ďťż
,
 PORTAL  >  PRZEGLĄD NAJWAŻNIEJSZYCH AKTUALNOŚCI  >  2008
Stragany na Rynku
Chociaż za oknami ani grama śniegu i temperatury na plusie, w Katowicach można już poczuć atmosferę świąt Bożego Narodzenia. Przynajmniej za sprawą jarmarku świątecznego, który wczoraj oficjalnie rozpoczął się na Rynku i przy ulicy Staromiejskiej.
- Przygotowaliśmy 20 stoisk handlowych, na których będzie można znaleźć bardzo różny asortyment, od drewnianych zabawek i wyrobów ze szkła, po produkty spożywcze, oscypki czy miód pitny - mówi Barbara Miś z wydziału działalności gospodarczej Urzędu Miasta Katowice. - Stoiska są własnością firma Artim z Krakowa, która ma już wieloletnią tradycję w organizacji targów i kiermaszy - dodaje. Atrakcją dla dzieci będzie bezpłatna wenecka karuzela, która już wzbudza ogromne zainteresowanie wśród najmłodszych. Jarmark potrwa do 21 grudnia. Tym razem nie będziemy musieli narzekać na zbyt krótki czas handlowania, bowiem kramy czynne będą od godziny 12.00 przynajmniej do 20.00. W ten weekend zaplanowano specjalne programy dla dzieci, zaś w niedzielę zapowiadany jest przyjazd świętego Mikołaja prosto z Laponii. (...)
Jarmark w centrum Katowic nie będzie jednak jedynym. Już w niedzielę, 7 grudnia odbędzie się Jarmark na Nikiszu. Jego pomysłodawcami są mieszkańcy Nikiszowca, a impreza odbędzie się na terenie parafii św. Anny. - Celem jest integracja mieszkańców, ale także zbiórka na monitoring, który miałby zostać zamontowany w Nikiszowcu - mówi Dariusz Łyczko, radny z dzielnicy Nikiszowiec. - Ten jarmark to kolejna cegiełka do tego, żeby pokazać, że lokalna społeczność ma potencjał. Mieszkańcy przygotowują całą imprezę - dodaje. Środkiem płatniczym na terenie jarmarku będą balkany, które będzie można wykupić w parafii. Jeśli jarmark wzbudzi zainteresowanie, zostanie włączony do stałego kalendarza imprez organizowanych w Nikiszowcu. Dziennik Zachodni, Ola Szatan, 2008.12.05
Do góry
Katowice - miasto wedle życzenia
Gdzie w centrum ma być więcej zieleni, a gdzie postawić ławki? Czy plac ma służyć imprezom masowym, czy pełnić funkcję reprezentacyjną? - na takie pytania będą odpowiadać mieszkańcy Katowic. Wnioski mają być wiążące przy przebudowie śródmieścia.
- Chcemy poznać opinie katowiczan, jak ma wyglądać przestrzeń publiczna. Będzie też można dyskutować o wielkości i gęstości zabudowy. Wnioski zostaną przekazane projektantom - obiecuje Piotr Uszok, prezydent Katowic.
Spotkania z mieszkańcami odbędą się od 16 do 18 października w Rondzie Sztuki. Początek o godz. 16. Przewidziano, że w każdym spotkaniu może uczestniczyć maksymalnie 150 osób. Zgłoszenia są już przyjmowane: można zarejestrować się na stronie internetowej www.katowicenawarsztacie.pl lub zgłosić swoje nazwisko w biurze informacji turystycznej przy rynku.
- Wysłaliśmy też zaproszenia przedstawicielom spółdzielni mieszkaniowych, rad osiedlowych, organizacji pozarządowych, architektom i urbanistom. Liczymy, że będą przychodzić zwykli mieszkańcy, ci, którym przyszłość Katowic nie jest obojętna - mówi Rafał Czechowski, szef PR-owskiej firmy Imago, która warsztaty organizuje. Na trzydniowe konsultacje miasto wydało prawie 200 tys. zł.
Po co konsultacje, skoro już dwa lata temu rozstrzygnięto konkurs na wygląd śródmieścia? Al. Korfantego ma mieć charakter wielkomiejskiego bulwaru ze sklepami, restauracjami i apartamentowcami. - Nie wyobrażam sobie, żeby tak ważne przedsięwzięcie odbyło się bez udziału samych mieszkańców. Zależy mi, by mój projekt nie był postrzegany jako narzucony z góry. O tym, jak mają wyglądać place, skwery, targowiska miejskie, przystanki autobusowe, niech wypowiedzą się sami użytkownicy - mówi architekt Tomasz Konior, który wygrał konkurs.
Aby uniknąć chaosu, dyskusje będą podzielone tematycznie. - Na pierwszym spotkaniu będziemy zastanawiać się, co ma się dziać w centrum. Na kolejnym będziemy mówić już o konkretnej zabudowie placów i skwerów. Na trzecim wreszcie będzie dyskusja nad konkretnymi wnioskami. O wyborze najlepszej propozycji zadecyduje głosowanie - zapewnia Czechowski.
Warsztaty będzie prowadził specjalista z Gdańska Piotr Lorens, który zajmował się już tego typu przedsięwzięciami w kilku miastach naszego kraju. (...) Organizatorzy zapewniają, że najpóźniej miesiąc po zakończeniu konsultacji opracowany będzie raport. Jego wnioski mają być wiążące przy przebudowie centrum. Uszok na wczorajszej konferencji potwierdził po raz kolejny, że przebudowa ma szansę ruszyć dopiero w 2010 roku. Gazeta Wyborcza, Anna Malinowska, 2008.10.09, Katowice mogą być miastem wedle życzenia
Do góry
Nikiszowiec stał się modny
W najnowszym, październikowym wydaniu magazynu Twój Styl zabudowania katowickiego Nikiszowca posłużyły jako tło do sesji mody jesienno-zimowej. Miesięcznik, który może sobie pozwolić na realizację takich sesji w najbardziej egzotycznych zakątkach świata, wybrał nikiszowieckie plenery, żeby pokazać kolorowe ubrania, jakie mamy nosić w chłodne dni.
- Szukaliśmy domów z czerwonej cegły. Takich już nie ma ani w Warszawie, ani w okolicach stolicy - mówi producentka sesji Twojego Stylu, Maja Nowotny. - Wtedy ktoś z ekipy przypomniał sobie, że są one w Katowicach i w takich plenerach robiliśmy kiedyś sesje zdjęciowe Kamilowi Durczokowi i Magdalenie Piekorz. Nikiszowiec to niezwykle oryginalna dzielnica, charakterystyczna dla regionu. Wszędzie takie miejsca jak to są eksploatowane do bólu, a on wciąż jeszcze jest świeży. Zdjęcia zrobił Krzysztof Kozanowski, młody, ale niezwykle zdolny fotograf, znany głównie z pięknych portretów - dodaje Maja Nowotny.
Promocja dzielnicy przez modę? Czemu nie... Bydgoszcz zapłaciła producentowi serialu Egzamin z życia, żeby jeden z odcinków został nakręcony u nich. Nie namawiam władz Katowic, żeby wydawały pieniądze z kasy miasta na sesje zdjęciowe, ale zaproszenie do zrealizowania zdjęć właśnie na Nikiszowcu można by wysłać do kolorowych magazynów, a i roladą z modrą kapustą poczęstować, kiedy już przyjadą do nas. (...) Dziennik Zachodni, Katarzyna Pachelska, 2008.09.20
Do góry
Aleksandra Śląska w Galerii
Wczoraj w Galerii Artystycznej na placu Grunwaldzkim w Katowicach odsłonięto pamiątkową płaskorzeźbę z wizerunkiem Aleksandry Śląskiej, znanej aktorki rodem z Katowic.
- To dla mnie wyjątkowy dzień, jestem bardzo wzruszony. Mieszkam teraz pod Warszawą, ale często przyjeżdżam na Śląsk, bo tu mam rodzinę. Pamiętam, jak z kuzynem szaleliśmy w parku Kościuszki na rowerach i podziwialiśmy wieżę spadochronową - wspominał obecny na uroczystości Szczęsny Górski, tłumacz, syn aktorki.
Aleksandra Śląska urodziła się 4 listopada 1925 r. Dzieciństwo spędziła w powojennych Katowicach. Zmarła 18 września 1989 r. (...) Dziennik Zachodni, Katarzyna Wolnik 2008.09.12
Do góry
Do góry
Cały wiek bazyliki
Bazylika franciszkanów w Panewnikach obchodziła wczoraj 100-lecie poświęcenia. Uroczystej mszy przewodniczył prymas Polski, ks. kardynał Józef Glemp. W homilii powiedział, że bazylika przypomina mu kościół z rodzinnego Inowrocławia, gdzie był chrzczony przed prawie 79 laty.
Po zakończeniu sumy pontyfikalnej na placu kościelnym odbył się koncert orkiestry dętej kopalni Wujek, a także festyn. W ogrodach bazyliki wystąpiły na nim m.in. zagraniczne zespoły w ramach XXI Międzynarodowego Studenckiego Festiwalu Folklorystycznego oraz grupy Przylądek Dobrej Nadziei z Mysłowic i Gang Marcela. (...)
Budowę bazyliki rozpoczęto w 1906 r. Poświęcenie nastąpiło 19 lipca 1908 r. Dziennik Zachodni, MOKR 2008.09.01
Do góry
Setki osób w Katowicach pójdą na bruk
Ponad 350 osób może stracić pracę w Katowicach. Akcjonariusze Huty Metali Nieżelaznych Szopienice mają zdecydować w poniedziałek o jej likwidacji. Powody? Zeszłoroczne straty na giełdzie w Londynie, zadłużenie i wzrost cen miedzi.
Pracownicy huty dostaną wypowiedzenia za kilka tygodni. Jedyna nadzieja na uratowanie ich miejsca pracy to sprzedaż wycenionego na 95 mln zł majątku huty oraz 70 hektarów należących do niej gruntów. Spółka wysłała oferty do 60 inwestorów branżowych z całego świata, wkrótce jej przedstawiciele spotkają się z kilkoma potencjalnymi kontrahentami.
Huta Szopienice produkuje wyroby walcowane z miedzi i mosiądzu (taśmy, blachy, bloki, płyty, krążki oraz rurki cienkościenne z miedzi i jej stopów) - 40 tys. ton rocznie. Prawie 62 proc. jej akcji należy do giełdowej spółki Hutmen z grupy Impexmetalu. (...) Gazeta Wyborcza, pap, mag 2008.08.28
Do góry
Spodek zostawia długi
Gdyby nie wynajmowano hali na duże imprezy, Spodek byłby martwy. Do końca sierpnia zniknie spółka Przedsiębiorstwo Widowiskowo-Sportowe Spodek w Katowicach. Pozostawia po sobie przede wszystkim długi. Z chwilą rozpoczęcia likwidacji jej zadłużenie wynosiło 4 mln zł.
Spółkę Spodek powołano 11 lat temu i wszystkie udziały objęła w niej gmina Katowice. To pod okiem katowickich urzędników przynosiła kolejne straty. Od września majątek hali przejdzie w całości i z czystym kontem pod zarząd Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji - jednostki budżetowej Katowic. Kto pokryje stare zobowiązania Spodka? My wszyscy, czyli podatnicy.
Marek Blaszkowski, który przez dziesięć lat pełnił funkcję prezesa spółki, został teraz jej likwidatorem i wręcza wypowiedzenia załodze. Zwalniani podnoszą krzyk. - Wielu z nich poświęciło Spodkowi najlepszą część swojego życia - mówi Stefan Jędrysczyk, przewodniczący zakładowej Solidarności w Spodku.
Z 40-osobowej załogi, 20 pracowników zatrudni MOSiR. Trafi tam cały dział techniczny i tzw. dział imprez, który przez ostatnie lata nie wykreował ani jednego własnego programu. Wytknęli to spółce kontrolerzy Regionalnej Izby Obrachunkowej, którzy zwrócili również uwagę, że Spodek żył jedynie z tego, co najprościej przychodziło, czyli z wynajmowania pomieszczeń.
Wrocławska Hala Ludowa też jest spółką skarbu gminy i województwa dolnośląskiego, ale ma własne propozycje i płaci wszystkie swoje rachunki. Potrafi na siebie zarobić. Prezes Blaszkowski nie potrafi wyjaśnić, dlaczego podobnie nie może być w przypadku Spodka.
Taki stan rzeczy dziwi firmy organizujące w hali kultowe imprezy.- Spodek to najlepsza sala w Polsce, tutaj można wyprodukować każdą imprezę. To dziwne, że finansowo tak źle sobie radzi - mówi Tomasz Dziubiński z agencji Metal Mind Productions, organizator m.in. Metalmanii.
Wiele wskazuje na to, że katowicki Spodek, symbol miasta, zostanie ubezwłasnowolniony. Po przekształceniach własnościowych przyjedzie zapowiadany remont, w czasie którego mocno ograniczy swoją działalność, a potem na rynku pojawią się konkurenci i odbiorą Katowicom publiczność. Nowoczesne, równie wielkie sale powstają w Gliwicach, Sosnowcu i Krakowie.
Przez ostatnie lata Spodek był tylko halą do wynajęcia. Nie potrafił też wyjść na finansową prostą. Z końcem sierpnia przestanie nim zarządzać spółka prawa handlowego, w której wszystkie udziały miała gmina Katowice. Zarządzana nieudolnie przynosiła tylko straty, więc teraz miasto ją likwiduje i włącza majątek Spodka do Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji tak, jak przed laty przeszły pod władanie tego samego MOSiR-u hala i boisko Kolejarz, kąpieliska Bugla i Rolna, Camping 215, lodowisko Jantor itp. W zarządzie MOSiR-u jest już od jakiegoś czasu także sala gimnastyczna i lodowisko Spodek.
- Przekształcenia własnościowe pozwolą nam na lepsze finansowanie planowanych remontów. Łatwiej dofinansować majątek własny niż spółki - wyjaśnia Jerzy Łączkowski, naczelnik Wydziału Zdrowia, Nadzoru Właścicielskiego i Przekształceń Własnościowych Urzędu Miasta w Katowicach.
Kiedy w 1997 roku powoływano spółkę skarbu gminy: Przedsiębiorstwo Widowiskowo-Sportowe Spodek, entuzjazm urzędników katowickiego magistratu nie miał końca. Po tych przekształceniach własnościowych zniknąć miały kłopoty z zarządzaniem i zadłużeniem. Jednak zapaści finansowych było mnóstwo. (...)
