ďťż
,
 PORTAL  >  PRZEGLĄD NAJWAŻNIEJSZYCH AKTUALNOŚCI  >  MAJ 2007
Klub piłkarski 1.FC Katowice znów istnieje!
Po 62 latach przerwy na śląskie boiska wraca katowicki Erster Fussball-Club! Klub o tej nazwie to kawał historii śląskiego i polskiego futbolu. Jego zawodnik był pierwszym piłkarzem z naszego regionu, który został reprezentantem Polski.
- 1. FC został już zarejestrowany w sądzie jako stowarzyszenie i zgłoszony do OZPN-u. Wśród założycieli są kibice Ruchu Chorzów, Górnika Zabrze i GKS-u Katowice. Chcemy, żeby nasz klub łączył ludzi, którzy czują się Górnoślązakami - mówi Jerzy Gorzelik, prezes klubu, a jednocześnie lider Ruchu Autonomii Śląska.
Współpraca z Baskami
Wiadomo, że nowy 1. FC chce odwoływać się do tego sprzed lat. Piłkarze będą grać w biało-czarnych strojach. Klub przejmuje też dawny herb. Na razie niezbyt dużo wiadomo o kadrze i trenerze. - Wszyscy chętni, którzy chcą spróbować sił w naszym klubie, mogą pisać na adres: red_jaskolka@interia.eu - informuje Gorzelik.
Działacze, wykorzystując prywatne kontakty, planują nawiązać współpracę z Baskami, zwłaszcza z klubem Athletic Bilbao. Nie oznacza to jednak wcale, że w 1. FC - wzorem Athletic, gdzie występują sami Baskowie - będą grać wyłącznie Ślązacy. - Chcemy jednak, żeby nasi piłkarze mieszkali na Górnym Śląsku - podkreśla Gorzelik. Zaznacza, że nie planuje kariery działacza piłkarskiego, chce tylko pomóc klubowi w pierwszym okresie działalności.
Klub ma rozgrywać swoje spotkania na boisku Rapid na Koszutce. Meczów na dawnych przedwojennych boiskach 1. FC zorganizować się nie da, bo są w ruinie.
Nie chcieli być Klubem Piłkarskim
Dzieje 1. FC były bardzo skomplikowane, w ich tle widać napięte stosunki polsko-niemieckie na przedwojennym Śląsku. Protoplastą 1. FC był klub o nazwie Preussen - jedna z najstarszych piłkarskich drużyn w naszym regionie. Pierwotnie piłkarze Preussen grali przy dzisiejszej ul. Fliegera. W 1920 roku klub dostał zgodę na dzierżawę terenów na południu Katowic (niedaleko parku Kościuszki), gdzie wybudował stadion. Obiekt istnieje do dziś, niestety, jest w fatalnym stanie (po wojnie przejął go Wojewódzki Milicyjny Klub Sportowy, później Gwardia). Rozegrano na nim kilka historycznych spotkań. W 1924 roku odbył się tam pierwszy w historii mecz Polski Górny Śląsk - Niemiecki Górny Śląsk (3:3), cztery lata później reprezentacja Polski wygrała tam w oficjalnym meczu towarzyskim ze Szwecją 2:1. To był pierwszy mecz biało-czerwonych na Górnym Śląsku.
W 1922 roku, na życzenie polskich władz administracyjnych Katowic, klub musiał zmienić nazwę z Preussen na 1. Klub Piłkarski. Niemieccy działacze nie chcieli się pogodzić z decyzją. Zaskarżyli ją do sądu i... wygrali. Odtąd klub nazywał się Erster Fussball-Club i uczestniczył w... polskich rozgrywkach. 1. FC był drużyną zdecydowanie mieszczańską, wspieraną przez drobny kapitał. Szybko stał się jedną z najsilniejszych na Śląsku. Asami 1. FC byli reprezentanci Polski: bramkarz Emil Goerlitz i napastnik Karol Kossok. Goerlitz był pierwszym Ślązakiem, który zagrał w biało-czerwonych barwach. (...) Z kolei supersnajper Kossok stał się sławny poza granicami Śląska, kiedy zrobił karierę w Cracovii - w 1930 roku Kozok wywalczył z Pasami mistrzostwo Polski, sam z 24 golami zdobywając tytuł króla strzelców.
Miasto wymówiło dzierżawę
W 1927 roku, w pierwszym sezonie istnienia ligi, niewiele brakowało, żeby piłkarze 1. FC zostali mistrzami Polski! W decydującym meczu na własnym stadionie przegrali jednak 0:3 z Wisłą Kraków i ostatecznie musieli zadowolić się wicemistrzostwem.
W 1930 roku władze Katowic wymówiły klubowi 10-letnią dzierżawę terenów, gdzie znajdował się obiekt. Klub przeniósł się na boisko na Muchowcu. Otwarto je w 1934 roku. Na inaugurację w towarzyskim meczu 1.FC przegrał z bardzo silną wówczas Tennis-Borussią Berlin 1:5. Nic dziwnego - w latach 30. katowicki klub nie był już tak mocny (po spadku z ekstraklasy w 1929 roku grał w lidze śląskiej), ale jego wychowankiem był sam Ernest Wilimowski, który grał w 1. FC do 1934 roku.
W czerwcu 1939 roku działalność klubu zawieszono, bo w tym czasie grupował już środowiska niemieckie o skrajnie nacjonalistycznych sympatiach. W czasie okupacji hitlerowcy pozwolili na wznowienie działalności. Wkrótce w barwach 1. FC przez krótki czas kopali piłkę przedwojenni reprezentanci Polski, uczestnicy MŚ i rodowici katowiczanie - Wilimowski, Erwin Nyc i Ewald Dytko. Ciekawe, czy kiedyś uda się jeszcze kiedykolwiek zagrać piłkarzowi 1. FC w reprezentacji Polski. Teraz to znów możliwe - przynajmniej teoretycznie. Gazeta Wyborcza, Paweł Czado 2007.05.29
Do góry
Amerykańscy uczeni bronią dworca
Naukowcy z Wydziału Architektury Massachusetts Institute of Technology - najsłynniejszej uczelni technicznej na świecie, napisali list do władz Katowic. Proszą, by nie wyburzać modernistycznego dworca kolejowego. List podpisał też 90-letni prof. Wacław Zalewski, konstruktor budynku.
