ďťż
,
 PORTAL  >  PRZEGLĄD NAJWAŻNIEJSZYCH AKTUALNOŚCI  >  KWIECIEŃ 2007
Architekci bronią katowickiego dworca
Katowicki dworzec może wkrótce zniknąć z powierzchni ziemi. Władze miasta oraz PKP w jego miejscu widzą nowy obiekt wraz z centrum handlowym. - Wyburzenie byłoby barbarzyństwem - mówią zgodnie śląscy architekci. Przygotowują akcję jego obrony.
Budowany w latach 1966-72 katowicki dworzec uważany jest za ikonę współczesnej architektury polskiej. - To jeden z najciekawszych obiektów architektury żelbetowej na świecie. Zagraniczni architekci przyjeżdżający do Katowic zachwycają się nim - mówi Beata Goczoł, śląska architektka.
Budynek to dzieło warszawskich tygrysów, jak nazywano tercet złożony z architektów: Wacława Kłyszewskiego, Jerzego Mokrzyńskiego i Eugeniusza Wierzbickiego. Jednak od 30 lat nieremontowany obiekt popadł w skrajne zaniedbanie. - PKP popełniły grzech zaniechania. Można powiedzieć, że celowo doprowadziły ten zabytek do ruiny. Kierując się małostkową ekonomią, dopuściły do przekształcenia hali dworcowej w tandetne targowisko - mówi Zbigniew Sąsiadek, wykładowca na Wydziale Architektury Politechniki Śląskiej w Gliwicach.
W ostatnich miesiącach sprawa dworca na nowo rozpaliła opinię społeczną. Władze Katowic wraz z PKP przystępują do wyłonienia inwestora, który przebuduje dworzec. - Zgłaszają się do nas inwestorzy, którzy proponują wyburzenie. Jest też koncepcja adaptacji obecnego budynku z zachowaniem podtrzymujących strop kielichów. O wszystkim zdecyduje jednak rachunek ekonomiczny - powiedział kilka tygodni temu Piotr Uszok, prezydent Katowic.
Te słowa zaniepokoiły śląskich architektów. Stowarzyszenie Architektów Polskich w Katowicach przygotowuje akcję obrony dworca. - Jako środowisko nie możemy dopuścić do wyburzenia tak wartościowego obiektu. Dworzec jest zaniedbany, ale rolą miasta, jako dobrego gospodarza, jest egzekwowanie porządku, także w tak strategicznym miejscu jak dworzec kolejowy. Dziwne, że na przebudowę tego obszaru miasto nie szykuje konkursu architektoniczno-urbanistycznego. (...)
Jurand Jarecki, autor katowickich domów handlowych Zenit i Skarbek, mówi, że obiektom z lat 60. i 70. potrzebne są szczotka i mydło. - Wymagają oczyszczenia, a nie dynamitu. Trzeba ratować dworzec, a zwłaszcza jego unikalną strukturę złożoną z 16 żelbetowych kielichów. PKP mówią, że obecny obiekt jest za duży. To krótkowzroczność, bo kolej ma przed sobą wielkie szanse rozwoju - mówi Jarecki. Podobnie sądzi architekt Piotr Średniawa: - Tydzień temu sytuacja w kraju całkowicie się zmieniła. Katowice mogą spaść do drugiej ligi, z powodu złej polityki władz regionu, bo Euro może nam przejść koło nosa. Podobnie jest z katowickim dworcem. Władze PKP nie mają wizji, chcą go przekształcić w prowincjonalny, mały dworzec. Ale kibice przyjadą do nas na mistrzostwa pociągami i to właśnie dworzec może wypromować cały region - mówi Średniawa.
Zwraca uwagę na problem otoczenia dworca, gdzie panuje kompletny chaos. Tomasz Konior, zwycięzca konkursu na przebudowę centrum Katowic, dodaje: - Żałuję, że konkursem nie objęto też otoczenia dworca, bo to kompletna dziura urbanistyczna. Budynek dworca wygląda tak, jakby spadł z kosmosu. Plac przed nim nigdy nie został ukończony - mówi Konior. Miasto przeprowadzało konkurs na otoczenie dworca w 1993 roku, ale wszystkie prace wylądowały w szufladzie.
Jan Kubec, architekt z Rudy Śląskiej, przestrzega przed myśleniem o przestrzeni miasta wyłącznie w kategorii ekonomii. - Domy budują deweloperzy, ale same domy nie tworzą miasta. Za przestrzenie publiczne, także dworca kolejowego, odpowiedzialność ponosi miasto - mówi Kubec.
- W Warszawie rozgorzała dyskusja nad ochroną budynków wybudowanych po 1945 roku. Stworzono tam listę ponad stu obiektów, które będą podlegać ochronie konserwatorskiej. My także musimy podjąć taką dyskusję - dodaje Henryk Zubel, wykładowca na Wydziale Architektury w Gliwicach.
Stowarzyszenie Architektów Polskich chce w najbliższym czasie wystosować list otwarty w sprawie obrony katowickiego dworca do władz miasta i zarządu PKP. Mają już wstępne poparcie kolegów po fachu z całej Polski. Jednak to dopiero początek. Przede wszystkim chcą przekonać miasto do zorganizowania wielkiego konkursu architektonicznego na modernizację dworca i przebudowę jego otoczenia. Będą też starali się zawrzeć w studium kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta swój wniosek o zachowanie budynku dworca, zwłaszcza jego żelbetowej struktury. Gdy te środki nie pomogą uratować unikatowej budowli, rozpoczną starania o wpisanie dworca do rejestru zabytków. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2007.04.27
Do góry
Wyższe kary dla zomowców z Wujka
Prokurator zażądał najwyższych kar dla zomowców strzelających do górników w kopalniach Wujek i Manifest Lipcowy w stanie wojennym. Wczoraj rozpoczęły się mowy końcowe w trwającym od 1993 roku procesie. Na ławie oskarżonych jest 16 funkcjonariuszy plutonu specjalnego ZOMO oraz były wicekomendant wojewódzki milicji w Katowicach.
Zbigniew Zięba z katowickiej Prokuratury Okręgowej nie znalazł dla oskarżonych żadnych łagodzących okoliczności, a jedynie to, że wskutek zacierania śladów nie da się dziś jednoznacznie ustalić, kto zabił 9 górników, a kto postrzelił 25. Kolejno wskazywał na złą wolę oskarżonych. Sytuacja, w jakiej znaleźli się w obu kopalniach, nie upoważniała ich do sięgania po broń, nie było takiego zagrożenia. Po akcji w kopalni Manifest Lipcowy, gdzie postrzelonych zostało 4 górników, nie uczyniono nic, by wyjaśnić okoliczności użycia broni palnej. Zdaniem Zięby, pluton specjalny ZOMO, który następnego dnia w kopalni Wujek miał ochraniać czołg, stał się w rzeczywistości plutonem egzekucyjnym. Udowadniał, że wielu górników zostało postrzelonych w momencie, kiedy pochylali się, by pomóc ranny. Nie stanowili żadnego zagrożenia dla zomowców, a od strzelców znajdowali się w odległości od 8,5 do 65 m.
Kary są zróżnicowane ze względu na rolę, jaką odgrywali oskarżeni w czasie odblokowania kopalń, a także dlatego, że nie zawsze wszyscy byli razem w czasie tych akcji. Żaden z nich nie przyznał się do winy.
Dodatkowo prokurator żądał dla wszystkich oskarżonych zakazu zajmowania stanowisk związanych z ochroną porządku publicznego przez 10 lat i podanie wyroku do publicznej wiadomości.