Wrocławskie Przedsiębiorstwo Hala Ludowa też jest spółką prawa handlowego, w której udziały mają przede wszystkim samorządy (wojewódzki i miasta). Przekształceń tam dokonano w 2005 roku.
- Hala nie ma bieżących zadłużeń - mówi rzeczniczka spółki Agnieszka Wardawa. Kredyty zaciągnięto na remont prawie stuletniej budowli. Hala ludowa, podobnie jak Spodek, żyje z wynajmu pomieszczeń. W przeciwieństwie jednak do Katowic we Wrocławiu nie czekają aż zjawi się klient. - Co roku organizujemy imprezy targowe - budowlane, medycyny niekonwencjonalnej. Co miesiąc są nasze giełdy staroci, a zimą świąteczny jarmark - wylicza Wardawa.
Likwidowana właśnie spółka Spodek nie wykreowała żadnej własnej imprezy i prezes Marek Blaszkowski nie potrafi wyjaśnić skąd ta niemoc. W Spodku przed laty zlikwidowano dział zajmujący się przygotowaniem imprez targowych. Odeszli też ludzie obeznani w branży estradowej. Na końcu zlikwidowano marketing. Pozostali m.in. pracownicy z tzw. działu organizacji imprez, którzy i teraz nie muszą martwić się o zatrudnienie. Przechodzą do pracy w MOSiR wraz z imprezami, które już zakontraktowali, choć nie są ich organizatorami. Impresariat po prostu nie istnieje. (...)
Wraz z halą główną Spodka MOSiR przejął też 20 pracowników spółki. Zdaniem Tadeusza Donocika, prezesa Regionalnej Izby Gospodarczej, Spodek powinien stać się centrum rozrywki, jak dzieje się to w innych regionach Europy.
- Nie rozumiem, dlaczego Spodek nie może tętnić życiem codziennie. W stolicy wielkiej aglomeracji żyje 4,5 mln ludzi. Problem w tym, by znaleźć propozycje dla różnych grup zainteresowań i odbiorców w różnym wieku. Myślę o spotkaniach biesiadnych i dyskotekach, wielkich koncertach, kabaretonach i imprezach sportowych. Wymaga to jednak infrastruktury wokół Spodka, zwłaszcza restauracji - dodaje Donocik. (...) Dziennik Zachodni, Teresa Semik 2008.08.05
Do góry
Będzie ciszej w Katowicach?
Jak zapowiadają urzędnicy - mapa to pierwszy krok do walki z ulicznym hałasem. Jego źródłem są nie tylko przejeżdżające samochody, ale też tramwaje i robotnicy prowadzący remonty.
Za przygotowanie mapy katowicki magistrat zapłacił 230 tys. zł. Dokument pokazuje, że w mieście właściwie nie ma dzielnic, w których można zaznać błogiej ciszy. - Głośno jest również w dzielnicach południowych, które jeszcze do niedawna uchodziły za oazę spokoju - mówi Zofia Muc, naczelnik wydziału kształtowania środowiska.
Dopuszczalna norma hałasu w dzień to 55 decybeli, w nocy o 10 decybeli mniej. W Katowicach najgłośniej jest w śródmieściu. Są tu miejsca, gdzie norma dzienna jest przekroczona nawet o 20 decybeli, np. wzdłuż ruchliwych ulic (...).
Najgłośniejsze ulice poza centrum to Brynowska, Bielska i Pszczyńska. W przyszłości dołączy do nich zapewne budowany obecnie węzeł Murckowska. Na luksus życia w ciszy na pewno nie mogą sobie pozwolić mieszkańcy Zawodzia, os. Tysiąclecie, Załęża, Załęskiej Hałdy, Szopienic i Burowca. - Nie badaliśmy jeszcze os. Paderewskiego. Wszystko dlatego że Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad będzie wymieniać ekrany akustyczne obok osiedla. Nowe mają zmniejszyć hałas - dodaje Muc.
Magistrat, dzięki mapie, zamierza rozpocząć walkę z nadmiernym hałasem w Katowicach. Sposoby? Wymiana torowiska i taboru tramwajowego na cichszy. Okazuje się bowiem, że np. w Załężu tramwaje są główną przyczyną hałasu. Dodatkowo można upłynnić ruch na newralgicznych drogach, np. zsynchronizować światła. - Płynny przepływ samochodów radykalnie zmniejsza hałas - mówi Muc. - Dzięki mapie będziemy też mogli wskazać właściciela źródła hałasu i zmusić go do ograniczenia nadmiernych decybeli. Gazeta Wyborcza, Anna Malinowska 2008.07.25, Katowice mają mapę hałasu. Będzie ciszej?
Do góry
Czy Katowice potrzebują nowego ratusza?
Według wizji architekta Tomasza Koniora reprezentacyjny ratusz miejski ma stać częściowo w miejscu obecnego Domu Prasy, choć byłby rozbudowany w kierunku Zenita. - Jesteśmy zdania, że nie ma potrzeby budowy takiego obiektu - mówi tymczasem Waldemar Bojarun, rzecznik miasta.
Dom Prasy na pewno zostanie przebudowany, może nawet wyburzony. Przy Rynku stoi od 1966 roku. O jego przyszłości zadecyduje ekspertyza techniczna, której wyniki poznamy pod koniec roku. Na pewno obiekt zostanie obniżony. Czy choć trochę przypominać będzie ten z wizji autora przebudowy centrum Katowic?
- Ten obiekt jako jeden z niewielu elementów koncepcji stoi pod znakiem zapytania, wszystkie pozostałe mają naszą pełną akceptację - mówi Bojarun. Przyznaje, że duże znaczenie mają względy finansowe. - Raczej rozważamy zmianę funkcji Domu Prasy. Na pewno parter warto zagospodarować na obsługę mieszkańców - dodaje.
- Trzeba ponownie ukształtować przyjazną przestrzeń publiczną, z różnorodnością funkcji. Ratusz może być atrakcją tego miejsca! - mówi z kolei Tomasz Konior. - Chciałbym aby, podobnie jak w Hadze, budynek ratusza wzmacniał funkcję centrum. Służył nie tylko administracji: był miejscem wystaw, koncertów. (...) Dziennik Zachodni, Marta Żabińska 2008.07.23, Czy potrzebujemy nowego ratusza?
Do góry
Miasto chce oddać Spodek
Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji nie będzie zarządzać Spodkiem. To zadanie władze miasta chcą powierzyć zewnętrznej firmie. Takiej, która zajmować się będzie nie tylko tą jedną halą, ale wieloma, w całej Europie, a nawet na świecie.
Taki operator będzie miał większe możliwości, bo np. będzie mógł podpisywać kontrakty z gwiazdami na kilka koncertów, a nie na jeden. Zyski zaś będą dzielone na pół: między miasto i operatora. Kiedy tak się stanie, nie wiadomo. Wiadomo za to, że prawdopodobnie przyszły zarządca będzie zajmować się zarówno Spodkiem, jak i Międzynarodowym Centrum Konferencyjnym, które powstanie w jego sąsiedztwie i ma być z halą połączone.
Po co Spodkowi nowy zarządca? Po to, żeby przynosił zyski. Chociaż urzędnicy magistratu (to miasto jest właścicielem obiektu) zapewniają, że hala przynosi je już teraz. Choć były lata, kiedy trzeba było do niego dopłacać. - Lata 2001-2002 - mówi Waldemar Bojarun, rzecznik miasta. - Czyli wtedy, gdy darmowe koncerty organizowane np. przez duże rozgłośnie radiowe położyły rynek. Ale od 2004 roku jest lepiej.
Na razie urzędnicy rozmawiają z chętnymi, którzy zresztą sami zaczęli się interesować unikatową w skali kraju halą. Zwłaszcza, że gdy dostaną ją w swoje ręce, będzie już zmodernizowana: miasto wyłoży na remont w sumie 50, 60 milionów złotych. Zainteresowani są m.in. Finowie i amerykańska spółka SMG. Ale i tak trzeba będzie zorganizować przetarg, który wyłoni firmę-operatora. Być może będzie to jednocześnie inwestor, który wybuduje MCK. Na razie na Centrum są tylko plany - na konkurs ogłoszony na projekt MCK wpłynęło ponad 70 prac. Kiedy powstanie, oba budynki (MCK i Spodek) pomieszczą ponad 10 tysięcy osób. Na dodatek obok byłby hotel.
Janusz Nowak, który koordynuje projekt z ramienia miasta uważa, że drugiego takiego jak Spodek obiektu w Polsce nie ma. A Waldemar Bojarun dodaje: - Lokalizacja jest idealna, a architektura obiektu wyjątkowa, to jeden z najbardziej rozpoznawalnych budynków w kraju, zaraz po Pałacu Kultury w Warszawie. Podczas imprez panuje tu legendarna wręcz atmosfera, a dzięki milionom wyłożonym na remonty Spodek będzie najnowocześniejszy w Polsce.
Czy rzeczywiście Spodek nie ma konkurencji? Kraków chce postawić swoje futurystyczne centrum konferencyjne przypominające także latający talerz w 2012 r. W Gliwicach powstanie Podium, nowoczesna hala również w centrum miasta. A w katowicki obiekt trzeba odnowić. Najdroższy będzie remont elewacji, na razie pokrytej azbestem. Na to przyjdzie czas najwcześniej jesienią przyszłego roku. Do tej pory PWS Spodek zostanie przekształcony w spółkę CWS Spodek. I do czasu wyboru operatora to ta spółka będzie zarządzać halą. Dziennik Zachodni, Dorota Niećko, współpr. Marta Żabińska 2008.07.18
Do góry
Deptak wśród odrapanych kamienic
Pomarańczowe ławki, kwietniki, granitowe kostki, szklany Meeting Point - tak wygląda od kilku dni ul. Mariacka, a dokładnie - jej fragment od kościoła do ul. Francuskiej.
Miasto remontuje tu gminne kamienice, przy okazji wyprowadzając lokatorów (nie wszyscy wrócą, bo w wyremontowanym budynku czynsze pójdą w górę). Urzędnicy zapowiadają, że do końca roku Mariacka będzie pięknym deptakiem. Wierzycie w to? To, co na dole to jedno. A to, co przy Mariackiej stoi, drugie.
W czym problem? Ano w tym, że nie wszystkie kamienice należą do miasta, więc może okazać się, że będziemy spacerować deptakiem wśród ruder. Wygląda na to, że urzędnicy nie mają pomysłu, jak ten problem rozwiązać.
- Dla prywatnych inwestorów przebudowa to ogromna szansa - odpowiada prezydent Piotr Uszok na pytanie, jak skłonić właścicieli, żeby remontowali swoje budynki.
Tymczasem Mariacka to taki przedskoczek. To, czy urzędnicy dogadają się tu z właścicielami, da nam obraz tego, jak apodobne rozmowy potoczą się w przypadku przebudowy całego śródmieścia. Przy Mariackiej stoi m.in. Hotel Śląski. Jego właścicielem jest Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Usług Turystycznych (właściciel m.in. Hotelu Katowice, właścicielem WPUT jest z kolei Ministerstwo Skarbu Państwa).
Nieczynny od czterech lat, zniszczony budynek po prostu straszy. Jeszcze w ubiegłym roku przedstawiciele WPUT zapewniali, że szukają chętnych na obiekt. Była mowa o zmianie jego funkcji, miałyby tu powstać np. biura. Minął rok, a nic nie drgnęło. WPUT tłumaczy, że... dalej toczą się rozmowy z chętnymi. (...) Dziennik Zachodni, Dorota Niećko 2008.07.11
Do góry
Muzeum Hansa Klossa powstanie w Katowicach
W kamienicy przy ulicy Gliwickiej 6 powstanie Muzeum Hansa Klossa. Za kilka dni katowiczanie dowiedzą się o tym z wywieszonego na elewacji baneru. Pierwsi goście wejdą do środka w lutym przyszłego roku.
- To nie będzie muzeum jednego aktora, ale postaci popkulturowej. A Hans Kloss, skoro nie dorobiliśmy się własnego Supermana czy Jamesa Bonda funkcjonuje w świadomości Polaków jako popkulturowa ikona. Bohater z którym można się łatwo identyfikować - tłumaczy Piotr Owcarz, prezes grupy Media Partner, która podjęła się tego przedsięwzięcia.
Ma świadomość, iż serial Stawka większa niż życie, prócz licznego grona fanów ma też zagorzałych przeciwników, zarzucających mu fałszowanie historii, ale zdecydowanie podkreśla - odcinamy się od polityki i historii. Interesuje nas Kloss jako bohater popkultury.
Agent J-23 w swym katowickim muzeum będzie miał przynajmniej dwie, wykonane z kreolanu, naturalnych rozmiarów figury. W przygotowanych przez Marcela Sławińskiego - autora scenografii do wielu spektakli teatralnych i operetkowych - piwnicznych wnętrzach pojawią się też repliki innych serialowych postaci. Obejrzeć będzie można wystawę gadżetów, związanych z postacią Hansa Klossa: komiksów, płyt, kaset czy gazet. W piwnicy będzie działać Cafe Ingrid.
Najważniejszym gościem imprezy inaugurującej działalność muzeum ma być sam Stanisław Mikulski (czyli filmowy Hans Kloss), reżyserzy serialu Stawka większa niż życie oraz gwiazdy polskiej estrady i filmu. Nie powinno też zabraknąć innych bohaterów adaptacji telewizyjnej oraz serialu. (...)
Serial Stawka większa niż życie nakręcony został pod koniec lat 60-tych. W tym roku mija właśnie 40 lat od pierszej jego emisji. Wcześniej przygody Hansa Klossa można było oglądać w Teatrze Telewizji. W rolę pracującego dla rosyjskiego wywiadu Polaka w mundurze oficera Abwehry wcielił się Stanisław Mikulski, a poszczególne odcinki wyreżyserowali Janusz Morgenstern i Andrzej Konic. Serial odniósł oszałamiający sukces i wciąż - mimo sprzeciwów środowisk kombatanckich, zarzucających mu prezentowanie fałszywego obrazu II wojny światowej - z powodzeniem wraca na ekrany. Dziennik Zachodni, Michał Wroński 2008.07.07
Do góry
Chcą zasłonić brud parawanem
Katowicki rynek jest nudny, brzydki i szybko się to nie zmieni. Czasem tylko pojawiają się tu letnie ogródki. Niedawno urzędnicy wymyślili, że ogródek piwny mógłby stanąć na chodniku przed Domem Prasy. Oddzielono nawet słupkami pas chodnika od parkingu. Tyle, że nikt nie chce tu ogródka postawić, choć jeszcze do niedawna były tym zainteresowane dwie firmy. Obie się wycofały. Ogródka nie postawi m.in. Cafe Europa, choć prawie podpisała już umowę z browarem. Właściciele uznali, że wydzielone miejsce to nie to, o co im chodziło. - Niech sobie to weźmie, kto chce, jeśli widzi w tym jakiś biznes - usłyszeliśmy w Cafe Europa.