Oddany do użytku w 1972 roku dworzec w Katowicach może zostać wyburzony. Władze PKP przygotowują przetarg, który ma rozbudować stację. Zachowanie starego budynku nie będzie wymagane. Podobnie uważają władze miasta. Boją się, że zapis o konieczności zachowania starego budynku może odstraszyć inwestorów. Nawet wojewoda Tomasz Pietrzykowski powiedział wprost o katowickiej stacji PKP: - Mamy przesyt tego typu perełek architektonicznych.
To stwierdzenie wywołało falę oburzenia w środowisku śląskich architektów i historyków sztuki. - Katowicki dworzec to naprawdę perła architektoniczna, a jej zburzenie byłoby niepowetowaną stratą dla światowego dziedzictwa - przekonuje dr Irma Kozina, historyk sztuki z Uniwersytetu Śląskiego, autorka wielu opracowań o architekturze Górnego Śląska. Dodaje, że podobna konstrukcja - oparta na żelbetowych kielichach - już dziś nie powstanie, bo to pracochłonne i zbyt drogie rozwiązanie.
Kozinie udało się skontaktować z pracownikami Wydziału Architektury Massachusetts Institute of Technology w Stanach Zjednoczonych - najstarszej szkoły technicznej w Ameryce. Od lat pracował tam prof. Wacław Zalewski, konstruktor dworca. Dziś ma 90 lat i jest na emeryturze. W zeszłym roku uczelnia uhonorowała go wystawą monograficzną w muzeum MIT. Zaprezentowano na niej wszystkie dzieła Zalewskiego, które powstały w Polsce, Wenezueli i USA. Wśród nich katowickie arcydzieła: Spodek oraz dworzec kolejowy. Na wiadomość, że dworzec ma zostać zburzony, naukowcy odpowiedzieli listem otwartym, który skierowali do władz Katowic oraz ministra transportu.
Prof. Zalewski jest uznanym na arenie międzynarodowej mistrzem projektowania i konstruktorem nowatorskich i wydajnych struktur, opartych na płynnych formach. Jego dworzec jest rzadkim i niezwykłym przykładem takiej konstrukcji. Przewyższa zarówno w swoim zamiarze projektowym, jak i wykonaniu wiele innych stacji powstających w tym czasie na świecie - piszą autorzy listu. Wśród nich są naukowcy z wydziału architektury MIT: prof. Wacław Zalewski, prof. Edward Allen - członek Amerykańskiego Instytutu Architektów, prof. John Ochsendorf, Gary van Zante - kurator muzeum MIT, oraz Jeffrey Anderson Graduale i David M. Foxe.
Zarówno konserwatorzy, historycy sztuki, inżynierowie, architekci i nauczyciele tutaj, w USA, jak i w Warszawie, są zgodni co do tego, że dzieło Zalewskiego ma ogólnoświatowe znaczenie w historii XX-wiecznej architektury - przekonują sygnatariusze listu. Swój apel kończą słowami: Wierzymy, że każdy wysiłek powinien być kładziony na zachowanie i zrehabilitowanie katowickiego dworca kolejowego jako szczególnie znaczące dzieło prof. Zalewskiego - jedno z kilku ostatnich, które przetrwało do naszych czasów.
W obronie katowickiego dworca chcą też stanąć specjaliści z Docomomo, ogólnoświatowej organizacji zajmującej się dokumentacją i ochroną dziedzictwa modernistycznego, skupiającej konserwatorów, architektów i historyków sztuki. - Dostaliśmy sygnały ze Śląska w sprawie dworca w Katowicach. Mamy nadzieję, że nie powtórzy się sytuacja z Warszawy, gdzie przed paroma miesiącami wyburzono Supersam z 1962 roku. (...) - mówi Jadwiga Urbaniak, szefowa polskiej sekcji Docomomo.
Wystawa poświęcona Zalewskiemu wędruje teraz po uczelniach całej Ameryki. Latem tego roku będzie prezentowana w Łodzi. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2007.05.30
Do góry
Ryanair wreszcie w Pyrzowicach
Świetna informacja dla pasażerów. Ryanair, największa tania linia lotnicza w Europie, będzie wreszcie latać z Katowic. Na początek do Bristolu.
Ryanair będzie trzecim - po Wizz Air i Centralwings - tanim przewoźnikiem na lotnisku w Pyrzowicach. Irlandczycy długo kazali na siebie czekać, bo negocjacje w sprawie ściągnięcia ich do Katowic prowadzono już w 2005 r. Wtedy nie doszło do podpisania umowy, bo Ryanair, jako największa tania linia lotnicza w Europie, zażądał niższych niż inni opłat lotniskowych. Teraz przewoźnik ma podobno płacić tyle samo, co konkurenci, ale szczegóły porozumienia objęte są tajemnicą.
Pierwszy samolot z Katowic do Bristolu wystartuje 10 listopada. Ryanair będzie latał na tej trasie trzy razy w tygodniu: w poniedziałki, wtorki i soboty. Na stronie www.ryanair.com można już rezerwować bilety, i lepiej się pospieszyć. Promocyjna cena to 39 zł, razem z opłatami lotniskowymi.
Ryanair zapewnia, że na pierwsze loty do Bristolu ponad 70 proc. biletów sprzeda po promocyjnych cenach. Trasę mają obsługiwać dwa nowe boeingi 737, kupione prawie za 140 mln dolarów.
Ryanair liczy, że mieszkańcy naszego regionu będą latać przede wszystkim do pracy w Wielkiej Brytanii. Stąd pomysł uruchomienia linii do Bristolu dopiero po wakacjach. Przewoźnik szacuje, że w pierwszym roku z jego usług skorzysta co najmniej 40 tys. pasażerów. Nie przeszkadza mu nawet, że pierwszy uruchomiony z Katowic kierunek to niebardzo popularny Londyn. - Z Bristolu do Londynu jest bardzo blisko, zaledwie dwie godziny jazdy samochodem - mówi Tomasz Kułakowski, dyrektor sprzedaży i marketingu linii w Europie Środkowej.
