ďťż
,
 PORTAL  >  PRZEGLĄD NAJWAŻNIEJSZYCH AKTUALNOŚCI  >  LISTOPAD 2007
Firmy ruszają na podbój Katowic
Duży potencjał rozwoju górnośląskiego rynku nieruchomości przyciąga nowe, sieciowe firmy takie jak redNet Property Group. Wchodzące w skład grupy Agencja Nieruchomości redNet24 i redNet Finance otwierają swoje oddziały w samym centrum Katowic przy ul. Mariackiej 4. Kolejne, po Warszawie i Łodzi. Obsługują największych ogólnopolskich i lokalnych deweloperów, jak i indywidualnych klientów.
Naturalną drogą rozwoju jest ekspansja na najbardziej dynamiczne rynki, takie jak Górny Śląsk. Od kilku miesięcy obserwujemy rosnące zainteresowanie deweloperów tym regionem. Także zdobyte podczas boomu na polskim rynku nieruchomości doświadczenie podpowiada nam, że Górny Śląsk powtórzy drogę rozwoju wielkich polskich aglomeracji. Korzystając z bogatego zaplecza i wiedzy ekspertów grupy kapitałowej redNet Property Group jesteśmy w stanie doradzić klientom jak najlepiej. Deweloperzy, którzy wchodzą na nowy rynek niejednokrotnie posiłkują się podczas sprzedaży pomocą agencji nieruchomości, które mają przeszkoloną, profesjonalną kadrę oraz doskonale znają lokalny rynek. To szansa dla nas. - mówi Marek Oberda, dyrektor zarządzający Agencją Nieruchomości redNet24.
Katowice od kwietnia niezmiennie brylują w rankingach wzrostu cen. Stolica województwa śląskiego, zapomniana przez deweloperów i inwestorów w okresie największej hossy na polskim rynku nieruchomości, od kilku miesięcy stale przypomina o swoim istnieniu i nadrabia dystans do czołówki. Od kwietnia 2007 roku średnia cena metra kwadratowego w Katowicach wzrosła o 31,45%, co w ujęciu kwotowym daje 1414 zł na metrze kwadratowym. Według raportu firmy analitycznej redNet Consulting w listopadzie ceny w Katowicach wzrosły średnio o 2,87% i osiągnęły średni poziom 5 914 zł za metr kwadratowy. To nie jest koniec wzrostów. Na potencjał wzrostowy Górnego Śląska wpływa wiele czynników. Niewystarczająca podaż to najważniejszy z nich. Przez lata na Górnym Śląsku niewiele budowało się. Po 1989 roku powstało zaledwie 6,3% nowych mieszkań w ogólnej substancji mieszkań. Dla porównania w Krakowie wskaźnik ten był znacznie większy - 20,1%, we Wrocławiu - 18,7%. Jednocześnie poprawiła się znacznie siła nabywcza mieszkańców Górnego Śląska. Według danych GUS (II kwartał 2007 roku) średnie wynagrodzenie brutto wynosiło 3 694,33 zł, przewyższając średnią krajową o 883,37 zł. Sytuacja w Katowicach i pozostałych miastach regionu poprawia się - obecnie przygotowywanych jest wiele projektów mieszkaniowych, z których część może liczyć nawet po 500 - 1 000 mieszkań. Dla mieszkańców oznaczać to będzie zdecydowanie większy wybór i pożądaną na rynku konkurencję. Na rynku są już obecni najwięksi międzynarodowi deweloperzy jak TriGranit Development z projektem Dębowe Tarasy czy ING Real Estate.
Należy być ostrożnym i wyciągać wnioski na przyszłość. Największe polskie aglomeracje wchodzą w fazę stabilizacji. Nie ma dynamicznych wzrostów, nie ma też drastycznych spadków. Rynek weryfikuje ceny. Kraków od czerwca niezmiennie notuje korekty, by w listopadzie zanotować najmniejszy spadek - 0,03% i osiągnąć średnią cenę metra kwadratowego na poziomie 7 504 zł. Oznacza to nic innego jak weryfikację cen i osiągnięcie realnego pułapu cenowego. Wielu deweloperów dało się zwieść perspektywie. Magdalena Borowiec, redNet24 2007.11.29, Ogólnopolskie firmy ruszają na podbój katowickiego rynku nieruchomości
Do góry
Znana okulistka znów pijana w pracy?
Katowicka policja otrzymała kolejne zawiadomienie o tym, że dyrektorka Szpitala Okulistycznego prof. Ariadna G.-Ł. jest pijana w pracy. Gdy funkcjonariusze pojawili się na miejscu, okulistka zasłabła. Przewieziono ją do innego szpitala.
