Na przykład wiele błędów pojawia się w śląszczyźnie prezentowanej przez rozmaite zespoły - wyjaśnia prezes Dangi. (...) Dziennik Zachodni 2009.12.12, Katarzyna Piotrowiak


Do góry
Śląski sklepik w Carrefour!
W rybnickim markecie Carrefour - Galeria Śląska w pasażu uruchomiony został sklep z śląskimi gadżetami. Są tam flagi, książki, naklejki, naszywki, odzież itp. z kolekcji firm Instytut Ślůnskij Godki i Silesia Progress.
Ponadto można zamówić w normalnej cenie własne koszulki, nawet pojedyncze, gdzie oprócz dotychczasowych napisów pojawi się na przykład: Gůrny Ślůnsk - Rydułtowy albo Pszaja ci Krista...
Wszyscy, którzy okażą legitymację Ruchu Autonomii Śląska korzystają tam z 20-procentowej zniżki. Warto o tym pamiętać przy świątecznych zakupach. www.raslaska.org, 2009.12.11, Dla członków RAŚ 20% zniżki!


Do góry
Ulica Śląska wygrała sondę!
Wczoraj zakończyła się sonda w której każdy mógł oddać głos na nazwę dla ulicy przy której powstaje stadion. Sonda wywołała wiele emocji bo okazało się, że mieszkańcy innych miast czynnie włączyli się w udział w tej sondzie, ale ostatecznie wygrała jedyna rozsądna i uniwersalna opcja...
Jeden z portali internetowych mający siedzibę w Poznaniu zgłosił nazwę dla ulicy, która brzmiała jak jego domena pod którą funkcjonuje. W związku z tym, że nazwa ta nie wzięła udziału w finale serwis ten zorganizował propagandę w której nawoływał do głosowania na ulicę Fair Play. Redaktorzy tego serwisu robili to z premedytacją bo chcieli by wygrała ta nazwa dla absurdu. Według nich ulica Fair Play jest nie zgodna ze standardami przy nadawaniu nazw dla dróg publicznych. Na Internecie rozpowszechniali łańcuszki z przekreśloną nazwą ulicy Śląskiej i powiększoną ulicą Fair Play i nawoływali do głosowania na tą ostatnią. (...)
Takie przypadki jak wyżej wymienione pojawiały się jeszcze w większej lub mniejszej skali, ale nie warto się nimi zajmować. Liczy się końcowy efekt, a jest on jednoznaczny. Blisko połowa głosów oddana została na ulicę Śląską. Wrocławianie i mieszkańcy całego regionu coraz bardziej świadomi swojej śląskości mówią coraz głośniej o swojej tożsamości. Teraz ostatnim etapem będzie zatwierdzenie wyniku sondy przez komisje. Sprawa nie jest ostatecznie przesądzona ponieważ wynik sondy nie jest wiążący dla urzędników. Miejmy nadzieje, że 8 grudnia jednak nie będzie niespodzianek, a ulica Śląska stanie się jedną z najbardziej prestiżowych ulic Wrocławia, w końcu stolicy całego Śląska.
Stowarzyszenie Wielki Śląsk, które zgłosiło zwycięską nazwę nie kryje satysfakcji. Ulica Śląska dla nowej, prestiżowej ulicy we Wrocławiu jest bardzo uniwersalna. Nawiązuje ona do regionu, którego Wrocław jest stolicą oraz do klubu WKS Śląsk, którego nazwa sławi tę piękną krainę. Miejmy nadzieje, że drużyna Śląska Wrocław na nowym stadionie będzie osiągać wielkie sukcesy i z czasem stanie się Dumą całego Śląska - powiedział Przemysław Piwowarski, prezes stowarzyszenia Wielki Śląsk. WielkiSlask.pl 2009.12.03, Angelus Silesius


