ďťż
,
 PORTAL  >  PRZEGLĄD NAJWAŻNIEJSZYCH AKTUALNOŚCI  >  LIPIEC 2007
Ostrawa się bawi, Katowice śpią
Katowiccy radni chcą, by miasto nie zasypiało. Za przykład podają ulicę Stodolni w Ostrawie, pełną knajpek i klubów, która żyje głównie nocą. Na razie natrafili na opór.
Ulica Stodolni to wizytówka Ostrawy. Nikt tu nie mieszka. Lokale na piętrach domów zajmują biura. Na parterach są kluby i knajpki. Nocą Stodolni tętni życiem. Katowice też by tak chciały. - O tym, że nasze miasto zasypia po godz. 21, mówi się od lat. Może nadeszła pora, żeby to zmienić? - pytają radni Michał Jędrzejek i Jakub Łukasiewicz. We wtorek wysłali list do prezydenta Ostrawy. - Na Stodolni byliśmy wiele razy. To nasze miasto partnerskie. Chcemy wiedzieć, jak Ostrawa poradziła sobie z organizacją takiego miejsca - mówią.
W swoim liście radni pytają: jak miasto skupiło restauratorów w jednym miejscu, czy ktoś zarządza ulicą, jakie problemy pojawiły się w trakcie organizowania terenu.
- Katowickie ulice Mariacka i Dworcowa zostaną wkrótce wyłączone z ruchu. Zgodnie z planem ma tu powstać miejsce pełne knajpek. Może warto skorzystać z czeskich doświadczeń - uważają radni.
Niestety, w sprawie ulicy pełnej klubów katowiccy urzędnicy nie są jednomyślni. W środku nocy w sprawie jednej z knajpek przy Mariackiej interweniował osobiście wiceprezydent Michał Luty. (...) Jędrzejek dziwi się wiceprezydentowi. Przecież tam, gdzie są kluby i młodzież, hałas jest nieunikniony. - Dziwię się, bo o przekształceniu Mariackiej w deptak mówi się od dawna. Tymczasem obok istniejącej już knajpy miasto odnawia kamienicę i wprowadza do niej lokatorów. To przykład niekonsekwencji w działaniu władz. Wystarczy przecież powiedzieć ludziom: tu będą głośne kluby. Kto chce mieszkać w takim sąsiedztwie, zostanie, kto nie - znajdzie mieszkanie gdzie indziej - mówi Jędrzejek. Gazeta Wyborcza, Anna Malinowska 2007.07.31, Katowice nocą śpią, a powinny tętnić życiem
Do góry
Droga kawa na katowickim rondzie
Wieczorne koncerty przy muzyce didżeja, oglądanie zachodów słońca i nowoczesnego malarstwa - katowickie Rondo Sztuki otworzyło wreszcie kawiarnię. Jest drogo, ale ma to być miejsce głównie dla miłośników dobrych win i smacznych koktajli.
Wnętrze jest utrzymane w surowym klimacie - drewno, chrom i szkło. Dookoła niewielkie stoliki i scena. - Całość wystroju dopełnią grafiki i obrazy, które zawisną pod sufitem - zapewnia Artur Drzazga, jeden z pracowników kawiarni. Pomieszczenie jest klimatyzowane. Palić można tylko w wyznaczonym miejscu na tarasie.
Kopuła, której gospodarzem jest Akademia Sztuk Pięknych, została otwarta na początku kwietnia. Na parterze i piętrze budynku mieszczą się galerie. Zwiedzający narzekali jednak, że nie mogą na miejscu wypić kawy czy posiedzieć przy stoliku. - Kawiarnia była planowana od początku, ale mieliśmy troszkę problemów proceduralnych. Nareszcie jest tak, jak być powinno - cieszy się Mirosław Rusecki, rzecznik ASP.
- Niestety, brakuje ciągle kuchni, którą planujemy otworzyć we wrześniu. Wtedy tak naprawdę będzie początek naszej działalności - dodaje Drzazga. Od sierpnia w kawiarni zaplanowano koncerty. Codziennie od godz. 19 będzie można posłuchać spokojnych dźwięków na żywo miksowanych przez didżeja. - To będzie taka specjalna chwila. Każdy z gości będzie mógł wówczas podziwiać zachód słońca nad kopułą - wyjaśnia Drzazga.
Kawiarnia nie jest tania: kawa kosztuje 7, piwo 9, a drink od 10 do 15 zł. Organizatorzy tłumaczą, że miejsce jest przeznaczona głównie dla miłośników dobrych win i smacznych koktajli. - W mieście jest już dużo knajpek dla piwoszy. My chcemy propagować inną kulturę picia - dodają.
Na razie w środku pustawo. - To bardzo romantyczne miejsce, zwłaszcza po zmroku. Przez oszklone ściany widać oświetlony Spodek, przejeżdżające dookoła auta. Stąd zupełnie inaczej patrzy się na miasto - zapewnia Michał Nowacki, który do kopuły zaprosił dziewczynę i przyjaciół. (...) Gazeta Wyborcza, Anna Malinowska 2007.07.30
Do góry
Katowice też bronią Rospudy
Kilkanaście osób demonstrowało w niedzielę w Katowicach przeciwko budowie obwodnicy Augustowa przez unikatową dolinę.
Ekolodzy, głównie młodzi, spotkali się na placu Andrzeja. Najpierw biało-czerwoną taśmą otoczyli kilka drzew, a na niej powiesili kartki z napisem Uwaga. Teren zbrodni na przyrodzie. Przypominali, że planowana obwodnica Augustowa bezpowrotnie zniszczy cenne torfowiska w dolinie Rospudy. Przyrody broni także Komisja Europejska. Zdaniem unijnych urzędników drogi nie można prowadzić przez obszar chroniony Natura 2000. Dziś KE ma zdecydować, czy wystąpić do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości o wydanie nakazu wstrzymania prac.
- Nie jesteśmy przeciwko drogom, ale chcemy, by ta biegła inną trasą - przekonywali w Katowicach ekolodzy. Zbierali też podpisy pod petycją do premiera w tej sprawie. (...) Gazeta Wyborcza, 2007.07.29, Śląsk też broni Rospudy
Do góry
Prawdziwie wirtualne Katowice!
