ďťż
,
 PORTAL  >  PRZEGLĄD NAJWAŻNIEJSZYCH AKTUALNOŚCI  >  PAŹDZIERNIK 2006
Perełka zamknięta po zmroku
Wieczorami, kiedy kina pracują pełną parą, Centrum Sztuki Filmowej jest nieczynne. A miało przyciągać tłumy miłośników kina.
Katowickie Centrum Sztuki Filmowej (dawne kino Kosmos) otwarto z wielką pompą na początku października. Miało być perełką kulturalną naszego regionu. Porównywano je do łódzkiego Muzeum Kinematografii i warszawskiej Filmoteki Narodowej.
Stworzenie Centrum kosztowało 11,5 mln zł. Przedstawiciele Instytucji Filmowej Silesia Film, której Centrum podlega, zapowiadali, że miejsce będzie tętnić życiem: powstały knajpka, biblioteka filmów, archiwum zbiorów Filmoteki Śląskiej i dwie sale kinowe. Miały tu być organizowane warsztaty oraz spotkania z twórcami.
Postanowiliśmy sprawdzić, jak te deklaracje mają się do rzeczywistości.
Środa godz. 20. Centrum zamknięte na cztery spusty. Żadnego filmu nie można obejrzeć, bo seanse są o godz.: 14, 14.30 i 16.30, a w niektóre dni ostatni o godz. 19. Nawet kawy nie można się napić, bo kawiarnia w Centrum też jest zamknięta. Z informacji przyklejonych na drzwiach dowiadujemy się, że maraton filmowy, który miał się odbyć za kilka dni, został odwołany. - To nie nasza wina. Dystrybutor nie dostarczył nam planowanych tytułów. Nie dojechało np. Przeminęło z wiatrem. Teraz też muszę odwołać pięć seansów filmu Sex Pistols, bo dystrybutor zgubił jedyną w kraju kopię - narzeka Andrzej Tuziak, kierownik Centrum.
Dlaczego seanse są o tak wczesnych porach, a wieczorem miejsce jest na głucho zamknięte?
- Początkowo dostosowaliśmy godziny projekcji do potrzeb studentów, bo to oni mieli być naszym głównym odbiorcą. Organizowaliśmy też imprezy: pokaz filmów, które były na gdyńskim festiwalu, sesja naukowa filmoznawców czy spotkanie z Janem Nowickim przy okazji filmu Niepochowany. Nie zgodzę się z tym, że Centrum nie pracuje tak, jak pracować powinno - mówi Joanna Malicka z Silesia Film.
Senator Kazimierz Kutz nie zgadza się z jej opinią. - Moim zdaniem powstał kolejny dom kultury, urząd dla urzędników. Osoby, które się zajmują Centrum, nie mają żadnego pomysłu na ciekawą działalność - uważa senator.
Zdaniem publicysty Michała Smolorza w mieście niepotrzebne są nam kolejne Rialto czy Światowid bis. - Tam już organizowane są rzeczy typu premiera i spotkanie z twórcą. Po co to powielać? Centrum skoncentrowało się tylko na pokazach filmów dla wybrednego widza, a ta nisza jest już zagospodarowana. Trzeba pomyśleć nad czymś nowym, np. łączeniu filmu z koncertem. Dlaczego nie zorganizować np. przeglądu piosenek Edith Piaf czy Marleny Dietriech? - pyta Smolorz.
Kierownictwo Centrum ma tymczasem zupełnie inne pomysły. - Pierwszy miesiąc był jak poligon doświadczalny. Rezygnujemy już z wcześniejszych seansów i będziemy pracować dłużej. Będzie u nas można zamówić seans na życzenie, wprowadzimy bilet za złotówkę dla studentów i poranki filmowe dla dzieci. Musimy też przypomnieć mieszkańcom Katowic, że istniejemy. Wielu ludzi po prostu pamięta Kosmos jako obiekt zamknięty - uważa z kolei Tuziak. Gazeta Wyborcza, Anna Malinowska 2006.10.30
Do góry
Zapal znicz w intencji ofiar MTK
1 listopada Międzynarodowe Targi Katowickie po raz pierwszy od katastrofy hali wystawowej otworzą boczną bramę, prowadzącą na miejsce tragedii. Zostanie tam odsłonięta pamiątkowa płyta. - Tam też będzie można palić znicze w intencji ofiar - mówi prezes MTK.
Zaraz po tragedii MTK pod halą zapłonęły zniczeDo tej pory rodziny ofiar spotykały się przy płocie okalającym teren MTK. Pod wiszącą na nim biało-czerwoną flagą paliły znicze i składały kwiaty. Miejsce, gdzie w styczniu pod zwałami stali, lodu i śniegu zginęli ich bliscy, było dla nich niedostępne. Najpierw powołani przez prokuraturę biegli prowadzili tam badania przyczyn katastrofy, potem targi zaczęły porządkować teren.
W dniu Wszystkich Świętych otwarta zostanie boczna brama, prowadząca na płytę, na której stała hala wystawowa numer 1. Po raz pierwszy od jej zawalenia rodziny ofiar będą mogły podejść tak blisko miejsca tragedii. Co prawda nie będzie można na nią wejść, jednak kilkanaście metrów od niej zostanie wyznaczone miejsce na znicze.
- We wtorek odsłonimy także pamiątkową płytę w intencji ofiar oraz złożymy kwiaty. 1 listopada zapraszamy tam wszystkich mieszkańców regionu - zapowiada Piotr Kubica, prezes MTK.
Ta informacja ucieszyła Jarosława Pęgala z Rudy Śląskiej. 21-letni cukiernik jest jedną ze 144 osób, które w czasie katastrofy zostały ciężko ranne. Miał złamaną miednicę i poważne obrażenia wewnętrzne. Ratownicy musieli go wykopywać spod ruin. Od ośmiu miesięcy mężczyzna jest na zwolnieniu lekarskim i przechodzi bolesną rehabilitację. W sądzie złożył pozew przeciwko MTK. W dniu Wszystkich Świętych razem z rodzicami przyjedzie jednak na teren targów.
- Mnie się udało, ale pod gruzami zginął mój kolega. Pomodlę się nie tylko za niego, ale także za pozostałe ofiary i ich rodziny - mówi Pęgal i apeluje, aby mieszkańcy regionu poszli za jego przykładem. - Pokażmy, że Śląsk pamięta o tych, którzy zginęli w hali - podkreśla.
Na miejsce katastrofy gromadnie wybierają się także członkowie Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych. Hala zawaliła się podczas organizowanej przez nich wystawy. Pojawią się tam zarówno 1 listopada, jak i w Zaduszki.
- To własna inicjatywa gołębiarzy, którzy będą tam przyjeżdżali, jadąc na lub wracając z rodzinnych cmentarzy - mówi Stanisław Kuna, działacz PZHGP. Gazeta Wyborcza, Marcin Pietraszewski 2006.10.29
Do góry
Bullmastiff terroryzuje cały blok
Mieszkańcy jednego z bloków na katowickim Giszowcu czują się sterroryzowani. Wszystko przez psa sąsiadów, który atakuje inne czworonogi.
- Myślałem, że z naszego Tobiego już nic nie będzie. Nie wiem, jak dziękować lekarzowi, który zakładał mu szwy - wzdycha January Wołczyk, emerytowany górnik. Tobi przypomina małego yorka. Kilka dni temu został zaatakowany przez olbrzymiego bullmastiffa, który należy do sąsiadów Wołczyka.