Dodaje, że uruchomienie kolejnych kierunków z Pyrzowic to tylko kwestia czasu. Być może dojdzie do tego już na początku 2008 r. - Odtąd Katowice będą już brane pod uwagę przy tworzeniu nowej siatki połączeń - mówi Kułakowski.
W Polsce Ryanair lata już m.in. z Wrocławia, Krakowa, Łodzi, Gdańska i Rzeszowa. W tym roku chce też uruchomić pierwszą swoją bazę w Europie Środkowej i nie wyklucza, że powstanie ona w Polsce.
Największym przewoźnikiem w Pyrzowicach wciąż pozostaje Wizz Air, który zdobył u nas 55 proc. rynku. Ryanair zapowiada jednak atak i jest przekonany, że prędzej czy później zdobędzie pozycję lidera, prześcigając nie tylko Wizz Air, ale i LOT.
W tym roku Pyrzowice chcą obsłużyć ponad 2 mln pasażerów, czyli o 500 tys. więcej niż 2006 r. Gdy otwarty zostanie nowy terminal, liczba ta ma wzrosnąć do 3 mln pasażerów rocznie. (...) Gazeta Wyborcza, Tomasz Głogowski 2007.05.24
Do góry
Katowice boją się zagranicznych inwestorów?
Władze miasta ułatwiają życie zakładającym małe firmy, ale trudno im przyciągać dużych inwestorów Katowice mogą poszczycić się zaledwie 5,3-procentowym bezrobociem. Miejscy urzędnicy od dawna starają się pomagać wszystkim, którzy chcą otworzyć tu nowe firmy. - Zarejestrowanie działalności gospodarczej trwa najwyżej cztery dni, a wszystko można załatwić w jednym okienku - mówi Waldemar Bojarun, rzecznik Urzędu Miejskiego. Z kolei bezrobotni, którzy zakładają firmy, już od kilku lat nie muszą płacić za wpis do ewidencji działalności gospodarczej, a katowiczanie są zwalniani z podatku od nieruchomości aż na rok.
Władze miasta starają się też przyciągać do Katowic zagranicznych inwestorów. Ostatnio ulokował tu swoją fabrykę amerykański Rockwell Automation, Farby Kabe Polska, Electrabel Polska czy CapGemini. Do inwestycji w Katowicach urzędnicy zachęcali m.in. na łamach Financial Times czy Poland Monthly. Katowice promowały się też na targach Expo Real w Monachium, Empex w Londynie czy New Route Europe w Warszawie, a ostatnio na targach MIPIM w Cannes.
W zeszłym roku na promocję Katowic magistrat wydał niecałe 500 tys. zł. To jednak kropla w morzu potrzeb. Wciąż nie widać zapowiadanej w zeszłym roku przez prezydenta Piotra Uszoka dużej kampanii promocyjnej miasta. W efekcie w Polsce wciąż pokutuje wizerunek czarnego Śląska i takich samych Katowic. Urzędnicy nieraz się chwalą, że gdy ktoś przyjeżdża do Katowic, to jest zaskoczony, że jest tu tak dużo zieleni. Nie zrobili jednak nic, by dowiedziała się o tym cała Polska, bo ogólnopolskiej kampanii reklamowej miasta jeszcze nie było. Robią to za to konkurenci Katowic, tacy jak Kraków, Wrocław czy nawet Gdańsk. Ostatnio w jednej z lokalnych gazet pojawiła się reklama, która miała przekonać czytelnika, że warto przyjechać do Katowic. Powody to m.in. duże imprezy sportowe, ale jako dowód, że zmienia się górniczy krajobraz miasta, podano także informację o jednym z centrów handlowych, które powstało w miejscu kopalni.
Supermarkety są już jednak w niemal każdym mieście Polski. Hitem na cały kraj byłoby za to, gdyby na miejscu kopalni powstało np. pole golfowe i całoroczne centrum narciarskie otoczone kompleksem krytych basenów. Widać zatem, że promocja miasta wciąż kuleje i należy ją szybko poprawić.
Szansą dla Katowic jest też Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna. Niedawno włączono do niej biurowce Altus i Chorzowska 50, dzięki czemu przybyło w nich firm. Inwestorzy, którzy zatrudniają nowe osoby, mogą też liczyć na pomoc miasta. Mogą m.in. poprosić o zwrot kosztów wyposażenia miejsca pracy dla bezrobotnych czy zwrot zapłaconych składek na ubezpieczenie społeczne nowych pracowników.
Czasem jednak inwestorzy odchodzą z Katowic z kwitkiem. Niedawno miał tu zainwestować Siemens. Katowicka spółka Holdimex miała dla jego pracowników postawić biurowiec w pobliżu jednego z osiedli. Dzięki temu w mieście mogło powstać nawet 2 tys. miejsc pracy.
Budowa biurowca nie spodobała się jednak okolicznym mieszkańcom, którzy obawiali się, że będzie tu brakowało miejsc parkingowych. W efekcie radni nie zgodzili się na poszerzenie KSSE o planowany biurowiec. Nikt jednak z magistratu nie zaproponował Holdimeksowi innej lokalizacji czy zamiany działek z miastem, tak by nowy budynek mógł stanąć tam, gdzie nikomu by nie przeszkadzał. (...) Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 2007.05.23
Do góry
Martwy przepis w katowickim tunelu
Samochody w katowickim tunelu powinny jechać 50 metrów od siebie. Nikt nie zamierza jednak respektować przepisów. - To oznaczałoby korek od samego początku DTŚ-ki - mówi Piotr Handwerker, dyrektor katowickiego MZUiM.Miejskiego Zarządu Ulic i Mostów w Katowicach.
Znak przed wjazdem do katowickiego tuneluWszystko przez nowe przepisy, które zaczęły obowiązywać w kwietniu. Okazuje się bowiem, że samochody, które jadą w terenie niezabudowanym przez co najmniej 500-metrowy tunel, powinny utrzymywać odległość minimum 50 metrów. Wydawałoby się, że katowiccy kierowcy powinni być spokojni, bo tunel ma co prawda 650 metrów, ale biegnie przez centrum miasta. Problem w tym, że na jego początku stanęły znaki teren niezabudowany.