Internauci grający w Second Life będą mogli odwiedzić Katowice. Wirtualna kopia miasta będzie gotowa jeszcze w tym roku. Gazeta zaproponowała, by umieścić w niej nowe centrum miasta. Bo w sieci możliwe jest przecież wszystko.
Second Life ma już ponad 8 mln użytkowników na całym świecie. Gracz po zalogowaniu tworzy swojego awatara, czyli postać, która żyje w wirtualnym świecie. Pracuje, robi interesy, kupuje, jada w restauracjach, podróżuje, zwiedza.
Do tej pory w Second Life można było znaleźć lustrzane odbicie tylko jednego europejskiego miasta - Amsterdamu. Jednak krakowska firma Supremum Group postanowiła, że w wirtualnym świecie pojawią się także polskie miejscowości. Najpierw Kraków ze swoim Rynkiem, potem dołączą kolejne. - Każde miasto to wyspa. Wokół tej, na której jest Kraków, będzie kręciła się cała wirtualna Polska, czyli Second Poland - mówi Magdalena Skórska z Supremum Group. Obiecuje, że do końca roku w Second Life znajdą się także Katowice.
- To ważne miasto na mapie Polski, nie sposób go pominąć. Jednak w przeciwieństwie do projektu Second Kraków, który stanowi rzeczywiste odzwierciedlenie krakowskiego Rynku, Second Katowice będą składać się z charakterystycznych dla miasta miejsc - dodaje Skórska.
W grze na pewno znajdą się więc rondo i Spodek. Skórska nie wyklucza, że będzie się on unosił w powietrzu. Wśród miejsc, które mają pojawić się w grze, wymienia też centrum miasta. Niestety, katowicki rynek w obecnej postaci na pewno nie jest dobrą wizytówką Katowic. Dlatego Gazeta zaproponowała, by w Second Life umieścić rynek i aleję Korfantego, ale w wersji po przebudowie. Dzięki temu nie trzeba będzie będzie czekać kilka lat na spacer po nowym śródmieściu. W dodatku każdy będzie mógł zobaczyć, jak się zmieni miasto.
Katowiccy urzędnicy od nas dowiedzieli się o planach krakowskiej firmy. Pomysł od razu im się spodobał, jeszcze wczoraj zaczęli rozmawiać z przedstawicielami firmy o projekcie. - Skoro w Second Life można wynająć mieszkanie z widokiem na krakowski Rynek, to u nas można by wynająć apartament z widokiem na Spodek - zapalił się do pomysłu Waldemar Bojarun, rzecznik magistratu. Przyznaje, że propozycja wirtualnego śródmieścia to też dobry pomysł. (...) Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 2007.07.25, Już niedługo Katowice będą miały drugie życie
Do góry
Zostań sponsorem 1. FC Katowice!
1. FC Katowice - klub nawiązujący do tradycji pierwszego górnośląskiego zespołu, który zaistniał na arenie ogólnopolskiej - wydaje imienne, numerowane certyfikaty dla sponsorów, którzy wpłacą na jego konto minimum 100 zł. Chętni do wsparcia działalności klubu powinni dokonywać wpłat na konto 1. FC Katowice o numerze 66 1020 2313 0000 3602 0182 7344, podając swoje imię, nazwisko oraz adres, celem przesłania certyfikatu.
Przy współudziale członków Ruchu Autonomii Śląska wiosną bieżącego roku powołano do życia klub piłkarski 1. FC Katowice. Nazwa i logo klubu, który wystawi drużynę męską w rozgrywkach B klasy oraz żeńską w II lidze, nawiązują do tradycji legendarnego zespołu, sięgającego korzeniami roku 1905. Dawny 1. FC Katowice, powołany przez środowiska mieszczańskie, zdobył w roku 1927 wicemistrzostwo Polski. Zasłynął także jako macierzysty klub wybitnych piłkarzy Karola Kossoka i Ernesta Wilimowskiego, reprezentujących później barwy odpowiednio Cracovii i Pogoni Lwów oraz Ruchu Wielkie Hajduki (Chorzów). Zawodnikiem 1. FC był także Emil Goerlitz, pierwszy Górnoślązak występujący w reprezentacji Polski.
Portal.Katowice.pl objął nad klubem 1. FC Katowice patronat medialny Portal.Katowice.pl, 2007.07.26
Do góry
Zarobią na terenach pokopalnianych
Spółki węglowe zrobiły bardzo skrupulatny remanent swych nieruchomości - zwłaszcza w centrach miast. Na niektórych można bowiem zarobić krocie. Pokazuje to przykład sporu o działkę po zlikwidowanej kopalni Katowice-Kleofas. Pierwszy inwestor, który był nią zainteresowany, oferował około 80 złotych za metr kwadratowy. Dziś grunty te wpadły w oko zagranicznym firmom, które mogą zapłacić nawet dziesięć razy więcej.
Nieruchomości w cenie
Historia tej działki doskonale pokazuje, jak szybko zmieniały się w ostatnich latach ceny nieruchomości w Katowicach. Początkowo chciała ją kupić Centrala Zaopatrzenia Hutnictwa SA - a właściwie należąca do niej spółka: Centrum Handlu Hurtowego (CHH Sp. z o. o.), która przygotowała plan utworzenia Śląskiego Rynku Rolno-Hurtowego na terenach po zlikwidowanej kopalni Katowice-Kleofas. Spółka ta była jedynym oferentem w ogłoszonym przez Katowicki Holding Węglowy SA (KHW SA) postępowaniu przetargowym na nabycie tej działki, jednak Rada Nadzorcza KHW SA wydała opinię, że osiągnięta w przetargu cena (niespełna 7,8 mln zł) jest za niska. - Generalnie jako Rada jesteśmy przeciwni szybkiemu wyzbywaniu się nieruchomości przez naszą spółkę - przekonuje szef Rady Nadzorczej KHW SA, Konrad Miterski. - Z mojego doświadczenia bankowego wynika, że ceny nieruchomości rosną, a Katowice są dopiero na początku boomu inwestycyjnego - którego dobroczynne skutki odczuły już Warszawa, Kraków czy Wrocław. Dlatego uznaliśmy tę transakcję za nieopłacalną.