Do góry
Pacyfikacja śląskich kopalń
Dlaczego doszło do masakry górników na początku stanu wojennego? Kto poważył się strzelać do nich z ostrej amunicji, kto za to odpowiada? Czy wszyscy winni zostali ukarani? Tragedia z 16 grudnia 1981 roku wciąż czeka na wyjaśnienia, bo wiele faktów sprawcom udało się ukryć.
Dzisiejsza konferencja naukowa Proces o pacyfikację śląskich kopalń. Dwie dekady walki o prawdę historii rozjechanej czołgami, przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej w Katowicach, będzie próbą odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Wezmą w niej udział historycy i prokuratorzy IPN, uczestnicy wydarzeń, naukowcy z Uniwersytetu Śląskiego, a także nasza dziennikarka Teresa Semik, która od lat śledzi procesy związane z pacyfikacją Wujka. (...)
28 lat temu śląscy górnicy zaprotestowali przeciw stanowi wojennemu. Do walki z nimi użyto milicji i wojska.
- Dlaczego zomowcy zdecydowali się strzelać do górników? Pomijając to, że chodzi o ludzi z natury agresywnych, szkolonych do walk z terrorystami, wpłynął na to stan wojenny. W otoczeniu czołgów, w atmosferze przemocy, niektórzy z nich skorzystali z pokusy bezkarnego zabijania. Potem połączyła ich lojalność, która utrudniała dojście do prawdy. Dzisiaj usprawiedliwiają się i wypierają. Nie wiem, czy mają poczucie winy. Chyba nie, bo bardzo trudno z nim żyć. Gdyby tam się wtedy nie znaleźli, może byliby podziwianymi antyterrorystami, narażającymi życie dla dobra innych. Stali się zabójcami górników - mówi Czesław Kłosek, górnik z Jastrzębia Zdroju, uczestnik strajku w grudniu 1981 roku, który bierze udział w konferencji.
W pacyfikacji Wujka zginęło dziewięciu górników: Jan Stawisiński, Joachim Gnida, Józef Czekalski, Krzysztof Giza, Ryszard Gzik, Bogusław Kopczak, Andrzej Pełka, Zbigniew Wilk i Zenon Zając. W styczniu 1982 roku Prokuratura Garnizonowa w Gliwicach umorzyła śledztwo w sprawie ich śmierci. Uznała, że pluton specjalny działał w obronie koniecznej.
- Nie doszłoby do tej masakry, gdyby nie zgoda władz na konfrontację i na użycie siły wobec wszystkich, którzy są przeciw. Na ulicę wyszło wojsko, budząc strach. To ogłoszenie stanu wojennego pozwoliło na represje i eskalację przemocy w Wujku. Mijały lata bezkarności sprawców. Dopiero w 1989 roku, gdy zaczęła działać Komisja Specjalna Jana Rokity, prawda zaczęła z trudem wychodzić na jaw - mówi dr Jarosław Neja z IPN w Katowicach, jeden z prelegentów konferencji.
Zdaniem wielu badaczy, bez rozkazu władz, nikt by nie zdecydował się zabijać górników w sposób, który wyglądał na egzekucję.
Ale ukarano tylko narzędzia tego czynu. Proces karny ówczesnego szefa resortu spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka ciągnie się do dzisiaj. Dziennik Zachodni 2009.12.09, Grażyna Kuźnik Pacyfikacja śląskich kopalń - Prawda historii rozjechanej czołgami


Do góry
Na Śląsku mamy talent
Wirtuoz akordeonu, Marcin Wyrostek, absolwent, a obecnie wykładowca Akademii Muzycznej w Katowicach, wygrał finał telewizyjnego konkursu Mam talent, i 300 tys. zł.
W ten sam sobotni wieczór trafiła do sprzedaży internetowej jego pierwsza płyta Magia del Tango, nagrana z zespołem Tango Corazon Quintet, a wydana przez Polskie Radio Katowice.
Marcin Wyrostek nie ukrywał zdumienia, gdy okazało się, że jest w pierwszej trójce, a gdy Marcin Prokop ogłosił, że to on wygrał Mam talent!, był w szoku. Widzowie docenili jego wirtuozerię, pasję, z jaką grał, i skromność.
- To było dla mnie olbrzymie zaskoczenie, bo nie byłem zadowolony z występu. Wyrzucałem sobie, że mogłem zagrać lepiej, spokojniej, ale stres był olbrzymi, oglądało mnie w końcu mnóstwo ludzi - mówił nam wczoraj akordeonista.
W rankingach Wyrostek plasował się na trzeciej, czwartej pozycji. Nie dawano mu zbyt dużej szansy na wygraną także dlatego, że w żadnej edycji tego programu nigdy nie wygrał instrumentalista. Ale on zagrał fenomenalnie, słychać było orkiestrę, choć na scenie był sam.
- Grał duszą i sercem. Buchała z niego energia i wrażliwość - komplementuje swojego kolegę, Renata Danel, piosenkarka i nauczycielka muzyki w AM. (...)
Mam talent! spełnił również marzenie 37-letniego Alexandra Martineza, marynarza, fryzjera, muzyka, który mieszka w Siemianowicach Śląskich. Filipińczyk od kilkunastu lat nie był w ojczyźnie, jego córka Vanessa nigdy nie widziała dziadków ze strony ojca, a żona Żaneta - teściów. Jedno z biur podróży ufundowało całej trójce wycieczkę w rodzinne strony Alexandra.
- Jestem bardzo zadowolony. Widziałem radość na twarzach żony i córki. Dzięki temu cieszę się z tego wyniku jeszcze bardziej - mówił. Przed finałem programu Mam talent! Alexander Martinez zapowiadał, że zaprezentuje inną skalę głosu. I rzeczywiście - ujawnił swoje rockowe oblicze. Jego wykonanie przeboju grupy Europe Final Countdown przypadło do gustu i jurorom, i publiczności. Filipińczyk zajął trzecie miejsce. Dziennik Zachodni 2009.12.06, TES, KAP, RES Bo ludzie na Śląsku po prostu mają talent