- Otrzymaliśmy we wtorek po południu zgłoszenie od anonimowej kobiety, że na terenie szpitala przebywa prof. G.-Ł. w stanie wskazującym na nietrzeźwość. Policjanci natychmiast pojechali na miejsce - poinformowała wczoraj Magdalena Szymańska-Mizera, rzeczniczka katowickiej policji.
W trakcie policyjnej interwencji prof. G.-Ł. zasłabła. Odwieziono ją karetką do innego katowickiego szpitala. Czy udało się wykonać badanie na obecność alkoholu w organizmie? Mizera odmawia odpowiedzi na to pytanie. - Mogę tylko zapewnić, że dalej będziemy wyjaśniać okoliczności sprawy - mówi rzeczniczka.
Prof. Ariadna G.-Ł. to jedna z najbardziej znanych w kraju okulistek (...). Informacje, że ma problemy z alkoholem, znane były od lat zarówno w środowisku medycznym, jak i wśród pacjentów okulistki. Jednak pierwsze oficjalne zawiadomienie w tej sprawie trafiło na policję dopiero 6 marca. Złożył je dziennikarz z Zakopanego, który tego dnia miał przyjechał do Katowic na rozmowę z prof. G.-Ł. Po zatrzymaniu przez policję okazało się, że lekarka ma 0,87 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.
Okulistka wyjaśniała potem, że 6 marca była na urlopie. Piła, ale dzień wcześniej, na imprezie towarzyskiej.
Prof. Ewa Małecka-Tendera, rektor Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, przyznała w rozmowie z Gazetą, że wiedziała o kłopotach prof. G.-Ł. Ostatecznie jednak władze uczelni pozostawiły ją na stanowisku dyrektorki Szpitala Klinicznego nr 5, a działający na ŚUM rzecznik odpowiedzialności zawodowej umorzył postępowanie w tej sprawie. To samo zrobiła katowicka prokuratura. Milczy także Okręgowa Rada Lekarska. Wprawdzie wiosną powołała niezależną komisję, która miała zbadać, czy prof. Ariadna G.-Ł. w ogóle zdolna jest jeszcze do wykonywania zawodu lekarza, ale jak dotąd komisja odkłada co kwartał wydanie jakiegokolwiek orzeczenia. Dlaczego? - Nie musimy podawać powodów przedłużenia postępowania - odpowiada Katarzyna Strzałkowska, rzeczniczka rady. (...) Gazeta Wyborcza, Judyta Watoła 2007.11.28
Do góry
Turyści chcą noclegów i pocztówek z Katowic
Otwarto nowe Centrum Informacji Turystycznej w Katowicach. Teraz turystom będzie łatwiej zasięgnąć informacji nie tylko o mieście, ale o całym regionie.
We wtorek zaprezentowano nową siedzibę Centrum Informacji Turystycznej. Wcześniej placówka mieściła się obok magistratu na ul. Młyńskiej, teraz przeniosła się na katowicki rynek. - Pomieszczenie było za ciasne. Teraz ludziom będzie łatwiej znaleźć centrum - mówi Arkadiusz Godlewski, wiceprezydent miasta.
Kilka miesięcy temu Polska Agencja Rozwoju Turystyki zleciła przeprowadzenie badań na temat atrakcyjności poszczególnych regionów. Śląsk zajął w nich ostatnie miejsce. Urzędnicy tłumaczą, że sytuacja zaczyna się powoli zmieniać.
- Sprawdziliśmy we wrześniu i okazało się, że codziennie centrum odwiedzało ponad sto osób - dodaje Waldemar Bojarun, rzecznik katowickiego magistratu. Krystyna Radko, jedna z pracownic placówki: - Jasne, że zdarza się, że wchodzą do nas mieszkańcy i pytają o najbliższy sklep czy jakąś ulicę. Ale turystów jest coraz więcej. Zwłaszcza takich, dla których Katowice leżą na pewnym szlaku. W drodze do Oświęcimia lub w Beskidy. W tym drugim przypadku dominują ostatnio Rosjanie.
Radko dodaje, że większy ruch turystyczny związany jest głównie z rozwinięciem oferty lotniska w Pyrzowicach. Co turystom podoba się najbardziej?
- Giszowiec, Nikiszowiec i tereny zielone, np. Lasy Murckowskie - wylicza Radko. Na co odwiedzający najbardziej narzekają? Brak taniej bazy noclegowej to problem numer jeden. Nie ma też zbyt dużego wyboru pocztówek z Katowic.
W centrum informacji znajdziemy albumy, foldery i wszelkie możliwe wydawnictwa związane ze Śląskiem. Za darmo można skorzystać z komputerów oraz dostać mapki Katowic i regionu. Pracownicy centrum znają język angielski, niemiecki, francuski. (...) Gazeta Wyborcza, am 2007.11.27
Do góry
Katowicom gratulujemy marketu przed katedrą
W bliskim sąsiedztwie katedry Chrystusa Króla w Katowicach powstaje niski pawilon handlowy, rażąco odstający od śródmiejskiej zabudowy. - Ten barak to gwałt na tkance miejskiej - mówią zbulwersowani architekci.