- Widziałam wcześniej, jak rzuca się na inne psy. Był prowadzony na smyczy, ale i tak bardzo się szarpał. Myślałam, że wyrwie się właścicielce. Na ostatnim piętrze naszego bloku jest przejście łączące klatki schodowe. Korzystam z niego, kiedy wychodzę na spacer z psem, bo boję się spotkać tego bullmastiffa - denerwuje się starsza pani, jedna z lokatorek bloku.
Ludzie opowiadają, że bullmastiff zaatakował większość psów należących do mieszkańców bloku. Boją się, że kiedyś rzuci się też na nich samych.
- Ta rasa nie toleruje obcowania z innymi psami. W stosunku do ludzi bullmastiff potrafi być łagodny, ale jest groźny dla innych zwierząt - mówi dr Krzysztof Czogała, lekarz weterynarii z Katowic.
- Sąsiedzi mają tego psa od około trzech lat. Kilka miesięcy temu zrobił się bardzo agresywny. Na początku próbowaliśmy rozmawiać z jego właścicielami. Nie chcemy wojny. Prosiliśmy, żeby czuwali nad jego temperamentem i zakładali mu kaganiec. Na próżno. Kroplą, która przelała czarę, było pogryzienie mojego psa na klatce schodowej - mówi Wołczyk.
Zdaniem właścicielki bullmastiffa wszystkiemu winne są psy sąsiadów.
- Same się o to proszą. Szczekają, są piskliwe i zaczepiają naszego psa. Kagańca nie zakładam, bo wtedy zwierzę ma duży ślinotok - przez uchylone drzwi mieszkania tłumaczyła nam właścicielka bullmastiffa.
W administracji bloku usłyszeliśmy, że sprawą może zająć się tylko straż miejska lub policja. Lokatorzy w zeszłym tygodniu zebrali ponad 20 podpisów pod listem z prośbą o interwencję i zawieźli do pobliskiego komisariatu.
- Będziemy badać tę sprawę. Przeprowadzimy wywiad środowiskowy, przesłuchamy wszystkich świadków - obiecuje sierżant Adam Muzyk.
Jeśli policja potwierdzi, że pies jest agresywny i może być zagrożeniem dla innych, skieruje sprawę do sądu. Ten z kolei może odebrać zwierzę właścicielowi, skierować je do schroniska, a nawet kazać uśpić. Gazeta Wyborcza, Anna Malinowska 2006.10.29
Do góry
Ciężki tydzień prezydenta Katowic
Nie jest łatwo być prezydentem Katowic. Od poniedziałku Piotr Uszok codziennie coś otwierał, chwalił, zapewniał i nie ukrywał satysfakcji.
Poniedziałek. Otwarcie nowej przychodni w Szpitalu Miejskim w Murckach. Magistrat zaprasza dziennikarzy. Gdyby ktoś miał problemy z dotarciem na miejsce, może skorzystać z auta Urzędu Miejskiego.
Wtorek. Prezydent przecina wstęgę w Centrum Powiadamiania Ratunkowego przy ul. Młyńskiej. Przygotowywano je sześć lat, szczęśliwie na kilkanaście dni przed wyborami wszystko zadziałało jak trzeba.
Środa. Tego dnia prezydent ustępuje miejsca swojej zastępczyni Krystynie Siejnej i Jerzemu Forajterowi, przewodniczącemu Rady Miasta. Oboje kandydują do rady. Przypadł im zaszczyt oddania do użytku nowego komunalnego bloku przy ul. Techników. Dla dziennikarzy znów darmowy transport spod gmachu urzędu.
Czwartek. Tym razem wmurowanie aktu erekcyjnego (zazwyczaj robi się to przy wznoszeniu nowych budowli, tym razem rzecz dzieje się przy przebudowie budynku Parku Przemysłowego Euro-Centrum przy ul. Ligockiej).
Piątek. Przerwa w uroczystościach, ale jest nadzieja, że w nowym tygodniu uda się uruchomić punkty z bezpłatnym dostępem do internetu. Znów będzie można się pokazać i coś przeciąć lub włączyć.
Szkoda, że przed wyborami Piotr Uszok nie zdąży przeciąć jeszcze jednej wstęgi: stojących w niekończących się korkach aut. Końca przebudowy kanalizacji na ul. Warszawskiej bowiem wciąż nie widać. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 2006.10.26
Do góry
Za dwa lata szybki pociąg do Tychów
Pierwszy szybki pociąg z Tychów do Katowic odjedzie w grudniu 2008 roku. Bilet na trasie ma kosztować nie więcej niż 3 zł i obowiązywać nie tylko w pociągach, ale też w autobusach i tramwajach.
Lekka Kolej Miejska to pomysł zarządu województwa śląskiego na rozładowanie korków w aglomeracji. Nowe pociągi mają co 15 minut jeździć z Tychów do Katowic, a w przyszłości także do Sosnowca i innych miast regionu.
Kolej miałaby wykorzystać istniejące już tory, po których od lat nie jeżdżą tradycyjne pociągi. Przede wszystkim połączenie Tychy Miasto - Katowice. Szybka kolej ma jednak omijać Murcki, a jeździć krótszą trasą przez Piotrowice i Ligotę. Taka podróż miałaby trwać niewiele ponad 20 minut.
Przedstawiciele samorządu poinformowali wczoraj, że pierwsze pociągi na tej trasie pojawią się w grudniu 2008 roku. Na pozostałych odcinkach kolej będzie powstawać aż do 2013 r. Remont torów i budowa nowych przystanków i peronów mają kosztować ponad 50 mln zł. Urząd Marszałkowski przekonuje, że pieniądze wyłoży Unia Europejska.
Gdyby udało się uruchomić Lekką Kolej Miejską w ciągu dwóch lat, planowane są kolejne inwestycje i przedłużenie trasy do Sosnowca. To przedsięwzięcie będzie jednak bardziej skomplikowane, bowiem na tej trasie trzeba wybudować nowe tory.
W Tychach nowe przystanki i parkingi mają pojawić się w przyszłym roku: na wysokości al. Bielskiej i tuż przy lodowisku. Tam będą zatrzymywać się też trolejbusy i autobusy. W Katowicach nowy przystanek ma pojawić się przy ul. Damrota (będą tam zawracać pociągi jadące przez Piotrowice i Ligotę). - Kolej ułatwi poruszanie się nie tylko pomiędzy miastami, ale i podróż po samych Katowicach czy Tychach - przekonuje Stanisław Biega, koordynator projektu.
LKM ma spełniać funkcję komunikacji miejskiej, co oznacza, że te same bilety będą obowiązywać nie tylko w pociągach, ale też w autobusach, trolejbusach i tramwajach. Mają kosztować nie więcej niż 3 zł.
Koleją miejską będzie zarządzać spółka wyłoniona przez Urząd Marszałkowski w przetargu. Do rywalizacji będą mogły stanąć zarówno PKP, jak i prywatni przewoźnicy mający koncesję na transport pasażerski (w Polsce jest kilka takich firm). Zwycięzca będzie musiał dogadać się z KZK GOP i MZK w Tychach w sprawie wspólnego biletu.
Urząd Marszałkowski w Katowicach zapowiada, że kupi niedługo dla LKM-u cztery nowoczesne pociągi elektryczne. Mają być sprawdzone, wygodne, z klimatyzacją.