Szef Rady Nadzorczej KHW SA dodaje, że terenami przy giełdzie interesują się już m.in. Australijczycy, którzy inwestują w bardzo poszukiwane i cenione na rynku lofty. - Jest realna szansa, że nowym inwestorom uda się zaoferować nie jedną działkę, a duży teren o powierzchni około 30 hektarów - wyjaśnia Miterski. - A to dla deweloperów ogromna gratka, ponieważ tak dużych terenów już praktycznie w Katowicach nie ma.
Liczy się dobry dojazd
Waldemar Mróz, wiceprezes Zarządu do spraw pracy KHW SA podkreśla, że jest to teren nie tylko doskonale położony, ale i świetnie skomunikowany. - Leży między autostradą A4, a Drogową Trasą Średnicową - mówi. - Do centrum można stamtąd dojechać w kilka minut, a wylot w stronę Krakowa czy Gliwic też nie zajmie więcej czasu. (...)
Eksperci są przekonani, że dziś na odpowiednio przygotowanych do sprzedaży nieruchomościach można zrobić dobry interes. - Uregulowaliśmy stan prawny dla ponad 97 proc. posiadanych nieruchomości - podkreśla Mróz.
I dodaje jeszcze jeden przykład. - Na ulicy Ceglanej KHW SA sprzedał działkę po około 600 złotych za metr kwadratowy - mówi. - Kupiła go firma deweloperska z Krakowa.
Konrad Miterski mówi, że są już takie działki w Katowicach, za które płaci się nawet 1300 zł za m kw. - Terenów nie będzie przybywać, a wraz z rozwojem miasta grunty w centrum muszą drożeć - mówi wiceprezes Mróz. - I to są założenia, na których opieramy swoją strategię co do nieruchomości posiadanych przez Holding. (...) Dziennik Zachodni, Mariusz Urbanke 2007.07.25, Spółki górnicze mogą zarobić krocie na zbędnych im terenach pokopalnianych
Do góry
Insekty zaatakowały terminal w Pyrzowicach
W nowym terminalu w Pyrzowicach zagnieździły się karaluchy - zaalarmowali nas Czytelnicy. Uspokajamy, to nie karaluchy, ale tzw. pszeniczniki, które żerują na okolicznych polach. Tak czy inaczej, widok jest nieprzyjemny.
Kilka dni temu napisaliśmy o otwarciu nowego terminalu na lotnisku w Pyrzowicach. Zaciekawieni pasażerowie zaczęli zwiedzać nową część portu i dokładnie przyglądać się wnętrzom. To wystarczyło, by w naszej redakcji rozdzwoniły się telefony. W nowym terminalu są karaluchy! - alarmowali oburzeni ludzie.
Pani Daniela z Bobrownik odbierała z lotniska syna. Do lądowania było jeszcze kilka minut, więc kupiła kawę i usiadła na nowym tarasie widokowym. Mówi, że przeżyła szok. - Po trasie spokojnie spacerowała sobie chmara karaluchów. (...) Uciekliśmy stamtąd z obrzydzeniem - denerwuje się pani Daniela i dodaje: - Jak to możliwe, że w czasach, gdy jest tyle firm zajmujących się likwidacją insektów, nikt nie zwraca na to uwagi? Nowy terminal przynosi nam wstyd.
Tak samo sądzi pan Jan z Rudy Śląskiej, który kilka dni temu odprowadzał znajomych na samolot. Gdy wcześnie rano odlecieli, postanowił zwiedzić nowy terminal. Zaraz pożałował swojej decyzji. - W środku było pięknie, ładnie, ale po czyściutkiej podłodze chodziło mnóstwo robaków. Wcześniej chciałem wejść do kawiarenki, wypić kawę i zjeść ciastko, ale jak to zobaczyłem, uciekłem. Były ich setki. Dobrze, że znajomi tego nie widzieli, bo spaliłbym się ze wstydu. Jak można coś takiego tolerować! - mówi oburzony.
Władze lotniska stanowczo zaprzeczają, że w nowym terminalu zagnieździły się karaluchy, ale przyznają, iż do środka przedostają się tzw. pszeniczniki - szkodniki niszczące zboża i trawy. Wszystko przez to, że lotnisko w Pyrzowicach z każdej strony otoczone jest polami uprawnymi. Gdy otwierają się drzwi, szkodniki są zasysane do środka przez system wentylacyjny. - Nie wynajmujemy specjalnej firmy, bo za kilka dni pszeniczniki znikną same. W tym roku, ze względu na upały, były szczególnie widoczne - mówi Cezary Orzech, rzecznik Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego, i dodaje.
- Tacy nieproszeni goście to problem nie tylko Pyrzowic, ale wielu lotnisk, przede wszystkim tych, które znajdują się poza centrami miast - przekonuje rzecznik.
Jakby tego było mało, Pyrzowice mają jeszcze jeden problem. To plaga stonki kukurydzianej, która w odróżnieniu od pszeniczników może przetrwać podróż samolotem. Dlatego kilka dni temu pracownicy Inspekcji Ochrony Roślin w Tarnowskich Górach zamontowali na lotnisku specjalne pułapki na stonkę. Gazeta Wyborcza, Tomasz Głogowski 2007.07.22
Do góry
Wiemy już, kto chce przebudowywać Katowice
Dziesięć dużych firm deweloperskich interesuje się przebudową centrum Katowic. Jeszcze w tym roku dowiemy się, która podbije serca włodarzy miasta.
O prestiżowej dla władz Katowic przebudowie rynku i al. Korfantego mówi się od lat. W październiku zeszłego roku rozstrzygnięto konkurs architektoniczny, który wygrał Tomasz Konior. Zgodnie z jego wizją wzdłuż Korfantego wyrośnie szereg nowych budynków, a Katowice zyskają wizerunek godny nowoczesnej metropolii.
Choć w mieście jeszcze tego nie widać, to prace nad zmianą Katowic już trwają. Arkadiusz Godlewski (PO), wiceprezydent miasta, zapewnia, że do końca lata będzie gotowy projekt przebudowy, który powstaje na podstawie planu Koniora. Zmiana centrum będzie kosztowała setki milionów złotych. Władze Katowic szukają więc inwestorów, którzy pomogą miastu udźwignąć ten ciężar.