Teraz Ars Vivendi na parterze Domu Prasy, jedyny lokal przy rynku, które można by jeszcze wykorzystać, to brudne, śmierdzące miejsce, które niektórzy wykorzystują po to, by... załatwić potrzeby fizjologiczne. Miasto nie chce jednak szukać najemcy. - Musiałby ponieść znaczne nakłady na remont - mówi Waldemar Bojarun, rzecznik Urzędu Miasta. Tymczasem magistrat przejmie cały budynek w 2009 r. Po przebudowie zajmą go urzędnicy. W 2010 r. na parterze mają już być sale obsługi mieszkańców.
Cafe Europa ustawiła tu piwny ogródek w ubiegłym roku, wydzieliła też przejście do toalet w opuszczonym lokalu. - Wiadrami wynosiliśmy stamtąd śmieci - mówią właściciele. Lokal, który należy do miasta, to obraz nędzy i rozpaczy. Poprzedni właściciele doprowadzili go do dewastacji, pozrywali nawet kafelki. Zostawili po sobie wielkie długi, bo nie płacili czynszu. Sprawa skończyła się w sądzie.
- Zdajemy sobie sprawę, że ogródki nie zmienią fatalnej przestrzeni rynku, bo nie da się go w łatwy sposób uatrakcyjnić. Pomóc może jedynie planowana gruntowna przebudowa. Kawiarenki zakryją tylko lokal, który szpeci - mówi Bojarun.
Ale kawiarenek-parawanów, nie będzie. - Jesteśmy zdziwieni, że obie firmy się wycofały. Daliśmy im możliwości, ograniczyliśmy parking. Znajdziemy jednak nowego najemcę. Rozpytujemy wśród wszystkich restauratorów - zapewnia rzecznik. (...) Dziennik Zachodni, Marta Żabińska 2008.07.02
Do góry
Wysoka sztuka w Katowicach
Fajnie, gdyby miasto było bardziej artystyczne - oceniła nastoletnia Agnieszka, spoglądając na... dąb na pl. Wolności. Od tygodnia na wielkim drzewie uwagę przechodniów przykuwa rzeźba Tomasza Koclęgi, przedstawiająca wielką białą głowę.
- Kora Jackowska w jednym z utworów śpiewa: są sny, które śnią się we śnie, są sny na jawie. Moja praca jest takim snem. Może się przyśnić, ale śni się na jawie - mówi Koclęga, absolwent katowickiej Akademii Sztuk Pięknych. Rzeźba Sen to początek większej współpracy ASP z urzędnikami - uczelnia w ten sposób ma okazję pokazać się w mieście.
- W ramach projektu, przygotowywanego od roku, mamy trzy takie propozycje. Ich realizacja wymaga jednak wielu uzgodnień - mówi prof. Marian Oslislo, rektor ASP. - Projekt jest już na etapie kosztorysów - mówi Koclęga. Ma za sobą podobne m.in. w Gliwicach i Bytomiu. Do ich realizacji potrzebna jest teraz decyzja miasta, które miałoby na nie wyłożyć pieniądze. Sen na pl. Wolności jest na razie pracą pilotażową. - Chcemy zobaczyć, jakie będą reakcje mieszkańców - mówi Waldemar Bojarun, rzecznik miasta. Te są raczej jednogłośne: wszyscy, z którymi rozmawialiśmy w ubiegły piątek na pl. Wolności z ciekawością i zaskoczeniem zadzierali głowy do góry i chwalili pomysł. Choć jedna z przechodzących osób skomentowała zdenerwowana: - Pięknie, pięknie, a Załęże w brudzie tonie.
Kolejne przygotowywane inicjatywy to m.in. Alfabet Miasta, pomysł Katarzyny Sokołowskiej. Np. duża litera C miałaby się pojawić w centrum, a B przy Bibliotece Śląskiej. Gotowy jest już projekt litery A - miałaby stanąć przy Akademii Sztuk Pięknych, zamontowane wyświetlacze LCD pozwolą na niej prezentować różne prace. Z kolei Tomasz Koclęga w widocznym miejscu na elewacji budynku Business Consulting przy ul. 1 Maja 88 chce zamontować wielką rzeźbę pod tytułem Spojrzenie.
Sen jeszcze w marcu wisiał na dębie w parku Chopina w Gliwicach. Teraz przez rok towarzyszyć będzie drzewu na pl. Wolności. (...) - Głowa-intelekt oddana jest w opiekę siłom natury. Korona daje jej schronienie, oplata ją nowymi konarami. Przez kolejne pory roku obserwować będziemy ich współistnienie - mówi Koclęga. Dziennik Zachodni, Marta Żabinska, bib 2008.06.27, Sztuka na dębie
Do góry
Uroczyste rozebranie studenta
Ma ponad dwa metry wzrostu, rozbudowaną klatę, anielskie loczki, skończone studia - na co wskazuje absolwencki biret na głowie i, czemu trudno się dziwić, na twarzy ma uśmiech. Przed rektoratem Uniwersytetu Śląskiego stanął we wtorek pomnik studenta. (...)
We wtorek, na zakończenie obchodów 40-lecia uczelni, pomnik został odsłonięty. Od pewnego czasu na uczelnianych korytarzach szeptało się, że przez pomnik męska część studenckiej i profesorskiej braci może popaść w kompleksy. Na marmurowym postumencie przy rektoracie stanął dwumetrowy dobrze zbudowany uśmiechnięty młodzieniec ze starannie ułożonymi włosami, mający na sobie jedynie w uwspółcześniający absolwencki biret i dżinsy.
Jak tłumaczą autorzy projektu, biret - kojarzony z anglosaską tradycją akademicką - czyni pomnik bardziej uniwersalnym. Dzięki niemu każdy obcokrajowiec, który zabłądzi w okolice ul. Bankowej, nie będzie mieć wątpliwości, że patrzy na żaka, Katowice to miasto akademickie.
Profesorowie brali też pod uwagę wyposażenie studenta w odtwarzacz MP3 albo telefon komórkowy, stwierdzili jednak, że elektroniczne gadżety zbyt szybko się zmieniają, by utrwalać je w brązie. Dżinsy uznali za uniwersalny symbol współczesności. Spodnie wyglądają na trochę znoszone. - Bo to jest student aktywny, działający. A dobrze zbudowany dlatego, żeby przypominać młodym ludziom, że tężyzna intelektualna to nie wszystko - mówi profesor Szarek.
Obaj przyznają, że mieli trochę wątpliwości, czy podjąć się wykonania dzieła. - W paru miejscach w Polsce są pomniki studenta, zawsze jest to jakiś nieborak ułożony na ławce w luźniej pozie, niezbyt elegancki, żeby było widać, że to student. Chcieliśmy stworzyć coś oryginalnego, przedstawić nie studenta po prostu, tylko ideę studenta. Dlatego sięgnęliśmy do wzorców antycznej Grecji, gdzie tworzyły się zręby akademickości, i do symboli współczesności - tłumaczy profesor Fober.
Katowicki magistrat, wspólnie w prywatnymi sponsorami, wyłożył na studenta z brązu 50 tys. zł.
- A czemu on taki goły? I butów nie ma... Że niby student, to biedny? - zastanawiają się Iwona i Wiola, studentki III roku politologii, przechodzące obok pomnika w drodze na wydział.
- To ekolog i orędownik powrotu do natury. Zresztą samorząd studencki obiecał, że przy rozmaitych okazjach będzie go odpowiednio ubierać. Mam nadzieję, że żacy szybko się z nim oswoją, potraktują go jako swego rodzaju przynoszący szczęście amulet - odpowiada rektor-elekt profesor Wiesław Banyś. Sam też z rektorskiego okna będzie miał widok na pomnik - do 2011 roku, bo wtedy figura zostanie przeniesiona przed nowo zbudowaną Bibliotekę Akademicką. Gazeta Wyborcza, Iwona Sobczyk 2008.06.24
Do góry
Biurowce w Katowicach - nie!
Od ponad miesiąca zastanawiamy się razem z naszymi Czytelnikami, jak powinna wyglądać stolica aglomeracji. Tydzień temu pisaliśmy o planach budowania bloków w Dolinie Trzech Stawów. Oto, co o sprawie sądzą internauci na stronie www.katowice.naszemiasto.pl.
Pomiędzy lotniskiem a autostradą są najzwyklejsze chaszcze. A tam, gdzie Bryksy chce budować, są betonowe ruiny. Nie dla likwidacji terenów wypoczynkowych - owszem. Ale tak dla zabrania się za nieużytki. A najlepsze jest to, ze budując mieszkania tak czy owak zostawia się Dolinę ludziom, bo to przecież nie są biura - ocenia internauta o nicku Erwin.
Czy projekty budowlane, które maja być realizowane po północnej stronie A4 nie są precedensem? Skoro wydano zgodę na zabudowę jednej działki i biurowca w miejscu pomnika, to znaczy, że ta część Doliny może przestać pełnić funkcję parku. Stąd już tylko krok do zagospodarowania terenów obok drogi na Bielsko, która już się rozszerza (nowe skrzyżowanie z A4). Pierwsza decyzja wydana, czy zatem doczekamy się kolejnych? Oby nie, ponieważ Dolina straci 1/3 swojej powierzchni. W Katowicach jest wiele obszarów, które wprost straszą i zachęcają do inwestycji. Dlaczego nic się tam nie dzieje? - zastanawia się Noegall.
Głosowałem na Piotra Uszoka i teraz sobie pluję w brodę. Proponuję inpiczment - pisze Mieszkaniec Paderewy.
Panowie Konior i Konieczny to dwaj wybitni architekci. Problem polega na tym, że się nawzajem nie znoszą, co zresztą jest zrozumiałe: nikt nie lubi konkurencji i to silnej. A że kompleks budowany między Doliną a Paderewą projektował Konior, dla Koniecznego jest to ekologiczny skandal i rabunek gruntów miejskich. Każdy, kto był na miejscu i widział syf, jaki był do niedawna wie dobrze, że tam koniecznie trzeba uporządkować teren, zrobić z nim coś sensownego. Pomysł, żeby to był w 2/3 kompleks rekreacyjny, a w 1/3 mieszkaniówka jest całkiem rozsądny. Biurowce to zupełnie inna sprawa - uważa Mieszkaniec. (...) Dziennik Zachodni, DN 2008.06.23, Budujemy Katowice marzeń: Biurowce - nie!
Do góry
Budujemy Katowice marzeń
Z architektem Tomaszem Koniorem rozmawia Marta Żabińska
Minęło półtora roku od czasu, gdy pana wizję przebudowy centrum Katowic uznano w konkursie za najlepszą.
I narosło wokół niej wiele mitów. Gdy w latach 60., 70. burzono w Katowicach kamienice pod nową zabudowę, nikt nie pytał ludzi o ich oczekiwania. Dziś widać, że mieszkańcy nie utożsamili się z tymi zmianami. Zrobienie projektu to nie wszystko, trzeba budować miasto, z którym ludzie będą się identyfikować.
Ma pan na to przepis?
Bardzo uważnie słucham opinii. Istotnym krokiem będą konsultacje społeczne, zaplanowane na jesień. Chciałbym się w końcu przekonać, czy ludzie rzeczywiście akceptują ten plan.
Co powinno dziać się w budynkach z wizualizacji pana planu?
Chciałbym, aby to były budynki związane z kulturą, edukacją, do tego przestrzeń usług, handlu. Wszystko naprawdę wysokiej jakości. Reprezentacyjny plac Rynku będzie ograniczony od strony północnej nowym budynkiem Teatru Muzycznego. Istotne są przestrzenie publiczne: tu zieleń, tam teren dla dzieci, przestrzeń dla imprez kulturalnych, pod targowisko, osobny plac z ogródkami restauracyjnymi, fontannami. Al. Korfantego ma być w planach prawdziwym salonem miejskim z ekskluzywnymi sklepami. Park Rawy porównałbym do nowo-jorskiego Central Parku, podobny ma być w rejonie Pomnika Powstańców Śląskich. (...) Dziennik Zachodni, Jacek Drost 2008.06.20
Do góry
Dziki na cmentarzu
Mieszkańców południowych dzielnic od dawna już nie dziwi widok dzika na ich ulicach. To jednak nie oznacza, że wszędzie powinni je tolerować. Zwierzęta przez otwarte bramy wchodzą na teren cmentarza komunalnego w Panewnikach i dewastują groby. (...)
- Koleżanka dwukrotnie sadziła kwiatki na grobie, gdzie ziemię zryły dziki - mówi Justyna Olszówka. - W ten weekend było kilka dewastacji. Widziałem przerażoną stanem nagrobka kobietę. Przecież zawału można dostać, gdy się zobaczy takie zniszczenia. Wystarczyłoby zamykać bramy na noc - uważa jeden z okolicznych mieszkańców.
Zdaniem Władysława Sakowskiego z Komunalnego Zakładu Usług Pogrzebowych zamknięcie bram nic nie da. - Dziki wejdą przez każdą szparę. Monitowaliśmy w tej sprawie już w Lasach Państwowych, ale oni nie widzą rozwiązania. W zeszłym roku próbowaliśmy wykładać specjalną paszę. Nie jest niebezpieczna dla zwierząt, ale powoduje torsje i powinna odstraszać od powrotu w to miejsce. Wydaliśmy kilkaset złotych i... nic to nie dało - twierdzi Sakowski.
Przyznaje, że otrzymał trzy zgłoszenia w sprawie zniszczenia grobów, do jakich miało dojść w ten weekend, ale uważa, że to sporadyczne przypadki. - To nie jest jakaś wielka dewastacja. Dziki głównie wyjadają kwiaty. W tym roku spróbujemy ponownie zastosować to ekologiczne rozwiązanie. W czerwcu wymienimy też ogrodzenie od strony ul. Bronisławy na trwalsze, betonowe - mówi Sakowski.