Projekt LKM-u stworzyło na zamówienie samorządu śląskiego konsorcjum Politechniki Krakowskiej i stowarzyszenia Zielone Mazowsze. Gazeta Wyborcza, Tomasz Głogowski 2006.10.26
Do góry
World Press Photo w Katowicach
Krew w telewizji już nie wzrusza. Informacji o tragediach katastrofach w radio słuchamy obojętnie. Ale spróbujcie przejść beznamiętnie obok zdjęcia małego Irakijczyka, którego rodzice właśnie zostali zastrzeleni. W piątek otwarcie w Górnośląskim Centrum Kultury.
Mały Samman Hassan jest cały we krwi i płacze. To nie jego krew, ale rodziców, którzy nocą jechali z Hassanem i jego rodzeństwem przez miejscowość Tal Afar w Iraku. Nie zatrzymali się przed amerykańskim punktem kontrolnym, żołnierze musieli strzelać. Rodzice małego Irakijczyka zginęli od razu na oczach swoich dzieci. Zapewne w radio usłyszelibyśmy dzień później kolejną, suchą informację o tragedii w Iraku, gdyby na miejscu nie było amerykańskiego fotoreportera Chrisa Hondrosa. Jego zdjęcie płaczącego Hassana ma siłę tysięcy komunikatów radiowych i setek telewizyjnych migawek. Przypomina o trwającej wojnie i tragedii, jaką muszą przeżywać obie strony konfliktu.
Taka jest siła wystawy World Press Photo. Obraz Hondrosa zdobył tam II miejsce w kategorii Pojedyncze wydarzenie. Bo zdjęcia trafiające na tą najważniejszą wystawę fotografii reporterskiej na świecie muszą przede wszystkim prezentować wydarzenie, sytuację lub sprawę o wielkiej dziennikarskiej wadze. Ta jedna jedyna fotografia, która spełni ten wymóg i jednocześnie zademonstruje wyjątkowy poziom kreatywności i percepcji zostanie Zdjęciem Roku. W kwietniu tego roku jurorzy konkursu uznali, że z 83 tys. zdjęć najlepsze jest to zrobione przez Kanadyjczyka Finbarra O\\\'Reilly w Nigrze. Jego głównego bohatera w zasadzie nie widać. Roczna Alassa Galisou jest na zdjęciu tylko desperacko wyciągniętą rączką, którą zakrywa usta swojej matki. Alassa jest głodna, bo w całym Nigrze panuje głód wywołany suszą i plagą szarańczy. Dlatego matka zabrała swoją roczną córeczkę do miasta Tahua, do kryzysowego centrum dożywiania. Tam spotkał je O\\\'Reilly.
Na szczęście w tej powodzi obrazów nieszczęść i katastrof jest też miejsce na codzienne wydarzenia i radosne zdjęcia. Bo też żeby trafić do zaszczytnego grona laureatów WPP wcale nie trzeba ryzykować głowy podczas wojny domowej gdzieś w Afryce czy huraganu w Ameryce. Wystarczy, jak Michael Wirtz, dostrzec na wystawie Salvadora Dalego staruszkę zginającą się wpół, żeby przyjrzeć się sofie w kształcie ust hiszpańskiego artysty (III nagroda w kategorii Sztuka i rozrywka. Albo, jak Adam Pretty z Australii, ujrzeć w tryumfującej tenisistce Marii Szarapowej symbol radości płynącej ze sportu.
Już jutro te wszystkie uczucia będą też naszym udziałem - jak co roku najlepsze zdjęcia WPP przyjeżdżają do Katowic. To zawsze wydarzenie i najchętniej oglądana wystawa w Górnośląskim Centrum Kultury, która przyciąga kilka tysięcy zwiedzających. W tym roku Katowice są trzecim przystankiem na jej polskiej trasie. Po nas jeszcze na WPP czekają m.in. Kraków i Opole.
Wystawa w galerii Piętro Wyżej Górnośląskiego Centrum Kultury (plac Sejmu Śląskiego 2) potrwa do 19 listopada. Bilety 5 i 8 zł. Gazeta Wyborcza, Łukasz Kałębasiak 2006.10.25
Do góry
Znaczek na 25-lecie tragedii w Wujka
Poczta Polska wyemituje znaczek poświęcony 25. rocznicy pacyfikacji kopalni Wujek.
Kilka dni temu do Solidarności trafiły projekty znaczków. Największe wrażenie robią dwie propozycje - krwawiąca bryła węgla oraz dziewięć brył węgla, w których odbijają się twarze zabitych górników. Inny z projektów pokazuje okno w śląskim familoku, w którym płonie znicz. Poczta Polska zaprezentowała też propozycje znaczków, na których umieszczone są krzyże - zarówno ten stojący teraz pod kopalnią, jak i ułożony z węgla.
W sumie powstało osiem projektów znaczka, pięć koperty i pięć okolicznościowego datownika. - To świetne propozycje. Nie było łatwo nam wybrać zwycięską pracę. Po konsultacji ze Społecznym Komitetem Pamięci Górników Poległych 16 grudnia zdecydowaliśmy się na znaczek przedstawiający krwawiącą bryłę węgla - mówi Piotr Duda, szef związku w regionie. Znaczek powinien znaleźć się w pocztowych okienkach najpóźniej na początku grudnia. Gazeta Wyborcza, pj 2006.10.25
Do góry
Otwarto Centrum Powiadamiania Ratunkowego
Trzeba było niespełna miesiąca działalności Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Katowicach, by o kilkadziesiąt procent wzrosła liczba zdarzeń zgłaszanych policji i straży miejskiej. Wczoraj CPR, którego budowa kosztowała 6 mln zł, zostało oficjalnie otwarte.
W CPR, które mieści się tuż za głównym budynkiem magistratu przy ul. Młyńskiej, przez całą dobę dyżurują policjanci, strażacy, strażnicy miejscy oraz pracownicy pogotowia ratunkowego. Do pracy na jedenastu stanowiskach przygotowano 45 dyspozytorów - wszyscy dyspozytorzy pracują w jednym pomieszczeniu. Ponadto poza Centrum jest dziesięć kolejnych, zintegrowanych z nim punktów telefonicznego lub osobistego przyjmowania zgłoszeń od mieszkańców. Znajdują się one np. w siedzibie straży miejskiej czy komendach straży pożarnej i policji.
Dla mieszkańców Katowic najważniejsze jest to, że teraz pomoc nadchodzi szybciej. W CPR przyjmowane są wszystkie zgłoszenia telefoniczne z terenu miasta na numery alarmowe pogotowia ratunkowego (999), straży pożarnej (998), policji (997), straży miejskiej (986) oraz połączenia z numeru 112.
- Potrzebujący pomocy nie zostanie już odesłany np. przez strażaka do policjanta - zapewnia Bogumił Sobula, naczelnik wydziału zarządzania kryzysowego UM w Katowicach. - Jeśli policyjny telefon będzie zajęty, zgłoszenie odbierze strażnik miejski. Jeśli i on nie będzie mógł rozmawiać, wówczas zgłosi się strażak lub, na końcu, dyspozytor pogotowia.
- Jest tu trochę głośniej niż w siedzibie pogotowia, ale przynajmniej nie musimy wydzwaniać do policji czy straży, bo wszystkich mamy obok siebie - mówi Janina Peclow, dyspozytorka pogotowia, która wczoraj dyżurowała w CPR.
O tym, że nowy system rzeczywiście się sprawdza, przekonali się już policjanci i strażnicy.
- Do tej pory numer 997 obsługiwała tylko jedna słuchawka. Niektórzy nie mogli się więc dodzwonić i rezygnowali ze zgłoszenia jakiegoś zdarzenia - mówi nadkom. Adam Momot, komendant miejski. Byli i tacy policjanci, którzy odkładali telefon w taki sposób, że telefonująca osoba myślała, że linia jest zajęta. Teraz to niemożliwe.