Do góry
Święty Mikołaj na Śląsku
Czekej no pieronie jeden, przidzie świynty Mikołoj, to ci wyszczylo kobyrym po tych galotach, że ci żić spuchnie... - straszyło się za złe zachowanie dzieci na Śląsku. Czy ten aspekt liturgicznego wspomnienia św. Mikołaja, przypadającego na 6 grudnia, różni nas od pozostałych ziem chrześcijańskich?
Święty przynosi do śląskiego domu prezenty o dowolnej godzinie, ale tylko dnia 6 grudnia, lecz osobiście pojawia się u niektórych wyłącznie wieczorami. Jest ubrany w długi płaszcz, ornat lub kapę oraz w biskupią czapkę, czyli mitrę. I nie dziwi to nikogo, gdyż był przecież kiedyś, w IV wieku, biskupem miasta Miry.
Poczciwy brodaty starzec przychodzi najczęściej w asyście pomocników: diabła i anioła. Zadaniem pomocnika - diabła jest przypomnienie św. Mikołajowi o złych uczynkach dzieci, co często staje się przyczyną sprawiedliwego gniewu Świętego i wymierzenia stosownej kary. Diabeł wtedy trzepie kilka razy pasem i tak już sparaliżowanego ze strachu malca, na którego twarzy maluje się wyraźnie mocne postanowienie poprawy.
Później do akcji wkracza pomocnik - anioł, który tłumaczy św. Mikołajowi, że karany właśnie chrześcijanin ma jednak na swoim koncie kilka dobrych uczynków. I to powoduje, że święty odwiązuje wielki wór i wyciąga prezenty. Są to przeważnie słodycze, owoce, ubrania np. usztrykowane rękawiczki czy czopki, ale przede wszystkim zabawki. Typowe kiedyś na Śląsku, a może jeszcze dzisiaj, było wręczanie prezentów za złe uczynki. Te prezenty - ostrzeżenia to wągiel i oszkrabiny z kartofli, które dostaje się przeważnie w starej papierowej torebce, czyli tytce po mące lub cukrze. Bywa, że dostaje się i prezenty, i tytka z wąglym. Następnego dnia dzieci są jakby grzeczniejsze a rodzice z pedagogicznym wyczuciem mówią:
Widzisz jaki dobry jest św. Mikołaj, bo za te twoje zachowanie, od nas nie dostałbyś prezentu. Ale pamiętaj sobie, na drugi rok święty może stracić cierpliwość!
Kiedy zabawki od brodatego Świętego zaczynają powoli nudzić, z coraz większą przyjemnością myśli się o świętach Bożego Narodzenia i o następnych prezentach - od Dzieciątka. Na nie jednak również trzeba sobie zasłużyć. www.slaskie-abc.com.pl 2009.12.06, Marek Szołtysek, fragment książki Żywot Ślązoka poczciwego