Nowa siatka niewiele jednak pomoże, gdy bramki na cmentarz są cały czas otwarte. - Ludzie przechodzą przez cmentarz w drodze na skróty między Bazyliką a osiedlem bloków - zauważa Sakowski. Czy nie dałoby się jednak ich namówić do zamykania za sobą furtek, a główną szeroką bramę zamykać na kłódkę? - Przy wejściu na osiedle w Zadolu widnieje tabliczka z prośbą o zamykanie furtki ze względu na grasujące dziki - zauważa jeden z mieszkańców.
- Rzeczywiście, może wprowadzimy to jako pierwsze rozwiązanie. O zmroku, ok. godz. 20 będziemy zamykać dużą bramę od strony Bazyliki, mieszkańcy będą mogli swobodnie przejść przez furtki, pojawi się kartka z prośbą o ich zamykanie - mówi Sakowski. Byle mieszkańcy do prośby się przychylili. (...) Dziennik Zachodni, bib 2008.05.30
Do góry
Katowice gwiazdą europejskiej telewizji
Katowice to pierwsze polskie miasto, którego wizytówka pojawiła się w programie Metropolitans, sieci EuroNews, wspólnego dla całej Unii Europejskiej kanału informacyjnego, nadawanego w siedmiu językach.
Dzięki temu nasze miasto w środę dołączyło do wielkich europejskich metropolii, promowanych od stycznia 2008 roku na obszarze całej Unii. Dotychczas widzowie zapoznali się z Manchesterem, Dusseldorfem, Gijon oraz Lyonem.
- Zaprezentowaliśmy nowoczesną wizję Katowic obejmującą m.in. projekt architektoniczny przebudowy centrum miasta przygotowany przez architekta Tomasza Koniora oraz jego tradycję, czyli przepiękny Nikisz - mówi występująca w programie europosłanka prof. Genowefa Grabowska.
Film można zobaczyć, wchodząc na stronę internetową euronews.net lub na kanale EuroNews na platformie cyfrowej w sobotę (14.15, 18.15 i 23.15), niedzielę (11.15, 14.15, 17.15 i 20.15), poniedziałek (7.15, 12.15 i 16.15). Program przedstawia Katowice jako miasto przed wielkimi przemianami. To śląskie miasto stoi na progu ponownego zdefiniowania swojej tożsamości, z główną rozbudową w samym centrum. Efekt końcowy transformacji ma dać Katowicom całkowicie nowoczesne, europejskie centrum - można przeczytać na stronie euronews.net. Europa sama zauważyła, w jak istotnym momencie znajduje się miasto - inicjatywa tego filmu oraz pieniądze na jego realizację są w pełni unijne.
W poniedziałek rozpoczęliśmy na łamach Polski Dziennika Zachodniego debatę nad przyszłością stolicy województwa. Chcemy prowokować Czytelników, by wyrażali swoje zdanie na temat tego, co dzieje się w Katowicach, co dziać się powinno, co sami możemy zrobić. Jako jedna z pierwszych na nasz apel zareagowała Krystyna Doktorowicz, dziekan Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego. Zwróciła uwagę na to, co nie zależy tylko od władz miasta i architektów: na estetykę, czystość ulic, domów, fasad, bram, wystaw sklepowych zaniedbanych Katowic.
Specjaliści różnych dziedzin, lokalne autorytety połączyli siły. Powstał Instytut Współczesnego Miasta, którego efektem było trzydniowe Forum Współczesnego Miasta z udziałem trzydziestu panelistów, także z zagranicy. Jak zapewnia jednak Jan Kubec, prezes Instytutu, celem tej organizacji nie jest tylko debatowanie, ale też konkretne badania, kompleksowe propozycje rozwiązań ogromnych problemów, jakie stoją przed współczesnymi metropoliami.
Tomasz Konior w swym projekcie przebudowy Katowic tym. który prezentowany jest w EuroNews postawił na wysoką zabudowę, bo, jak mówi, tradycją Katowic jest nowoczesność. Katowicki architekt dostrzega przy tym, jak ważne jest włączenie mieszkańców w debatę o Katowicach. - Program, który rozpoczynamy w ramach Instytutu, ma na celu także podniesienie świadomości na temat tego, jak ważny proces dokonuje się w tym mieście, jak niezwykle istotny wpływ będzie to miało na sposób życia tutaj. To najbardziej skomplikowana transformacja w Polsce. Nie może się dokonać bez udziału i akceptacji mieszkańców, ludzi, którzy stanowią największy potencjał i wartość tego miasta. Debatę rozpoczęliśmy ze środowiskami opiniotwórczymi, kolejnym krokiem będzie dialog ze społecznością lokalną, planujemy warsztaty, podczas których wspólnie z mieszkańcami chcemy podejmować różne problemy. Także w świadomości urzędniczej jest bardzo dużo do zrobienia, trzeba zmienić pewne przyzwyczajenia - przyznaje Konior. (...) Dziennik Zachodni, A. Pustułka M.Żabińska 2008.05.23
Do góry
Mariacka zamknięta dla aut na zawsze
Dzisiaj zostanie zamknięta dla ruchu ulica Mariacka w Katowicach - samochody nie wrócą tam już nigdy, ale - jak obiecują urzędnicy - od grudnia mieszkańcy będą tam spacerować pięknym deptakiem. Ulica stanie się częścią eleganckiego tzw. małego rynku w Katowicach.
Na potrzeby prac zamknięta będzie także ul. Stanisława. Na razie objazd prowadzić będzie ul. Mielęckiego do ul. Warszawskiej. Remonty potrwają, zdaniem urzędników, do końca listopada. Co będzie dalej? Mielęckiego, która też ma być wyłączona z ruchu, musi poczekać, bo jest jedyną alternatywą dla kierowców w tym rejonie. W przyszłości ruch przejąć ma ślepa na razie ul. Tylna Mariacka, która zostanie przedłużona do Francuskiej.
- Właśnie rozpoczynamy przygotowania do przetargu na projekt jej przebudowy. Wkrótce powinny zostać załatwione sprawy własnościowe, które pozwolą na wyburzenia - wyjaśnia Józef Tajak z wydziału inwestycji magistratu.
Roboty przy tzw. małym rynku rozpoczęły się w tym roku za 12 mln zł na ulicach: Starowiejskiej, Mariackiej i Stanisława. Z trzech ulic w tym rejonie tylko Starowiejska, wyłożona asfaltem, będzie przejezdna - jej remont skończy się w tym miesiącu.
Na ulicy Mariackiej i Stanisława wymieniane są instalacje wodociągowe, kanalizacyjne i cała nawierzchnia. Dziś na fragmencie ul. Mariackiej od kościoła do Francuskiej można już oglądać granitowe płyty, którymi zostanie wyłożony cały deptak. W grudniu pojawi się nowe oświetlenie. Będą krzewy i drzewa, kamienne ławki, słupy ogłoszeniowe, place zabaw, placyki rekreacyjne. - Ze specjalnej, angielskiej siatki, którą można na rozmaity sposób kształtować, powstaną kanapy, stoliki, obudowa drzew, koszy na śmieci. Wszystko w stonowanych kolorach: srebrnym, ale też w czerwieni, bordo, żółciach - usłyszeliśmy w pracowni projektanta tej przebudowy A i R Jurkowscy. Przy ul. Mariackiej równolegle trwają remonty kamienic.
Mały rynek mają w przyszłości tworzyć ulice: Mariacka, Stanisława, Mielęckiego, Dworcowa, św. Jana, wszystkie wyłączone z ruchu. Zmiany w tym rejonie zapowiadano już od 2005 roku, kiedy wybrano zwycięzcę konkursu na przebudowę: konsorcjum Autorska Pracownia Architektury Kuryłowicz&Associates oraz A i R Jurkowscy. (...) Dziennik Zachodni, Marta Żabińska 2008.05.19
Do góry
Nowe dęby w katowickim Dąbie
Aż pięćset dębów posadziły wczoraj przedszkolaki przed Silesia City Center. Obok drzewek zatknęły tabliczki ze swoimi imionami.
- Ja już raz sadziłem drzewko na Giszowcu, z tatą - stwierdził 3,5-letni Filip z przedszkola Kropeczki w Katowicach Piotrowicach. Dokładnie przyklepywał ziemię, by drzewko dobrze się w niej trzymało. - Chyba będę przychodził oglądać, jak rośnie. Będzie taaakie duże.
W akcji Śląsk zdębieje organizowanej przez TriGranit, dewelopera wznoszącego osiedle Dębowe Tarasy, posadzono pięćset długowiecznych dębów, które mają szansę urosnąć wielkie jak słynny Bartek. Dbać o nie będzie specjalnie wynajęta firma. (...) Dziennik Zachodni, BIB, 2008.05.09, Ponad pięćset dębów posadziły przedszkolaki przed Silesia City Center
Do góry
Nagroda dla Katowic za kontakty
Nagroda Europy i 10 tys. euro - Katowice wyróżniono w Strasburgu za działania propagujące idee europejskie. - Głównie dotyczą one młodzieży - mówił wczoraj prezydent miasta Piotr Uszok. - W 2007 roku ok. 300 osób w ramach programu Sokrates wyjechało do miast Europy - dodaje Katarzyna Daab-Borkowska z wydziału zagranicznego Urzędu Miasta.
Jako sukces urzędnicy wymieniają współpracę, naukową i społeczno-kulturalną, z francuskimi Strasburgiem, Saint-Etienne, niemiecką Kolonią, czeskimi Ostrawą i Opavą, duńskim Odense, węgierskim Miszkolcem czy słowackimi Koszycami. Podkreślają kontakty pozaeuropejskie: ze Stanami Zjednoczonymi i... Chinami.
(...) We wrześniu do Katowic przyjedzie burmistrz Norymbergi, poprzedniego miasta wyróżnionego nagrodą, przekazać przechodnie trofeum. Dziennik Zachodni, BIB 2008.04.19
Do góry
Warszawa wstrzymuje Katowice?
Tajemnicze studium aeronautyczne powraca jak bumerang. Już od miesiąca znajduje się w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego i czeka na podpis prezesa. Tymczasem ULC wymaga od Aeroklubu Polskiego kolejnych dokumentów. - Wygląda to tak, jakby urząd nie czytał dokumentów, które mu przekazaliśmy - mówi Mariusz Adamski, rzecznik Aeroklubu Polskiego.
Studium jest konieczne, jeśli w mieście mają powstawać kolejne wieżowce. Są już inwestorzy, którzy chcą je wybudować. Bez studium nie mogą. - My możemy złożyć wniosek o wydanie decyzji o warunkach zabudowy, tylko po co? - mówi Henryk Feliks z Gant Development, który planuje wybudować przy Spodku trzy wysokie apartamentowce. Jak wysokie? Na razie nie zdradza - ich wysokość zależy tylko od losów studium.
W biurku naczelnika wydziału budownictwa Urzędu Miasta leży już kilka wniosków o wydanie decyzji o warunkach zabudowy, niektóre już od pół roku. W zawieszeniu jest pięć postępowań.
Czeka m.in. Jupiter Plaza, który zdecydował się podwyższyć swój budynek przy ul. Sokolskiej 18 do wysokości ok. 100 metrów z planowanych pierwotnie 54 m (wysokościowiec to budynek od 55 m wzwyż). - Katowice nie dysponują prawie w ogóle nowoczesną powierzchnią biurową, nie powstają apartamenty o podniesionym standardzie. Są pod względem deweloperskim opóźnione. Szacujemy, że będziemy pierwsi, jeżeli chodzi o tak wysoki budynek w centrum. Ale jest przeszkoda: brak uzgodnień ze strony lotnictwa cywilnego - mówił nam przed miesiącem Zbigniew Niesiobedzki, wiceprezes Jupiter NFI, szacując, że w połowie roku inwestycję można by rozpocząć.
Tymczasem studium utknęło: aktualnie w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego. Urzędnicy miejscy podkreślają, że z ich strony sprawa jest zamknięta. Wykonali opracowanie, dzięki któremu zostały wyznaczone tzw. strefy przeszkody rozległej. Wyznaczono dwie. Jeśli ULC je zatwierdzi, w centrum Katowic od autostrady A4 do torów kolejowych (południowa strefa) będzie można stawiać budynki nie wyższe niż 100 metrów. Z kolei między torami a dzielnicą Koszutka można będzie stawiać budynki nawet 200-metrowe.
Chętnych nie brakuje. To np. Lc Corp, który buduje we Wrocławiu Sky Tower, najwyższy apartamentowiec w Polsce. I w Katowicach chce postawić drapacz chmur: kupił działkę o powierzchni jednego hektara tuż przy Al. Roździeńskiego w pobliżu Ronda za 80 mln zł. Na razie firma nie występuje do urzędu z wnioskiem o warunki zabudowy, ale czy gdy to zrobi, nie napotka na przeszkody, jak inni inwestorzy?
Zdaniem Aeroklubu Polskiego, ten przesłał do ULC pełną dokumentację wraz z pismem o wyrażenie zgody na wyznaczenie przeszkody rozległej. Obszar ten stanowi przeszkodę lotniczą, która powinna zostać uwzględniona w dokumentacji rejestrowej lotniska. Jak podkreśla Aeroklub Polski, zarządzający lotniskiem i Aeroklub Śląski, jego właściciel, ich opinia do strefy przeszkody rozległej jest pozytywna. I to już od pół roku. Inną sprawą jest, że samoloty i tak nie mogą nad miastem latać. Studium aeronautyczne jest jednak wymagane z powodu bliskości lotniska. (...) Dziennik Zachodni, Marta Żabińska, Inwestorzy chcą budować wieżowce, ale nie mogą
Do góry
Katowice solidarne z Tybetem
W najbliższy poniedziałek, 31 marca grupa katowicka Amnesty International organizuje marsz milczenia Solidarni z Tybetem. Zapraszamy wszystkich, którzy nie chcą być obojętni wobec ostatnich dramatycznych wydarzeń w tym regionie. 31 marca to dzień solidarności z Tybetem. Tego dnia znicz olimpijski dotrze do Chin.