- Zrobiłem statystykę i wyszło z niej, że od czasu jak znaleźliśmy się w CPR liczba odbieranych przez nas zgłoszeń wzrosła o 41 procent - informuje Michał Gałęziowski, komendant Straży Miejskiej w Katowicach. - Myślę, że po części wynika to z medialnego rozreklamowania CPR.
Niewiele brakowało, a w CPR zabrakłoby policjantów. - Znaleźliśmy się tu rzutem na taśmę - mówi podinsp. Krzysztof Kwiatkowski, zastępca komendanta miejskiego w Katowicach. - Dopiero kiedy w tym roku zmieniło się kierownictwo komendy, uznaliśmy, że nasi ludzie muszą być w CPR.
Wszystkie rozmowy telefoniczne i radiowe kierowane do CPR są nagrywane. Na sygnał z ul. Młyńskiej zawsze czeka jeden z 58 samochodów pracujących tu służb. Dzięki satelitarnemu systemowi lokalizacji pojazdów dyspozytor wie, która karetka lub radiowóz znajduje się najbliżej wypadku czy pożaru. Strażnicy miejscy w Centrum mają podgląd na 16 kamer w śródmieściu oraz 5 na os. Paderewskiego. Dziennik Zachodni, Grzegorz Żądło 2006.10.25
Do góry
Rozmnożą się uniwersytety w Katowicach
W Katowicach będą funkcjonować obok siebie trzy uniwersytety: Uniwersytet Śląski, Śląski Uniwersytet Medyczny i Uniwersytet Ekonomiczny. Dwa nowe uniwersytety powstaną w wyniku zmian w nazwach uczelni: Akademii Ekonomicznej i Śląskiej Akademii Medycznej. - To dla nas prestiżowa sprawa. Profesorzy ciągle wyjeżdżają za granicę na konferencje. Tam słowo akademia oznacza podrzędną szkołę, podczas gdy nasza uczelnia wykształciła tysiące studentów, ma wyspecjalizowaną kadrę - mówi Izabella Koźmińska-Życzkowska, rzeczniczka ŚAM. Kilka dni temu wniosek tej uczelni uzyskał pozytywną opinię w Radzie Głównej Szkolnictwa Wyższego.
ŚAM takiej zmiany chciała od dawna, podobnie jak Akademia Ekonomiczna. AE musi jednak spełnić jeszcze jeden warunek. - Nazwa uniwersytet z przymiotnikiem ekonomiczny zobowiązuje nas do tego, żeby spełnić ważny zapis wymagany ustawą o szkolnictwie wyższym. Zgodnie z nim musimy mieć sześć uprawnień do nadawania stopnia doktora. Mamy cztery - tłumaczy Marcin Baron, rzecznik AE. Baron jest dobrej myśli. Twierdzi, że w tym roku akademickim dostosują się do wymagań i najprawdopodobniej już za rok przy wejściu do rektoratu przybiją tabliczki z nową nazwą uczelni.
Za starą tęsknić nie będą, mimo że w ostatnich notowaniach tygodnika Newsweek AE została uznana za jedną z dwóch uczelni ekonomicznych (po SGH), które dają największe szanse na znalezienie dobrej pracy. - Nazwa Uniwersytet Ekonomiczny będzie uhonorowaniem 70-lecia naszej uczelni - odpowiada Baron.
Do zmian przymierzała się również Politechnika Śląska, ale władze uczelni wycofały się z tego pomysłu. Zdecydowali, że zmiana na Uniwersytet Techniczny może zaczekać, zwłaszcza że pozostałe uczelnie techniczne w kraju też się z tym nie spieszą. - Jesteśmy za bardzo przywiązani do tradycji. Musimy dbać o markę i jej rozpoznawalność - mówi Paweł Doś, rzecznik politechniki. W statucie politechniki pozostały jednak ślady wcześniejszych prób przeobrażenia uczelni. - Pozostał zapis, że Politechnika Śląska jest Uniwersytetem Technicznym - dodaje Doś.
Do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego wpłynęło na razie kilka wniosków z całego kraju (dwie uczelnie już się przeobraziły). O zmianach myślą również akademie medyczne, które z kolei składają wnioski w Ministerstwie Zdrowia. - Nazwa akademia nie najlepiej przekłada się na języki obce, dlatego większość uczelni stara się to zmienić. Na razie zaopiniowaliśmy pozytywnie kilka wniosków - tłumaczy prof. Dariusz Rott z RGSW.
Poza granicami kraju większość akademii i tak używa nazwy uniwersytet, np. The Karol Adamiecki University of Economics (AE) lub Medical University of Silesia (ŚAM). Gazeta Wyborcza, Katarzyna Piotrowiak 2006.10.23
Do góry
Darmowy internet w Katowicach
Katowiczanie będą mogli korzystać z darmowego internetu. Póki co będzie to jednak możliwe tylko w kilkunastu miejscach. Przy Urzędzie Miasta zamontowano już jeden z komputerów. Obudowano go blaszanym pudłem.
- Wiadomo, że nie każdy ma w domu komputer. Postanowiliśmy więc zbudować sieć bezpłatnych punktów z dostępem do internetu - mówi Waldemar Bojarun, rzecznik magistratu. W domach kultury i miejskich bibliotekach staną komputery wyposażone m.in. w czytniki kart pamięci, skanery i drukarki. Ze sprzętu będzie można korzystać za darmo. - Dzięki internetowi katowiczanie będą mogli m.in. łatwiej znaleźć pracę - zachwala projekt Bojarun.
Oprócz tego w mieście już pojawiły się infokioski, czyli pojedyncze komputery z dostępem do stron Urzędu Miasta czy bazy danych z aktualnymi przepisami. - Będzie można tu także znaleźć informacje o imprezach w mieście - dodaje rzecznik.
Taki sprzęt zainstalowano już w witrynie Centrum Informacji o Mieście przy ul. Młyńskiej. Ekran obudowano blaszanym pudłem, a całość przytwierdzono śrubami do parapetu. W ten sposób jedna z najpiękniejszych miejskich kamienic, którą urzędnicy chwalili się przy każdej okazji, zyskała wątpliwą ozdobę.
- Może rzeczywiście nie jest to najładniejsze, ale ma być przede wszystkich trwałe - mówi Bojarun.
Ostatnim elementem systemu jest hot-spot, czyli bezprzewodowy dostęp do sieci. Będzie on działał na rynku. Całość ma być dostępna w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Inwestycja pochłonęła ok. 700 tys. zł. Gazeta Wyborcza, pj 2006.10.22
Do góry
Kandydaci na prezydenta o planach
Pięciu kandydatów na urząd prezydenta stolicy województwa podczas debaty zorganizowanej przez Gazetę Wyborczą mówiło o swoich planach. Oto ich poglądy na rozwiązanie najważniejszych problemów Katowic.
Debatę prezydencką zorganizowaliśmy w czwartkowe popołudnie w kinoteatrze Rialto w Katowicach. Przyszli kandydaci, ich zwolennicy i kilkuset mieszkańców. Zaczęliśmy od sprawdzenia, co o Katowicach wiedzą: Piotr Uszok (Forum Samorządowe i Piotr Uszok), Tomasz Szpyrka (PO), Michał Luty (PiS), Marek Szczerbowski (Lewica i Demokraci) oraz Dobromir Sośnierz (UPR). Okazało się, że każdy z nich świetnie zna miasto. W teście nikt nie popełnił więcej niż trzech błędów, a pytań było dziesięć. Potem pytaliśmy o najważniejsze sprawy związane z przyszłością Katowic.