Pracownicy Miejskiego Zarządu Ulic i Mostów przez całą dobę za pomocą kamer obserwują tunel pod rondem, ale nie zamierzają zajmować się tym problemem. - Od stosowania przepisów jest policja - mówi Handwerker. Przyznaje, że przepisowa odległość między samochodami byłaby katastrofą dla kierowców. - Korek zaczynałby się już na początku Drogowej Trasy Średnicowej - ostrzega.
Komisarz Magdalena Szymańska-Mizera, rzeczniczka katowickiej policji, też o karaniu kierowców za jazdę zbyt blisko siebie nie słyszała. - Zajmujemy się przede wszystkim prędkością aut w tunelu - mówi. (...)
Handwerker już zastanawia się, co zrobić, by nowe prawo nie obowiązywało w Katowicach. Prawdopodobnie zdejmie tablice z przekreślonymi symbolami domów. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 2007.05.20
Do góry
Chaos na katowickim placu Rady Europy
Ponad siedem lat temu władze Katowic ogłosiły międzynarodowy konkurs architektoniczny na zagospodarowanie placu Rady Europy. Mimo wyłonienia zwycięskiego projektu w tym miejscu nadal panuje chaos.
Południowy kraniec śródmieścia Katowic od lat 90. żywiołowo się rozwija. Powstają tu nowe banki, biurowce, motele. Niestety, bez planu. Największe szczęście miała ulica Powstańców, gdzie wyrosły budynki o charakterze wielkomiejskim. Od południa zamykają ją dwa szklane gmachy: banku PKO oraz Banku Rozwoju Eksportu, który stał się jednym z najbardziej charakterystycznych budynków Katowic. Po drugiej stronie ulicy wyrósł nowy gmach Biblioteki Śląskiej. Miasto nazwało to miejsce placem Rady Europy. Chyba na wyrost, bo i wtedy, i dziś jest to nieokreślona przestrzeń z chaotyczną zabudową.
Sytuację miał poprawić ogłoszony przez miasto w 1999 r. międzynarodowy konkurs urbanistyczno-architektoniczny na stworzenie reprezentacyjnego placu. Startowały w nim zespoły z Polski oraz z miast partnerskich Katowic. Wygrało biuro architektoniczne z Saint-Etienne, które zaproponowało, by całą przestrzeń wokół biblioteki przykryć równą posadzką. Ulica Powstańców miała się znaleźć pod placem. Od zachodu przestrzeń miał zamykać park, a z pozostałych stron zabudowa z monumentalnymi arkadami. Na środku miała dominować Biblioteka Śląska. Budynki z podcieniami odcinałyby plac od ruchliwej ulicy Granicznej i przesłaniały widok na nieciekawe bloki osiedla Paderewskiego.
Wizja miała być wprowadzona w życie, ale od siedmiu lat nic się tu nie zmieniło, a wręcz dochodzi do niepokojącego naruszenie zwycięskiego projektu. Wszyscy startujący w konkursie architekci zakładali likwidację niskiego budynku pogotowia ratunkowego, które zajmuje narożnik ulic Powstańców i Granicznej. Tymczasem w ostatnich miesiącach trwa rozbudowa tego prowizorycznego obiektu. Zamiast budynków z arkadami będzie barak obłożony styropianem, wystawiający w stronę placu zaplecze z garażami dla karetek.
Nikt w Urzędzie Miejskim nie potrafił nam odpowiedzieć, czy rozbudowa pogotowia nie jest sprzeczna z miejscowym planem. Waldemar Bojarun, rzecznik magistratu, nie widzi problemu. - Prezydent podkreślał, że tamten konkurs był tylko wizją. Nigdy nie mówiliśmy, kiedy zostanie zrealizowana. Jakbyśmy teraz wygonili pogotowie, straszyłby tu pusty plac. Naszym priorytetem jest teraz przebudowa przestrzeni między rynkiem a Spodkiem - wyjaśnia Bojarun.
Prof. Jerzy Witeczek z Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej w Gliwicach, który był jednym z jurorów konkursu, uważa, że miasto popełnia błąd. - Po co było wydawać tyle pieniędzy na organizację konkursu, skoro potem zarzuca się jego wyniki? Czy władza chciała tylko odhaczyć problem, grać w pozory? Praca francuska miała dobre rozwiązania urbanistyczne, a rozbudowa pogotowia przekreśla ideę utworzenia placu miejskiego - mówi. (...) Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2007.05.17
Do góry
Ostro drożeją mieszkania na Śląsku
Najlepszą inwestycją jest teraz zakup mieszkania, za pół roku będziemy mogli je sprzedać z dużym zyskiem. Ceny nieruchomości mogą zostać jeszcze bardziej wywindowane, gdyby udało nam się pozyskać Euro 2012.
Nastał najlepszy czas dla rynku nieruchomości i budownictwa od lat. Architekci podnoszą ceny za swoje usługi, a ceny materiałów budowlanych i robocizny wprost galopują. Dziś wybudowanie metra kw. mieszkania na Śląsku kosztuje od 2,3 do 2,6 tys. zł. Deweloperzy, aby opłacały im się inwestycje, muszą znacznie podwyższać ceny. Dlatego nie dziwi już cena metra mieszkania w zwykłym bloku wahająca się od 4 do 6 tys. zł, podczas gdy rok temu można było podobne dostać za 2,5 tys. zł za m kw.
- To najlepszy czas na zakup domu czy mieszkania, bo aktualnie sprzedawane powstały jeszcze ze znacznie tańszych materiałów i po niższych kosztach robocizny. Jeśli ktoś mówi, że jest drogo, to za parę miesięcy przekona się, że może być znacznie drożej - mówi Monika Śleziońska, dyrektorka ds. marketingu w MK Inwestycje. Przewiduje, że ceny domów budowanych z obecnie kupowanych materiałów mogą podskoczyć o 50, a nawet 100 proc. Kupno mieszkania to teraz najlepsza lokata kapitału, bo za pół roku będzie można je odsprzedać z kilkunastoprocentowym zyskiem. Również ceny używanych mieszkań wzrosły w ostatnim roku o ponad 20 proc.