Znajdujący się przed katedrą plac Jana Pawła II prezentuje się mizernie. To niewielki skwer wciśnięty pomiędzy ul. Powstańców, na którą wychodzi front świątyni oraz tyły kamienic i magazynów. Te ostatnie są własnością Górnośląskiej Spółdzielni Handlowej Społem.
Już sześć lat temu miasto chciało zadbać o to miejsce. Zorganizowało więc konkurs architektoniczny na zagospodarowanie placu (konkurs kosztował prawie 100 tys. zł). W efekcie cały kwartał przy katedrze miał zostać oczyszczony z prowizorycznej zabudowy, a jej miejsce miały zająć Muzeum oraz Biblioteka Archidiecezjalne. Niestety, przez lata zarzucano budowy tych obiektów, więc placu jak nie było, tak nie ma.
Teraz na rogu ulic Wita Stwosza i Ligonia Społem modernizuje starą halę, która najprawdopodobniej zamieni się w market. - To gwałt na tkance miasta - przestrzega Marek Skwara, katowicki architekt. - Miał tu być reprezentacyjny plac odpowiadający skalą monumentalnej katedrze. Ta inwestycja handlowa przekreśla te zamierzenia. Zamiast tego będzie zlepek niezwiązanych ze sobą obiektów - dodaje.
Skwara, jak wielu jego kolegów, brał udział w konkursie na przebudowę placu. - To kolejny konkurs w Katowicach, z którego miasto nie wyciągnęło żadnych wniosków. Podobnie było z konkursem na pl. Rady Europy, a wcześniej na rynek i okolice dworca PKP. Jak tak dalej pójdzie, to żaden architekt nie będzie w tych konkursach startował, bo i po co - mówi Skwara.
Pawilon handlowy nie podoba się też księdzu prałatowi dr Stanisławowi Puchale, proboszczowi parafii katedralnej. - To przykre, że coś takiego powstaje w samym centrum, prawie przed wejściem do katedry. Plac nie jest ważny dla kościoła, ale dla miasta i jego mieszkańców. Tu powinna powstać piękna przestrzeń, a nie kolejny market - mówi rozżalony proboszcz.
Prace przy sklepie odbywają się w pośpiechu, nawet w ostatnią niedzielę hałas maszyn słychać było w czasie mszy. Nie wiadomo jeszcze, co dokładnie powstanie w pawilonie. Społem prowadzi w tej sprawie rozmowy z najemcami. Jeszcze kilka miesięcy temu wspominano o eleganckim pawilonie spożywczo-przemysłowym. (...)
Urzędnicy tłumaczą, że nie mogli zablokować inwestycji. - Zgodnie z prawem nie można zabronić właścicielowi modernizacji jego obiektu, tym bardziej że zachowuje obecną funkcję handlową. Jednak udało nam się wstrzymać rozbudowę tego budynku w stronę ulicy - tłumaczy Waldemar Bojarun, rzecznik katowickiego magistratu.
Bojarun dodaje, że miasto odkupiło od GSH Społem za 900 tys. zł prawie 1,4 tys. m kw. działki i w przyszłym roku zacznie się rozbiórka znajdujących się tam hal. - Plac na pewno zostanie poszerzony. Mnie osobiście też nie podoba się ten pawilon, ale nie byliśmy w stanie go kupić. Cena proponowana przez Społem była nie do przyjęcia - twierdzi Bojarun. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2007.11.26
Do góry
Władze Katowic: nie chcemy kina Światowid
Kultowemu kinu Światowid grozi likwidacja. Silesia-Film chciała je sprzedać miastu Katowice, ale gmina odmówiła.
O kłopotach Światowida pisaliśmy w zeszłym tygodniu. Kino działa w Katowicach od kilkudziesięciu lat i słynie ze spotkań z twórcami i ambitnego repertuaru. Jego właścicielem jest Instytucja Filmowa Silesia-Film, która podlega marszałkowi. Ten już zgodził się na sprzedaż budynku. To oznacza, że z centrum Katowic może zniknąć cenione kino studyjne. Władze regionu tłumaczą, że sprzedaż jest jedynym wyjściem, ponieważ Światowid przynosi straty. Tylko przez pierwsze osiem miesięcy roku wyniosły one 149 tys. zł.
Ratunkiem przed sprzedażą byłoby jego przejęcie przez miasto. Jednak Piotr Uszok, prezydent Katowic, napisał do wicemarszałka Grzegorza Szpyrki, że miasto nie jest zainteresowane kupnem. (...)