Czy za Pana kadencji ruszy przebudowa rynku według projektu, który właśnie wygrał konkurs architektoniczny?
Piotr Uszok: Tak.
Tomasz Szpyrka: Za mojej kadencji przebudowa ruszy.
Michał Luty: Ten projekt jest jeszcze do dyskusji, ale musi się ona odbyć tak, by nie odkładać prac.
Marek Szczerbowski: Projekt należy jeszcze poddać konsultacjom. Całą architekturę trzeba oddać młodym ludziom.
Dobromir Sośnierz: Ten projekt jest bizantyjski. Należy poszukać tańszego rozwiązania.
Skąd weźmie Pan pieniądze na przebudowę rynku?
Uszok: Głównie z sektora prywatnego, ale też z budżetu.
Szpyrka: Pieniądze prywatne i z Urzędu Miasta. Można też sięgnąć po środki unijne.
Luty: Fundusze miejskie i prywatni inwestorzy.
Szczerbowski: Należy wykorzystać ustawę o partnerstwie publiczno-prywatnym, pieniądze miejskie, może fundusze unijne.
Sośnierz: Pieniądze z inicjatywy prywatnej.
Co zamierza Pan zrobić, by w centrum Katowic można było zaparkować?
Uszok: Budowa parkingów wielopoziomowych i podziemnych.
Szpyrka: Należy wprowadzić wspólny bilet na autobus, tramwaj i pociąg.
Luty: Budowa parkingów, należy też poprawić funkcjonowanie komunikacji miejskiej, zwłaszcza tramwajowej.
Szczerbowski: Wyprowadzić ruch z centrum i pomyśleć o budowie parkingów podziemnych.
Sośnierz: Wprowadzić bezpłatne parkowanie i wybudować dużą ilość parkingów.
Jakie inwestycje są konieczne, by dało się przejechać przez centrum miasta na linii północ - południe?
Uszok: Przedłużenie Bocheńskiego do ul. Kościuszki, być może obwodnica osiedla Witosa, wyprowadzenie ruchu tranzytowego z centrum, skierowanie go na ul. 73. Pułku Piechoty.
Szpyrka: Budowa nowych łączników, tak jak w innych miastach europejskich.
Luty: Jeszcze jedna droga przez tory w okolicach pl. Wolności.
Szczerbowski: Trzeba to oddać w ręce fachowców, by podjęli najlepszą decyzję.
Sośnierz: To szczegół techniczny.
Za 20 lat ubędzie ok. 1/3 mieszkańców Katowic. Co Pan zrobi, aby zatrzymać ten trend?
Uszok: To wyzwanie dla nas, ale to są trendy ogólnopolskie. Konieczne są korzystne rozwiązania dla inwestorów i wspieranie budownictwa mieszkaniowego, poprawimy jakość życia w mieście.
Szpyrka: Praca i miejsca dla ludzi, gdzie można wyjść z dziećmi.
Luty: Budownictwo komunalne, muszą powstać nowe wydziały na katowickich uczelniach, rozwój nowoczesnych gałęzi nauki, np. biotechnologie.
Szczerbowski: Stworzyć warunki, by poprawić kształcenie i budownictwo komunalne, by liczba mieszkań rosła.
Sośnierz: Obniżyć podatki.
Jak przyciągnie Pan inwestorów do Katowic?
Uszok: Bezrobocie w Katowicach wynosi 6,4 proc., rozmawiam z kolejnymi inwestorami, należy postawić na wysokie technologie.
Szpyrka: Bezpłatny internet dla mieszkańców.
Luty: Rewitalizacja terenów poprzemysłowych, np. w Szopienicach. Ta dzielnica ma przed sobą wielką przyszłość.
Szczerbowski: Ulgi podatkowe, aktywizacja zawodowa, rewitalizacja terenów poprzemysłowych.
Sośnierz: Inwestorzy będą inwestować tam, gdzie są niskie podatki.
Kilka lat temu pojawił się pomysł, by centrum Katowic zamieszkiwały osoby lepiej sytuowane, a osoby z tzw. marginesu społecznego otrzymały dobre mieszkania w innych dzielnicach. Co Pan o tym sądzi? Uszok: To konieczny trend.
Szpyrka: Nie może być tak, że na południu mieszkają tylko bogaci, a na północy i zachodzie biedni, nie można tak dzielić mieszkańców.
Luty: W centrum mieszka niewiele osób z marginesu społecznego, problemem są za to duże mieszkania, które często znajdują się także w zasobach prywatnych. Można po generalnych remontach dzielić je na mniejsze.
Szczerbowski: Należy postawić na budownictwo komunalne.
Sośnierz: Takie rzeczy powinien regulować rynek, nie powinni o tym decydować urzędnicy.
Jak przygotuje Pan szkolnictwo do zbliżającego się niżu demograficznego?
Uszok: W tej kadencji zamknęliśmy tylko jedną małą szkołę, której remont był nieopłacalny. Takie decyzje należy podejmować ostrożnie i racjonalnie i to się nie zmieni.
Szpyrka: Puste pomieszczenia w szkołach wykorzystać m.in. na świetlice i na domy kultury.
Luty: Należy rozgęścić klasy.
Szczerbowski: To szansa na zmniejszenie liczby dzieci w oddziałach.
Sośnierz: Należy rozwiązać to w sposób rynkowy, czyli przez odpowiednie wykorzystanie bonu edukacyjnego.
Co zamierza Pan zrobić, by w Katowicach było bezpieczniej? Jak zamierza Pan wpłynąć na pracę policji i straży miejskiej?
Uszok: Będzie otwarty komisariat na Tysiącleciu, zamierzam finansować etaty policyjne, ale tylko tych policjantów, którzy wyjdą zza biurek na ulice.
Szpyrka: Więcej policji i straży miejskiej, ale także prewencja przez alternatywne formy spędzania czasu wolnego dla dzieci i młodzieży.
Luty: Bliska i ścisła współpraca z policją.
Szczerbowski: Wspomaganie policji jest ograniczone ustawowo, można tylko dokonywać działań prewencyjnych, doinwestowanie straży miejskiej, edukacja dzieci i młodzieży.
Sośnierz: Monitoring. Wydatki, które zaoszczędzimy, należy wydać na bezpieczeństwo. Straż miejska nie powinna karać za parkowanie, musi bliżej współpracować z policją.
Co zamierza Pan zrobić, by największą atrakcją dla mieszkańców nie była wizyta w hipermarkecie czy wyjazd na weekend do Krakowa lub Wrocławia?
Uszok: Planujemy m.in. modernizację Spodka, powstają nowe obiekty sportowe, np. w Szopienicach, powstało boisko na Koszutce, przed nami remont GCK i Pałacu Młodzieży razem z salą teatralną.
Szpyrka: Baseny w każdej dzielnicy, ścieżki rowerowe, ale też do biegów narciarskich zimą, budowa stadionu lekkoatletycznego.
Luty: Radykalna rewitalizacja śródmieścia m.in. poprzez dostosowanie do europejskich standardów podwórek i kamienic.
Szczerbowski: Przejmę GKS Katowice; budowa basenu, zmiana sposobu działania Spodka.