- W górę idą także ceny terenów pod inwestycje. Jest duży popyt na działki budowlane, a w samych Katowicach jest takich terenów niewiele, bo miasto w większości to tereny leśne. Trudno inwestować na wolnych terenach rolniczych, bo najczęściej nie są one objęte planami miejscowymi - mówi Marek Wollnik, dyrektor zarządzający w spółce Metropolis Nieruchomości.
To hamuje rozwój, bo każdą inwestycję musi poprzedzić długa procedura uchwalania planu, która zajmuje około 12 miesięcy, potem następuje przetarg. Inwestor nie jest w stanie rozpocząć wcześniej prac projektowych. W efekcie oznacza to, że czas między podjęciem decyzji o inwestycji, a rozpoczęciem budowy wynosi minimum dwa lata.
Dlatego coraz więcej inwestycji mieszkaniowych powstaje poza Katowicami. W regionie jest wiele dobrze skomunikowanych miast, które mają dużo wolnych terenów pod inwestycje. Nowe osiedla w takich miastach jak Ruda Śląska czy Tychy leżą w odległości tylko 15 minut jazdy samochodem od centrum Katowic.
- Szkoda, że katowiccy urzędnicy nie potrafią wykorzystać dobrej sytuacji na rynku. Jednak nie wszystkie inwestycje mogą powstawać w miastach ościennych. Nikt nie będzie przecież budował apartamentowca w Rudzie Śląskiej, takie luksusowe budynki będą powstawać głównie w stolicy regionu - mówi Wollnik.
Jeszcze kilka lat temu Śląsk uchodził za region biedny, dlatego nie powstawały tu drogie mieszkania. Bogaci klienci nie potrafili znaleźć dla siebie dobrej oferty. Teraz to się zmienia, praktycznie na każdym nowym osiedlu planuje się budowę przynajmniej jednego apartamentowca. Luksusowe budynki mają obowiązkowo podziemny garaż, klimatyzację, pełną ochronę. (...) W osiedlu Bażantów w Katowicach Kostuchnie ceny apartamentów w inteligentnym budynku wynosiły około miliona złotych.
Śląski rynek nieruchomości czeka z niecierpliwością na przyznanie regionowi Euro 2012. - To przypieczętowałoby fakt, że jesteśmy bardzo atrakcyjnym miejscem do inwestowania. Wzrósłby popyt na tereny inwestycyjne, więc właściciele działek podnosiliby jeszcze bardziej ich ceny. Zwiększyłby się ruch na rynku nieruchomości - mówi Wollnik. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2007.05.16
Do góry
Zabytkowy dworzec zamieniony na garaż
W budynku zabytkowego dworca w Katowicach parkowane są samochody. Tymczasem jeszcze dwa lata temu zapowiadano, że w zabytku powstanie centrum kulturalno-usługowe.
W przetargu na część podworcowych pomieszczeń, zorganizowanym przez kolej, najkorzystniejsze warunki zaproponowali bracia Likusowie, właściciele znajdującego się vis-a-vis hotelu Monopol. Nowi właściciele zapewniali wówczas o wielkim przywiązaniu do zabytków i zapowiadali przygotowanie programu konserwatorskiego całego obiektu. Na razie nic z tego nie wynika, tymczasem od pewnego czasu można zaobserwować, jak do dworca wjeżdżają i wyjeżdżają samochody. - Wykorzystujemy to miejsce jako magazyn. No cóż, czasem kilka osób z naszego personelu zaparkuje tam swoje auta. Zapewniam jednak, że to sytuacja przejściowa. Docelowo nikt z dworca nie zamierza robić garażu! - zapewnia Roman Dembek, dyrektor hotelu Monopol.
Dyrektor tłumaczy, że sytuację wymuszają dwie przyczyny: po pierwsze - przed hotelem nie ma gdzie zaparkować. Po drugie - bracia Likusowie nie zaczęli modernizować części dworca, bo chcą kupić cały obiekt i czekają tylko na ruch PKP. (...)
Wygląda na to, że bracia Likusowie na zakup będą jeszcze musieli poczekać. PKP planowały ogłosić przetarg na obiekt już w przyszłym miesiącu. - Decyzje ostateczne zostały na razie wstrzymane. Polska dostała organizację Euro 2012 i PKP zamroziła wszystkie plany. Musimy dokonać modyfikacji - mówi Tomasz Liszaj, rzecznik PKP Nieruchomości w Katowicach.
Losem starego dworca niepokoją się miłośnicy zabytków. - Jak można w ten sposób dbać o spuściznę? Dworzec zaczyna umierać, a była nadzieja, że będzie w pełni przywrócony do życia. To, że ktoś parkuje tam samochody, jest po prostu skandaliczne - uważa Henryka Żabicka z Fundacji dla Śląska, która na terenie dworca organizowała niegdyś wystawy. Barbara Klajmon, wojewódzka konserwator zabytków, o tym, że dworzec służy parkowaniu aut, dowiedziała się od nas. - Sprawdzimy, co się tam dzieje. Obiekt może być użytkowany tylko w taki sposób, który nie zagraża jego substancji. Garażowanie w nim aut budzi wątpliwości - podkreśla Klajmon. Gazeta wyborcza, Anna Malinowska 2007.05.15
Do góry
Centrum Katowic czeka paraliż komunikacyjny?
Drogowe inwestycje mają rozładować korki w centrum Katowic. Wygląda na to, że przebudowa ulicy Dworcowej i rynku tylko pogorszy sytuację.
Każdy, kto musi dojechać do centrum Katowic wie, że dziś to prawdziwy horror. Nie zmieniła tego nawet sztandarowa inwestycja ostatnich lat - tunel pod rondem koło Spodka. W korkach na Sądowej, Warszawskiej i Mikołowskiej stoją kierowcy usiłujący dojechać do centrum, zaś na Andrzeja i Francuskiej ci, którzy chcą wyjechać. Tymczasem władze Katowic zapowiadają zamknięcie ulicy Dworcowej oraz zwężenie alei Korfantego. Takie rozwiązania przewidują wyniki konkursów na przebudowę śródmieścia.