Nim rozpoczęły się mowy końcowe pełnomocnicy oskarżycieli posiłkowych wnosili, by sąd już teraz zezwolił mediom na ujawnienie wizerunku i danych osobowych oskarżonych zomowców, bo oni na tę ochronę nie zasługują. Sprzeciwiali się temu obrońcy podnosząc m.in., że jest to stawianie oskarżonych na stosie opinii publicznej, skoro nie wiemy, jaki będzie wyrok. (...)
Prokurator Zbigniew Zięba żądał:
12 lat - dla byłego wiceszefa KW MO,
15 lat - dla dowódcy specplutonu
10 lat - dla jedenastu zomowców pacyfikujący kop. Wujek (kara musi być złagodzona o połowę ze względu na amnestię)
9 lat - kara łączna dla dwóch zomowców pacyfikujących obie kop.
7 lat - kara łączna dla zomowca pacyfikującego obie kopalnie
5 lat dla zomowca za akcję w kop. Manifest Lipcowy (kara złagodzona zostanie o połowę ze względu na amnestię). Dziennik Zachodni, Teresa Semik 2007.04.27, Prokurator żąda wysokich kar dla oskarżonych w procesie Wujka
Do góry
W Ligocie budują miasto-ogród
Domy w osiedlu budowanym w Katowicach Ligocie będą przypominały luksusowe kamienice z lat 30. XX wieku. Białe elewacje wzbogacą liczne tarasy, ogrody zimowe oraz drewniane okładziny.
Nowe katowickie osiedla powstają z reguły w odległych od centrum dzielnicach, ale coraz więcej osób szuka mieszkań bliżej centrum. Chcą zaoszczędzić na codziennych dojazdach i korzystać z bliskości kin, szkół, sklepów, restauracji. Nowe osiedle Ligota-Park wychodzi naprzeciw takim oczekiwaniom. Oprócz dogodnego dojazdu do centrum ma jeszcze jeden atut - powstaje w cichej i spokojnej okolicy ulicy Rolnej, gdzie przeważają niskie bloki i jest dużo zieleni. Firmie Atal udało się kupić atrakcyjną działkę tuż przy kąpielisku Rolna.
Pusta działka byłe jeszcze do niedawna boiskiem. Działał tu klub sportowy Sparta. Pojawiły się wątpliwości, czy miasto powinno pozwalać na zabudowanie tak ważnego dla mieszkańców terenu sportowego. One pozostaną, ale osiedle będzie się za to broniło dobrą architekturą.
Czteropiętrowe bloki utworzą zamknięte kwartały z zielonymi dziedzińcami. Budynki będą reprezentowały modny obecnie neomodernizm - białe bloki z dodatkiem mnóstwa nowoczesnych detali. (...) Lekko wycofana najwyższa kondygnacja będzie się odcinać od białych tynków niższych pięter okładziną ze szlachetnego drewna olchowego. Parter pokryje natomiast biała cegła. Dzięki takiemu rozbiciu brył budynki będą się wydawać jeszcze mniejsze i przyjaźniejsze.
- W latach 30. Ligota była pomyślana jako idealna dzielnica mieszkaniowa, zabudowana według zasad ówczesnej awangardowej urbanistyki. Miała być miastem-ogrodem. Ta idea jest nadal aktualna i staraliśmy się ją tutaj wykorzystać - mówi Wojciech Wojciechowski, główny projektant osiedla.
Ligota-Park będzie się składać z dziewięciu budynków. W pierwszym etapie powstanie 150 mieszkań, do których lokatorzy wprowadzą się w styczniu 2009 roku. Drugie tyle zostanie oddane do użytku pół roku później. Osiedle ma być praktycznie wolne od samochodów - drogi będą biegły po obwodzie, a sam środek osiedla wypełni zieleń poprzecinana alejkami. Pod każdym budynkiem będzie podziemny garaż.
W osiedlu będą zarówno 30-metrowe kawalerki, jak i 150-metrowe apartamenty. Każde mieszkanie będzie miało balkon lub taras, a w niektórych lokalach będą nawet ogrody zimowe. Cena za metr kw. mieszkania ma wynosić od 4,5 do 4,7 tys. zł. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2007.04.25
Do góry
Deskorolkarze chcą wybudować skateplazę
Każdy deskorolkarz wie, że najlepszy polski spot, czyli miejsce do jazdy na desce, jest pod katowickim pomnikiem Trudu Górniczego. Niestety, wkrótce stanie tu biurowiec. Skaterzy, zamiast załamywać ręce, postanowili powalczyć o swoje i chcą zbudować skateplazę.
Paderewa znana jest wśród amatorów deski na całym świecie. Tutaj kręci się klipy, odbywają się także liczne zawody. - Mamy niepisaną umowę z miastem, że możemy tutaj jeździć, ale pod warunkiem, że będziemy dbać o plac. Dzięki nami nie zarósł chwastami, a pomnik nie został rozkradziony przez złomiarzy - mówi Paweł Krężel, który jeździ pod pomnikiem od 10 lat.
Jednak kilka miesięcy temu gruchnęła wieść, że katowicki spot ma zniknąć. Radni uchwalili nowy plan zagospodarowania, w którym plac z pomnikiem przeznaczono pod budowę biurowca. Urzędnicy tłumaczyli, że to eksponowane miejsce musi zachęcać przejeżdżających autostradą na trasie Wrocław - Kraków do odwiedzenia miasta. A plac z młodzieżą jeżdżącą pod pomnikiem nie przystoi wizji metropolii.
Skaterzy postanowili działać. - Założyliśmy stronę internetową i zebraliśmy 4 tys. podpisów od osób z całej Polski, Europy, a nawet z USA, by zachować to miejsce - mówi Krężel.
Miasto zapowiada, że nawet w przypadku budowy biurowca pomnik nie zostanie zburzony. Inwestor będzie musiał przenieść go kilkaset metrów dalej. Skaterzy chcą, by również plac zbudowany z płyt granitowych został odtworzony. - Urzędnicy twierdzą, że budują dla nas skateparki. Ale po nich nie da się jeździć, bo projektują je osoby, które nigdy nie jeździły na desce (...) - mówi Krzysztof Skóra, który pracuje w katowickim skateshopie Kosmos.
Deskorolkarze nie chcą kolejnych wyrzuconych w błoto pieniędzy na budowę bezużytecznego skateparku, dlatego postanowili uczestniczyć w jego projektowaniu. - Na świecie odchodzi się od skateparków na rzecz skateplaz. Dla zwykłego mieszkańca będzie to park z mnóstwem zieleni i małej architektury. Dla nas istny raj, bo skateplaza ma naturalne przeszkody w postaci schodów, murków, poręczy - wyjaśnia Boniek Falicki, projektant skateboardowy.
Koncepcję pierwszej polskiej skateplazy PTG Plaza przygotował Krężel. Mogłaby powstać przy przeniesionym pomniku. - Pomnik górniczy byłby w samym centrum. Skateplaza stanowiłaby połączenie ikony młodzieżowego sportu z etosem górniczej pracy. Zjeżdżaliby tu skaterzy z całej Europy. Dla Katowic byłaby to wielka promocja, a dla polskiego skateboardingu kamień milowy - dodaje Krężel.