Akcja rozpocznie się o godzinie 16:30 na Placu Wolności w Katowicach. Stamtąd wyruszamy: na czele osoba przebrana za sportowca niosącego znicz olimpijski. Za nią osoby z przerobioną flagą olimpijską (koła w postaci drutu kolczastego), później inni uczestnicy manifestacji z opuszczonymi głowami. Organizatorzy będą namawiać uczestników do zaklejania ust taśmą lub przewiązania rąk sznurkiem. Mile widziane elementy w kolorze pomarańczowym - kolorze solidarności z Tybetem. W pochodzie pojawi się jeszcze jeden transparent: Solidarni z Tybetem. W ten sposób dochodzimy do miejsca docelowego - na ul. Stawową. Tam będziemy rysować na ziemi symbole kojarzące się z Tybetem, a obok ułożymy flagę olimpijską ze zniczy.
Akcja już teraz budzi duże zainteresowanie. Do organizacji marszu włączyło się wiele osób niezwiązanych na co dzień z Amnesty International, w tym aktywiści innych organizacji.
Celem akcji jest wyrażenie solidarności z ofiarami represji w Tybecie.
- Wierzymy ponadto, że tego typu manifestacje w różnych miastach wywierają presję na polityków i sportowców, by również oni głośno sprzeciwiali się łamaniu praw człowieka - stwierdza Dariusz Stawik, koordynator grupy katowickiej Amnesty International.
Według Amnesty International władze chińskie powinny złożyć pełne sprawozdanie na temat zatrzymanych, zapewnić by nie byli torturowani ani w żaden inny sposób źle traktowani, by mieli dostęp do prawników oraz opieki medycznej, a także by jak najszybciej stanęli przed niezależnymi sądami z prawem do obrony. Chiny muszą pozwolić na pełny i nie utrudniony dostęp dziennikarzy i innych niezależnych obserwatorów do Tybetu i pozostałych rejonów zamieszkałych przez Tybetańczyków. Niezbędna jest także zgoda na niezależne śledztwo ONZ w sprawie ostatnich wydarzeń.
Amnesty International jako organizacja apolityczna nie zajmuje stanowiska w kwestii niepodległości Tybetu. Nie wzywa również do bojkotu Igrzysk Olimpijskich w Pekinie.
Więcej informacji na temat akcji udziela Dariusz Stawik, koordynator grupy katowickiej Amnesty International.
tel. 605 568 584
katowice@amnesty.org.pl Amnesty International Katowice, 2008.03.29
Do góry
F-16 będą latać nad Katowicami
Olbrzymie śmigłowce bojowe Mi-24 i wielozadaniowe odrzutowce F-16 mają być hitami tegorocznego Air Show na katowickim lotnisku Muchowiec. Lotniczy festyn obędzie się 23 sierpnia. Organizatorzy zapowiadają, że podczas imprezy zaprezentuje się około pięćdziesięciu różnych samolotów i śmigłowców.
Lotnicze święto odbędzie się w Katowicach już po raz piąty. Tym razem impreza ma być jednak zorganizowana z większym rozmachem niż w latach poprzednich. Wiadomo już, że w pełnym uzbrojeniu stawi się na Muchowcu Śląska Brygada Rakietowa. Nad lotniskiem akrobacje będą wykonywać szkolno-treningowe Orliki. Będzie można zobaczyć również pokaz gaszenia pożaru w wykonaniu samolotów typu Dromader.
Najwięcej widzów powinny przyciągnąć jednak samoloty wielozadaniowe F-16, które od półtora roku są na wyposażeniu polskiej armii, oraz rosyjskie śmigłowce Mi-24, nazywane latającymi czołgami lub krokodylem. (...) Dziennik Zachodni, Michał Wroński 2008.03.27
Do góry
Zamknięty wyjazd
Uwaga przy wjeździe na autostradę A4! Od dzisiaj drogowcy zamkną wyjazd z ulicą Francuskiej.
Prace potrwają do końca tygodnia. Żeby wyjechać z ul. Francuskiej na autostradę A4 w kierunku Krakowa, będzie trzeba nadłożyć kilka kilometrów. Kierowcy będą musieli wjechać na pasy w kierunku Wrocławia i zjechać w ul. Bocheńskiego (tak jak na osiedle Witosa). Następnie trzeba skręcić w lewo, by dostać się na zjazd w stronę Krakowa. Normalnie będzie funkcjonował zjazd z autostrady w ul. Francuską.
Utrudnienia są związane z modernizacją węzłów Murckowska i Mikołowska oraz nawierzchni autostrady pomiędzy nimi. (...) Dziennik Zachodni, kpb 2008.03.26
Do góry
Wybuch w Katowicach
Dwie osoby zginęły w wybuchu w bloku w Katowicach, kolejna jest ranna - poinformował rzecznik śląskiej straży pożarnej Jarosław Wojtasik.
Do wybuchu doszło w jednym z mieszkań czteropiętrowego bloku przy ul. Ścigały. Ofiary to prawdopodobnie małżeństwo, poszkodowany jest też ich syn. Po eksplozji blok opuścili mieszkańcy całej klatki. Strażacy jeszcze nie wiedzą, co wybuchło - do bloku prawdopodobnie nie jest doprowadzony gaz. Na miejscu są cztery jednostki straży pożarnej. Nie wiadomo też jeszcze, czy mieszkańcy będą mogli wrócić do budynku. (...) PAP, PU, Onet.pl 2008.03.23
Do góry
W Katowicach powstał bank komórek
Anna ma 27 lat. Za cztery miesiące urodzi swoje pierwsze dziecko. Życie, które teraz rozwija się pod jej sercem zostało poczęte w naczyniu, na szalce Petriego pod czujnym okiem embriologa w Klinice Leczenia Niepłodności Provita w Katowicach.
- Byłam po pierwszej nieudanej próbie zapłodnienia in vitro i wcześniejszym długim szukaniu pomocy. Tym razem wszystko dobrze się skończyło - mówi Anna głaszcząc się po zaokrąglonym brzuszku. W przyszłości chciałaby mieć więcej dzieci. Dlatego postanowiła zdeponować nadliczbowe komórki jajowe w Provicie. Są teraz przechowywane w ciekłym azocie w temperaturze minus 196 stopni Celsjusza i spokojnie czekają na swoją kolej.
- Już po przyjściu na świat dziecka chcę podarować cztery jajeczka innym kobietom, które tak jak ja mają problemy z zajściem w ciążę - wyjaśnia.
Anna jest jedną z kilku bezinteresownych dawczyń, które postanowiły podzielić się darem życia z innymi kobietami. W banku Provity na przyszłe mamy czeka kilkanaście jajeczek. Lekarze nie wątpią jednak, że ich liczba będzie rosła, tym bardziej, że do kliniki dzwoni i przychodzi coraz więcej pań z pytaniami o jajeczkową adopcję i coraz więcej kobiet decyduje się na podarowanie swoich komórek.
- Skoro mamy banki plemników nie ma powodu, by w podobny sposób nie były przechowywane jajeczka - mówi Anna.
Do tej pory komórki jajowe były mrożone. Większość klinik stosuje się metodę slow freezing. - Jednak nie jest ona skuteczna. Po rozmrożeniu wiele komórek po prostu obumierało - wyjaśnia dr Krzysztof Grettka z Provity.
Dlatego nową metodą przechowywania jajeczek jest witryfikacja. Została opracowana przez japońskiego ginekologa dra Kuwayamę. Polega między innymi na użyciu specjalnych preparatów, dzięki czemu znacznemu przyspieszeniu ulega proces mrożenia.
- Możemy skutecznie mrozić tylko jajeczka unikając mrożenia zarodków, co budzi tak wielkie emocje i spory. Co ważne swoje drogocenne jajeczka mogą w banku przechowywać kobiety chore na nowotwory, które czeka chemioterapia - twierdzi Andżelika Król-Mika, biolog.
W Polsce zwykle mrozi się zarodki nadliczbowe, powstałe wskutek zabiegów in vitro. - Przyjęto, że można podawać maksymalnie trzy zarodki, zwykle podaje się jeden lub dwa. Jest to dyktowane ochroną pacjentki przed ciążą mnogą - wyjaśnia dr Grettka.
- Tylko my wiemy ile trudu, wyrzeczeń, cierpliwości, często zawiedzionych nadziei towarzyszy naszemu pragnieniu macierzyństwa - wyjaśnia Anna. - Tak naprawdę co miesiąc wytwarzane przez organizm kobiety podczas owulacji jajeczko ginie, a przecież oddane do adopcji mogłoby służyć innym. Jestem katoliczką i widzę w tym tylko dobro.
- Ja swoje jajeczko oddałabym chętnie, ale nie mogę obiecać, że los tego dziecka nie będzie mnie interesował - twierdzi 27-letnia Joanna, która rozpoczyna wraz z mężem swoją wielką batalię o potomstwo. - Z pewnością myślałabym, czy jest do mnie podobne, czy tak jak ja lubi jeść szpinak.
W Polsce ok. półtora miliona par nie może mieć dzieci, w tym aż 5 proc. niepłodnych kobiet z różnych powodów nie jajeczkuje, bądź jajeczko jest zbyt słabe i ciąża kończy się niepowodzeniem.
- Podstawą funkcjonowania banku jajeczek jest bezinteresowność. Nie ma mowy o żadnych transakcjach - podkreśla dr Grettka.
Tymczasem portale internetowe pełne są ogłoszeń. Ceny jajeczek są różne od dwóch do ośmiu tysięcy złotych. Dawczynie podkreślają, że są zdrowe, mają własne potomstwo. Poważnie zainteresowanym oferują nawet swoje fotografie.
- Nie mogę wykluczyć, że przychodzące do kliniki na transfer komórki jajowej panie wcześniej umówiły się za pośrednictwem internetu. Trudno im tego zabronić - ocenia dr Grettka. - Dlatego tym bardziej potrzebny jest bank komórek. Wtedy wszystko odbywa się z zachowaniem etyki.
Zdarza się, że do kliniki przychodzą już dogadane kobiety: kuzynki, koleżanki. Wtedy lekarze muszą zsynchronizować ich cykle i zapłodnić jajeczko w najbardziej odpowiednim czasie. Są i takie panie, które chcą dostać jajeczko od własnych mam. Doktor Grettka nie zgadza się na takie transfery.
Każda kobieta, która w Provicie podaruje jajeczko podpisuje specjalne oświadczenie, w którym zrzeka się praw do przekazanego daru. Dawczyni i biorczyni pozostają anonimowe.
- Podstawowe kryteria dawczyń to wiek oraz stan zdrowia - wyjaśnia dr Grettka. - Najlepiej by kobieta była przed 30 tką.
Możliwość przekazywania komórek jajowych otwiera kolejną niezwykle ważną dyskusję, w której trzeba wziąć pod uwagę prawo, religię, etykę i sytuację kobiet, które nie mogą mieć potomstwa. (...) Dziennik Zachodni, Agata Pustułka 2008.03.22, W katowickiej Provicie powstał bank komórek
Do góry
Reaktywacja kopuły
Rozpoczęło się mycie kopuły i planowanie imprez w katowickim Rondzie Sztuki. Kiedy alpiniści pucowali szyby, władze Akademii Sztuk Pięknych, które zarządzają kopułą od roku, przedstawiły katowickim radnym nową ofertę kulturalną oraz menedżera.
Do kopuły będzie wabił mieszkańców naszego regionu Adrian Chorębała. Zapewnia, że będzie się sporo działo i każdy znajdzie coś dla siebie. Nowością będą spotkania poświęcone różnym regionom świata. Na początek Dolny Tyrol, potem Piemont, a w dalszej kolejności Gwatemala. - Środek galerii się nie zmieni, pozostanie wystawienniczy. Z tymi propozycjami wyjdziemy na przystanek oraz tunele pod rondem. Pieniądze na promocję na pewno się znajdą - tłumaczy Chorębała.
- Pojawią się stragany, mieszkańcy Katowic będą poznawali i degustowali potrawy oraz wina z całego świata. Całości będzie towarzyszyć muzyka oraz występy zespołów z zagranicy - opowiada Mirek Rusecki, rzecznik prasowy Akademii Sztuk Pięknych.
Na przemianie kopuły, zyskać mają również dzieci, które będą mogły uczyć się rysunku podczas warsztatów zorganizowanych pod okiem artystów. Będą też targi książki, wystawa grafiki japońskiej, festiwal Ars Cameralis, a pod kryptonimem Rondo śmiechu zobaczymy występy kabaretowe.
Radni twierdzą, że będą obserwować realizację nowych pomysłów. (...) Dziennik Zachodni, Katarzyna Piotrowiak, 2008.03.21
Do góry
Budują w Ligocie osiedle z wiszącymi ogrodami
W Ligocie powstanie duże osiedle mieszkaniowe. Architektura nawiązuje do najlepszych tradycji budownictwa mieszkaniowego w Katowicach okresu międzywojennego. Deweloper zachwala, że każdy dom będzie mieć rozległy taras, a niektóre nawet ogródki na dachu.
Przy skrzyżowaniu ulic Piotrowickiej i Książęcej stoją dziś magazyny. Jednak już w marcu zacznie się ich wyburzanie, a na ich miejscu powstanie duże osiedle nazwane od jednej z ulic Książęcym. Stawia go firma Centrum Kapitałowe Modus z Katowic. - W pierwszym etapie inwestycji powstaną 22 budynki, każde po 10 mieszkań - mówi Agnieszka Rulska z firmy Modus.
Osiedle będzie budowane w trzech etapach, każdy wyróżni się innym rozwiązaniem budynków. Kolejne części inwestycji będą miały wyższą zabudowę, a w ostatniej oprócz mieszkań powstaną także biurowce. - Wszystkie etapy łączy to, że mieszkania są otwarte na otoczenie, będą mieć liczne tarasy i przeszklone ogrody zimowe - tłumaczy Rulska.
Najpierw powstaną niewielkie budynki czterokondygnacyjne, spięte po kilka klatkami schodowymi. Prostopadłościenne białe bryły z płaskimi dachami mają przeszklone narożniki oraz ogrody zimowe. Te ostatnie pojawiły się po raz pierwszy w eleganckich kamienicach modernistycznych, ale były one wówczas dostępne tylko dla najbogatszych. W os. Książęcym ogrody zimowe będą mieć nawet mieszkania 35-metrowe. Mają rozmiary sporego pokoju oraz całkowicie przeszkloną ścianę i sufit. Taka oranżeria w mieszkaniu może stać się namiastką ogrodu.
Mieszkańcy apartamentów na parterze będą mogli się cieszyć własnym kawałkiem ziemi. Wprost z salonu wyjdą do ogródków. - Najniżej położone mieszkania mają atut domków jednorodzinnych, osobne wejścia, z pominięciem wspólnych klatek schodowych. Także te na piętrze, zlokalizowane przy ścianach szczytowych, mają własne schody, dzięki czemu ich właściciele zapomną, że mieszkają w bloku - zachwala przedstawicielka dewelopera.