Do góry
Matuschka wreszcie na tablicy
Odsłonięcia dokonał dziś przy ul. Krakowskiej 53 hrabia Mario, syn byłego starosty opolskiego.
Przyszedłem na świat w tym domu na piętrze 27 lutego 1931 roku - mówił wzruszony hrabia Mario Matuschka przed dawną siedzibą starostwa - mogliśmy w tym domu pozostać tylko do roku 1933, kiedy ojciec został usunięty przez nazistów ze stanowiska. Musieliśmy wówczas opuścić Opole i mieszkaliśmy w Berlinie, potem We Wrocławiu, wreszcie w Katowicach.
Syn starosty przypomniał dzieje życia ojca aż po jego zamordowanie w berlińskim więzieniu 14 września 1944 roku.
- Śmierć w święto Podniesienia Krzyża św. była dla mojego ojca honorem danym mu przez Boga. Uroczystość, w której uczestniczymy, jest zaszczytem, jaki spotyka go od ludzi. Jestem przekonany, że przyczyni się ona do leczenia zranień w relacjach polsko-niemieckich.
Przypomnijmy, Michael graf von Matuschka urodził się w 1888 w Świdnicy. Był starosta opolskim w latach 1923-1933 i przeciwnikiem reżimu hitlerowskiego. Po zamachu Stauffenberga w lipcu 1944 został aresztowany.
- Był postacią barwną, mogącą zdobyć sympatię Polaków i Niemców - mówił o grafie Matuschce wicestarosta opolski Krzysztof Wysdak, przedstawiciel komitetu dla jego upamiętnienia - człowiekiem z fantazją, żołnierzem, który uciekał z niewoli rosyjskiej, urzędnikiem dbającym o rozwój regionu, kimś kto rozumiał ludzi żyjących na tej ziemi.
Na uroczystość przybył także, mimo poważnej choroby, autor wykonanej w piaskowcu tablicy ku czci Matuschki, Adolf Panitz. (...)
- Kończymy trwające blisko pięć lat wysiłki - powiedział Bruno Kosak z Zarządu TSKN - bo tyle czasu trzeba było, aby pokonać wszystkie prawne przeszkody. Obecność przedstawicieli władz miasta potwierdza, że dopełniliśmy wszystkich warunków. Cieszę się, że ta tablica się tu znalazła. Wierzę, że pomoże ona przełamać stereotyp, że wszyscy Niemcy byli w czasach nazizmu zwolennikami Hitlera. Przecież tylko jesienią 1944 razem z Matuschką zamordowano za sprzeciw wobec systemu ponad 200 osób. NTO 2009.12.04, Krzysztof Ogiolda Michael graf von Matuschka ma tablicę w Opolu


Do góry
Przywilej być górnikiem
- To przez te nadzwyczajne gesty, jakie wobec górników przez lata czyniono. Przez to ohydne przekupstwo środowiska, by z górnika wyłudzić nadzwyczajny wysiłek - podkreśla Jerzy Markowski, górniczy ekspert.
Przypomina, że w czasach PRL-u węgiel był najważniejszym, strategicznym surowcem i trwała walka o każdą kolejną wydobytą tonę. By zwiększyć wydobycie, wprowadzono m.in. książeczki G i górnicze sklepy zwane Gieweksami. I to one górnikom zrobiły najwięcej złego. To tego bogactwa na półkach im zazdroszczono. Zapominano, że aby je zdobyć, trzeba było pracować w soboty i niedziele, w czasie, kiedy ci poszkodowani chodzili do teściowej na obiad, z dziećmi do parku, albo po prostu leżeli na balkonie z nogami do góry.
- Górników przekupywano przez ich żony. Jak kobieta chciała kupić nowe firanki czy wymienić starą Franię na automatyczną Wiatkę, to goniła chłopa do roboty w sobotę i niedzielę. To była manipulacja mentalnością prostego człowieka. Tymczasem warto pamiętać, że ten wydobywany w trudzie węgiel nie był dla górników, tylko dla Polski - przypomina Markowski.
Dodaje, że Polacy górnika docenią tylko wtedy, gdy zamiast węglem spróbują napalić w piecu kamieniami.
- Mam dość chodzenia po górniczych pogrzebach i mam dość relacjonowania katastrof. Do kopalni jak na katorgę kierowano więźniów politycznych. Dla nich praca pod ziemią była ciężką karą, a dla nas czym? Tradycją? - pyta Markowski.
Wacław Czerkawski, szef ZZ Górników w Polsce, podkreśla, że nagonka na górników zaczęła się jeszcze za Edwarda Gierka. Tymczasem zapomina się o tym, że inne branże mają także spore przywileje i to większe od górniczych.
- W Polskiej Miedzi na Barbórkę pracownicy dostaną od 25 do 30 tysięcy złotych. Nasza dodatkowa wypłata, złożona z miesięcznych odpisów od zwykłych pensji, to przy tym naprawdę niewielkie pieniądze. Nie ma czego zazdrościć, no chyba że ciężkiej pracy - podkreśla.
Dodaje, że górnicze przywileje to przeszłość. Spółki węglowe co roku oddają do budżetu miliardy złotych.
- Jakoś tylko trudno się nam z tą informacją przebić do ludzkiej świadomości. Za to zarzucają nam, że jesteśmy zadymiarzami. O problemach branży mówi się tylko wtedy, gdy dojdzie do nieszczęścia - wyjaśnia Czerkawski. (...) Dziennik Zachodni 2009.12.04, Aldona Minorczyk-Cichy