Udało nam się zdobyć listę dziesięciu firm, które są zainteresowane inwestycjami. Wszystkie z czołówki polskich i europejskich deweloperów, jak np.: Frankonia Polska, Echo Investments, ING Real Estate, Verity Development, Ghelamco, Clairmont Global, HB Reavis Central&Eastern Europe, a także Globe Trade Centre SA, które inwestuje m.in. w Polsce, Czechach i na Węgrzech.
Z naszych informacji wynika, że miasto bardzo poważnie traktuje również dwie inne znane firmy. Pierwsza z nich to Apsys Polska, która w naszym regionie zarządza centrami handlowymi w Zabrzu, Sosnowcu i Katowicach, a w Polsce m.in. łódzką Manufakturą i toruńską Kometą. (...)
Ewa Szafrańska-Mądry, dyrektorka ds. rozwoju w Apsys Polska, mówi, że jej firma chce wziąć udział w konkursie na wybór inwestora w Katowicach. - Rozmawialiśmy już o tym z władzami miasta. Ten obszar to w tej chwili najciekawsze miejsce do inwestowania na całym śląskim rynku nieruchomości - twierdzi.
Inwestować w śródmieściu Katowic chce również Eurocape P.I.A. Firma niedawno ogłosiła, że przy ul. Sokolskiej postawi hotel i 26-piętrowy apartamentowiec. Irlandzki deweloper Howard Eurocape (współzałożyciel Eurocape P.I.A.) wcześniej zajmował się już przebudową centrów takich miast, jak Kapsztad w RPA czy Dublin w Irlandii.
- Katowice nie mają dziś duszy. Chcemy to zmienić - potwierdza nasze informacje Aleksandra Zakrzewska z Eurocape P.I.A.
- Stolica Śląska to miejsce szczególne (fałsz, stolicą Śląska jest Wrocław - przyp. red.). W obrębie 60 km mieszka tu ponad 2 mln ludzi. Nie ma większej aglomeracji w Polsce, nie ma też innego miejsca, gdzie można stworzyć nowe śródmieście. Jest tu ogromne pole do popisu. Chcemy stworzyć coś w rodzaju Manhattanu - dodaje Zakrzewska.
Wiceprezydent Godlewski zdradza, że inwestor lub ich grupa zostaną wybrani przez magistrat najpóźniej wiosną przyszłego roku. Przebudowa miasta ma się rozpocząć na przełomie 2008 i 2009 roku. Powinna potrwać parę lat, ale w najbardziej optymistycznej wersji spora część prac ma się zakończyć przed Euro 2012.
Prezydent Piotr Uszok już dawno obiecał, że podczas mistrzostw kibice piłki nożnej będą się bawić na nowym rynku. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 2007.07.20
Do góry
Oprotestowali Muzeum Śląskie
Wyniki międzynarodowego konkursu na koncepcję architektoniczną Muzeum Śląskiego oraz zagospodarowanie części terenu byłej kopalni Katowice, ogłoszone na początku czerwca br., zostały oprotestowane. Najpierw poskarżyła się pracownia z Wrocławia, potem zespoły z Torunia i Katowic. - Pretensje dotyczyły warunków konkursu i tego, że nie było dopowiedziane, czy budowla ma być podziemna, czy nadziemna - mówi Lech Szaraniec, dyrektor Muzeum Śląskiego. - Wszystkie protesty zostały oddalone. Konkurs miał charakter przetargu, stąd możliwość składania odwołań od jego rozstrzygnięcia. (.. Dziennik Zachodni, tes 2007.07.20
Do góry
Sąd umorzył sprawę pielęgniarek
Sąd Rejonowy w Katowicach umorzył wczoraj z urzędu sprawę dwóch pielęgniarek - Kariny T. i Beaty K., które na nocnym dyżurze wyjmowały wcześniaki z inkubatorów i robiły im zdjęcia. Noworodki przyszły na świat w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka i Matki w Katowicach. Decyzja sądu oznacza, że nie będzie procesu w tej sprawie. Ale może ona mieć ciąg dalszy, gdyż prokuratura zapowiada złożenie zażalenia.
Bulwersująca sprawa wyszła na jaw jesienią 2005 r. Zdjęcia odkrył fotograf z Dąbrowy Górniczej, do którego zakładu jedna z pielęgniarek przyszła je wywołać. Zdjęcia, na których kobiety wkładały sobie niespełna kilogramowe dzieci do kieszeni fartucha i przykładały maluchy do swoich twarzy obiegły całą Polskę.
Katowicka prokuratura natychmiast rozpoczęła półroczne śledztwo. Ustalono m.in. tożsamość dwojga dzieci, które widniały na zdjęciach. Jedno z nich zmarło miesiąc po sesji fotograficznej, ale ekspertyzy wykazały, że przyczyną śmierci Mateusza nie było zachowanie pielęgniarek. Chłopczyk urodził się w bardzo ciężkim stanie pod koniec 6 miesiąca ciąży. Drugie z dzieci żyje i rozwija się prawidłowo. Gdy Paulina się urodziła ważyła niespełna 700 gr. Śledczy ustalili, że to ją właśnie pielęgniarki wyjęły z inkubatora i wkładały do kieszeni. Dziewczynka miała wtedy zaledwie miesiąc. Kobiety tłumaczyły, że robiły zdjęcia na pamiątkę, by pokazać rodzinie, jak opiekują się dziećmi.
Pielęgniarki, 33-letnia dzisiaj Beata K. i 30-letnia Karina T. zostały od razu odsunięte od wykonywania obowiązków, a następnie zwolnione dyscyplinarnie z pracy. Pozwały o to do sądu pracy dyrekcję szpitala. Ostatecznie szpital zgodził się, by odeszły z placówki za porozumieniem stron.
Katowicka prokuratura zarzuciła pielęgniarkom narażenie dzieci na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Wczoraj Sąd Rejonowy w Katowicach z urzędu umorzył jednak sprawę pielęgniarek oraz uchylił zastosowany wobec nich zakaz wykonywania zawodu. Sąd stwierdził, że - choć zachowanie kobiet było wysoce naganne i nieetycznie - nie ma dowodów na to, że naraziły one dzieci na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Za niewinnością kobiet przemawia opinia lekarsko-sądowa. Biegły uznał, że zachowanie kobiet nie przyczyniło się do pogorszenia stanu zdrowia dzieci, a śmierć chłopczyka była wynikiem głębokiego wcześniactwa i przejścia infekcji.