Bogusław Bogacz, urbanista i architekt, który kilkanaście lat temu przygotowywał dla miasta ostatni kompleksowy projekt komunikacyjny, jest zaniepokojony. - Zamknięcie Dworcowej wymagać będzie szukania alternatywnych dróg na kierunku wschód -zachód. Potrzebne jest stworzenie systemu ulic o charakterze obwodnicy, które pozwolą rozładować ruch w ścisłym centrum. Niestety, miasto nie ma całościowej wizji rozwoju układu komunikacyjnego, robi konkursy na fragmenty śródmieścia - mówi Bogacz.
Gdyby ktoś chciał wcielić w życie pomysły autorów nagrodzonych koncepcji, okazałoby się to niemożliwe - pomysły wzięte z jednego konkursu często są sprzeczne z tymi, które mieli twórcy w innym konkursie.
Tak było z konkursem na przebudowę Dworcowej, który rozstrzygnięto prawie dwa lata temu. Zwycięzcy zaproponowali zrobienie z tej ulicy deptaku, a ruch samochodowy chcieli przenieść na nową ulicę, która biegła by wzdłuż nasypu kolejowego na tyłach Wojewódzkiej. Dodatkowo ruch w centrum miał usprawnić tunel pod rynkiem, łączący Warszawską z Mickiewicza. Zbudowanie tego tunelu mieli uwzględnić uczestnicy konkursu dotyczącego okolic rynku i ronda. Wygrała jednak koncepcja Tomasza Koniora, który zamiast tunelu pod rynkiem chce zbudować parking. Architekt planuje też zmniejszyć rangę alei Korfantego, tak by stała się ulicą o charakterze dojazdowym. - To może być wąskie gardło miasta. Z jednej strony zakłada się powstanie wzdłuż alei nowych, wielkokubaturowych budynków, a z drugiej zawęża drogę - przestrzega Bogacz.
Wiele wskazuje na to, że tak się stanie, bo władze Katowic wycofują się z pomysłu tunelu pod rynkiem. - Budowa byłaby bardzo kosztowna, w pobliżu jest przecież Rawa - mówi Marian Zych, naczelnik wydział rozwoju miasta w katowickim magistracie.
Co gorsza, zamknięcie Dworcowej spowoduje, że dużo trudniej będzie przejechać i tak już zapchanymi przez auta pobliskimi ulicami - np. Jagiellońską i Wojewódzką. (...) Gazeta wyborcza, Tomasz Malkowski 2007.05.14
Do góry
Katowice tracą inwestycję za pół miliarda
W miejscu starego kąpieliska Bugla zagraniczna firma chciała wybudować czterogwiazdkowy hotel i kompleks basenów za ponad 500 mln zł. Wszystko miało być gotowe przed Euro 2012. Nic z tego. Plan storpedował prezydent Katowic Piotr Uszok.
Niemiecka spółka Planungsbüro Kott chciała gruntownie przebudować katowickie kąpielisko Bugla, które powstało jeszcze przed II wojną światową i lata świetności ma już za sobą. Na inwestycję o roboczej nazwie Termy-Bugla planowała wydać 136 mln euro.
Kąpielisko jest w fatalnym stanie. Kilka lat temu rozebrano 10-metrową wieżę do skoków. Z atrakcji zostały tylko boiska, kort tenisowy, stół do ping-ponga i miejsce do grillowania. Niemiecka firma chciała to zmienić. Planowała postawić czterogwiazdkowy hotel z salami konferencyjnymi i całoroczny park wodny. Hitem miał być też specjalny basen do nurkowania o głębokości 20 metrów z imitacjami raf koralowych. Poza tym sauny, jacuzzi i gabinety masażu. Latem mieszkańcy Śląska mogliby się kąpać na sztucznej lagunie otoczonej plażami. Gdyby komuś znudziły się kąpiele, to mógłby także pograć w kręgle czy pójść na dyskotekę. Całości miał dopełniać basen olimpijski z trybunami dla 3,5 tys. widzów. Pracę miało tu znaleźć prawie 500 osób.
Pomysł z początku spodobał się urzędnikom. Józef Kocurek, wiceprezydent Katowic, stwierdził nawet, że miasto traktuje tę inwestycję jako jedną z najważniejszych. - Mamy już zagwarantowany kredyt na 100 mln euro. Budowę moglibyśmy rozpocząć jeszcze w tym roku i zakończyć w ciągu trzech lat - mówi Eugeniusz Kozłowski, przedstawiciel inwestora. Jest przekonany, że Termy-Bugla cieszyłyby się wielkim powodzeniem. - Obok jest autostrada, a w promieniu 100 km od Katowic mieszka 9 mln ludzi - mówi Kozłowski.
Z planów firmy jednak nic nie wyjdzie, bo prezydent Uszok nie zgadza się, by w miejscu Bugli stanął tak nowoczesny obiekt - promuje wizję zbudowania kompleksu rekreacyjno-sportowego przy ul. Zgrzebnioka na Brynowie.
Na razie nie wiadomo jednak nawet, kto miałby weń zainwestować.
Zdaniem Uszoka wybudowanie dwóch podobnych obiektów niedaleko siebie miałoby katastrofalny wpływ na ich opłacalność. Nie chce też zamykać Bugli na czas budowy. (...) Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 2007.05.11
Do góry
Przebudowa Katowic wciąż tylko na papierze
Do Euro 2012 pozostało tylko pięć lat. Tymczasem al. Korfantego wypełniona nowoczesnymi wieżowcami i rynek tętniący życiem wciąż pozostają tylko w sferze mrzonek. Czy kibice będą się bawić na placu budowy?
W październiku zeszłego roku zakończono największy konkurs architektoniczny w Katowicach od 40 lat. Przyniósł on wizję przemienienia centrum stolicy regionu w nowoczesną metropolię. Zwycięzca, Tomasz Konior, zaproponował ciąg nowej zabudowy wzdłuż al. Korfantego. Architekt ma teraz opracować plan miejscowy, który będzie podstawą do kompleksowego zagospodarowania terenów pomiędzy Spodkiem a rynkiem. Jednak po pół roku nie powstał jeszcze żaden plan.