Do góry
Wrocławski latarnik
To będzie atrakcja dla turystów: latarnik włączający lampy przed katedrą ubierze się jak lord. Wrocławski latarnik, który gasi i zapala 91 lamp gazowych na Ostrowie Tumskim, będzie wreszcie miał reprezentacyjny strój. I to nie byle jaki. Ma on nawiązywać stylistyką do ubrań z II połowy XIX wieku, bo wtedy w Europie pojawiły się pierwsze gazowe lampy.
- To będzie wielka atrakcja dla turystów - zapowiada Ewa Mazur z Zarządu Dróg i Utrzymania Miasta, odpowiedzialnego za oświetlenie tej najstarszej części Wrocławia.
Na początku przyszłego roku latarnika zobaczymy w czarnym cylindrze, takim, jakie dzisiaj możemy zobaczyć na głowach kominiarzy. Ale nie tylko to ma wyróżniać okrycie wrocławskiego latarnika.
Do pracy będzie przychodził też z narzuconą na ramiona dwuczęściową peleryną. Długa, wykonana z czarnego, matowego materiału ma sięgać do kolan, krótka - do łokci latarnika. Charakterystyczną cechę peleryny stanie się nie tylko fason, ale też fakt, że musi ona mieć podwójną czerwoną i żółtą lamówkę na brzegach i taką samą przy stójce. Kolory wybrano nieprzypadkowo. Takie barwy ma flaga stolicy Dolnego Śląska.
Peleryna latarnika będzie zapinała się z przodu na piersi na dwie zapinki i guziki w kolorze złotym. Całość nowego ubioru ma dopełnić jeszcze kilka elementów: wyszyty herb Wrocławia na pelerynie, ciemne spodnie i buty sznurowane ze skóry lub wyrobu skóropodobnego w kolorze czarnym.
Wrocławski historyk, prof. Jerzy Maroń, nie kryje entuzjazmu.
- To świetny pomysł - mówi. - Gazowe latarnie przyciągają ludzi, bo we Wrocławiu zostały one tylko na Ostrowie Tumskim. Ta część miasta stanie się jeszcze bardziej atrakcyjna dzięki takiemu prostemu pomysłowi. Będzie można przenieść się choć na chwilę dwa wieki wstecz. (...) Gazeta Wrocławska 2009.12.03, Magdalena Kozioł Latarnik z Ostrowa będzie miał ubiór, jak w XIX wieku


Do góry
Projekt: Claus Ogerman
Uroczyste obchody urodzin słynnego na całym świecie kompozytora, który pisał piosenki dla Franka Sinatry czy Barbary Streisand chce zorganizować w Raciborzu Michał Fita z RSS Nasze Miasto.
Muzyk urodził się w Raciborzu, skąd wyemigrował i zrobił karierę w USA. Stowarzyszenie rozmawia w tej sprawie z samorządem i sponsorami. Nowiny Raciborskie 2009.12.01, (m) Projekt: Claus Ogerman


Do góry
Wybór cytatów © Zobacz.Slask.pl

Wstecz - Start - Do góry

Redakcja - Regulamin - Współpraca - Reklama - Strony WWW              © Copyright by GST 05-12