We wtorek skaterzy przedstawili swoje pomysły wraz z petycją budowy skateplazy Krystynie Siejnej, wiceprezydent Katowic. - Młodzi ludzie odwalili kawał dobrej roboty. Przygotowali ciekawy projekt. Bardzo podobają mi się przykłady skateplaz z zagranicy - mówi Siejna. Wiceprezydent obiecuje, że przedstawi wszystkie postulaty młodzieży radzie miejskiej. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2007.04.24
Do góry
Andrzej Gołota będzie walczył w Katowicach
Krzysztof Diablo Włodarczyk zapowiada, że w walce ze Steve'em Cunninghamem na pewno da z siebie wszystko. Organizatorzy majowej gali bokserskiej w Spodku potwierdzili w poniedziałek, że w Katowicach będzie walczył Andrzej Gołota!
Galę, która odbędzie się 26 maja, organizuje grupa Hammer KnockOut Promotion. Walką wieczoru ma być starcie Włodarczyka z Amerykaninem Cunninghamem w obronie pasa IBF wagi junior ciężkiej.
Włodarczyk, który kilka miesięcy temu przeszedł operację wyrostka robaczkowego, na wczorajszej konferencji tryskał optymizmem. - Nie sądzę, by tamten zabieg miał wpływ na przebieg walki. Chcę pokonać Cunninghama. Co pokażę? Złość, agresję, krew na zębach i dużo więcej chęci niż w pierwszym pojedynku. Jestem typem zawodnika, który lepiej walczy w rewanżach i tak samo powinno być teraz - mówi Diablo, który rozpoczyna przygotowania ze sparingpartnerami z USA. Od 7 maja będzie trenował na zgrupowaniu w ośrodku COS-u w Szczyrku.
Kto wie, czy walka Włodarczyka nie znajdzie się w cieniu innego wydarzenia gali. Podczas wczorajszej konferencji potwierdzono, że w Spodku na pewno zobaczymy Gołotę! - Będzie Gołota i nie tylko jako gość, ale jako uczestnik walki. Andrzej jest tak zdeterminowany, by przyjechać do Spodka. Zapowiedział, że będzie tu nawet, gdyby nie uzyskał zgody swego promotora Dona Kinga - cieszy się Piotr Werner, współwłaściciel grupy Hammer KnockOut Promotion, przed laty międzynarodowy sędzia piłkarski.
Organizatorzy złożyli też propozycję występu Tomaszowi Adamkowi, byłemu mistrzowi świata wagi półciężkiej federacji WBC. - Tomek propozycji nie przyjął - mówi Werner.
W innej walce wieczoru Dariusz Jackiewicz zmierzy się w obronie tytułu IBC w wadze półśredniej z Chilijczykiem Joelem Sebastianem Mayo. Będzie to rewanż za ubiegłoroczną walkę mistrzowską, wygraną jednogłośnie na punkty przez Polaka. Rywale Damiana Jonaka (młodzieżowe mistrzostwo świata WBC w junior średniej) i Gołoty nie są jeszcze znani. Wiadomo za to, że arbitrami gali będą sędziowie z Meksyku, Tajlandii, Australii i Anglii.
Organizatorzy podkreślają, że katowicką imprezą interesuje się wiele zagranicznych telewizji. - Mamy zapytania z 21 stacji telewizyjnych, m.in. z Kanady, Chin czy byłych republik radzieckich - dodaje Werner. - Liczę na powtórkę z 1975 roku. Wtedy Andrzej Biegalski i Wiesław Rudkowski zostali mistrzami Europy w boksie. To było niesamowite przeżycie, gdy publiczność zatrzęsła z radości całym Spodkiem! - wspomina promotor. (...) Gazeta Wyborcza, Piotr Płatek 2007.04.23
Do góry
Lotnisko w Pyrzowicach walczy o bazę LOT-u
LOT szuka drugiej - oprócz Warszawy - bazy dla samolotów. Na liście kandydatów jest port lotniczy w Pyrzowicach. Lotnisko, w którym baza powstanie, będzie mogło liczyć także na uruchomienie nowych połączeń.
Polskie Linie Lotnicze przymierzają się do uruchomienia regionalnej bazy, bo lotnisko na Okęciu jest już za ciasne dla wciąż rosnącej floty naszego narodowego przewoźnika. Nie wybrano jeszcze lokalizacji, wciąż trwają rozmowy z chętnymi portami. Na liście kandydatów jest lotnisko w Pyrzowicach. Władze Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego są przekonane, że mamy spore szanse. - Jesteśmy po pierwszej turze negocjacji z LOT-em. Żadne decyzje nie zapadły, ale ustalono, że w kwietniu LOT wznowi loty z Pyrzowic do Monachium, a w maju rozpocznie regularne kursy do Turynu. To dobry wstęp do dalszych rozmów - mówi Cezary Orzech, rzecznik prasowy GTL-u.
Pyrzowice, oprócz nowego terminalu i wolnych terenów pod budowę nowych hangarów, mają jeszcze jeden potężny atut. Nasze lotnisko, leżące z dala od osiedli mieszkaniowych, może przyjmować samoloty przez całą dobę. Większość innych portów, w tym Okęcie, od godz. 23 do 5 rano jest zamknięta. Jednak wciąż rozwijamy się wolniej niż lotnisko w niedalekich Balicach, które ma i więcej pasażerów, i więcej połączeń.
Leszek Chorzewski, rzecznik PLL LOT, mówi, że szczegóły negocjacji z portami regionalnymi objęte są tajemnicą handlową. Potwierdza jedynie, że w nowej bazie LOT będzie miał kilka samolotów wraz z całą obsługą. Lotnisko, które wygra, będzie mogło liczyć na uruchomienie nowych połączeń.
- O wyborze miejsca zdecydują przede wszystkim względy ekonomiczne. Bazę stworzymy tam, gdzie będzie się to nam najbardziej opłacało - mówi Chorzewski. Oprócz liczby pasażerów LOT weźmie też pod uwagę ich jakość, a więc to, czy będą gotowi kupować droższe bilety. Właśnie to zdecydowało, że LOT 7 maja uruchomi połączenie z Pyrzowic do Turynu. Mają z niego korzystać głównie menedżerowie z fabryk Fiata w Tychach i Bielsku-Białej. (...) Gazeta Wyborcza, Tomasz Głogowski 2007.04.19
Do góry
Herbata z Katowic
Ponad 32 miliony saszetek herbaty dziennie schodzi z linii produkcyjnej w zakładach Unilever w dzielnicy Katowic - Szopienicach. Wczoraj uroczyście otwarto nową fabrykę konfekcjonowania herbaty. Wyprodukowana w Szopienicach herbata trafi nie tylko na polskie, ale również na rosyjskie, francuskie, włoskie, a nawet angielskie (stamtąd pochodzi produkowana tu marka) stoły.
- Tonaż produkcji rósł tak szybko, że nie mieliśmy się gdzie pomieścić. Trzeba było wybudować nowy budynek, żeby wstawić nowe maszyny - mówi Sabina Krzystolik, dyrektor katowickiej fabryki.
Inwestycja trwała rok. Wydano na nią 60 mln zł. Już teraz zatrudnienie znalazło 40 nowych osób. Obecnie katowickie zakłady tej firmy zatrudniają 340 osób.
Unilever to producent znanej wszystkim herbaty Lipton.
- Do nas należy 75 proc. rynku premium, czyli herbaty najwyższej klasy - informuje Jarosław Malinowski, szef biznesu żywnościowego w Unilever Polska.
Pozycję lidera Unilever zajmuje również w niższych klasach, gdzie sprzedaje między innymi popularną Sagę oraz wciąż cieszącą się sporym zainteresowaniem markę Brooke Bond.
W tym roku Unilever ma zainwestować w całej Polsce 200 mln zł.