- Po otrzymaniu uzasadnienia i zapoznaniu się z nim najprawdopodobniej skierujemy zażalenie w tej sprawie - mówi prokurator rejonowy Bogdan Łabuzek. - Podtrzymujemy nasz akt oskarżenia. Sprawa o tak dużym ciężarze gatunkowym powinna zakończyć się rozprawą na sali sądowej - podkreśla.
Wczoraj w sądzie żadnej z kobiet nie było. Reprezentowali je adwokaci zadowoleni z decyzji sądu. Według mecenasa Bartłomieja Piotrowskiego, który bronił Kariny T. nie było żadnych dowodów winy jego klientki. - Sprawa powinna być umorzona już na etapie postępowania przygotowawczego - uważa Bartłomiej Piotrowski. - Nie rozważaliśmy jeszcze, czy wystąpimy o naruszenie dóbr osobistych mojej klientki. Przecież w tabloidach ukazywały się teksty i zdjęcia obu pań, śledzono każdy ich ruch - dodaje. (...) Dziennik Zachodni, Monika Krężel 2007.07.19, Sąd umorzył sprawę pielęgniarek, które fotografowały się z wcześniakami
Do góry
Tauzen będzie jak Manhattan
Władze spółdzielni Piast na osiedlu Tysiąclecia w ramach oszczędności sprzedają kolejne grunty. Wokół wieżowców wyrosną nowe bloki. Mieszkańcy boją się, że zielone osiedle przemieni się wkrótce w betonową pustynię.
Osiedle Tysiąclecia to jedno z największych skupisk ludzi w całej Polsce - 23 tys. osób mieszka tutaj na niespełna 2 km kw. Jednak jest tu mnóstwo zieleni. Niestety, to się może zmienić. Kilka tygodni temu Gazeta pisała, że wkrótce zniknie skwer przy rondzie Sławika, gdzie krakowski deweloper zbuduje dwa wieżowce. Spółdzielnia Piast sprzedała grunt, by nie płacić podatków. Oszczędności mają być wykorzystywane na remonty starych bloków.
Mieszkańców zaniepokoiła najnowsza inwestycja - wzdłuż ul. Chorzowskiej ten sam deweloper chce postawić cztery 14-piętrowe wieżowce. Będą wyrastać z trzykondygnacyjnego cokołu mieszczącego parkingi i usługi. Budynki powstaną na parkingu i pasie zieleni pomiędzy ul. Chorzowską a Henryka Brodatego i odetną skutecznie osiedle od Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku.
Mieszkańcy Tysiąclecia są oburzeni. - Spółdzielnia postawiła nas przed faktem dokonanym. Powstaną nowe bloki i kropka. A że pod oknami setek mieszkańców, to się już nie liczy - mówi zdenerwowany Karol Langer. - Tysiąclecie przemieni się w kamienną pustynię. Będziemy mieli Manhattan jak na osiedlu Odrodzenia. Bez drzew wszystko się bardziej nagrzewa, jest duchota. Lubiłam po pracy odpoczywać na balkonie, teraz już przestanę, bo zamiast parku zobaczę bloki - mówi pani Małgorzata, jego żona. Państwo Langerowie mieszkają w bloku przy ul. Tysiąclecia 6 od samego początku, już 39 lat. Z okien widzieli, jak rosną drzewa w parku. Pan Karol żartuje ponuro: - Teraz to chyba zostało mi kupić lornetkę, będę mógł zamiast przyrody oglądać ładne dziewczyny z bloku naprzeciwko.
Pan Marian straci miejsce parkingowe. - Zniknie parking sprzed mojego bloku. Na dolnym osiedlu jest już olbrzymi problem z parkowaniem, zwłaszcza w weekendy, kiedy przyjeżdżają do parku ludzie z całego regionu i chcąc zaoszczędzić, parkują na osiedlowych uliczkach. Teraz będzie jeszcze gorzej, bo nowe bloki to więcej samochodów - przekonuje. Wszyscy mieszkańcy zgodnie narzekają, że spółdzielnia z nimi niczego nie konsultuje. - Oni myślą, że mamy blisko do parku. To prawda, ale ja jestem starsza i większość ludzi w moim bloku też. Rzadziej wychodzimy z domu, ważna jest dla nas każda ławka w bliskim sąsiedztwie. Czy żeby zobaczyć drzewo będę musiała iść na drugą stronę ul. Chorzowskiej? - pyta zaniepokojona Ingeborga Hoszyk.
Nowym blokom sprzeciwia się też projektant osiedla Tysiąclecia architekt Aleksander Franta. - Gdy projektowaliśmy osiedle, ten parking już istniał, bo powstał dla Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku. Myśmy go zostawili i obsadzili drzewami. Powstała naturalna, zielona bariera chroniąca bloki przed hałasem ruchliwej ul. Chorzowskiej. Teraz chcą tę barierę przekreślić, współczuję mieszkańcom nowych bloków. Pewnie żeby spełnić normy, będą musieli im wybudować takie szpetne ekrany jak przy al. Roździeńskiego - mówi Franta. (...)
Pod tę inwestycję miasto zmienia miejscowy plan, by dopuścić w tym miejscu zabudowę. Jednak wszystkim mieszkańcom osiedla przysługuje prawo złożenia wniosków do planu. Do 23 lipca można je kierować na piśmie do prezydenta Katowic. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2007.07.17
Do góry
Kielichy na dworcu w Katowicach zostają!
Dwie dobre wiadomości dla mieszkańców Katowic. Urząd Marszałkowski nie przejmie zabytkowego dworca PKP. Budynek zostanie sprzedany i zamiast biur, które planowano tam utworzyć, powstaną butiki oraz kawiarnie. Kolej uspokaja też obrońców dworca z lat 70. - inwestorzy przy przebudowie będą musieli zachować jego unikatową konstrukcję.