- Prace idą naprawdę szybko i są zaawansowane - uspokaja Konior. - Nie mogłem rozpocząć tworzenia planu bez zebrania uwag od specjalistów, konsultacji z mieszkańcami (...) - tłumaczy architekt.
Od stycznia do marca autor koncepcji przebudowy odbył ponad 20 spotkań z mieszkańcami, urzędnikami, specjalistami z różnych dziedzin, właścicielami gruntów, naukowcami. Uczestniczył też w największych targach nieruchomości w Europie w Cannes, gdzie razem z miastem prezentował swoją wizję.
- Przygotowania do przebudowy wymagają więcej czasu niż sama realizacja - mówi Waldemar Bojarun, rzecznik prasowy katowickiego magistratu. Jako przykład podaje wieżowiec Altus, do którego budowy przygotowywano się pięć lat, a stawiano tylko trzy. - To nie jest przebudowa rynku, ale śródmieścia. To naprawdę olbrzymie zamierzenie, które wymaga mnóstwa uzgodnień różnych stron, począwszy od drogowców, skończywszy na inwestorach. Dzięki stoisku na targach w Cannes udało nam się zainteresować wielu poważnych inwestorów - tłumaczy Bojarun.
Przebudowa będzie wymagała sztabu ludzi, którzy zajmą się koordynacją prac oraz sprawnego menedżera, który będzie potrafił rozmawiać z inwestorami. Niestety, ogłoszony w kwietniu konkurs na stanowisko kierownika przebudowy nie przyniósł rezultatów. Nie wpłynęła żadna aplikacja. - Nie dziwi mnie to, bo w Polsce nie ma osób, które miałyby doświadczenie przy tak dużych projektach. Ogłoszenie powinno być skierowane do zagranicznych specjalistów - mówi Konior. Sam przy zbieraniu doświadczeń był m.in. w Amsterdamie, Berlinie i Sewilli, gdzie przyglądał się podobnym inwestycjom.
Miasto nie ogłosiło kolejnego konkursu na kierownika projektu. Nie wiadomo więc, kiedy w magistracie powstanie biuro zajmujące się przebudową śródmieścia. Czy to opóźni prace? - Przebudową Katowic zajmuje się sam prezydent Uszok. To on nadaje tempo prac. Nie ma żadnych opóźnień i nie będzie - przekonuje Bojarun.
Do końca lipca ma powstać plan koordynacyjny, czyli program działań, który pogodzi aspekty planistyczne z prawnymi, administracyjnymi oraz organizacyjnymi. Sam plan miejscowy ma być ukończony do końca tego roku. Miasto zapowiada, że pod koniec roku mają też być wyłonieni inwestorzy, którzy zainwestują w przebudowę. - Prace ruszą najwcześniej na wiosnę 2008 roku - mówi Bojarun. W najbardziej optymistycznej wersji zakończą się przed Euro 2012. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2007.05.10
Do góry
Katowice ekonomicznym grajdołem?
Mieszkańcy Brynowa protestowali przeciwko budowie biurowca i wygrali! Teraz protestują katowiczanie, którzy uważają, że miasto lekceważąc inwestycję, staje się ekonomicznym grajdołem.
Od czasu ostatniej sesji katowiccy radni otrzymują po kilkanaście maili dziennie. Dyskusja trwa też na forum gazeta.pl. Mieszkańcy piszą m.in.: Między regionami w Polsce trwa zacięta walka o inwestorów. Od jej wyników będzie zależało, jak ich stolice będą wyglądały za 20 lat. Dzięki takim decyzjom Katowice nie mają żadnych szans w tej rywalizacji. Ludzie! Już teraz popatrzcie na Kraków, Wrocław czy Łódź!.
Chodzi o to, że radni nie zgodzili się na poszerzenie Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (w jej skład mogą również wchodzić pojedyńcze budynki) o nowy biurowiec w dzielnicy Brynów. Tym samym przychylili się do opinii mieszkańców dzielnicy, którzy nie chcieli w sąsiedztwie swoich domów wysokiego budynku. Bali się też, że w dzielnicy przybędzie samochodów.
Okazało się jednak, że biurowiec ma równie wielu zwolenników, jak i przeciwników. - Staram się zrozumieć mieszkańców z Brynowa, ale - na litość boską - tam miało powstać biuro, nie centrum logistyczne czy oczyszczalnia ścieków! W naszym mieście pracę dają tylko jeszcze pracujące kopalnie. Z wielkich firm mamy tylko Południowy Koncern Energetyczny czy Bank Śląski. Markowe firmy, jak Google, Motorola, budują się w Wrocławiu i Krakowie. Z Katowic młodzi wykształceni ludzie uciekają, bo tu nie ma pracy! Tymczasem wiadomo, że biurowiec w Brynowie dałby nawet 2 tys. nowych miejsc pracy - denerwuje się Piotr Zawiejski.
Biurowiec miała wznieść firma Holdimex. Jej prezes Arkadiusz Hołda potwierdza, że docelowo miałoby w nim pracować nawet 2 tys. ludzi. Mówi, że miejscem był bardzo zainteresowany koncern Siemens. - Byliśmy już po wstępnych rozmowach. I co z tego? Mieszkańcy zarzucali nam, że nie będzie wystarczająco wielu miejsc parkingowych. Tymczasem w projekcie budynku są dwie kondygnacje parkingów podziemnych - wzdycha Hołda.
Katowiccy radni w rozmowach z nami zapewniali, że zdania nie zmienią i mailowy protest nie przyniesie żadnego skutku. - Wzięliśmy już pod uwagę protest mieszkających tam ludzi. A argumenty innych? No cóż, nie mogę zgodzić się z tym, że Katowice nie przyciągają inwestorów - uważa radny Tomasz Szpyrka, który nie potrafił jednak odpowiedzieć, jakie inwestycje w ostatnim czasie w mieście ruszyły.