Takie stanowisko oznacza, że Światowid będzie musiał zostać wystawiony na przetarg.
Tymczasem gdy SF chciała sprzedać gliwicką Bajkę, gmina od razu zdecydowała się na jego zakup. Po remoncie obiektu przeniesie tam studyjne kino Amok, które działa w budynku magistratu. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 2007.11.25
Do góry
Nie widać policji w centrum Katowic
W biały dzień, tuż obok katowickiego dworca, została napadnięta emerytowana nauczycielka. Przez dwie godziny bezskutecznie szukała policji. Co na to władze miasta? Będzie ankieta, w której każdy powie, czy czuje się bezpiecznie.
Pani Jadwiga denerwuje się, gdy opowiada o napadzie. Biały dzień, mnóstwo ludzi na ulicy. Nagle dwóch wyrostków atakuje ją z tyłu i zrywa z szyi złoty łańcuszek. Nie zdążyła nawet im się przyjrzeć, od razu pomyślała o policji.
- Błąkałam się po mieście jakąś godzinę. Nie spotkałam ani jednego patrolu. Pamiętałam, że komisariat był kiedyś na dworcu, ale go tam nie znalazłam. Nikt z przechodniów nie potrafił mi powiedzieć, gdzie mogę znaleźć policjantów, w końcu ktoś wskazał ulicę Stawową. Tam też szukałam chyba z pół godziny - dużo reklam, tabliczek. Trudno mi było znaleźć mały budyneczek w jednej z brudnych bram - żali się pani Jadwiga. Nie może się pogodzić z tym, że została napadnięta w centrum dużego miasta.
Nie tylko ona ma pretensje do policji. Taksówkarze z postoju przy placu Andrzeja przypominają, że tuż pod kamerą został zakatowany starszy mężczyzna. - Na porządku dziennym są bójki, libacje na ławeczkach i awantury, a policja się nie zjawia i zwala winę na źle działający monitoring - psioczą kierowcy.
Marek Manek z wydziału zarządzania kryzysowego katowickiego Urzędu Miejskiego przyznaje, że z monitoringiem bywają kłopoty. Kamer jest niewiele, a pracowników, którzy je obsługują tylko siedmiu na dwie zmiany. - Nawet, gdy zauważą jakiś incydent, muszą zawiadomić policję. A w Katowicach są problemy kadrowe i funkcjonariusze nie zawsze mogą od razu zareagować - tłumaczy.
Magdalena Szymańska-Mizera, rzeczniczka katowickiej policji potwierdza: - W centrum są dwa komisariaty, a w każdym z nich mamy wakaty.
Jej zdaniem nie ma szans na ponowne uruchomienie dworcowego komisariatu. Już lepiej wydać pieniądze na etaty policyjne. Cóż, kiedy brakuje kandydatów do pracy.
Władze Katowic zapewniają, że problem bezpieczeństwa leży im na sercu, ale mają pomysł co zrobić, żeby ludzie czuli się w centrum bezpiecznie. - Będziemy pytać, czy ludzie mieszkający w pobliżu kamer mają w ogóle świadomość ich istnienia. Zapytamy czy korzystają z ich zapisu i czy dzięki temu czują się bezpieczniej - wyjaśnia Manek.
Jeśli większość ankietowanych odpowie twierdząco, miasto kupi więcej kamer i zatrudni więcej osób do ich obsługi. Gdy ludzie powiedzą, że kamery są im obojętne, miasto zamontuje dodatkowe lampy w niebezpiecznych miejscach. (...) Gazeta Wyborcza, Anna Malinowska 2007.11.22
Do góry
Nikiszowiec staje się królestwem PCV
Na zabytkowym Nikiszowcu mieszkańcy wymieniają stare okna na nowe, z tandetnego plastiku. Największa zgroza w kwartale budynków zarządzanych przez kopalnię Wieczorek - drewniane, oryginalne drzwi do klatek schodowych zastępuje się tam aluminiowymi.
Nikiszowiec to perła górnośląskiej architektury robotniczej. Familoki tworzą tu mały układ miejski. Wszystkie budynki są z czerwonej cegły i tworzą zamknięte kwartały. Nie ma monotonii, bo domy wyróżniają się detalami, wykuszami, a zwłaszcza portalami wejściowymi. Także drzwi do klatek mają indywidualny charakter. Nie ma dwóch takich samych. Jedne mają okienka kwadratowe, inne owalne. Są też drzwi pełne, ale z bogatym rzeźbieniem.
Niestety, w kwartale ulic Nałkowskiej, Rymarskiej, Szopienickiej i Krawczyka drzwi są już takie same: stalowe i toporne. Podobne wstawiane są w modernizowanych blokach z wielkiej płyty. - Nie pasują do ceglanych budynków - mówi Paweł Jaworski, młody architekt, którego projekt dyplomowy dotyczy m.in. rewitalizacji osiedla Nikiszowiec. - Nie rozumiem, jak można tak psuć unikatowy zabytek! - ubolewa.