Kilka dni temu burzę wokół starego dworca w Katowicach wywołały słowa Jarosława Kołodziejczyka, członka zarządu województwa, który zapowiedział przejęcie nieruchomości przez Urząd Marszałkowski. - Nie wyzbywajmy się takich miejsc! - apelował w przededniu ogłoszenia przetargu na sprzedaż budynku. Dla Kołodziejczyka stary dworzec to dobre miejsce na biura urzędu oraz funkcje kulturalne, najlepiej galerię sztuki.
W internecie zagotowało się: To ma być centrum tętniące życiem przez 24 godziny na dobę, a nie jakieś urzędnicze gmaszysko ziejące pustką po 15 pisze nasz Czytelnik, który podpisuje się Kornn.
Jednak władze PKP odniosły się do tego pomysłu z rezerwą. - Pół roku pracujemy nad przygotowaniem komercjalizacji starego dworca. Jego przebudowa, sfinansowana przez prywatnego inwestora, będzie częścią modernizacji całego fragmentu miasta. Jeśli Urząd Marszałkowski chce koniecznie przejąć nieruchomości PKP, to możemy zaproponować w zamian inne. Mamy ich bardzo dużo w związku z restrukturyzacją spółki - mówi Jarosław Adwent, dyrektor gospodarowania nieruchomościami PKP SA.
Również magistrat jest bardzo sceptyczny: - Zależy mi na szybkim ożywieniu ulicy Dworcowej, to można zrobić tylko dzięki prywatnym pieniądzom. Pod deptakiem powstaną dwa poziomy tak potrzebnych w centrum parkingów podziemnych, będzie też galeria handlowa - mówi Piotr Uszok, prezydent Katowic.
Kołodziejczyk nie zraża się niepowodzeniem swojej koncepcji. - Chcemy cielaka, żądamy wołu. Samorządy wojewódzkie wkrótce przejmą PKP Przewozy Regionalne, spółkę przynoszącą sporo strat. Stąd mój pomysł, by Urząd Marszałkowski w ramach rekompensaty przejmował od kolei nieruchomości i działki. Rzuciłem propozycję ze starym dworcem, bo kolej z jego sprzedażą nie radzi sobie od lat. Ale cieszę się z zapewnień, że zamiast dworca kolej może nam przekazać inne nieruchomości - mówi. (...)
W najbliższych dniach ma zostać ogłoszony przetarg. Zainteresowani kupnem są m.in. bracia Likusowie, właściciele sąsiedniego hotelu Monopol, którzy mają już część budynku dworca.
Kielichy przetrwają
Wiele wskazuje też na to, że ocalona zostanie unikatowa żelbetowa struktura dworca kolejowego z 1972 roku. Budynek z 16 kielichami zaprojektował światowej sławy konstruktor Wacław Zalewski. Jednak przy planowanej przebudowie dworca PKP dotychczas dopuszczały rozbiórkę wartościowej hali. To wywołało olbrzymi protest środowisk architektonicznych i historyków sztuki z całego świata. Na wczorajszej konferencji poświęconej przyszłości nieruchomości kolei zarząd PKP po raz pierwszy zapowiedział zachowanie kielichów.
- Przedstawimy inwestorom warunek zachowania całej struktury hali dworcowej albo jej znaczącego fragmentu. Trudno mi powiedzieć teraz dokładnie, bo wszystko zależy od rachunku ekonomicznego. Zostawimy to inwestorom, którzy w swoich koncepcjach będą musieli odnieść się do obecnego dworca - mówi Adwent.
Także prezydent Uszok przyznaje, że widział koncepcję jednego z inwestorów, która zachowuje obecną konstrukcję dworca. - Jeżeli się znajdzie deweloper, który zachowa obecną konstrukcję dworca i przystosuje go również do nowych funkcji, to ja takiemu tylko przyklasnę - mówi Uszok.
Obrońcy dworca nie zamierzają jednak przerwać swojej akcji. - Nie przestaniemy zbierać podpisów. Nie możemy dopuścić, by ucierpiało dziedzictwo naszej kultury - mówi Irma Kozina, historyk sztuki z Uniwersytetu Śląskiego.
Katowicki dworzec główny przebuduje spółka utworzona przez PKP i inwestora zewnętrznego. W listopadzie zakończy się pierwszy etap szukania inwestora - zostanie wybranych kilku najpoważniejszych kandydatów. Kto przebuduje dworzec, dowiemy się w styczniu. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2007.07.16
Do góry
Katowice zapomniały o kolonii Alfreda
Wszyscy są zgodni: to jeden z najcenniejszych zabytków miasta. Problem w tym, że na głośno wyrażanym zachwycie o kolonii Alfreda wszyscy poprzestają.
Kolonia leży na granicy Katowic z Siemianowicami Śląskimi. W urokliwym lasku stoi kilkanaście budynków z końca XIX wieku. Początkowo były to łaźnia, cechownia, kuźnia i budynki administracyjne kopalni. Z czasem, jeszcze w międzywojniu, wszystkie budynki zamieniono na mieszkania.
Żyje tu 30 rodzin. W jednym budynku niemal wszystkie mieszkania są opuszczone. Mieszka tu tylko 80-letnia staruszka. - Zawsze ktoś do nas przyjeżdża. 10 lat temu filmowcy aż z Francji byli. I rysownicy, i turyści. Wszyscy się zachwycają: w jakim wy pięknym miejscu żyjecie. No jasne, my też kochamy to miejsce, ale życie tu nie jest łatwe. Piece na węgiel i WC na podwórku - mówi Ilona Ścigała, której rodzina żyje w kolonii Alfreda od pokoleń.
Okoliczni mieszkańcy sami dbają o otoczenie. W całej kolonii na trawniku nie znajdziesz papierka czy innego śmiecia . - To prawda, tam mieszkają gospodarze z prawdziwego zdarzenia - chwali Małgorzata Zygmunt, miejska konserwatorka zabytków.
Budynkami wpisanymi do rejestru zabytków od kilku lat zajmuje się miasto. Od samego początku mówiło się też o ich rewitalizacji. Pomysłów było bardzo dużo: skansen, hotel dla artystów, którzy do kolonii Alfreda przyjeżdżaliby na plenery itp. Na planach się jednak skończyło. - Zapytaliśmy mieszkańców, czy zgodzą się przeprowadzić gdzie indziej. Odpowiedź była negatywna. Nie możemy więc działać przeciwko ludziom i przesiedlać ich na siłę - zastrzega Zygmunt.