- Nie ukrywam: Katowicom rozwój jest bardzo potrzebny, ale z poszanowaniem potrzeb istniejącego już otoczenia. Miejsce, w którym miał być wybudowany biurowiec, to okolica typowo mieszkaniowa. Inwestujmy, ale nie niszczymy przy okazji funkcji przestrzeni - przekonuje inny radny Adam Warzecha. (...) Gazeta wyborcza, Anna Malinowska 2007.05.09
Do góry
Wyrzucisz psa - będziesz opisany
Michał Luty, wiceprezydent Katowic, chce publikować dane osób, które wyrzuciły z domu swoje zwierzę.
Miasto walczy z bezdomnością zwierząt. Już zapowiedziano modernizację schroniska, założenie specjalnej strony internetowej i współpracę z organizacjami pozarządowymi, które pomagają bezdomnym zwierzętom. - Rozważamy także inne możliwości, np. chipowanie psów i kotów, które trafiają do schronisk. Chip pozwoli zidentyfikować zwierzę. Jeśli po raz drugi trafi do azylu, będziemy wiedzieć, kto je wyrzucił. Bardzo bym chciał, żeby nazwisko takiej osoby można było upublicznić - mówi Luty. - Prowadzimy w tej sprawie rozpoznanie prawne, nie chcemy łamać żadnej z ustaw - dodaje.
Pomysł podoba się Fundacji for Animals. - Dla naszej wewnętrznej informacji już prowadzimy taką czarną listę. Mamy na niej 700 nazwisk ludzi z całej Polski. To osoby, które pozbyły się zwierząt i chcą od nas następne - mówi Joanna Zaremba z Fundacji.
Prawnicy mają jednak wątpliwości, czy takie działania nie naruszają ustawy o ochronie danych osobowych. - W sprawie o porzucenie zwierzęcia musiałby najpierw zapaść wyrok. Sąd może wydać nakaz opublikowania danych osobowych sprawcy czynu. Wtedy podanie nazwiska do publicznej wiadomości będzie zgodne z prawem (...) - uważa sędzia Krzysztof Zawała, rzecznik katowickiego Sądu Okręgowego.
W katowickim schronisku znajduje się teraz ponad 200 psów i 30 kotów. Niektóre wracają, porzucone przez nowych właścicieli. Kilka miesięcy temu opisaliśmy w Gazecie historię Tasmana - mieszańca amstafa, który został zabrany z azylu, a po kilku tygodniach przechodnie znaleźli go pobitego, błąkającego się po mieście. Kobieta, która go wcześniej zabrała, w rozmowie telefonicznej powiedziała pracownikom schroniska, żeby sobie zrobili z psem, co chcą. Gazeta Wyborcza, Anna Malinowska 2007.05.08
Do góry
Prezydent Katowic obiecuje trzy deptaki
Piotr Uszok, prezydent Katowic, i Tomasz Pietrzykowski, wojewoda śląski, 1 maja wybrali się na wspólny spacer. Z tradycyjnym pochodem z czasów PRL-u nie miało to nic wspólnego, ale Uszok obiecuje kolejne zmiany w mieście.
Na spacer po centrum miasta prezydenta Katowic zaprosił wojewoda. Pietrzykowski nie ukrywa, że skoro jest mieszkańcem Katowic i jednocześnie wojewodą, chciałby mieć wpływ na to, co się w mieście dzieje. Obydwaj politycy przeszli się m.in. ul. 3 Maja, Gliwicką i Chopina. Wojewodzie marzy się, by te miejsca wreszcie zaczęły tętnić życiem przez cały tydzień.
Uszok przyznaje, że wyludnione miasto niezbyt mu się podobało. - Trzeba to zmienić. 20-30 lat temu w centrum można było na pewno spotkać więcej osób - mówi. I obiecuje, że wymienione ulice zamienią się w deptaki z prawdziwego zdarzenia. - Musimy zlikwidować tu ruch samochodów i podział na chodniki i ulice, postawić nowe lampy, zmienić nawierzchnię - wylicza prezydent.
Przypomnijmy, że Uszok wcześniej obiecał już przebudowę ul. Mariackiej i Dworcowej. Prace do tej pory jednak się nie rozpoczęły. Kilka miesięcy temu zakończył się też konkurs na projekt przebudowy rynku i al. Korfantego. Koszty będą jednak tak ogromne, że miasto liczy na wsparcie prywatnych inwestorów. (...) Gazeta Wyborcza, pj 2007.05.07
Do góry
Szkoła na Stawowej na razie zostaje
Nie będzie likwidacji Szkoły Podstawowej nr 10 w Katowicach. Urzędnicy pozwolą na nabór do pierwszej klasy, ale wszystko wymyślili tak, by udowodnić, że istnienie szkoły nie ma sensu.
O pomyśle likwidacji podstawówki na ulicy Stawowej Gazeta pisała w lutym. Przeciwko planowi władz miasta protestowali rodzice i uczniowie. Dzieci zrobiły nawet transparenty z napisami Zostawcie nam naszą szkołę!, a rodzice oflagowali wejście do budynku. Nie zgadzali się na zamknięcie od września szkoły i odesłanie uczniów do szkół w innych częściach miasta.
Urzędnicy tłumaczyli się niżem demograficznym i powoływali na uciążliwe sąsiedztwo szkoły: wokół jest dużo knajp, łatwo natknąć się na narkomanów.
- Miasto nie zamierza wycofać się z zamknięcia szkoły - mówił w lutym Waldemar Bojarun, rzecznik magistratu, ale rada miejska sprawą się nie zajęła. Urzędnicy zdecydowali jednak, że dyrekcja będzie mogła przyjmować do szkoły dzieci tylko z centrum miasta. Te z innych części Katowic zostaną odesłane z niczym. Z tego powodu we wrześniu powstanie tylko jedna pierwsza klasa.
Zdaniem obrońców dziesiątki urzędnicy w ten sposób unikają odpowiedzialności za zamknięcie szkoły, ale przyczyniają się do tego, że taka decyzja będzie konieczna: jeśli uczniów będzie ubywać, utrzymanie placówki będzie zbyt kosztowne. (...) Szkoła na Stawowej na razie zostaje
Do góry
Wybór cytatów © Portal.Katowice.pl

Wstecz - Start - Do góry

Redakcja - Regulamin - Współpraca - Reklama - Strony WWW              © Copyright by GST 05-12