- Traktujemy Polskę bardzo poważnie zarówno, jeżeli chodzi o rynek zbytu, jak i możliwości produkcyjne. Polacy są świetnymi pracownikami - wyznał Chriss Bull, prezes Unilever Polska. Dziennik Zachodni, kpb 2007.04.2
Do góry
Kup sobie hotel w Katowicach
Polska sieć Hotel System buduje kolejny obiekt przy al. Górnośląskiej. Będzie to nietypowa inwestycja - każdy może kupić sobie pokój i stać się współwłaścicielem hotelu.
Hotel będzie składał się z dwóch budynków połączonych przeszklonym holemPrzy śródmiejskim odcinku autostrady A4 w Katowicach wyrasta duży, ponaddwustupokojowy hotel. To kolejny obiekt istniejącej od pięciu lat polskiej sieci Hotel System - podobne są już w Krakowie (dwa) i po jednym w Poznaniu i Wrocławiu. - Katowicki ma być największy. Jest tu duże zapotrzebowanie na pokoje w klasie ekonomicznej - mówi Mirosław Włosik, prezes firmy Hotel System Management.
Budynek będzie składał się z dwóch brył. Niższa, pięciopiętrowa, pomieści dwugwiazdkową część hotelu. W wysokim, 14-piętrowym wieżowcu będą pokoje trzygwiazdkowe. Pomiędzy dwoma bryłami powstanie przeszklony hol. W części wspólnej będą centrum konferencyjne, restauracja oraz klub fitness z basenem i siłownią.
Architektura obiektu ma być oszczędna w wyrazie, wyższa część będzie korespondować z budynkiem sądu, który powstaje po przeciwnej stronie al. Górnośląskiej, niższa - z Centrum Handlowym 3 Stawy. Wielkie przeszklenia dodadzą budynkowi lekkości.
Każdy pokój w hotelu będzie wyposażony w komputer osobisty z bezpłatnym internetem oraz telewizor LCD. - Jako nowa sieć musieliśmy się czymś wyróżnić od konkurencji. Postawiliśmy na nowoczesną elektronikę. Wyszliśmy trochę przed szereg, bo większość hoteli tego nie ma - dodaje Włosik. To ukłon w stronę klienteli biznesowej, głównie menedżerów i przedstawicieli handlowych, którzy korzystają z usług Hotel System.
Budynek ma być gotowy już na wiosnę przyszłego roku. Jak wszystkie obiekty tej sieci, jest finansowany z pieniędzy pozyskanych od inwestorów prywatnych. - Każdy może u nas kupić pokój, a nawet całe piętro. W ten sposób inwestuje kapitał. Przynosi to stały i bezpieczny dochód, wyższy od zwykłej lokaty bankowej - wyjaśnia Monika Żak, menedżer Hotel System.
Kupujący nabywa prawa do lokalu, jednak nie może w nim zamieszkać czy wpływać na politykę marketingową sieci. W zamian dostaje stały czynsz - rodzaj dywidendy, która nie zależy od obłożenia pokoi. Otrzymuje też 25-proc. zniżkę na korzystanie z pokoi w tej sieci na terenie całej Polski. Katowicki hotel ma jeszcze pokoje, które można kupić. (...) Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2007.04.18
Do góry
Prezydent Katowic zapłaci za gwałt w szkole
Upośledzona umysłowo uczennica, którą przez siedem lat molestował nauczyciel, dostanie odszkodowanie od prezydenta Katowic! Sąd zdecydował, że należy się jej 70 tys. zł.
22-letniej Moniki, uczennicy Zespołu Szkół Specjalnych w Katowicach, nie było we wtorek na ogłoszeniu wyroku. Upośledzona umysłowo dziewczyna w poniedziałek wyjechała z klasą nad morze. - Nie miałam serca jej tego zabronić. O tym, że wygrałyśmy proces, powiem jej dopiero, jak wróci do domu - mówi Agnieszka Fabiszak, mama dziewczyny.
Monika nie czyta, nie pisze, zna tylko kilkanaście słów. Jej rozwój intelektualny zatrzymał się na poziomie trzyletniego dziecka. Kilka lat temu została zmuszona przez szkolnego wuefistę do seksu oralnego. Podobny los spotkał inne uczennice. Mężczyzna wykorzystywał je przez siedem lat. Został za to skazany na siedem lat więzienia.
Matka domagała się 150 tys. zł
Szkoła, w której dochodziło do gwałtów, podlega prezydentowi Katowic. Agnieszka Fabiszak wytoczyła mu więc proces. Kobieta za krzywdy, które spotkały jej córkę, domagała się 150 tys. zł odszkodowania. Argumentowała, że pracownicy szkoły nie zapewnili jej córce należytego bezpieczeństwa. Piotr Uszok odmówił wypłaty pieniędzy, twierdząc, że za to, co działo się w szkole, odpowiada wyłącznie skazany wuefista.
Proces był dla Moniki traumatycznym przeżyciem. Sędziowie powołali biegłego, który miał odpowiedzieć na kontrowersyjne pytanie, czy w czasie stosunków z nauczycielem mogła ona odczuwać krzywdę. Psycholog uznał, że dziewczyna z racji opóźnienia umysłowego nie mogła przeżyć molestowania jako czegoś upokarzającego. Na szczęście stwierdził, że nadużycia seksualne wywołały u niej nieodwracalne szkody w rozwoju społecznym i emocjonalnym. Wuefista wpoił w nią bowiem patologiczne zachowania, które Monika uważa teraz za coś zwyczajnego i dobrego. Zdarza się jej teraz nieświadomie dotykać mężczyzn w intymne miejsca lub prowokująco przed nimi tańczyć.
Prawnik: Wyrządzone szkody są nieodwracalne
To rozwiało wszelkie wątpliwości katowickiego sądu, który wczoraj stwierdził, że samorządy ponoszą pełną odpowiedzialność za dzieci uczące się w szkołach miejskich. Uznał, że prezydent Katowic wypłaci Monice 70 tys. zł odszkodowania. - Po 10 tys. zł za każdy rok molestowania - tłumaczyła sędzia Joanna Kozera, przewodnicząca składu orzekającego.
Mama Moniki nie ukrywała zadowolenia ze zwycięstwa w procesie. - Mam nadzieję, że teraz władze miasta na poważnie podejdą do problemu bezpieczeństwa uczniów - podkreślała.
Leszek Krupanek, reprezentujący upośledzoną dziewczynę prawnik, zapowiedział jednak złożenie apelacji. Jego zdaniem zasądzona kwota jest zbyt niska w stosunku do cierpień, jakie zadano Monice. - Wyrządzone jej szkody są nieodwracalne, a 150 tys. zł nie zrujnuje budżetu miasta - tłumaczył. (...) Gazeta Wyborcza, Marcin Pietraszewski 2007.04.17
Do góry
Festiwal Nauki
Chociaż oficjalnie ulica Bankowa nie będzie zamknięta dla ruchu kołowego, dzisiaj może być problem z pokonaniem jej samochodem. Na chodnikach i placu przy rektoracie Uniwersytetu Śląskiego rozlokują się bowiem studenci, którzy będą prezentować swoje wydziały, a przy Rawie pojawi się estrada, na której zaplanowano koncerty. Rusza bowiem trzecia już edycja Festiwalu Nauki, przygotowana przez studentów UŚ. Potrwa do czwartku.