Familokami opiekuje się Spółdzielnia Mieszkaniowa Wieczorek. - Stare drzwi były dewastowane. Wstawiliśmy nowe, mocne i masywne - wyjaśnia Stefan Sobótka z działu technicznego.
Wszelkie prace remontowe w Nikiszowcu muszą być konsultowane z wojewódzkim konserwatorem zabytków. Tymczasem w biurze konserwatora nikt nie przypomina sobie, by spółdzielnia się z nimi kontaktowała. - To prawda, nie zgłaszaliśmy wymiany drzwi, ale mieliśmy sytuację awaryjną. Stare drzwi ledwo zipały. Trzeba je było szybko wymienić. Zresztą tu nie było już oryginalnych drzwi, bo wcześniej kopalnia je wymieniła - zapewnia Sobótka. Jednak na zdjęciach, które Jaworski robił pod koniec 2005 r., widać bogato rzeźbione drzwi z ozdobnymi szybkami. Elżbieta Drabikowa, mieszkanka ul. Rymarskiej, jest przekonana, że zdemontowane przez spółdzielnię drzwi pamiętały początki osiedla. - Mieszkamy tu już czwarte pokolenie. Drzwi nigdy nie remontowano, a były już w naprawdę fatalnym stanie. Teraz jest lepiej.
Po drugiej stronie Rymarskiej są jeszcze zachowane, oryginalne drzwi, które wyglądają, jakby miały co najmniej 80 lat. Za jednymi z nich mieszka Katarzyna Mandowska. - Wolałabym nowe, plastikowe. Przez te stare ciągle wieje. Męczy mnie już to mieszkanie w zabytku - mówi.
O niszczeniu Nikiszowca wie Małgorzata Zygmunt, miejska konserwator zabytków. - Ludzie na własną rękę wstawiają okna. Wczoraj moja pracownica zjeździła osiedle, bo dostaliśmy sygnał, że spółdzielnia wymienia szybki na szyby zbrojone i wycina przy okazji szprosy - mówi konserwator. (..)
Miejska konserwator zabytków obiecuje przygotować dokumentację fotograficzną dewastacji na Nikiszu. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2007.11.16
Do góry
Katowice szykują się do tygrysiego skoku
Inwestorzy przez lata omijali Katowice, wybierali Warszawę, Wrocław, Kraków. - Teraz to się zmieni, czeka nas boom inwestycyjny - zapewniają katowiccy urzędnicy. We wtorek wspólnie z architektami dyskutowali nad przyszłością miasta.
Ścisłe centrum Katowic czekają w najbliższych latach wielkie zmiany, które przyniosą nawet milion metrów kwadratowych nowej zabudowy. Najbardziej znaczącym projektem jest przebudowa alei Korfantego. Na odcinku pomiędzy Spodkiem a rynkiem wyrosną nowe budynki.
- Projekt o takiej skali nie może być sfinansowany tylko z pieniędzy budżetowych. Wzorem dla Katowic powinna być Wielka Brytania, gdzie publiczne budynki buduje się we współpracy z prywatnym kapitałem. To bardzo korzystne rozwiązanie, bo ryzyko inwestycji ponosi inwestor, a miasto nie musi się zadłużać - mówił Robert Mandżunowski, członek zarządu LHI Leasing Polska, w czasie dyskusji nad przyszłością Katowic. Odbyła się w miniony wtorek w katowickiej Galerii Architektury SARP.
Obecny na spotkaniu Arkadiusz Godlewski, wiceprezydent Katowic, przyznał, że kapitał prywatny jest konieczny przy zmianie wizerunku śródmieścia. - Nie możemy jednak przy obecnym prawie zawiązać partnerstwa publiczno-prywatnego, bo przy Korfantego będzie dużo funkcji komercyjnych. Wybierzemy najpewniej jednego inwestora bądź grupę w drodze konkursu. Ewentualnie założymy spółkę z innymi podmiotami, gdzie miasto jako aport wniesie działki - tłumaczył Godlewski.
Przyznaje, że partnerstwo z prywatnym kapitałem będzie możliwie przy budowie siedziby Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. Miasto liczy też na środki unijne, z tego źródła sfinansowane będzie prawie w całości nowe Muzeum Śląskie.
Magistrat zapewnia, że prace przy alei Korfantego powinny się rozpocząć już w czerwcu 2009 roku, tak by skończyły się przed Euro 2012. Na sali pojawiły się jednak zarzuty, że wciąż nie powstał plan miejscowy dla tego miejsca, mimo że miał być efektem zakończonego ponad rok temu konkursu urbanistycznego. Jego zwycięzca, architekt Tomasz Konior, uspokajał: - Zakończyliśmy pracę nad planem koordynacyjnym, który pozwoli przeprowadzić gładko wszystkie działania planistyczne, administracyjne i finansowe.