Sośnierz: Nie należy skupiać się na inwestycjach dla zamkniętych grup mieszkańców, trzeba zrobić coś dla wszystkich, trzeba zapłacić komuś za konkretny występ dla miasta. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 2006.10.22
Do góry
Udany Bieg Jesieni
Katowicka Dolina Trzech Stawów zapełniła się w niedzielę setkami ludzi w żółtych koszulkach. Młodzi i starzy, brzuchaci i umięśnieni - wszyscy sprawdzili się na trzykilometrowym dystansie. Fajnie było!
W tym biegu nie chodziło wcale o zwycięstwo, ale o to, żeby przekonać się do biegania. Zawodowców na starcie więc nie było, ale tuż przed biegiem wśród uczestników dało się wyczuć chęć rywalizacji. Biegacze i biegaczki obrzucali się uważnymi spojrzeniami, oceniali sylwetki, taksowali sprzęt. Rozgrzewka była różnoraka: jedni robili intensywne skłony, inni kładli się na trawie, jakiś mężczyzna nerwowo wypalał ostatniego papierosa, bo bez macha absolutnie nie da rady.
Dla nastolatków była to okazja do podrywu, parę dziewcząt jeszcze tuż przed biegiem poprawiało fryzury. Kiedy jednak starter zaczął odliczanie, 671 osób - wśród nich autor tekstu - sprężyło mięśnie w nerwowym oczekiwaniu. Kiedy ruszyliśmy, poczułem się jak przed pierwszym zakrętem na torze Formuły 1. Olbrzymi ścisk i pisk (zwłaszcza nastoletnich uczestniczek biegu) i bezpardonowa walka. Jeśli się zagapiłeś, było po tobie - zostawałeś stłamszony, przemielony i wypluty na koniec stawki. Nie było litości - kilku młodzieńców z zaciśniętymi szczękami bezpardonowo przebijało się do przodu, energicznie pracując łokciami.
Zacząłem spokojnie, wiedziałem, że po kilkuset metrach zrobi się więcej miejsca. Niedoświadczeni harcownicy pognali do przodu z obłędem w oczach, żegnani pogardliwymi uśmieszkami trzydziesto- i czterdziestolatków, po których widać było, że nie są to ich pierwsze trzy kilometry w życiu. Rzeczywiście, na pierwszym skręcie mnóstwo nastolatków było już tak zasapanych, że ich bieg przechodził w marszobieg, marsz w chód, a chód w człapanie. - Dawid, ja już nie mogę! Mnie serce boli! - dyszał płaczliwie do kolegi jakiś nastolatek.
Na pierwszym kilometrze nie wyprzedzałem nikogo, potem było odwrotnie. Na ostatnich metrach pozwoliłem sobie na sprint, bo urażona duma nie pozwoliła mi na porażkę z biegaczem, który wyglądał na siedemdziesięciolatka, a gnał rześko przed siebie z lekkością gazeli.
Najbardziej znanym uczestnikiem biegu był prezydent Katowic Piotr Uszok, który w przyzwoitej formie doszedł do mety. Wszystkich zadziwiła jednak Gertruda Kuchta. Pani Gertruda (rocznik 1918) przebyła te trzy kilometry w świetnym humorze i w niezłej formie w towarzystwie wnuczki Aleksandry Rutkowskiej. Okazało się, że jest najstarszą uczestniczką biegu. - Kiedy wnuczka mi zaproponowała, żebym wystartowała, długo się nie zastanawiałam. A czy to coś wielkiego? Proszę pana, ja jestem samodzielna. Sama mieszkam, sama sprzątam, sama się sobą zajmuję - opowiadała uśmiechnięta pani Gertruda.
Brawa także dla rodziny Meisnerowiczów. W biegu wzięło udział aż siedmioro jej członków! Teraz najważniejsze, by zarówno oni, jak i pozostali uczestnicy biegu nie schowali dresów do szafy, ale rozpoczęli regularne truchty.
Do zobaczenia na następnym biegu!
W naszym województwie odbyło się wczoraj 17 Biegów Jesieni. Oprócz Katowic biegano jeszcze w: Bielsku-Białej, Brennej, Czeladzi, Dąbrowie Górniczej, Janowie, Jastrzębiu Zdroju, Knurowie, Konopiskach, Krupskim Młynie, Lublińcu, Łazach, Miasteczku Śląskim, Mszanie, Siemianowicach, Tychach i Żarkach. Gazeta Wyborcza, Paweł Czado 2006.10.22
Do góry
Debata prezydencka w Katowicach
Ponad 200 osób przyszło w czwartek do kinoteatru Rialto na zorganizowaną przez Gazetę Wyborczą debatę kandydatów na prezydenta Katowic.
Piotr Uszok (Forum Samorządowe i Piotr Uszok), Tomasz Szpyrka (PO), Michał Luty (PiS), Marek Szczerbowski (Lewica i Demokraci) oraz Dobromir Sośnierz (UPR).
Wśród tematów nie zabrakło planów przebudowy rynku. Uszok zapewnił, że jego prace rozpoczną się już w następnej kadencji. Nie obyło się jednak bez złośliwości. Szpyrka zapytał bowiem prezydenta, czy zamierza otworzyć muzeum makiet rynku?
Pytaliśmy też o parkowanie w centrum miasta. Sośnierz stwierdził, że powinny być zniesione opłaty za postój, a parkingów powinno być więcej. Gdy padły pytania o rekreację, Szczerbowski obiecywał budowę dużego basenu, a Luty zapewnił, postara się o remont sali widowiskowej w Pałacu Młodzieży. Nie zabrakło niecodziennych wyznań. Luty oświadczył, że sprząta po swoim psie od trzech lat. - Nie mówię, że całe życie to robiłem... Od kilku lat to robię - powiedział, czym trochę rozbawił publiczność. Szpyrka zaś patetycznie zapewnił, że gdy słyszy Katowice, to serce bije mu szybciej i że kocha to miasto. Uszok też na koniec wyznał, że czuje to samo.
Obszerna relacja z debaty w sobotniej Gazecie Wyborczej. Gazeta Wyborcza, pj 2006.10.19
Do góry
Stadion GKS-u Katowice został zamknięty
Taką decyzję - do czasu pełnego wyjaśnienia wydarzeń, które miały miejsce podczas meczu katowiczan z GKS-em Jastrzębie - podjął Wydział Dyscypliny ŚZPN-u. Sankcje na klub może także nałożyć wojewoda.
Podczas rozegranego w sobotę III-ligowego meczu pomiędzy GKS-em Katowice a GKS-em Jastrzębie doszło do zamieszek na stadionie i poza nim. Do interwencji została zmuszona policja, która zatrzymała siedmiu chuliganów. O sprowokowanie całej sytuacji wzajemnie oskarżali siebie, m.in. na łamach Gazety, działacze obu klubów. Wczoraj sprawa miała epilog przed obliczem Wydziału Dyscypliny Śląskiego Związku Piłki Nożnej.
Na posiedzeniu zjawili się przedstawiciele obu stron. Do spotkania i wyjaśnienia racji miało dojść już wczoraj, ale przedstawiciele klubu z Jastrzębia nie skorzystali z zaproszenia GKS-u Katowice, twierdząc, że na Bukowej nie czują się bezpiecznie.
Atmosfera posiedzenia była nerwowa. Zza drzwi sali posiedzeń wydziału dochodziły często wzburzone głosy działaczy. Po ponadgodzinnych obradach przewodniczący wydziału Jan Krupa oznajmił: - GKS Katowice otrzymuje zakaz rozgrywania meczów na własnym obiekcie z udziałem publiczności do czasu zakończenia postępowania dyscyplinarnego.