Dzisiaj - dzień otwarty uczelni. - Liczymy, że przyjdą przede wszystkim licealiści, przyszli studenci - przyznaje Milena Nowak, studentka kulturoznawstwa i jedna z organizatorek imprezy. Jak obecni studenci chcą zachęcić młodszych kolegów do dalszej nauki? Chociażby pokazem badań DNA np. do ustalenia ojcostwa. Będą też wykłady otwarte, prelekcje, warsztaty czy kabaret. (...) Dziennik Zachodni, dn 2007.04.17
Do góry
Pokazali, że się nie boją faszystów
Kilkanaście osób złożyło w niedzielę kwiaty pod pomnikiem pomordowanych Żydów na placu Synagogi w Katowicach. Wśród nich byli też ci, którzy chcieli zamanifestować swoją solidarność z uczniami szykanowanymi przez faszystowski portal.
Przypomnijmy: kilka tygodni temu portal Redwatch opublikował zdjęcia uczniów zabrzańskiej budowlanki, których za sprzątanie żydowskiego cmentarza nazwano zdrajcami rasy. To wywołało oburzenie opinii społecznej, najmocniej zareagowali przedstawiciele Ruchu Autonomii Śląskiej. Postanowili zrobić sobie podobne zdjęcie na katowickim kirkucie i wysłać dobrowolnie na portal, by pokazać, że faszyści ich nie zastraszą. Jednak w obawie przed aktami wandalizmu na praktycznie pozbawionym ochrony cmentarzu akcję postanowiono przenieść do centrum miasta.
Odbyła się wczoraj pod pomnikiem wymordowanych Żydów na placu Synagogi, w miejscu spalonej przez hitlerowców bożnicy. Gdy w Katowicach pod pomnikiem składali kwiaty przedstawiciele gminy żydowskiej, w tym samym momencie w Yad Vashem w Izraelu obchodzono uroczystości związane z Jom Ha-Shoah, Dniem Pamięci o Holocauście. Jacek Tomaszewski ze Stowarzyszenia Moje Miasto przypomniał słowa Zofii Kossak-Szczuckiej: - Kto milczy w obliczu mordu, staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia, ten przyzwala. Jestem przekonany, że te słowa są stale aktualne. Bycie w tym dniu w tym miejscu, znalezienie czasu na refleksję jest niezmiernie ważne.
Zaraz po złożeniu kwiatów pod pomnikiem stanęli przedstawiciele Ruchu Autonomii Śląskiej i kilka innych osób, które postanowiły pozować do wspólnego zdjęcia. - Nie byłoby całej sprawy, gdyby nie to, że przez Redwatch dyrekcja szkoły wycofała się ze sprzątania kirkutu. Dlatego postanowiliśmy zareagować. Chcemy ten szantaż teraz ośmieszyć - mówił Jerzy Gorzelik, przewodniczący RAŚ-u, który pozował z kilkuletnimi córkami.
Na zdjęcie odważył się też ks. Krzysztof Płonka z parafii w Piekarach Szarleju. - Mało wiemy na temat judaizmu. Pierwszym krokiem do tolerancji jest zrozumienie, dzięki temu możemy się oderwać od krzywdzących stereotypów - mówił ks. Płonka, który nie boi się konsekwencji związanych z publikacją fotografii.
Dr Tomasz Słupik z Uniwersytetu Śląskiego ubolewał, że władze miejskie nie przysłały nikogo z kwiatami w tak ważnym dla Żydów dniu. - Samo otoczenie pomnika jest też fatalne. Wybraliśmy niedzielę, bo tylko wtedy widać monument. W pozostał dni znika pod naporem straganów - dodaje dr Słupik. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2007.04.15
Do góry
Kompromitacja Śląska przez targi
Nie pomogła mediacja wojewody, prezydenta Katowic i prezesa Wyższego Urzędu Górniczego. Wojna o targi górnicze trwa, bo MTK nie wycofały się z tej imprezy. Wystawcy powoli tracą już orientację, bo targi chcą organizować już trzy firmy.
Organizowane we wrześniu targi górnicze to największa tego typu impreza w Europie. Zjeżdżają na nią wszyscy najwięksi w tej branży - firmy, których obroty wynoszą miliony dolarów. Przez 15 lat imprezę organizowały Międzynarodowe Targi Katowickie, ale po zeszłorocznej katastrofie, w której zginęło 65 osób, pozycja MTK znacznie osłabła. Nieoczekiwanie MTK pod nosem wyrosła konkurencja - firma Kolporter Expo, która buduje w Sosnowcu największe w południowej Polsce centrum targowe Silesia Expo.
Kolporter ogłosił, że we wrześniu organizuje własne targi górnicze. Dokładnie w tym samym czasie co MTK, które swoją imprezę chciały organizować wspólnie z Polską Techniką Górniczą - firmą skupiającą kilkanaście największych przedsiębiorstw górniczych, m.in.: Famur, Kopex i Fazos. Jednak kilka tygodni temu PTG wypowiedziała MTK umowę współpracy i zadeklarowała, że sama zorganizuje targi w Spodku.
Nad Śląskiem zawisła wizja kompromitacji, bo wystawcy z całego świata powoli zaczęli tracić już orientację, kto i kiedy organizuje górniczą ekspozycję. Mediacji podjęli się wojewoda, prezydent Katowic i prezes Wyższego Urzędu Górniczego. Ustalono, że w tym roku targi zorganizuje w Spodku PTG, a Kolporter Expo będzie miał tam swoją ekspozycję hutniczą. W przyszłym roku targi odbędą się zaś w Sosnowcu, a swoje stoisko będzie miało tam PTG.
Gdy wydawało się, że sprawa jest zakończona, a wojna o targi skończona, odezwały się MTK. Pominięte przez wszystkich postanowiły nie wycofywać się z imprezy i zorganizować targi górnicze na własnym terenie. - Niestety, obaj nasi konkurenci dogadali się naszymi plecami. Jednak to my od lat organizowaliśmy targi górnicze i nie zamierzamy teraz zawieść tych, którzy nam zaufali. Nie wycofujemy się, bo mamy podpisane umowy z ponad 150 wystawcami - mówi Piotr Kubica, prezes MTK.
Henryk Stabla, prezes PTG, jest przekonany, że do imprezy na terenie MTK prawdopodobnie nie dojdzie. Jego zdaniem wystawcy przeniosą się do Spodka. - Wydaje mi się też, że jest za wcześnie na organizowanie imprezy w miejscu tragedii. To wyjątkowo niezręczne - powiedział Polskiej Agencji Prasowej prezes Stabla. Przyznał, że całe zamieszanie wokół targów górnictwa może się przyczynić do obniżenia rangi tej imprezy.
Kubica odpiera te zarzuty i zapewnia, że targi będą zorganizowane profesjonalnie. - To nie będzie pierwsza impreza wystawiennicza zorganizowana na terenie MTK po tragedii. Musimy jakoś odbudować zaufanie do naszej firmy, a tylko organizując targi, możemy tego dokonać - twierdzi prezes. (...) Gazeta Wyborcza, Tomasz Głogowski 2007.04.13
Do góry
Bezrobotni z Katowic będą sprzątać szkoły
Władze Katowic chcą, żeby bezrobotni sprzątali tereny wokół szkół i wykonywali drobne prace remontowe np. przy naprawie ogrodzenia. Dyrektorzy placówek na pomysł patrzą z rezerwą, bo obawiają się ponoszenia dodatkowych kosztów. Tymczasem wiceprezydent miasta Michał Luty zapewnia, że szkoły nie dopłacą do przedsięwzięcia nawet złotówki.