Wiceprezydent dodał, że brak planu nie jest klęską. - Teraz plany muszą być dynamiczne, bo ciągle zmienia się sytuacja, przychodzą nowi inwestorzy. Musimy szybko reagować, przykładem jest nagła decyzja Gliwic o budowie hali widowisko-sportowej na 15 tys. widzów. Będzie lepsza dla imprez sportowych niż Spodek - mówił Godlewski. Obok Spodka powstanie więc Międzynarodowe Centrum Kongresowe z największą w Polsce salą kongresową na 3,5 tys. miejsc. Sama hala widowiskowa będzie mogła być wykorzystywana w czasie największych kongresów.
- Bez komunikacji publicznej nie ma szans na przebudowę Katowic. Trzeba pamiętać, że każde 100 m kw. powierzchni użytkowej to dwa do trzech nowych samochodów. Gdybyśmy skupili się tylko na nich, to trzeba by w centrum wybudować autostradę - przestrzegał architekt Stanisław Podkański.
Autor przebudowy centrum potwierdził, że rozbudowa komunikacji publicznej to priorytet. - W moim projekcie najważniejszy jest tramwaj, który stanowi podstawowy środek komunikacji w śródmieściu. Proponuję, by oprócz istniejącego torowiska stworzyć szynową obwodnicę wokół centrum. Tam, gdzie jest tramwaj, tam są też ludzie - mówił Konior. Dodał, że sposobem na ożywienie alei Korfantego musi być też budowa nowych mieszkań. - Na mieszkania przeznaczyć trzeba co najmniej 30 proc. zabudowy. Nie powtarzajmy błędu paryskiego La Défense, które wieczorami zamiera - zaznaczył architekt. (...) Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2007.11.14
Do góry
Haga upomina się o katowicki dworzec
Europa Nostra, międzynarodowa organizacja zajmująca się ochroną dziedzictwa kulturowego, uważa, że dworzec kolejowy w Katowicach powinien być wpisany do rejestru zabytków. Władze miasta chcą uznać budynek za dobro współczesne.
Kolejna ponadnarodowa instytucja przejęła się losem katowickiego dworca kolejowego, który ukończono w 1972 roku. Europa Nostra, federacja z Hagi, skupiająca stowarzyszenia konserwatorskie z całego kontynentu, w najbliższych dniach wyśle apel do polskich władz, by wpisały dworzec do rejestru zabytków.
- Zazwyczaj wysyłamy listy do władz Turcji, bądź krajów bałkańskich, gdzie jest kiepska ochrona konserwatorska. Odkryciem było dla nas, że w samym centrum Europy, w Polsce, gdzie o zabytki dba się już od półtora wieku, są zakusy na tak fenomenalny budynek - mówi dr hab. Małgorzata Omilanowska, zastępczyni dyrektora Instytutu Sztuki PAN, członkini rady Europa Nostra.
Przypomnijmy, dworzec zostanie w najbliższych latach przebudowany. PKP prowadzi rozmowy z 16 dużymi firmami deweloperskim, które sfinansują inwestycję. Nieznany jest wciąż los obecnego budynku. Być może zostanie wyburzony. W obronie jego unikatowej konstrukcji kielichowej stanęło murem całe środowisko konserwatorskie i architektoniczne w Polsce. Pisaliśmy też o petycjach w sprawie obrony dworca, jakie przysyłali specjaliści z zagranicy, w tym naukowcy z Massachusetts Institute of Technology w Stanach Zjednoczonych.
Na ostatnim posiedzeniu Europa Nostra dr Omilanowska zgłosiła sprawę dworca. - Nikogo nie musiałam przekonywać co do jego wartości. To unikat, a powstał w trudnym okresie, w socjalistycznym państwie. Jego konstrukcja łupinowa była wtedy nowinką techniczną na świecie - tłumaczy Omilanowska.
Zaznacza, że wpisanie dworca do rejestru zabytków ma przede wszystkim uświadomić miastu i kolei wartość tego, co posiadają. - Wpis do rejestru nie oznacza zachowania status quo, nie wyklucza remontów, adaptacji. Umożliwia tylko konserwatorowi kontrolę wszelkich prac. Może uchronić kielichową konstrukcję dworca przed zakusami biznesu, który na jej miejscu najchętniej widziałby pudło centrum handlowego - dodaje Omilanowska.