Następne obrady wydziału odbędą się za tydzień i wówczas nastąpi ostateczne ustalenie werdyktu. - Do tego czasu zapoznamy się jeszcze z dowodami dostarczonymi nam przez kluby - tłumaczy Krupa.
Działaczom katowickiego klubu trudno było pogodzić się z takim werdyktem. - Kibicom powinno się dawać szanse na oglądanie meczów. Przecież na Bukowej pojawia się mnóstwo kibiców, jest wspaniała atmosfera. Od ponad roku nie wydarzył się żaden incydent - przekonywał Artur Łój, dyrektor GKS-u. Na razie decyzja wydziału nie uderza w klub, bo najbliższy mecz katowiczanie rozgrywają w sobotę w Jaworznie.
- My nie jesteśmy za tym, aby zamykać stadiony. Chcemy tylko, aby na obiektach panował porządek i nie było na nich miejsca dla chuliganów - mówił Adam Wójcik, dyrektor klubu z Jastrzębia.
Działacze z Jastrzębia wycofali się z zarzutu pod adresem kierownika ds. bezpieczeństwa stadionu przy ul. Bukowej o pobicie kibica. - Przepraszamy za pomyłkę. Po obejrzeniu materiałów filmowych wiemy, że to nie on był winowajcą, ale osoba z ochrony - mówił Wójcik.
Tymczasem na katowicki klub może dziś spaść kolejny cios. - Komenda Wojewódzka Policji poinformowała nas, że zwróciła się do wojewody z wnioskiem o zamknięcie stadionu - mówi Paweł Stolarczyk, wiceprezes GKS-u Katowice. Dziś ma być znana decyzja w tej sprawie. Działacze z Katowic - chcąc uprzedzić ewentualne restrykcje - wystosowali pismo, w którym sami proponują działania mające na celu poprawę bezpieczeństwa na stadionie. W piśmie skierowanym do wojewody proponują m.in. ograniczenie do końca rundy jesiennej liczby widzów na stadionie (mogliby zasiadać tylko na trybunie głównej), unowocześnienie monitoringu i akcje wychowawcze wśród kibiców.
Jeśli wojewoda zamknie stadion przy Bukowej, to nie należy się spodziewać zdublowania tej decyzji za tydzień ze strony ŚZPN-u. Związek ograniczyłby się wówczas prawdopodobnie tylko do nałożenia kary finansowej. Gazeta Wyborcza, Maciej Blaut 2006.10.19
Do góry
Gender w wielkim mieście
Mężczyzna będzie pociągał za wszystkie sznurki, natomiast kobieta - jak to często w życiu bywa - będzie tylko marionetką. - Potem podczas wykładu przedstawię swoje refleksje na ten temat - zaprasza Małgorzata Tkacz-Janik, działaczka Zielonych 2004.
W piątek w Katowicach zaczyna się Festiwal Progesteron. Grupa Projektu Gender [sposób pojmowania, postrzegania i przypisywania pewnych cech i zachowań kobiecie i mężczyźnie przez społeczeństwo i kulturę - przyp. red.] w Wielkim Mieście, która zorganizowała pierwszą Śląską Manifę, oraz Stowarzyszenie Ostra Zieleń zapraszają z tej okazji na edukacyjno-artystyczny happening.
Będzie to pierwsza uliczna akcja na Śląsku z cyklu Gender w Wielkim Mieście. Impreza rozpocznie się dzisiaj o godz. 16.15 przy estakadzie dworca PKP. Podczas happeningu zobaczymy aktorów udających marionetki - kobietę w różowej sukience, strażnika patriarchatu, czyli mężczyznę. Jak to w życiu bywa, to mężczyzna będzie pociągał za sznurki, kobieta będzie musiała robić to, czego sobie zażyczy. Na szczęście potem gender wróżka i gender wróż uwolnią kobietę z więzów strażnika patriarchatu.
- Oczywiście jednym happeningiem nie da się zmienić świata. Jednak chcemy w ten sposób nagłośnić problem, o którym naszym zdaniem nadal zbyt mało się mówi - tłumaczy Tkacz-Janik.
Podczas happeningu każdy będzie mógł porozmawiać z organizatorami, będą też ulotki.
W sobotę akcja zostanie podsumowana. Małgorzata Tkacz-Janik o godz. 16.45 w katowickim LO im. Adama Mickiewicza wygłosi wykład. Wstęp wolny, miejsca można rezerwować na stronie internetowej www.dojrzewalnia.pl. Gazeta Wyborcza, Ewa Furtak 2006.10.19
Do góry
Ken Loach kręcił film w Katowicach
Na Śląsku zakończył się w środę krótki okres zdjęciowy najnowszego filmu Kena Loacha. Jeden z najwybitniejszych europejskich reżyserów kręcił w całkowitej tajemnicy.
Filmowcy z Wielkiej Brytanii gościli w Katowicach przez kilka dni, zdjęcia realizowano we wtorek i w środę. Wiedziała o tym tylko garstka ludzi, nikt z osób postronnych nie mógł dostać się na plan filmowy. - Taki styl pracy preferuje reżyser - tłumaczy Wojciech Zadrożniak z firmy SPI, która jest koproducentem filmu. Loach to zdobywca m.in. Złotej Palmy na ostatnim festiwalu filmowym w Cannes za film Wiatr buszujący w zbożu. Od lat zajmuje się przede wszystkim problematyką społeczną, ludźmi na różne sposoby zepchniętymi na margines, wyobcowanymi, często pozostającymi bez pracy.
Jego najnowszy projekt - pod roboczym tytułem These Times - opowiada o angielskiej klasie robotniczej oraz problemach imigrantów. Główna bohaterka filmu, 30-letnia Angie, szuka w Polsce tanich pracowników dla brytyjskich firm. Biznes szybko się rozwija, okazuje się jednak, że prawdziwe zyski można osiągnąć w chwili, gdy łamie się prawo. W pewnym momencie w życiu Angie pojawia się Karol, polski emigrant. W tej roli występuje polski aktor Lesław Żurek (zagrał wcześniej m.in. w Odzie do radości).
W Katowicach powstawały sceny rekrutacji polskich pracowników do pracy w Anglii. - Ze Śląska wyjeżdża do pracy na Wyspach mnóstwo osób i Loach o tym doskonale wie. Dlatego też zdecydował się kręcić w Katowicach - opowiada Rafał Buks z SPI. Na planie pojawiali się statyści. - To byli głównie ludzie ze Śląska, szukając ich, organizowaliśmy castingi. Loach z każdym z nich rozmawiał i osobiście zatwierdzał - dodaje Buks. Zdjęcia kręcono w hotelu Qubus. Kto miał szczęście, mógł filmowców spotkać na ulicach Katowic, ponieważ kręcili kilka niewielkich plenerów. Już wczoraj cała 30-osobowa ekipa wyjechała do Wielkiej Brytanii. Premiera filmu jest zaplanowana na przyszły rok. Gazeta Wyborcza, Marcin Mońka 2006.10.18
Do góry
Gdzie pies nie wejdzie
Czy człowiek z psem asystującym wejdzie do sklepu, szpitala, kina? W Warszawie nakazuje to uchwała, w Katowicach wszystko zależy od widzimisię administratora budynku.