Bloki wyróżniają się na tle podobnych inwestycji w regionie także dzięki tarasom na dwóch ostatnich kondygnacjach. Z apartamentów na ostatnim piętrze można będzie wejść na dach, gdzie powstanie taras rekreacyjny z pergolami. Białe budynki ożywi pnąca się zieleń, a proste bryły urozmaicą kubiczne wykusze w mocnych kolorach: czerwieni, żółci i oranżach.
Z każdego bloku zjedziemy windą do garażu podziemnego. Wjazd powstanie na skraju osiedla, w ten sposób uliczki między domami będą uwolnione od dużego ruchu, służyć mają jedynie jako dodatkowe miejsca postojowe. (...) Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2008.03.02
Do góry
Na rynku stanie galeria handlowa?
Miasto przygotowuje zmianę zapisów planistycznych, związanych z planowaną przebudową rynku. Okazuje się, że będzie tam można stawiać wielkie galerie handlowe. - Wprowadzanie tak dużego handlu do centrum to bzdura. Tutaj powinna być jak największa różnorodność - uważają architekci.
W najbliższych latach zachodnia strona alei Korfantego w Katowicach, od ronda do rynku, zostanie przebudowana. Znikną niskie pawilony z lat 60., a powstanie nowa zabudowa, znacznie bardziej zagęszczona. To część koncepcji modernizacji okolic rynku, jaką stworzył architekt Tomasz Konior, zwycięzca konkursu na przebudowę tego fragmentu miasta. To będzie jedna z największych inwestycji nie tylko w skali Śląska, ale też Polski.
Kilka dni temu magistrat przedstawił projekt zmiany studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego dla tego rejonu. I okazało się, że dopuszcza on handel wielkopowierzchniowy. W praktyce może to oznaczać zgodę na budowę nawet dużego supermarketu. - Wprowadzanie tak dużego handlu do centrum to bzdura. Tutaj powinna być jak największa różnorodność. Ale trudno o dobre rozwiązania, gdy miasto zastanawia się tylko nad wycinkami przestrzeni - przestrzega Henryk Buszko, katowicki architekt.
Jego zdanie popiera duża część środowiska. - Tam nie trzeba budować nowych sklepów, ale zmodernizować istniejący pasaż na tyłach Separatora. Od kilku lat niszczeje też opuszczony pawilon wschodni, w którym na piętrze jest przeszło 2 tys. mkw. powierzchni handlowej z pełną infrastrukturą, gdzie działało Varietes Centrum u Michalika - mówi Mieczysław Król, architekt tego pawilonu i stojącego obok Pałacu Ślubów, które mają zostać wyburzone. (...)
Także urzędnicy uspokajają. - Żadne supermarkety tam nie wyrosną. Ale musieliśmy zmienić zapisy, by ten teren był otwarty dla szeregu inwestorów, co daje nam większą gwarancję rozwoju - tłumaczy Andrzej Schaefer, pełnomocnik prezydenta Katowic do spraw przebudowy centrum.
Przyznaje, że miasto prowadzi rozmowy z kilkudziesięcioma deweloperami z całego świata, wielu z nich zainteresowanych jest obiektami handlowymi. - To jest biznes, nie oszukujmy się. Inwestorzy chcą zarobić. Jesteśmy w fazie przygotowania warunków do konkursu inwestorskiego. Będą tak sformułowane, że nie dopuszczą do powstania żadnego monofunkcyjnego molocha. Jeśli galeria handlowa, to z biurami i mieszkaniami - mówi Schaefer.
Na podstawie koncepcji Koniora zostanie zorganizowany konkurs, który jeszcze w tym roku wyłoni jednego bądź kilku inwestorów. Czekają na nich trzy obszary inwestycyjne. Największy i najbardziej atrakcyjny to sąsiedztwo ronda, łącznie z terenem po wyburzonym Pałacu Ślubów. Tutaj nie ma ograniczeń co do wysokości zabudowy. Drugi - to wąski pas parkingów przy BWA. Trzeci - podobny teren koło Separatora. Pierwsze budowy ruszą nie prędzej niż w połowie 2009 roku. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2008.02.26
Do góry
Dzieło Schayera zakleja styropian
Kamienica przy al. Korfantego 60 to przedwojenne dzieło wielkiego architekta Karola Schayera. Dziś całą oplatają rusztowania, trwa właśnie termomodernizacja obiektu. Czy będzie to kolejny przykład remontu psującego modernistyczne cacko?
Katowice są pełne funkcjonalistycznych budowli z międzywojnia. Żadne inne miasto obok Gdyni nie może się poszczycić podobną liczbą wysokiej klasy moderny. Jednak od kilku lat ta klasa jest zaniżana wskutek ocieplania.
Pierwszą ofiarą styropianu był dom inż. Squedera przy Dworcowej 13. Dwa lata temu narożna kamienica spełniała pięć zasad nowoczesnej architektury Le Corbusiera. Po ociepleniu utraciła jednak horyzontalne okna, subtelne proporcje, a szlachetne tynki przykrył styropian i krzykliwie tynki akrylowe. Dziś wygląda jak blok z lat 60. I to wszystko praktycznie pod nosem biura miejskiego konserwatora zabytków.
Teraz w rusztowaniach jest budynek przy al. Korfantego 60. Zaprojektował go w 1937 r. Karol Schayer jako wielorodzinny dom mieszkalny, zamawiającym był dr Bronisław Radowski. Kamienica to dzieło wielkiego projektanta, autora wielu przedwojennych budynków w Katowicach, w tym wyburzonego przez hitlerowców Muzeum Śląskiego uważanego za najnowocześniejszy gmach muzealny Europy.
Dr Georg Arbid, wykładowca architektury i znawca twórczości Schayera, który w czasie wojny wyemigrował do Bejrutu, uważa kamienicę przy Korfantego 60 za jeden z najciekawszych budynków mieszkalnych w Katowicach. - To majstersztyk i wybitne dzieło funkcjonalistyczne. Ideałem tej architektury jest odbicie funkcji w bryle i elewacji. Tutaj ten warunek jest w pełni spełniony. Środek frontu to przeszklona klatka schodowa, po bokach są okna mieszkań. Jak zwykle u Schayera mistrzowsko dopracowane są detale, zwłaszcza klatki schodowej - mówi Arbid. (...)
W kamienicy zachwycają do dziś wykończenia: szlachetne drewno drzwi do mieszkań oraz balustrada schodów będąca połączeniem stali, szkła i drewna. Po 70. wciąż wygląda nowocześnie.
Wkrótce cała elewacja spuchnie od styropianu. Czy nie będzie takiej wpadki jak przy Dworcowej 13? - Myślę, że efekt finalny nie powinien budzić zastrzeżeń. Bardzo długo konsultowaliśmy projekt renowacji z właścicielką kamienicy. Styropian nie zakłóci tektoniki elewacji. Słupki międzyokienne pozostaną wycofane w stosunku do lica ścian. Ryflowania w tynku zostaną odtworzone. Kolorystyka będzie zgodna z oryginałem - zapewnia Małgorzata Zygmunt, miejska konserwator zabytków w Katowicach. Kamienica po remoncie będzie w ciepłej kolorystyce, na podstawie odkrywek stwierdzono, że przed wojną była beżowa elewacja, a pasy przy oknach rdzawo-pomarańczowe.
Jednak docieplanie budynków jest zawsze zakłóceniem ich pierwotnego wyglądu, okna będą teraz znacznie głębiej osadzone. - O budynkach funkcjonalistycznych należy myśleć jak o zabytkowych kamienicach czy gotyckich kościołach, których przecież się nie ociepla - uważa Henryk Mercik, miejski konserwator zabytków w Rudzie Śląskiej.
W zeszłym roku udało mu się odrestaurować funkcjonalistyczny blok robotniczy z lat 30. w Nowym Bytomiu. Mimo że spółdzielnia domagała się termomodernizacji, konserwator postawił na swoim. Odnowiono oryginalne tynki wykorzystujące stare technologie i dziś blok wygląd tak samo, jak gdy powstał. - Jeżeli już ktoś się upiera przy ociepleniu, powinien robić to od środka, bo to jest najmniej inwazyjny sposób. Jeszcze parę lat temu było to wbrew sztuce budowlanej. Ale dziś na rynku są dostępne takie technologie, droższe od zwykłych, ale zabytki wymagają specjalnego traktowania - przekonuje Mercik. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2008.02.25
Do góry
Przygotowują Mariacką, by była dreptakiem
Centrum Katowic wreszcie wypięknieje. Rozpoczęły się bowiem prace, które mają zamienić ul. Mariacką w miejski deptak. Kierowcy muszą się jednak uzbroić w cierpliwość. Czekają ich objazdy, bo ta jedna z najruchliwszych ulic w mieście zostanie wyłączona z ruchu.
Po wymianie kanalizacji, instalacji wodnej i gazowej ulica zostanie przykryta płytami granitowymi. Później staną ławeczki, nowoczesne oświetlenie, posadzone zostaną drzewa i krzewy. Cała inwestycja ma kosztować 12 mln zł. Za wszystko płaci miasto.
- Zaczynamy od małego fragmentu Mariackiej - od ul. Francuskiej do kościoła Mariackiego. W następnej kolejności prace prowadzone będą na ul. Stanisława i Starowiejskiej. W połowie maja już na całej długości Mariackiej. Oznacza to, że od tego momentu ulica będzie wyłączona z ruchu - mówi Waldemar Bojarun, rzecznik magistratu.
Miasto wie, że dla wielu kierowców to będzie prawdziwa rewolucja. - Dlatego też przygotowaliśmy objazdy. Najpierw ruch dobywać się będzie ulicami Mielęckiego, a następnie Warszawską. Od przyszłego roku będzie się odbywał już tylko ul. Tylną Mariacką. Ona zresztą też będzie wyremontowana. Wyburzone zostaną tamtejsze oficyny - tłumaczy Bojarun.
- Mamy nadzieję, że zmodernizowana ulica wymusi powstanie barów, knajpek i restauracji, by Mariacka stała się popularnym miejscem spotkań - mówi Jakub Łukasiewicz, radny.
Docelowo w tym miejscu powstanie kwartał z całkowitym zakazem ruchu. Zaraz po Mariackiej modernizowana będzie bowiem ul. Dworcowa. (...) Gazeta Wyborcza, Anna Malinowska 2008.02.25
Do góry
Katowice: najbrzydsze miasto na świecie
Grali mecz na Stadionie Śląskim, zjechali do kopalni, zjedli śląski obiad i przeszli uliczkami Nikiszowca - kilkudziesięciu młodych ludzi, którzy przyjechali studiować w Akademii Ekonomicznej, oswaja się z egzotycznym dla nich miejscem.
W środę na Stadionie Śląskim Polska starła się z drużyną reprezentującą resztę świata i przegrała z kretesem 1:4. Pierwszą drużynę tworzyli polscy żacy z Akademii Ekonomicznej, drugą - młodzi ludzie z całego świata, którzy przyjechali studiować na tej uczelni w ramach rozmaitych programów międzynarodowej współpracy. Na AE jest ich ponad 60. Część, dwadzieścia kilka osób, przyjechała niecały tydzień temu. Teraz zwiedzają okolicę. Niektórzy nadal są oszołomieni tym, co tu spotkali.
Susan Lee, studentka anglistyki z Tajwanu, przyjechała do Polski dlatego, że rodzima uczelnia dała jej do wyboru jeszcze tylko Koreę. Ona chciała zobaczyć coś bardziej egzotycznego, a o Polsce nie wiedziała nic. Na pytanie, jak jej się podoba na Śląsku, uśmiecha się lekko i odpowiada niepewnie: - Jest, no... inaczej niż u mnie. I zimniej.
Julie Guether z Niemiec jest mniej lakoniczna. - Katowice to najbrzydsze miasto, jakie kiedykolwiek widziałam. Ale z drugiej strony to wszystko ma jakiś swój urok. Mieszkam we wschodniej części Niemiec, więc to, co tu widzę, przypomina mi, jak wyglądała moja okolica, kiedy byłam bardzo mała. Taka podróż w czasie - uśmiecha się Julie.
W czwartek studenci mieli dzień śląski. Zaczęli od wizyty na Nikiszowcu. Do skansenu górniczego Królowa Luiza w Zabrzu pojechali z mieszanymi uczuciami. - Trudno mi uwierzyć, że ktoś tu jeszcze mieszka. Chyba tylko dlatego, że czynsz jest niski. Może gdyby o to zadbać... To ważne, żeby takie zabytkowe budynki były odpowiednio chronione, skoro mają sto lat. Kolejne pokolenia mogłyby to oglądać. Ja na przykład nie wiem, jak żyli ludzie sto lat temu w Niemczech. A poza tym, jak się na to patrzy, to człowiek docenia to, co ma - mówi Julie.
W piątek zwiedzali Muzeum Piwowarstwa w Tychach, a w sobotę wieczorem zamierzają podsumować swój tydzień integracyjny wspólną kolacją, na którą każdy przygotuje specjały ze swojego kraju. (...) Gazeta Wyborcza, Iwona Sobczyk 2008.02.15
Do góry
Wielki plac budowy na Sokolskiej
Inwestorzy w Katowicach nie chcą już czekać na planowaną przez miasto przebudowę centrum i sami ruszają z budową. Zaczynają od hotelu i apartamentowców na Sokolskiej.
O przebudowie śródmieścia Katowic mówi się od lat, ale efektów ciągle nie widać. Mimo że od ogłoszenia konkursu na koncepcję zagospodarowania otoczenia alei Korfantego minęło półtora roku, ciągle nie ruszyły tam żadne prace. Zwycięski projekt architekta Tomasza Koniora zakładał powstanie nowej, reprezentacyjnej zabudowy z biurami, mieszkaniami i wieżowcami, ale wciąż trwa praca nad studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania dla centrum miasta.
Inwestorzy postanowili nie oglądać się już na zamierzenia władz i budować tam, gdzie uda im się szybko kupić działkę i postawić obiekt. I tak w połowie tego roku centrum Katowic zamieni się w wielki plac budowy. Jednak nie przy alei Korfantego, lecz przy ulicy Sokolskiej.