Z takim podejściem nie zgadza się Artur Gargula, absolwent Politechniki Śląskiej. Zauroczony miejscem poświęcił mu swoją pracę dyplomową. Sporządził też projekt, jak kolonia mogłaby wyglądać. - Czy mieszkania ludzi wykluczają możliwości zadbania o to miejsce? W budynkach są też puste mieszkania. Można by je połączyć i stworzyć galerie, sklepiki z pamiątkami, lokal gastronomiczny. Niedaleko są puste tereny. Można zbudować tam kilka apartamentowców stylizowanych na budynki kolonii. Część pieniędzy z czynszów mogłaby zasilać renowację zabytku - wylicza Gargula.
Pomysł podoba się większości mieszkańców. - Czemu nie? Byłoby weselej. My tam nic przeciwko turystom nie mamy. My stąd nigdzie nie pójdziemy, bo starych drzew się nie przesadza, ale nam nie przeszkadzałoby, gdyby knajpkę tu zrobić czy hotel - zapewnia Brygida Stanik. (...) Gazeta Wyborcza, Anna Malinowska 2007.07.15
Do góry
Wyczyścili wieżę Eiffla, dworca się nie boją
Jeszcze w lipcu katowicki dworzec czeka próbne czyszczenie. Z zalegającym tam brudem chce zmierzyć się firma, która wyczyściła wieżę Eiffla i Akropol.
Od miesiąca dociekamy, czy katowicki dworzec da się wyczyścić. Do naszej redakcji zgłaszały się firmy, których właściciele zapewniali, że walkę z brudem wygrają bakterie żywiące się smrodem, olejki eteryczne neutralizujące brzydki zapach czy wreszcie tradycyjnie - maszyny i środki czyszczące.
Echa naszej debaty dotarły nawet do stolicy. Nic dziwnego, w końcu problem dworców to sprawa ogólnonarodowa. - Śledziliśmy całą dyskusję i wyczyścimy dworzec. I to taniej, niż wyliczył fachowiec, którego znaleźliście. Jesteśmy już umówieni z zarządcą dworca na wstępne czyszczenie, żeby pokazać, co potrafimy - usłyszeliśmy w słuchawce telefonu i aż usiedliśmy z wrażenie. Ktoś się nie boi brudu na dworcu i bez cienia respektu zdecydował się rzucić mu wyzwanie! Tym śmiałkiem jest firma IWaGO, część międzynarodowego holdingu Indutec. - Wyczyściliśmy wieżę Eiffla, Akropol, więc dlaczego nie katowicki dworzec. Zajmujemy się czyszczeniem maszyn przemysłowych, poligraficznych, podwozi wagonów. W zasadzie wszystkiego co jest zabrudzone - mówi Joachim Duda, prezes firmy.
Czym IWaGO chce zaskoczyć dworcowy brud? Najpierw, tym co zwykle, czyli maszynami czyszczącymi ze specjalnymi płynami. Firma ma ponad 300 takich substancji. - Dobieramy je w zależności od rodzaju powierzchni i zabrudzeń. Nie ma mowy o przypadku - wyjaśnia prezes. Później uderzenie wodą pod naprawdę wysokim ciśnieniem, ponad dwa tysiące atmosfer. A gdyby został jeszcze jakiś brud, do akcji wkroczy suchy lód. To drobinki zamrożonego dwutlenku węgla, które rozpędzone do zawrotnej prędkości wbijają się w zabrudzenia. Cząsteczki suchego lodu zamieniają się w gaz, który gwałtownie rozprężając się, wywołuje mikroeksplozje, odrywając drobiny zanieczyszczeń. (...)
O tym, czy to nie czcze przechwałki, przekonamy się jeszcze w lipcu. Pod koniec miesiąca odbędzie się próbne czyszczenie dworca. - Brzmi to wszystko jak bajka, ale może ta metoda podoła brudowi. Przekonamy się o tym na własne oczy i dopiero wtedy zapoznamy się z ofertą handlową firmy - mówi Barbara Piaszczak, zarządca Rejonu Dworców Kolejowych w Katowicach. Gazeta Wyborcza, Jacek Madeja 2007.07.12
Do góry
Marsz Autonomii w Katowicach!
W niedzielę 15 lipca oprócz wydarzenia sportowego w Spodku zapowiada się inna impreza - pierwsza duża manifestacja Ślązaków w rocznicę uchwalenia przez Sejm RP autonomii dla Śląska.
Uroczysty przemarsz w barwach śląskich flag organizują członkowie Ruchu Autonomii Śląska. Zawiadomienie o zamiarze zorganizowania Marszu Autonomii wpłynęło do katowickiego magistratu 22 czerwca. W imprezie zapowiedziały już udział znane osobistości ze Śląska. Rozpoczęcie Marszu planowane jest o godzinie 10.30 na katowickim Rynku. nastepnie katowickimi ulicami Marsz przejdzie pod dawny gmachem Sejmu Śląskiego.
Lipcowy Marsz Ślązaków będzie wspaniałym hołdem złożonym przedwojennemu ustawodawstwu polskiemu gwarantującemu Śląskowi znaczną samorządność, do której wielu mieszkańców regionu wciąż teskni. Impreza będzie tez świętem dzisiejszych katowiczan, ponieważ przypomni ona świetlany okres w dziejach Katowic, kiedy jako młodziutkie miasto zostało stolicą prężnego gospodarczo prawie-państwa, dzięki któremu pozaborowa Polska szybko odzyskała blask.
Czym była śląska autonomia
Autonomię polskiej części Górnego Śląska regulowała Ustawa Konstytucyjna z 15 lipca 1920 r. zawierająca Statut Organiczny Województwa Śląskiego. Uchwalony przez polski Sejm akt nadawał województwu śląskiemu szeroką autonomię. Autonomiczny Śląsk łączyły z Polska głównie współne granice i obronność oraz polityka zagraniczna. Tylko niewielki procent podatków ze Śląska trafiał do Skarbu Państwa, zdecydowana większość trafiała do Skarbu Śląskiego.