- Kupimy uniformy robocze i opłacimy badania medyczne, co jak szacujemy będzie kosztować ok. 250 złotych na osobę - deklaruje wiceprezydent Luty. - Pensje, od 500 do 800 złotych na rękę, będzie wypłacał Powiatowy Urząd Pracy.
W Katowicach bez pracy jest 10 tysięcy osób. - Z tego 4,2 tysiąca to mężczyźni - wylicza Luty. - Ale nasza oferta jest skierowana nie tylko do panów. To szansa dla wszystkich pozostających bez pracy, by wyrwać się z niemocy - podkreśla Luty, który liczy, że w tym roku co najmniej 20 szkół zatrudni bezrobotnych. - Nie chcę snuć planów na wyrost. Jasne, że ideałem byłoby, gdyby każda z ponad stu szkół w mieście przyjęła takiego pracownika - mówi wiceprezydent. - Lepiej jednak stworzyć solidne podstawy i przykładem przekonać do zatrudniania bezrobotnych.
Pierwsze informacyjne spotkanie z dyrektorami szkół już się odbyło. Zdania były podzielone. Do grona przekonanych należy Elżbieta Przygodzińska, dyrektor szkoły podstawowej nr 66 w Katowicach, gdzie od kilku miesięcy jako pomoc kuchenna na trzy czwarte etatu pracuje była bezrobotna. Pani dyrektor popiera pomysł sprzątania przyszkolnych terenów przez bezrobotnych, ale po spełnieniu przez władze miasta zobowiązań finansowych. Podnosi jeszcze jedną ważną kwestię - Muszą to być osoby przekonane do tego zajęcia - podkreśla.
Socjolog Krzysztof Łęcki ma sporo wątpliwości: - Wyobrażam sobie, że dla niektórych takie sprzątanie może być upokarzające. Ofertę najwłaściwiej ocenią więc za jakiś czas jej adresaci. Zobaczymy jaki będzie nabór - mówi. - W żaden sposób nie może być to związane z jakimś przymusem. By przedsięwzięcie miało sens powinno opierać się na całkowitej dobrowolności.
Co na to sami bezrobotni? 45 -letni mężczyzna, który dwa lata temu stracił pracę popiera pomysł, ale dodaje: - Jasne, żadna robota nie hańbi, ale wielu na czarno zarobi więcej niż za sprzątanie po gówniarzerii - tłumaczy.
By pomysł trafił do wszystkich niedowiarków, wiceprezydent postanowił odwiedzić każdą szkołę i porozmawiać z dyrektorami osobiście. Luty sam zamierza wziąć jeden dzień urlopu i sprzątać miasto.
- Do podobnych działań chciałbym zachęcić radnych oraz katowickich posłów. Mam nadzieję, że w ten sposób pokażemy, iż sprzątanie nikomu nie przynosi ujmy - ocenia Luty. (...) Dziennik Zachodni, Agata Pustułka 2007.04.13
Do góry
Wandale zniszczyli wystawę na Rynku
Odsłonięta 31 marca wystawa Twarze katowickiej bezpieki przedstawiała fotografie i biogramy 84 oficerów PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa. Przygotował ją - przy pomocy władz miasta - katowicki oddział IPN-u. Czynna miała być do 19 kwietnia, ale wczoraj nie było już po niej śladu. Tablice z fotografiami zniszczyło prawdopodobnie pięciu pijanych mężczyzn.
W środę około godziny trzeciej zatrzymał ich na odległej od Rynku o kilkaset metrów ul. Dyrekcyjnej policyjny patrol. Chwilę wcześniej ktoś zadzwonił na policję z informacją, że coś się dzieje na Rynku. Po przybyciu na miejsce funkcjonariusze zobaczyli porozbijane tablice. (...)
Adam Dziurok z IPN-u zapewnia, że wystawa, po niezbędnych naprawach, jeszcze w tym tygodniu wróci na katowicki Rynek. Potem zaś będzie ją można oglądać na rynku w Bytomiu. Gazeta wyborcza, jk 2007.04.11
Do góry
Fotoradary w tunelu bez homologacji
Przy wjeździe do tunelu pod katowickim rondem postawiono znaki informujące, że w środku są fotoradary. Kierowcy nie muszą się ich na razie bać, bo okazuje się, że nie mają homologacji. Zrobione przez nich zdjęcia nie mogą być więc dowodem w sądzie.
Ponad 600-metrowy tunel pod rondem to główna arteria komunikacyjna Katowic. Każdego dnia przejeżdża nim kilkadziesiąt tysięcy samochodów. Po grudniowym otwarciu tunelu postawiono znaki ograniczające w nim prędkość do 70 km na godz. Teraz pojawiły się kolejne, ostrzegające kierowców, że w podziemnej trasie zamontowano fotoradary.
Funkcję fotoradarów w tunelu pełnią supernowoczesne kamery, które monitorują ruch pod ziemią i mierzą prędkość każdego przejeżdżającego samochodu. Obraz z nich trafia do sterowni znajdującej się w kopule ronda. Tam nad bezpieczeństwem ruchu czuwają pracownicy Centrum Utrzymania Tunelu. Z informacji Gazety wynika jednak, że kierowcy nie powinni się bać podziemnych fotoradarów, gdyż nie mają one homologacji. Z tego powodu obsługa tunelu nie przesyła policji zdjęć piratów drogowych.
- Kierowcy nie powinni wpadać w huraoptymizm, bo brak homologacji nie będzie czymś wiecznym. Niewykluczone, że wkrótce to się zmieni - ostrzega Waldemar Bojarun, rzecznik prasowy katowickiego magistratu.
Z kolei katowicka policja przypomina, że ma własne fotoradary, które czasami wykorzystuje w tunelu. - Ustawiamy je w jego środku lub tuż przy wylocie - mówi nadkomisarz Magdalena Szymańska-Mizera, rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Katowicach. Dodatkowo co jakiś czas przez tunel przejeżdżają także nieoznakowane radiowozy z zamontowanymi wideoradarami. Ich załogi zatrzymują jednak kierowców dopiero po wyjeździe z tunelu.
Policja zapewnia, że obraz z podziemnych kamer może być wykorzystany jako dowód popełnienia innego przestępstwa. Tak było m.in. w przypadku kierowcy, który w środku tunelu zawrócił i wyjechał z niego pod prąd. Dzięki zdjęciom z monitoringu stróżom prawa udało się do niego dotrzeć. - Podobnie było z chuliganami, którzy zniszczyli wyposażenie tunelu i wymalowali jego ściany sprejem - mówi jeden z oficerów policji. (...) Gazeta Wyborcza, Marcin Pietraszewski 2007.04.10, Fotoradary w katowickim tunelu bez homologacji
Do góry
Katowice nawet po Wielkanocy brudne
Michał Luty, wiceprezydent Katowic, obiecywał, że przed Wielkanocą miasto będzie wysprzątane. - Nie udało się - przyznaje i obiecuje poprawę.
O planie posprzątania miasta pisaliśmy w połowie marca. Michał Luty (PiS), wiceprezydent Katowic, mówił wtedy, że do świąt wielkanocnych miasto będzie czyste. Miały o to zadbać miejskie instytucje, jak Zakład Zieleni Miejskiej czy Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej. Do sprzątania urzędnicy chcieli też zatrudnić bezrobotnych. Pracę miało dostać nawet 200 osób. Tymczasem do tej pory zatrudniono zaledwie 40. Efekty tej opieszałości są widoczne gołym okiem. Gdy główne ulice miasta rzeczywiście są już czyste, poza centrum brud aż się lepi.