Naprzeciw dworca PKS-u staną dwa budynki, które rozdzieli Rawa. Obok stojącego tam bloku dostawiony będzie 27-piętrowy budynek Jupiter Plaza. Spółka NFI Jupiter zapowiada, że powstanie tu 4,5 tys. m kw. powierzchni biurowej, które zajmą sześć dolnych kondygnacji. Na wyższych piętrach będzie 250 apartamentów. (...)
Po drugiej stronie rzeki na zarośniętym chwastami placu przy Śląskich Zakładach Technicznych firma Warimpex wybuduje w ciągu dwóch lat 145-pokojowy hotel Angelo. Będzie miał cztery lub pięć gwiazdek.
Odmieni się też druga strona ulicy - przy dworcu PKS-u powstanie skwer, który z inicjatywy Stowarzyszenia Moje Miasto i przy współpracy młodych architektów zaprojektowali sami mieszkańcy. Pojawią się tu pasy zieleni i wody, a także tęczowe ławki zaprojektowane przez studentów ASP oraz scena.
Zaś na północ od skweru powstanie nowa ulica, która od Sokolskiej pobiegnie w kierunku Superjednostki. Jest konieczna do obsługi kolejnych nowych inwestycji, które tu powstają. Na zrębie nieukończonego Katowickiego Centrum Biznesu irlandzka firma Eurocape P.I.A. chce postawić hotel, a obok zbuduje KCB Residental - wysmukły 26-kondygnacyjny wieżowiec na 400 mieszkań. Ta budowa również ma ruszyć lada chwila. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2008.02.13
Do góry
W Warszawie będą znaki do Katowic
Najpóźniej za miesiąc przy drogach wyjazdowych z Warszawy pojawią się drogowskazy na Katowice - obiecuje Generalna Dyrekcja Dróg i Autostrad.
Przypomnijmy: do tej pory przy drogach wyjazdowych ze stolicy były jedynie drogowskazy do Krakowa czy Wrocławia. Tydzień temu o zmianę oznakowania i dopisanie nazwy stolicy województwa śląskiego poprosił GDDKiA wojewoda Zygmunt Łukaszczyk.
- Zdajemy sobie sprawę, że brak drogowskazu na Katowice może być dla kierowców wyjeżdżających z Warszawy utrudnieniem. (...) - mówi Artur Mrugasiewicz z biura prasowego GDDKiA. Gazeta Wyborcza, pap, pj 2008.02.11
Do góry
Nasze lotnisko ma coraz więcej pasażerów
Tego nikt się nie spodziewał. W styczniu z naszego lotniska skorzystało o 59 proc. więcej pasażerów niż rok wcześniej.
W styczniu Pyrzowice odprawiły 155 500 pasażerów - czyli o 57 759 więcej niż rok temu. Są powody do satysfakcji, bo początek roku już tradycyjnie nie jest dobry dla linii lotniczych. Kończą się świąteczne wojaże, a jeszcze nie zaczynają wakacyjne podróże. Lotnisko w Katowicach po raz pierwszy w swojej historii zanotowało tak duży wzrost liczby pasażerów. O skali sukcesu niech świadczą dane z krakowskich Balic, które w styczniu odprawiły tylko o 1,8 proc. pasażerów więcej niż rok wcześniej (Balice wciąż wyprzedzają nas jednak pod względem całkowitej liczby podróżnych).
Cezary Orzech, rzecznik GTL-u, spółki zarządzającej Pyrzowicami, przekonuje, że o wzrastającej popularności naszego lotniska zdecydowała jakość usług. - Mamy dobry rozkład lotów, nowy terminal i nową drogę dojazdową do lotniska. Coraz częściej przyjeżdżają do nas pasażerowie z województw mazowieckiego, małopolskiego czy świętokrzyskiego - przekonuje Orzech. (...) Gazeta Wyborcza, tg 2008.02.10
Do góry
Muchowiec nie szkodzi: można stawiać wieżowce
W centrum Katowic można już bez przeszkód stawiać drapacze chmur. Najwyższe będą mogły mieć nawet 200 metrów, a lotnisko na Muchowcu nie będzie w niczym przeszkadzać.
W centrum Katowic nie można było budować drapaczy chmur, bo mogły być niebezpieczne dla samolotów startujących i lądujących na lotnisku Muchowiec. Roman Olszewski, naczelnik wydziału budownictwa w katowickim magistracie mówił nam, że zablokowana została np. budowa biurowców przy Roździeńskiego, Olimpijskiej, Opolskiej. - Nie może być tak, że lotnisko, z którego korzystają głównie pasjonaci, blokuje inwestycje w mieście - mówił.
Problem polegał na tym, że miasto nie miało tzw. studium aeronautycznego, na podstawie którego Urząd Lotnictwa Cywilnego mógł wydawać pozwolenia na budowę wysokościowców. Teraz wszystko się zmieni, bo dokument jest już gotowy. Centrum Katowic zostało podzielone na dwie strefy. W pierwszej, która rozciąga się od autostrady A-4 do torów kolejowych w śródmieściu, będzie można stawiać nawet 100-metrowe budynki.
Dla inwestorów i urzędników ważniejsze jest jednak ścisłe centrum, między torami na południu i Koszutką na północy. Deweloperzy chcą stawiać wieżowce m.in. przy alei Korfantego i DTŚ. Teraz będzie można tu budować nawet 200-metrowe budynki. Całe centrum zostało oznaczone jako tzw. obszar przeszkody rozległej, czyli teren, gdzie można stawiać wysokie gmachy.
Nowe studium musi jeszcze zaakceptować Urząd Lotnictwa Cywilnego, który już od dawna czeka na ten dokument. Jednocześnie katowiccy urzędnicy potwierdzają plany rozwoju lotniska na Muchowcu. Arkadiusz Godlewski, wiceprezydent miasta mówi, że na rozbudowę portu gmina chce przeznaczyć w tym roku 10 mln zł. (...) Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 2008.02.06
Do góry
Posadzili nie tych co trzeba
Mężczyźni, którzy przez kilka miesięcy siedzieli w areszcie za pobicie na śmierć 50-latka przed katowickim dworcem kolejowym, są niewinni. Do przestępstwa przyznało się dwóch innych mężczyzn. Ponieważ wyrazili skruchę, sąd w Mysłowicach wypuścił ich na wolność. Będą odpowiadać z wolnej stopy. Grozi im do 10 lat więzienia.
Do pobicia doszło 21 września 2007 roku. 50-latek był katowany na oczach kilkudziesięciu świadków. Nikt nie zareagował. - Niedługo po tym zajściu zatrzymaliśmy dwóch mężczyzn. Sąd orzekł wobec nich areszt. Ponieważ jednak doszły nas informacje, że sprawcami mogą być jednak inne osoby, policjanci pracowali nad sprawą dalej. Efekt to ostatnie zatrzymanie - wyjaśnia Jacek Pytel, rzecznik policji.
Dodaje, że mężczyźni przyznali się do winy i dokładnie opisali przebieg zajścia. Ci niewinni zostali już wypuszczeni na wolność. Będą mogli ubiegać się o odszkodowanie. (...) Dziennik Zachodni, amc 2008.02.02
Do góry
Druga rocznica katastrofy MTK
W drugą rocznicę katastrofy hali wystawowej Międzynarodowych Targów Katowickich rodziny ofiar spotkały się pod pomnikiem upamiętniającym ich bliskich.
Były znicze, modlitwa i łzy wzruszenia. Mieczysław Ropolewski przyszedł pod pomnik z wnukiem. 28 stycznia 2006 roku walący się dach hali zabił mu żonę Lidię, córkę Anetę, zięcia Zygmunta, pasierba Adama i 11-letniego wnuka Bartka. Sam Ropolewski przeżył katastrofę cudem.
Pod gruzami hali wystawowej MTK zginęło 65 osób, a 144 zostały ranne. Badająca okoliczności tragedii prokuratura uznała, że budynek został wadliwie zaprojektowany, a podczas jego użytkowania nie odśnieżano dachu. (...) Gazeta Wyborcza, piet 2008.01.28
Do góry
Taksówkarze chcą uczciwej konkurencji
Katowiccy i warszawscy taksówkarze protestują przeciwko firmom, które działają jak korporacje taksówkowe, chociaż nie mają na to licencji. Wczoraj w Warszawie złożyli w tej sprawie petycję w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz w Ministerstwie Infrastruktury. W Katowicach petycja ma trafić do wojewody w lutym.
Kierowcy ze Zrzeszenia Transportu Prywatnego narzekają na nieuczciwą konkurencję ze strony firm, które nie mają licencji taksówkowych, a mimo to przewożą ludzi podobnie jak taksówkarze. W Katowicach chodzi o Silesię Cars, śląski oddział warszawskiej firmy Sawa-Taxi. Kierowcy Silesii jeżdżą jednakowymi mercedesami klasy A, które na bocznych drzwiach mają numer telefonu, pod którym można zamówić samochód. Oficjalnie nie prowadzą transportu drogowego taksówką, tylko usługi przewozu osób. - Wprowadzają w błąd klientów, którzy bardzo często nie są w stanie odróżnić takiego samochodu od prawdziwej taksówki - mówi Leonard Kubica, prezes ZTP w Katowicach. - Inspekcja Transportu Drogowego w Katowicach jedenaście razy kontrolowała samochody firmy Silesia Cars. Wszystkie kontrole zakończyły się nałożeniem kar. Za każdym razem chodziło o to samo: nieodpowiednie oznakowanie samochodu (m.in. umieszczenie numeru telefonu) i umieszczenie na dachu urządzenia technicznego. W jednym przypadku brakowało także wpisu pojazdu do licencji. Za dwa pierwsze wykroczenia przepisy przewidują odpowiednio po 5 tys. zł kary, a za ostatnie - 8 tys. zł. Łatwo więc policzyć, że łączna suma kar przekroczyła 100 tys. zł. - Wszystkie nasze decyzje zostały utrzymane przez Głównego Inspektora Transportu Drogowego - mówi Jerzy Śliwiński, Śląski Wojewódzki Inspektor Transportu Drogowego. - Silesia Cars zaskarżyła jednak wszystkie decyzje do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, ale póki co sprawy nie zostały rozpatrzone.
Być może katowiccy taksówkarze nie będą już protestować, bo Silesia Cars właśnie wczoraj wystąpiła z wnioskiem o przyznanie licencji na prowadzenie transportu drogowego taksówką. (...) Dziennik Zachodni, Grzegorz Żądło 2008.01.25
Do góry
Zawalczmy o Nikiszowiec!
Czy nie uważacie, że zabytkowa dzielnica Katowic powinna zostać wpisana na listę pomników historii? Cel ambitny, ale wykonalny. Sami nie damy jednak rady. To Wy, mieszkańcy Katowic, musicie nam powiedzieć, jakiego Nikiszowca chcecie!
Nikiszowiec to dzielnica zapomniana. Miejsce, które powinno przyciągać turystów z całej Europy, popada w ruinę. W zabytkowych domach coraz częściej pojawiają się plastikowe drzwi i okna. Miejscowe muzeum jest zamknięte na głucho. Może to i dobrze, bo gdy było otwarte, można w nim było oglądać z pewnością ciekawą wystawę... Lalki świata. Mimo szczerych chęci nie udało się nam jednak wymyślić, co lalki świata mają wspólnego z Nikiszowcem.
Spróbowaliśmy spojrzeć na Nikisz oczami turysty. Kilkakrotnie obeszliśmy ulice, wytężaliśmy wzrok, ale nie udało nam się wypatrzyć nawet malutkiej tabliczki z informacją, co to za dzielnica, kto i kiedy ją wybudował i dlaczego jest tak niezwykła. Turysta - jeśli ma już szansę trafić do Nikiszowca - nie ma tutaj co robić. Nikt go po nim nie oprowadzi, nie kupi tu pamiątek, nie zje obiadu. Zobaczy za to zaniedbane podwórka. (...)
Co ciekawe, wszyscy ważni na Śląsku od lat powtarzają: Nikiszowiec jest piękny, zabytkowy, historyczny. Jeden z urzędników tak zapędził się z tym chwaleniem, że wpisał dzielnicę na listę zabytków UNESCO. Tymczasem Nikisz nie jest nawet pomnikiem historii. Może warto się postarać o taki status dla zabytkowej dzielnicy?
Nikt dotąd jednak nie wyszedł poza gadanie, nie palił się do konkretnych działań, nie było pomysłu, jak sprawić, by dzielnica znów ożyła. Trzeba to jak najszybciej zmienić! Za kilka lat kopalnia Wieczorek - główna żywicielka dzielnicy - kończy fedrować. Łatwo sobie wyobrazić, co się wtedy stanie.
Zmiana wymaga pieniędzy, ale nie dostaną ich ci, którzy ograniczają się tylko do wyciągania ręki. Pieniądze pojawiają się tam, gdzie są dobre pomysły i energia zdolna wprowadzić je w życie.
Gazeta chce być obecna w Nikiszowcu. Zacznijmy od rozmowy. Mieszkańcy Nikiszowca! Chcemy się z Wami spotkać. Jesteśmy ciekawi, co chcielibyście zmienić w swojej dzielnicy, jakie są Wasze pomysły, co można zrobić od razu, a co zostawić na potem. Zastanówmy się wspólnie nad Nikiszem.
Czekamy na Was we wtorek, 29 stycznia, o godz. 17 w restauracji SITG przy ul. Krawczyka 1. Prosimy, przyjmijcie nasze zaproszenie. Nie pozwólcie, by ktoś decydował za Was. Gazeta Wyborcza, Anna Malinowska 2008.01.21
Do góry
Kto odmieni wieżowiec kolei przy Spodku?
Trzy firmy chcą przebudować biurowiec PKP przy katowickim rondzie. Jedna z nich słynie ze współpracy z gwiazdami światowej architektury. Jest więc szansa, że biurowego dinozaura zastąpi obiekt najwyższej klasy.
Budynek Polskich Kolei Państwowych przy al. Roździeńskiego, niegdyś wizytówka nowoczesnych Katowic, straszy teraz swoim wyglądem. Jego szklana elewacja od lat jest brudna, a efektu nie poprawiają reklamy, które co jakiś czas pojawiają się na budynku.
Władze Katowic już dawno nalegały na gospodarzy obiektu, by coś z tym zrobiły. Od pewnego czasu urzędnicy wprost mówili, że gmach nie pasuje do przebudowanego ronda i planowanej modernizacji elewacji Spodka. - Nie da się ukryć, że szpeci miasto. Bardzo zależy nam na tym, by to się zmieniło - mówi Waldemar Bojarun, rzecznik urzędu miasta.