Ustawa autonomiczna dla Śląska została uchwalona przed przyłączeniem pierwszej części Śląska do Polski w okresie sporu o śląskie ziemie pomiędzy Polską a Niemcami. Jej uchwalenie miało na celu odebranie stronie niemieckiej argumentów, że Polska zamiarza zlikwidować tradycyjny na Śląsku silny samorząd lokalny oraz zachęcić Ślązaków obawiających się nieznanej Polski do zagłosowania w plebiscycie za przyłączeniem do niej. Ostatecznie częściowo niezbyt korzystne dla Polski wyniki plebiscytu i póżniejsze zbrojne wystąpienie III powstania śląskiego zaskutkowało utworzeniem na części Śląska polskiego województwa autonomicznego.
Statut Organiczny Województwa Śląskiego został zniesiony przez Krajową Radę Narodową na dwa dni przed zakończeniem II Wojny Światowej, 6 maja 1945 roku. Stało się tak bez zgody mieszkańców Śląska i bez suwerennej decyzji państwa polskiego, na skutek wpływu administracji sowieckiej. Pomimo odzyskania niezależności w 1989 roku, Polska nie zgadza się na cofniecie sowieckiej ustawy o likwidacji autonomii Śląska. Portal.Katowice.pl, 2007.07.02
Do góry
Najbezpieczniejsze miasto w kraju!
Bank, poczta, kantor, sklep, restauracja, kiosk ruchu, przystanki autobusowy i tramwajowy - w katowickiej Szkole Policji powstało pierwsze w Europie miasteczko treningowe. Funkcjonariusze pod czujnym okiem kamer będą trenowali tam odbijanie zakładników, rozpędzanie szalikowców i pościgi.
Miasteczko powstało w samym sercu szkoły, gdzie jeszcze do niedawna stały opuszczone garaże. 20 lat temu katowickie ZOMO trzymało w nich samochody do tłumienia demonstracji opozycji. Teraz robotnicy przebudowali je na bank, elegancką restaurację, kantor, pralnię i pocztę. Jest też podwórko z dwoma wejściami oraz autobusowe i tramwajowe przystanki.
Przez środek miasteczka przebiega wybrukowana uliczka. Wkrótce pojawią się tam latarnie, chodniki, ławki oraz kilka wycofanych ze służby policyjnych wozów. Przechodniów zagrają kursanci. - Podczas wakacji w każdym pomieszczeniu zainstalujemy kamery, które będą rejestrowały przebieg ćwiczeń - mówi nadkomisarz Jacek Kosmaty, rzecznik prasowy Szkoły Policji w Katowicach.
Od września w miasteczku treningowym policyjni adepci będą uczyli się legitymowania przechodniów i przeprowadzania kontroli drogowych, przećwiczą też pościgi samochodowe oraz łapanie kieszonkowców. Prewencja będzie szkoliła się w rozpędzaniu awanturujących się w centrum miasta szalikowców oraz ewakuacji ludzi z kilku budynków. Z kolei antyterroryści, w warunkach zbliżonych do rzeczywistości, będą trenowali różne warianty odbijania zakładników i zatrzymywania samochodów gangsterów.
- Oczywiście bez ostrej amunicji, bo nie stać nas na remonty - mówi nadkomisarz Kosmaty.
Budowa miasteczka treningowego kosztowała 2,1 mln zł. Nasi funkcjonariusze nie mogą się już doczekać jego otwarcia, bo takiego obiektu nie ma żadna policja w Europie. Podobno najbliższy jest w... Chicago. (...) Gazeta Wyborcza, Marcin Pietraszewski 2007.07.01, Za 2 mln zł policja ma w mieście swój bank
Do góry
Katowicka Dolina Krzemowa?
Firma konsultingowa Steria stworzy w Katowicach do końca 2008 co najmniej 150 miejsc pracy, głównie dla specjalistów z dziedziny informatyki. Na terenie KSSE firma uruchomi centrum usług związanych z informatyką i programowaniem. Koszt inwestycji przekroczy 1,6 mln euro.
O pozyskaniu nowego inwestora poinformowali w piątek przedstawiciele Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Należąca do francuskiej grupy firma Steria Polska to kolejny w strefie inwestor z tzw. branży BPO (Business Process Outsourcing); spółki z tego sektora, na zasadach outsourcingu, świadczą swoim klientom usługi np. w zakresie informatyki, księgowości, obsługi administracyjnej itp.
Steria ulokuje swoje centrum w katowickim biurowcu Altus, gdzie część powierzchni, właśnie z myślą o tego typu inwestorach, włączono w zeszłym roku do KSSE. Wiosną tego roku na zajęcie powierzchni w Altusie zdecydowała się już polska spółka z amerykańskiej grupy Capgemini. To jedna z największych firm konsultingowych na świecie, lider wświadczeniu zintegrowanych usług doradczych, informatycznych i outsourcingowych.
Planowana w Katowicach działalność Capgemini dotyczy outsourcingu funkcji IT. Polega na świadczeniu usług zdalnego wsparcia technicznego dla systemów komputerowych oraz ich użytkowników, pracujących w ramach danej organizacji. Spółka przewiduje utworzenie co najmniej 410 nowych miejsc pracy i inwestycje wartości co najmniej 905 tys. euro.
Według komunikatu Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, Sterię sprowadziła do Polski głównie możliwość łatwego znalezienia wykwalifikowanej kadry, zwłaszcza informatyków, która daje możliwość rozwoju przedsiębiorstwa. Firmy z sektora Business Process Outsourcing coraz częściej decydują się na inwestycje w krajach, w których znalezienie nawet znacznej liczby specjalistów nie stanowi trudności.
Działająca od blisko 40 lat firma Steria należy do pierwszej dziesiątki europejskich firm outsourcingowych, zatrudnia ponad 10 tys. pracowników w 12 krajach. (...) Gazeta Wyborcza, purz, pap 2007.07.01, Steria stworzy w Katowicach co najmniej 150 miejsc pracy
Do góry
Wybór cytatów © Portal.Katowice.pl

Wstecz - Start - Do góry

Redakcja - Regulamin - Współpraca - Reklama - Strony WWW              © Copyright by GST 05-12