- Nie udało się wszystkiego uprzątnąć, ale ludzie cały czas pracują. To nie jest akcja jednorazowa, będzie trwała wiele miesięcy, przez całe lato i jesień - zapewnia wiceprezydent Luty. Do tej pory nie udało mu się zadbać o czystość przy niektórych stacjach benzynowych. - (...) zaczniemy więc wysyłać oficjalne pisma do koncernów paliwowych, by posprzątali koło siebie. Zatrudnimy też więcej osób do porządkowania Katowic - zapewnia Luty. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 2007.04.09
Do góry
Stolicę polskiej moderny zalewa styropian
W Katowicach jest mnóstwo międzywojennych kamienic o minimalistycznej, awangardowej architekturze. Niestety, wiele z nich, docieplanych styropianem, traci swój charakter. Taki los czeka remontowany budynek przy ulicy Mickiewicza.
Mickiewicza 21. Szara, odrapana kamienica naprzeciw kościoła Przemienienia Pańskiego. Dla każdego znawcy architektury ten budynek to cacko, którego wartością są subtelne proporcje. Wycofany parter obłożony jest klinkierem. Wyższe piętra są wysunięte, niegdyś pokrywał je jasny tynk, co dawało efekt, jakby bryła budynku lewitowała nad ziemią. Zagłębiona centralna część ściany frontowej mieści balkony z prostymi balustradami. Pionowe okna, zestawione jedno obok drugiego, tworzą szerokie pasy szkła - transparentność była jednym z głównych motywów architektury funkcjonalistycznej.
Budynek mimo swojej prostoty zachwyca detalami - prostymi i zarazem perfekcyjnie wykonanymi. Wejście główne ma schodkowy portal, zachowały się tutaj drewniane drzwi. Mniejsze, do piwnicy, mają nawet okrągłe okienko, niczym bulaj, bo budynki z tego okresu nawiązywały formą do statków. Za drzwiami przestronny westybul wyłożony szlachetną okładziną kamienną.
Jednak od tygodnia szlachetność budynku znika pod grubą warstwą styropianu. Ojciec architektury minimalistycznej Ludwig Mies van der Rohe ukuł powiedzenie Bóg tkwi w szczegółach. Przy Mickiewicza 21 odbywa się właśnie świętokradztwo, po raz kolejny w Katowicach, nazywanych stolicą polskiej moderny. Podobny los spotkał kamienicę na rogu św. Jana i Dworcowej, gdzie z arcydzieła funkcjonalizmu podczas remontu zrobiono niewiele więcej niż zwykły blok.
Czy budynki z tego okresu trzeba ocieplać? Projektant przebudowy kamienicy przy Mickiewicza, architekt Andrzej Gortel, zarazem miejski konserwator zabytków w Mikołowie, jest o tym przekonany. - Ustawa wymaga, by modernizowane budynki spełniały współczesne normy. Styropian musiał się pojawić, można go było ewentualnie położyć od środka, ale to jakby połknąć kożuch, a nie włożyć go na ciało (...). To prosta architektura, nie ma tutaj żadnych zdobień, więc styropian niczego nie zepsuje - dodaje Gortel.
Jednak historycy sztuki po każdorazowej modernizacji budynków funkcjonalistycznych załamują ręce. - Po ociepleniu stają się bezstylowe, tracą wymiar historyczny. To problem coraz bardziej powszechny - mówi dr Barbara Szczypka-Gwiazda, kierowniczka Zakład Historii Sztuki Uniwersytetu Śląskiego. Badaczka architektury modernistycznej dodaje, że budynki z międzywojnia były w sposób mistrzowski budowane, ówczesne rzemiosło stało na najwyższym poziomie, stosowano trwałe i szlachetne materiały. - Wszystko wiąże się z kosztami, dziś robi się najtaniej, zamiast drewnianych okien wstawia się PCV, szlachetne tynki zastępuje akryl. Rozumiem inwestorów, że chcą oszczędzać, ale potrzebna jest świadomość, że takie działania niszczą piękno architektury funkcjonalistycznej - mówi dr Szczypka-Gwiazda. Tomasz Malkowski 2007.04.06
Do góry
Kibice GKS-u demonstrowali na rynku
Katowice już dawno nie były świadkiem takiej demonstracji. Ponad 1000 fanów Gieksy zgromadziło się wczoraj w południe na rynku.
W ten sposób kibice protestowali przeciwko opieszałej - ich zdaniem - procedurze przejmowania stadionu GKS-u przez Urząd Miasta. Pierwotnie planowano, że w centralnym punkcie miasta zgromadzi się tylko kilkanaście osób, które miały rozdawać ulotki informujące o problemach z obiektem przy ul. Bukowej. Fanów rozsierdziły jednak słowa prezydenta Katowic Piotra Uszoka, który zagroził, że zrezygnuje z wyremontowania stadionu, jeśli kibice będą prowadzić protest. Efekt był odwrotny od zamierzeń prezydenta... Olbrzymie zgromadzenie budziło spore zainteresowanie mieszkańców Katowic, którzy dopytywali o intencje protestu.
Na zakończenie demonstracji kibice przeszli pod siedzibę urzędu na ul. Młyńskiej, głośno skandując m.in. Gdzie jest ten stadion? i Obiecałeś, oszukałeś!. Przedstawiciele stowarzyszenia kibiców wręczyli rzecznikowi UM Waldemarowi Bojarunowi zaproszenie dla prezydenta Uszoka do odbycia rozmów na temat przyszłości Bukowej. - Prezydent spotka się z kibicami - obiecywał Bojarun. (...) Gazeta wyborcza, mab 2007.04.05
Do góry
Przed sąd za informację o bombie
(..) 26 listopada żartowniś wysłał do katowickiej komendy wojewódzkiej SMS-a z informacją, że na dworcach w Katowicach, Raciborzu i Warszawie są bomby. Na kilka godzin stanęły pociągi, ewakuowano setki pasażerów.
Policjanci ustalili, że informacja o bombie została wysłana z numeru aktywowanego w Holandii, więc poprosili o pomoc tamtejszych funkcjonariuszy. Dowiedzieli się, że właścicielem aparatu jest pochodzący z okolic Raciborza, a mieszkający w Niemczech Polak. 24-latek został zatrzymany, gdy przyjechał do kraju odwiedzić matkę. Znaleziono przy nim kartę SIM, którą wykorzystał do przestępstwa. Mężczyzna przyznał się do winy. Czeka go proces karny, musi też pokryć koszty policyjnej akcji. Gazeta Wyborcza, Magdalena Warchala 2007.04.04
Do góry
Rezerwat przyrody w sercu Katowic zginie?
Rusza kampania na rzecz rezerwatu Ochojec. Mimo protestów mieszkańców i ekologów miasto nadal upiera się, żeby go przeciąć drogą.
O projekcie drogi dowiedzieliśmy się w 2001 roku. Czteropasmowa szosa, łącząc ulice Szarych Szeregów i 73. Pułku Piechoty, miała usprawnić komunikację z południowych dzielnic Katowic do centrum. Piotr Uszok, prezydent miasta, twierdził z początku, że ucierpią jedynie obrzeża rezerwatu. Gdy wyszło na jaw, że rezerwat został okrojony i droga przejdzie po jego najcenniejszym fragmencie, wstrzymał wpisanie jej do planu zagospodarowania przestrzennego i zlecił waloryzację terenu. Naukowcy z Instytutu Botaniki Uniwersytetu Śląskiego nie zgodzili się na drogę. Mimo że miała iść wiaduktem i tylko zahaczała o południowe krańce rezerwatu. Budowa groziłaby wyschnięciem terenu, a przesadzenie cennych roślin okazało się niemożliwe.