Pod naporem opinii specjalistów także władze Katowic zmieniły swój stosunek do dworca. Jeszcze kilka miesięcy temu Piotr Uszok, prezydent miasta, mówił, że o tym, co powstanie na miejscu dworca, zadecyduje rachunek ekonomiczny. Dziś urzędnicy przychylili się do propozycji, by kilka najcenniejszych, powojennych obiektów z Katowic wpisać na Listę Dóbr Kultury Współczesnej, w tym dworzec. (...) Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2007.11.13
Do góry
Z kopuły na Rondzie wieje chłodem
Kopuła na katowickim rondzie nie ma szans być miejskim salonem, bo nie da się przyjmować gości w lodówce.
Do kopuły weszliśmy w poniedziałek z termometrem. Temperatura w środku - 13 stopni. - Jeden z pracowników już się pochorował, a pozostali noszą grube kalesony i łykają witaminy - żali się Dariusz Tiałowski, który w kopule prowadzi kawiarnię. Opowiada: - Dwa dni temu występował u nas znany flecista Leszek Wiśniowski. Dokończył koncert, choć miał zgrabiałe ręce. (...)
W poniedziałek w kopule oprócz barmana uwijali się ludzie przygotowujący wieczorny koncert festiwalu Ars Cameralis. - I tak pewnie nikt nie przyjdzie. No, chyba że ktoś włoży futro i czapkę uszatkę - żartuje barman.
Kopuła, choć należy do miasta, została oddana pod opiekę Akademii Sztuk Pięknych. Na parterze budynku jest galeria, na piętrze kawiarnia ze sceną, na której odbywają się koncerty. Wnętrza utrzymane są w surowym, nowoczesnym klimacie - drewno, chrom i szkło. - Konstrukcja kumuluje panujące dookoła zimno. Ktoś, kto to projektował, powinien chyba przewidzieć, że w Polsce co roku jest zima i mróz - denerwuje się Tiałowski.
Żalu nie kryją też przedstawiciele ASP, którzy weszli do gotowego już obiektu. - Wysyłamy pisma do urzędników, prosimy, by ktoś się tym zajął. Niska temperatura wygania nam ludzi z galerii. Co będzie, kiedy nastaną mrozy? - wzdycha Marian Oslislo, rektor uczelni.
Waldemar Bojarun, rzecznik katowickiego magistratu, słyszał, że w systemie grzewczym coś szwankuje. - Za wszystko jednak odpowiada Drogowa Trasa Średnicowa, która nadzorowała prace budowlane - zastrzega.
Bronisław Rduch z DTŚ o problemach z ogrzewaniem nie miał pojęcia. Dowiedział się od nas. - Listy w tej sprawie musiały utknąć gdzieś na poczcie. Bez względu na to zaraz sprawdzimy, co się w kopule dzieje - obiecuje. Gazeta Wyborcza, Anna Malinowska 2007.11.12
Do góry
Katowicki Moulin Rouge popadł w ruinę
Bawili się tu dygnitarze ze Związku Radzieckiego, najwyżsi rangą działacze partii komunistycznej, ale także elita Śląska. Z końcem PRL-u zawitały tu potańcówki Samotnych Serc, studniówki i dancingi. Dziś katowickie Varietes Centrum u Michalika popada w ruinę!
Obiekt ma jedną z najatrakcyjniejszych lokalizacji w mieście. Położony w samym centrum, między Urzędem Stanu Cywilnego a Biurem Wystaw Artystycznych, od lat przyciągał tłumy. Dziś o tym, że miejsce tętniło życiem, świadczą tylko przyklejone na szybach budynku nazwy: Disco, Varietes. - Lokal istniał ponad 30 lat. Po nocach śni mi się sala bankietowa, na której bawią się goście - Stefan Michalik, były dzierżawca budynku, jest bliski płaczu.
Kiedy Michalik zaczynał działalność, Varietes Centrum nazywane było Śląskim Moulin Rouge. W nazwie nie było przesady: na scenie występowały największe gwiazdy Europy Wschodniej, zdobycie biletu graniczyło z cudem. - Bywała u nas kapryśna Violetta Villas, występowała posągowo piękna Hanna Banaszak, romantyczny Piotr Szczepanik czy Jan Pietrzak z kabaretem. Ściągaliśmy też gwiazdy z zagranicy. Helena Vondráeková i Ji ~ Korn zawierali z nami miesięczne kontrakty - wspomina Michalik. Na scenie pojawiało się też coś niezwykle odważnego, jak na owe czasy, co poruszało wszystkich mężczyzn - striptiz.
Po 1989 roku musiały nastąpić zmiany. Artyści podnieśli koszty swoich występów, a dookoła rosła konkurencja. - Nie oznacza to jednak, że straciliśmy naszą klientelę. Dalej były dancingi, spotkania Klubu Samotnych Serc, organizowałem spotkania AK-owców - wzdycha pan Stefan.