W zeszłym roku kolej wreszcie obiecała, że poszuka inwestora, który pomoże odmienić budynek. - Liczymy na kreatywność inwestorów. Dopuszczamy nawet możliwość wyburzenia budynku, jeśli ktoś będzie miał wizję wybudowania w tym miejscu apartamentowca albo znacznie wyższego biurowca - mówił nam kilka miesięcy temu Marek Sieczkowski z biura marketingu PKP SA.
Z jego informacji wynikało, że rozpatrywano np. pomysł gruntownego remontu gmachu i wybudowania obok drugiego, bliźniaczego.
W ostatnich dniach sprawa nabrała przyspieszenia: z myślą m.in. o budynku koło Spodka miasto zleciło opracowanie nowego studium aeronautycznego. Chodzi o to, by w centrum można było stawiać wyższe budynki niż do tej pory, ale by jednocześnie nie przeszkadzały w ruchu lotniczym nad Katowicami.
Studium ma być gotowe w ciągu kilku tygodni. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że Urząd Lotnictwa Cywilnego wstępnie zgadza się na stawianie budynków 150-metrowych. Urzędnicy chcą jednak, by drapacze chmur były jeszcze wyższe, starają się o zgodę na 200-metrowe wieże.
Do energicznych działań zabrały się też PKP: po kilkumiesięcznych poszukiwaniach inwestorów do finałowych rokowań wybrały trzy firmy. Są to Hines Polska Sp. z o.o., Echo Investment SA oraz Atlas Estates. Decyzja o tym, która z nich będzie mogła zainwestować w Katowicach, zapaść ma jeszcze przed wakacjami. (...)
Za tym, że biurowiec DOKP zostanie rozebrany, a nie modernizowany, przemawia np. niedawne doświadczenie Wrocławia. W zeszłym roku rozebrano tam wieżowiec Poltegoru z 1982 roku, który był najwyższym budynkiem w mieście, a na jego miejscu zbudowany będzie 258-metrowy apartamentowiec. Budynek koło katowickiego Spodka jest od Poltegoru nie tylko o osiem lat starszy, ale też w dużo gorszym stanie. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki, Tomasz Malkowski 2008.01.17
Do góry
Hala za 20 mln zł między familokami
Hala sportowa w Szopienicach ma służyć sztangistom i piłkarzom halowym. Na dobry początek wygrali w niej jednak polscy koszykarze!
Rzadko się zdarza, by imponujący obiekt otwierany był w dzielnicy miasta, która nie cieszy się najlepszą sławą.
Tymczasem kosztem ok. 20 milionów złotych nowoczesny kompleks sportowy wybudowano w robotniczej dzielnicy Szopienice, gdzie po zmroku zapuszczają się tylko najodważniejsi. Hala wyrosła między pamiętającymi śląskie powstania familokami, w okolicy, w której wychował się m.in. znakomity reżyser Kazimierz Kutz.
- Dzielnica faktycznie nie ma za dobrej renomy. Ale ta hala właśnie ma to zmieniać, ma pozytywnie oddziaływać na resztę otoczenia - wyjaśnił Waldemar Bojarun, rzecznik katowickiego magistratu.
Hala może pomieścić półtora tysiąca kibiców. Ma służyć miejscowym sztangistom, a także piłkarzom halowym. Ma być też wsparciem dla Spodka, w którym odbędą się przecież mistrzostwa Europy koszykarzy i siatkarek! (...) Gazeta Wyborcza, Piotr Płatek 2008.01.15
Do góry
Spodek należy do Katowic
Koniec Przedsiębiorstwa Widowiskowo-Sportowego Spodek. O likwidacji tej spółki zadecydowali katowiccy radni. Dlaczego? Liczą, że gigantyczna hala wreszcie przestanie przynosić straty.
Likwidowana spółka należała w stu procentach do miasta. Choć Spodek uchodzi za żyłę złota, jego administratorzy nie mogli wyjść z długów. Na dziś wynoszą one grubo ponad 4 mln zł. - Decyzją radnych Spodek będzie należał do gminy i będzie odtąd podmiotem budżetowym. Jak tylko zakończy się procedura likwidacyjna poprzedniego właściciela, wyłoniona zostanie spółka, która będzie administrować obiektem - tłumaczy Jerzy Łączkowski, naczelnik wydziału zdrowia, nadzoru właścicielskiego i przekształceń własnościowych w katowickim magistracie.
Co to oznacza w praktyce? - Pieniądze. Spodek będzie mógł być dofinansowywany wprost z budżetu miejskiego. Już na ten rok przeznaczyliśmy na to kilkanaście milionów zł. Wszystko na modernizację. Wcześniej miasto mogło tylko pożyczać spółce i nie miało realnego wpływu na wydatkowanie pieniędzy. Teraz samo będzie decydować, na co i ile pieniędzy pójdzie - mówi Andrzej Zydorowicz, jeden z radnych.
Jak usłyszeliśmy w magistracie, eksperci zbadali szczegółowo stan techniczny ponad 30-letniego obiektu. Okazało się, że mimo upływu czasu i braku kompleksowej modernizacji Spodek ma się dobrze. Potrzebne jednak całkowite odświeżenie i unowocześnienie obiektu. Czasu jest niewiele. Za dwa lata w Katowicach odbędą się mistrzostwa Europy w koszykówce. Do tego czasu koniecznie trzeba coś zrobić z wentylacją, której brak dotkliwie odczuli kibice i siatkarze podczas zeszłorocznej Ligi Mistrzów. Tymczasem w Gliwicach wkrótce ma powstać supernowoczesna hala sportowa, która może stać się konkurencją dla Spodka. Naczelnik Łączkowski jest przekonany, że stan katowickiej hali wkrótce się poprawi. (...) Według niego nie ma co liczyć na samofinansowanie hali. - To niemożliwe. Do takich miejsc na całym świecie trzeba dokładać - uważa Łączkowski.
Innego zdania jest Zydorowicz. - Nie można czegoś zmieniać i przekształcać, wątpiąc w powodzenie. Będziemy bardzo uważnie przyglądać się spółce, która będzie administrowała Spodkiem. Ten obiekt wymaga prężnego menedżera, a nie kogoś, kto marzy o ciepłej posadce. Mecze siatkówki udowodniły, że w Spodku mogą być nadkomplety. To może być dla miasta kura znosząca złote jaja. Wystarczy tylko trochę chęci i umiejętności - mówi radny. Gazeta Wyborcza, Anna Malinowska 2008.01.08
Do góry
Katowice przegrywają w wyścigu wieżowców
We Wrocławiu już za dwa lata wyrośnie budynek mierzący ćwierć kilometra. Będzie najwyższym w Polsce. W Gdańsku 200-metrowy wieżowiec stanie nad Bałtykiem. Na tym tle inwestycje w Katowicach wyglądają jak karzełki.
Cała Polska pnie się w górę. W 2010 roku najwyższy wieżowiec będzie miał Wrocław. Firma LC Corp buduje tam apartamentowiec Sky Tower. Jego 56 pięter da mu 220 metrów wysokości, a z iglicą będzie miał aż 258 metrów. Tym samym zdetronizuje obecnego rekordzistę - warszawski Pałac Kultury i Nauki, który do czubka anteny ma 230,7 metra.
Kolosy zaczynają wyrastać także na Pomorzu. W Gdańsku wkrótce ruszy budowa 202-metrowego giganta Big Boy Building. Będzie on najwyższym budynkiem nad Bałtykiem.
200-metrowe wieżowce w Warszawie to już norma. Luksusowy apartamentowiec Złota 44 został zaprojektowany przez słynnego Daniela Libeskinda, a firma Chmielna Development zapowiedziała ostatnio budowę 68-kondygnacyjnego wielofunkcyjnego budynku przy ulicy Chmielnej. Razem z iglicą będzie miał 282,4 metra wysokości i może stać się nie tylko najwyższym wieżowcem w Polsce, ale i w tej części Europy.
Tymczasem planowane inwestycje w Katowicach nie przekraczają wysokości 100 metrów. Nieliczne dorównują Altusowi, który jest teraz najwyższym budynkiem w mieście. Jego 125 metrów do czubka masztu antenowego daje mu wciąż jeszcze najlepszy wynik w południowej Polsce, a poza Warszawą bije go jedynie szczeciński wieżowiec PAZIM (ma 128 metrów). Większość przyszłych katowickich wieżowców jest w fazie projektowania, dlatego w wydziale budownictwa katowickiego magistratu nie wydano jeszcze żadnego pozwolenia na budowę. Najszybciej z projektem ma się uporać TriGranit, węgierski deweloper, który przy centrum handlowym Silesia City Center chce postawić dwie wieże Silesia Towers. Wyższa będzie miała 34 kondygnacje i osiągnie 125 metrów, niższa z 15 kondygnacjami będzie miała 55 metrów. Budowa wyższej wieży ma się zakończyć w 2009 roku. Silesia Towers będą przede wszystkim biurowcami, ale podobnie jak w Altusie znajdzie się tam również hotel.
Zaawansowane prace trwają też nad apartamentowcem, który powstanie przy niedokończonej budowie Katowickiego Centrum Biznesu, tuż za superjednostką. Firma Eurocape P.I.A zapowiada, że projekt jest już na ukończeniu i roboty ruszą w najbliższym czasie. W 26-piętrowej wieży będą mieszkania o powierzchni od 40 do 200 metrów kwadratowych. Pierwsi mieszkańcy wprowadzą się tam w 2009 roku.
Kolejna wieża mieszkalna ma szansę wyrosnąć nieopodal, przy ulicy Sokolskiej, naprzeciw dworca PKS. Firma NFI Jupiter planuje tam budowę 27-piętrowego budynku. Początkowo miał być o 10 kondygnacji niższy, ale inwestorowi udało się przekonać miasto do zmiany warunków zabudowy.
Ciągle nie wiadomo, jakie rozmiary przyjmie budynek, który powstanie w miejscu wieżowca DOKP, stojącego tuż przy Spodku. Wciąż trwają rokowania w sprawie wyłonienia inwestora, więc budowa nie ruszy prędko. (...)
Warto przypomnieć, że Katowice były pierwszym miastem w Polsce, gdzie powstawały drapacze chmur. W 1929 roku przy ulicy Wojewódzkiej 23 wybudowano ośmiokondygnacyjny wieżowiec dla profesorów Śląskich Zakładów Technicznych. Po raz pierwszy w Polsce zastosowano tam żelazny szkielet nośny.
Najsłynniejszy drapacz chmur, z 1934 roku, stojący dziś u zbiegu ulic Żwirki i Wigury i Skłodowskiej-Curie, ma 60 metrów i 14 kondygnacji. Do czasu wybudowania warszawskiego Pałacu Kultury był najwyższym budynkiem w Polsce. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2008.01.07
Do góry
Wolą zburzyć familoki, niż remontować
W Katowicach przy samej granicy z Sosnowcem mają być wyburzone urokliwe familoki. - Starych drzew się nie przesadza - protestują przeciwko tym planom mieszkańcy.
Sprawa dotyczy kilkunastu domów osiedla Borki w pobliżu alei Roździeńskiego. Ich lokatorzy, przeważnie mieszkający tu z dziada pradziada, dowiedzieli się, że właściciel - Hutniczo-Górnicza Spółdzielnia Mieszkaniowa - chce je wyburzyć. Choć każdemu zapewniono by nowy dach nad głową, są zrozpaczeni. - My som jak te paciorki jednego różańca z filmu Kutza. Tam też kazali do bloku iść. A kery starzik dom rzuci? Po co? - denerwuje się Elżbieta Kurzej, która mieszka w tym samym familoku co jej dziadkowie.
Domy mają ponad sto lat. Widać, że ich lokatorom często się nie przelewa, ale chwalą sobie swoje cztery kąty: wszędzie stąd blisko, okolica spokojna, a tuż obok jest zespół przyrodniczo-krajobrazowy, a w nim staw z czyściutką wodą, gdzie latem aż roi się od ptactwa. Żyć nie umierać. - Nie wyobrażamy sobie klatek w jakichś blokowiskach, gdzie nawet drzewka nie ma ani ławeczki, żeby sobie kawę wynieść - martwią się staruszki.
O planach wyburzenia dowiedzieli się przypadkowo. Pierwsze wątpliwości pojawiły się, gdy niektórzy chcieli wykupić swój lokal. Choć wnioski złożyli już dawno temu, nikt im nie odpowiedział. (...) Sąsiedzi narzekają, że spółdzielnia od dawna nie dba o domy. Gdyby sami nie sprzątali, już dawno by utonęli w śmieciach. - Nie wiadomo, na co płacimy czynsz - skarżą się.
Według spółdzielni z płaceniem bywa różnie. - Na dziś łączna kwota długu to ponad 500 tys. zł - wylicza Irena Pilch, kierowniczka spółdzielczej administracji. Zapewnia, że o wyburzeniu nie zdecydowało jednak zadłużenie, lecz bardzo zły stan techniczny budynków. - Koszt remontu jednego budynku przewyższa jego wartość - mówi Pilch.
Tymczasem Małgorzata Zygmunt, miejska konserwatorka zabytków, twierdzi, że spółdzielnia nie może zburzyć domów bez pytania. - Nie dostaliśmy formalnego wniosku, a takie zezwolenie jest konieczne. Jeśli je otrzymamy, będziemy wnikliwie analizować - mówi Zygmunt.
Plany wyburzenia familoków nie podobają się też Dariuszowi Walerjańskiemu, historykowi z Zabrza: - Kolonie robotnicze są nieodłącznym elementem śląskiego krajobrazu. Niszczyć je to jakby zabijać charakter tej ziemi. Familoków wcale nie mamy już tak dużo, żeby ich nie szanować. Wyburzanie powinno być ostatecznością - uważa Walerjański.
Rozżaleni lokatorzy familoków spekulują, że komuś pewnie zależy na pustym gruncie po ich domach. - To może być atrakcyjna działka dla inwestorów, szkoda, że z nami nikt się nie liczy - mówią. Gazeta Wyborcza, Anna Malinowska 2008.01.03
Do góry
Wybór cytatów © Portal.Katowice.pl

Wstecz - Start - Do góry

Redakcja - Regulamin - Współpraca - Reklama - Strony WWW              © Copyright by GST 05-12