Droga nie podzieliła ekologów i mieszkańców, wszyscy byli przeciw. Ludzie mieszkający w sąsiedztwie założyli nawet nieformalną grupę Polana, zbierali podpisy pod protestem.
Droga pozostała w planie, urywając się przed rezerwatem. Prezydent Uszok uspokajał: - Na razie nie ma pieniędzy na jej realizację. Na pewno nie powstanie w ciągu najbliższych sześciu lat.
Czas minął. Droga pojawiła się w propozycji planistycznej podstawowego układu drogowego miasta do roku 2025. Znowu przecina serce rezerwatu. - Spokojnie, to tylko analiza. Jeszcze z niej nie wynika, że coś planujemy w najbliższych trzech latach. Wykazała tylko, że ulica Kościuszki jest przeciążona. Przyłączone są do niej wszystkie dzielnice południowe, a mieszka tam jedna trzecia katowiczan - tłumaczy Marian Zych, naczelnik wydziału rozwoju miasta w katowickim magistracie.
- Koncepcje czemuś służą, kiedyś na ich podstawie powstanie plan zagospodarowania miasta - ostrzega założyciel rezerwatu Jerzy B. Parusel, dyrektor Centrum Dziedzictwa Przyrody Górnego Śląska. (...)
Poznajcie to, co możecie stracić. 15 kwietnia odbędzie się jubileuszowa wycieczka po rezerwacie, który świętuje 25-lecie. Parusel rusza z kampanią informacyjną o swoim dziele. To on odkrył tu liczydło górskie, objęte ścisłą ochroną. Niepozorna roślina rzadko występuje na nizinach, jej środowiskiem są Karpaty i Sudety. Ponad pięćset osobników w murckowskim lesie tworzy najliczniejszą populację na niżu Europy. - Są tu od dziesięciu tysięcy lat. To najwyższej klasy zabytki przyrody - mówi Parusel.
Liczydło zadomowiło się w Ochojcu, bo panuje tu specyficzny mikroklimat - jest chłodno, wilgotno, dziewiczo jak w górach. Jest symbolem rezerwatu, obok niego rośnie kilkadziesiąt innych, rzadkich gatunków roślin (tojeść bukietowa, stosowana na reumatyzm, czy trująca ciemiężyca zielona), żyją chronione zwierzęta (dzięcioł czarny, jastrząb, ropucha szara, orzesznica, która wygląda jak skrzyżowanie myszy z wiewiórką). - To unikatowy, reliktowy ekosystem - przekonuje Parusel.
Będzie organizował wykłady, sprzątanie, zwiedzanie, już wystąpił do wojewody z prośbą o oznakowanie tabliczkami i publiczne otwarcie rezerwatu, pozapraszał szkoły, organizacje pozarządowe, cały czas czeka na zgłoszenia wycieczek. - Liczydło było tutaj przed nami. Jest gospodarzem tego miejsca. To my powinniśmy pytać tę roślinę, czy możemy obok niej przeprowadzić drogę, a nie odwrotnie - mówi.
Jubileuszowa wycieczka rozpocznie się o godz. 10. Gazeta Wyborcza, Małgorzata Goślińska 2007.04.03, Zapytaj roślinę o drogę
Do góry
Kibice: Uszokałeś nas!
W centralnych punktach Katowic pojawiło się w poniedziałek dziesięć transparentów, na których wypomniano prezydentowi miasta Piotrowi Uszokowi zaniedbanie sprawy stadionu Gieksy.
Jesteś z nami - tylko przed wyborami..., Drogi wybudowałeś - stadion GKS olałeś!, Budżet miasta: 1 000 000 000 zł Wydatki: Stadion 0 zł czy w końcu Uszokałeś nas.
To niektóre z haseł, które pojawiły się wczoraj m.in. na al. Roździeńskiego, ul. Bocheńskiego, Spodku oraz na dworcu PKP. W ten sposób fani GKS-u wyrażali swoje niezadowolenie z postawy prezydenta Uszoka, który - wbrew wcześniejszym zapowiedziom - nie zrealizował jeszcze złożonej obietnicy przejęcia i wyremontowania stadionu katowickiego klubu przy ul. Bukowej. Kibice przystąpili do protestów po tym, jak okazało się, że ich klub nie jest w stanie zorganizować III-ligowego meczu ze względu na fatalny stan techniczny obiektu. Sobotni mecz GKS-u z Gawinem Królewska Wola odbędzie się bez udziału publiczności!
Transparenty mocno zwracały na siebie uwagę, ale większość z nich wisiała jedynie przez około 20 minut. - Natychmiast po ich zawieszeniu usuwała je ekipa z Miejskiego Zarządu Ulic i Mostów. Ciekawe, na czyje polecenie? - zastanawiają się autorzy protestu. Mieszkańcy Katowic dłużej mogli podziwiać jedynie transparenty zawieszone na katowickim dworcu, bo miasto nie jest jego nadzorcą i nie mogło ich usunąć. (...)
Na wywieszeniu dziesięciu transparentów akcja kibiców jednak się nie zakończy. Już teraz wiadomo, że w najbliższych dniach można się spodziewać kontynuacji protestu. Gazeta Wyborcza, mab 2007.04.02, Uszokałeś nas: protest kibiców GKS Katowice
Do góry
Sztuka na ulicach Katowic
Nowoczesne dzieła sztuki mają stanąć w katowickich parkach, biurowcach i uczelniach. - To genialny pomysł - mówi prof. Marian Oslislo, rektor Akademii Sztuk Pięknych.
Na pomysł stworzenia w centrum Katowic ekspozycji nowoczesnych dzieł sztuki wpadł Tomasz Pietrzykowski, wojewoda śląski. Zdążył się już nim podzielić m.in. z Piotrem Uszokiem, prezydentem Katowic. Plan wojewody zyskał uznanie prezydenta. Rzeźby, instalacje multimedialne i inne eksponaty mają się pojawić w katowickich parkach, biurowcach, a nawet na skrzyżowaniach ulic.
- Moim marzeniem jest zobaczyć spacerujących po mieście biznesmenów, którzy będą szli od rzeźby do rzeźby - mówi wojewoda. Jego zdaniem nie należy unikać kontrowersyjnych dzieł sztuki. - Nie bójmy się ich. Niech o Katowicach będzie wreszcie głośno z innego powodu niż demonstracje górnicze czy katastrofy budowlane - dodaje.
Pietrzykowski uważa, że koszty organizacji ekspozycji nie będą wielkie. - Powinniśmy postawić na młodych artystów. Niech pokażą swoje dzieła za darmo, w zamian ze świetną promocję - dodaje.
O wyborze rzeźb, które staną w Katowicach, ma zadecydować specjalna rada programowa. Zasiądą w niej uznani artyści z Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, a jej werdykty mają być ostateczne. Wojewoda jest przekonany, że jego plan uda się szybko zrealizować. - Musimy wykreować modę na Śląsk, ale żeby to zrobić, musimy znaleźć dla siebie jakąś niszę. Jest nią sztuka nowoczesna, bo nie przebijemy nigdy zabytków Krakowa czy Wrocławia - mówi.
Prof. Marian Oslislo, rektor ASP, chwali pomysł Pietrzykowskiego. - To wspaniała idea. (...) Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 2007.04.01
Do góry
Wybór cytatów © Portal.Katowice.pl

Wstecz - Start - Do góry

Redakcja - Regulamin - Współpraca - Reklama - Strony WWW              © Copyright by GST 05-12