Nad Varietes Centrum mieścił się kultowy w latach 80. sklep Dom Dziecka. Był świetnie zaopatrzony, matki z całego regionu mogły tu kupić zabawki czy ubrania dla dzieci. Mimo to właściciel obiektu, PSS Społem, zdecydował się na przebranżowienie. Ze sklepu zniknęły pieluchy i klocki, a pojawiły się eleganckie meble. Nowy sklep nie cieszył się jednak popularnością. (...) Wraz z plajtą sklepu meblowego Michalik otrzymał pismo od PSS Społem. - Pisali, że budynek chcą sprzedać. Odpisałem więc, że ja sam chętnie go kupię. Zaznaczyłem, że nie mogę dać więcej niż 4 mln zł. Odpowiedź była porażająca: chcieli 7,5 mln!
Tyle restaurator nie był w stanie zapłacić i trzy lata temu musiał się z budynku wyprowadzić. - Sprzedaliśmy nieruchomość spółce Millenium Centrum z Katowic. Nie mogę zdradzić za ile - zastrzega Andrzej Kowalski, dyrektor zakładu eksploatacji bazy PSS Społem w Katowicach.
W Millenium Centrum dowiadujemy się z kolei, że spółka nie jest już właścicielem budynku. - Sprzedaliśmy ją spółce, która wyprowadziła się do Warszawy. Nazywała się chyba Millenium Rondo - słyszymy w sekretariacie prezesa. Na tym ślad się urywa. (...)
- Nie mamy wpływu na stan czyjejś własności. Pozostaje tylko ubolewać nad faktem, że z centrum miasta zniknęło takie miejsce i mamy ruinę. Być może, kiedy dojdzie do przebudowy śródmieścia, właściciel zdecyduje się obiekt sprzedać lub też po prostu zadba o niego - Waldemar Bojarun, rzecznik Urzędu Miejskiego, rozkłada ręce.
W centrum Katowic miejsc, które kiedyś były reprezentacyjne, a teraz, po przejściu w prywatne ręce, stoją puste, niestety przybywa. Opisaliśmy ostatnio historię położonego w pobliżu Varietes Hotelu Silesia czy też gmachu przedwojennego kina Capitol. Gazeta Wyborcza, Anna Malinowska 2007.11.07
Do góry
Społecznicy skrytykowali władze Katowic
Katowicki magistrat podejmując decyzje, nie myśli o mieszkańcach - twierdzi autor raportu o współpracy urzędników z katowiczanami. Rzecznik urzędu zapewnia, że wszystko jest w zgodzie z przepisami. Raport o współpracy urzędu miejskiego z mieszkańcami przygotowała Katowicka Grupa Obywatelska. Jej lider Grzegorz Wójkowski uważa, że władze Katowic realizując swoje własne projekty, nieraz zapominają o mieszkańcach.
Jeden z przykładów to sprawa konsultacji z mieszkańcami w sprawie statutu dla rady dzielnicy Piotrowice-Ochojec. Informacje o konsultacjach rozwieszono w dzielnicy dopiero sześć dni przed spotkaniem, choć prezydent powinien zawiadomić o konsultacjach na dwa tygodnie przed ich terminem. W dodatku ogłoszenia o spotkaniu nie było w mediach. W efekcie przyszło na nie tylko 27 osób, w tym trzech radnych. - Wyraźnie widać, że nikomu tak naprawdę nie zależało na tych konsultacjach - uważa Wójkowski.
Raport wytyka też urzędnikom nieprawidłowości przy udzielaniu informacji publicznej. Wypytywali oni bowiem przedstawicieli grupy po co im dokumenty i informacje. Autorzy podkreślają, że pracownicy magistratu nie mieli prawa tego robić. W dodatku odpowiedzi na niektóre pisma przychodziły po terminie. Rekord to 49 dni, chociaż ustawa o dostępie do informacji publicznej daje urzędnikom na to tylko 14 dni. (...)
W raporcie dostało się też katowickim radnym. Okazało się bowiem, że większość z nich nie odpisuje na e-maile z pytaniami, a niektórzy spóźniają się na swoje dyżury z mieszkańcami.
- Urząd nie myśli o mieszkańcach, o tym, że mogą mieć własne zdanie. Pocieszające jest to, że prezydent zna nasz raport i chciał z nami o nim rozmawiać - mówi Wójkowski.
Tymczasem Waldemar Bojarun, rzecznik katowickiego magistratu, zarzuca Wójkowskiemu brak profesjonalizmu i nierzetelność. - Przecież prezydent przekazał mu odpowiedź na zarzuty na piśmie. Autor zobowiązał się uwzględnić je w raporcie, a tak się nie stało - mówi rzecznik. (...) Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 2007.11.04
Do góry
Wybór cytatów © Portal.Katowice.pl

Wstecz - Start - Do góry

Redakcja - Regulamin - Współpraca - Reklama - Strony WWW              © Copyright by GST 05-12