Gucia chętnie pomaga Teresie Ziob: otworzy drzwi, przyniesie ze sklepu zakupyTeresie Ziob od półtora roku pomaga Gucia. - W zdejmowaniu kurtki, butów, spodni. Miotłę przyniesie, wiaderko, zamknie szufladę, otworzy drzwi - opowiada Ziob. Bez Guci trudno by jej było zrobić zakupy. Do sklepu prowadzą schody, a Ziob porusza się na wózku inwalidzkim. - Zostaję przed wejściem, a Gucia woła ekspedientkę. Jak? Wystarczy, że się pokaże.
Ziob ma szczęście, mieszka w Tarnowskich Górach. Małe miasto, zaprzyjaźnione sklepy. Ziob ma takie dwa. Inne nie wpuściłyby jej opiekunki, bo Gucia jest psem.
- Sanepid na to nie pozwala - twierdzi Irena Medes, dyrektorka zakładu handlu w katowickiej PSS Społem. Przemysław Skory, menedżer sieci Tesco, też nie pozwoliłby psu wejść do hipermarketu. Pokazuje pismo od Głównego Inspektoratu Sanitarnego: Wprowadzenie psa na teren super- lub hipermarketu, gdzie rozlokowane są półki i regały z oferowanymi do sprzedaży środkami (nawet opakowanymi), może stworzyć zagrożenie zanieczyszczenia takiej żywności poprzez zanieczyszczenie opakowania, które może zostać przeniesione na produkt w trakcie jego rozpakowywania. W związku z tym, biorąc pod uwagę konieczność wyeliminowania ryzyka, nie jest możliwe wprowadzanie psów na teren sklepu samoobsługowego, gdyż sprzedawane w nim środki spożywcze nie są zabezpieczone przed bezpośrednim dostępem psa lub np. jego sierści - pisze dyrektor departamentu higieny żywności, powołując się na rozporządzenie Parlamentu Europejskiego.
- A Konwencja Madrycka? - pyta Aneta Graboś, prezes katowickiej Fundacji Dogiq, która tresuje psy serwisowe dla ludzi na wózkach (spod jej rąk wyszła Gucia). - Według ustaleń tej konwencji odmowa korzystania z narzędzi rehabilitacji, jakim jest również pies asystujący, to przejaw dyskryminacji. W Irlandii i Wielkiej Brytanii psy ściągają pyskiem towar z regału i kładą na taśmę przy kasie - opowiada.
Okazuje się, że w samym sanepidzie są dwie wykładnie przepisów. - W najważniejszej dla nas ustawie o warunkach zdrowotnych żywności i żywienia nie ma zapisu zabraniającego wstępu zwierzętom do jakichkolwiek obiektów związanych z produkcją czy sprzedażą żywności - mówi Józef Lipa, kierownik działu żywienia Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Katowicach. - Wyobrażam sobie, że właściciel sklepu nie wpuści niepełnosprawnego z psem, bo się boi zanieczyszczeń. Ale to na nim spoczywa obowiązek utrzymania higieny w obiekcie, a nie na konsumencie.
Sanepidem zasłania się również Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka i Matki. Ewa Piacko z katowickiej stacji sanepidu, która nadzoruje szpitale, tłumaczy podobnie jak Lipa: - Zwierzęta przenoszą choroby zakaźne tak samo jak człowiek. Zakazu nie ma, ale kierownik szpitala ponosi odpowiedzialność za ryzyko epidemii.
Graboś znowu pokazuje, jak daleko nam do Europy Zachodniej: - Tam zwierzęta wypisywane są na receptę, na przykład pacjentom chorym na depresję.
W Polsce nie ma ustawy, na którą mogliby się powołać niepełnosprawni. Tymczasem asystent na czterech łapach został uznany przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych jako narzędzie rehabilitacyjne, ale tylko dla niewidomych. PFRON przyznaje dotacje na zakup, szkolenie i utrzymanie psa przewodnika. Niemałe, bo 80 proc. kosztów. Pies uczy się zachowania w obiektach użyteczności publicznej, do których potem... nie ma prawa wejść.
Niektóre miasta zaczynają uchwalać lokalne przepisy w sprawie zwierzęcych opiekunów. - W regulaminie utrzymania porządku i czystości Warszawy zwierzęta nie mają wstępu do obiektów użyteczności publicznej z wyjątkiem psów przewodników. Te mogą przebywać nawet w lokalach gastronomicznych - mówi Elżbieta Łukasiak z Polskiego Związku Niewidomych.
Podobny zapis znajduje się w regulaminie katowickiego biurowca Altus. - Wpuścimy do kina niepełnosprawnego z psem - daje słowo Grzegorz Lorek, menedżer Cinema City w Katowicach. Jednak do klubu Hipnoza już nie wejdą.
W Katowicach wszystko zależy od widzimisię administratora budynku. Miejska Biblioteka Publiczna pozwoliła trzymać psa przy biurku swojemu niewidomemu pracownikowi. Podobnie Uniwersytet Śląski zlitował się nad swoim studentem. - Rok temu było o to larmo - przyznaje Stefania Gowda, pełnomocniczka prezydenta Katowic ds. niepełnosprawnych. - Ale do tej pory nic się nie zmieniło.
Graboś: - Gubi sierść, szczeka, może ugryźć. Tak się w Polsce myśli o psie. Dopóki nie zmieni się mentalność ludzi, nie będzie łaski dla psów asystujących. Gazeta Wyborcza, Małgorzata Goślińska 2006.10.17
Do góry
Kontrowersje wokół konkursu
W poniedziałek rozwiązano konkurs na koncepcję śródmieścia Katowic. Nagrodzone projekty wywołują zażarte polemiki.
Jesteśmy świadkami zmiany pokoleniowej. Do głosu doszli młodzi architekci, którzy stworzą nowe centrum miasta. Konkurs na koncepcję śródmieścia wygrał Tomasz Konior z zespołem. Werdykt podzielił środowisko architektów.
Starsi projektanci nie pochwalają jego pomysłu zabudowania przestrzeni al. Korfantego. Architekt Aleksander Franta, współautor największych katowickich osiedli - Tysiąclecia i Gwiazd - był oburzony. - To zniszczy centrum - mówił zaraz po ogłoszeniu werdyktu.
Podobnego zdania jest Mieczysław Król, ojciec centrum Katowic, autor obecnego śródmieścia oraz budynków, takich jak superjednostka, Separator czy Pałac Ślubów. - Profesor Żurawski uczył mnie, że w projektowaniu najważniejsze jest prawo dobrej kontynuacji. Zwycięski projekt to zła kontynuacja. Czasy się zmieniają, może ja też powinienem się zmienić. Kiedy wróciłem do domu po ogłoszeniu wyników konkursu - zatańczyłem, bo co mi innego zostało po tym, jak dowiedziałem się o planach wyburzenia Pałacu Ślubów. Mam ogromny żal, że praca całego mojego życia ulega degradacji - mówi Król.
- Jedynym wielkomiejskim walorem Katowic jest rozległa oś widokowa ciągnąca się od Spodka aż po rynek. Owszem, ten fragment śródmieścia wymaga poprawy, ale zmiany powinny iść w kierunku stworzenia tu uporządkowanej otwartej przestrzeni, nowych pól Marsowych. Gdy zabudujemy tę przestrzeń, stracimy symbol Katowic. Nieporozumieniem jest też odtwarzanie rynku w jego dawnej niewielkiej postaci. Miasto tej miary nie może mieć ryneczku niczym w Żywcu - ocenia zwycięski projekt Tomasz Taczewski, prezes Izby Architektów Polskich.
Ryszard Jurkowski, prezes Stowarzyszenia Architektów Polskich i przewodniczący konkursowego jury, przekonuje do nagrodzonej pracy. - Doceniliśmy w niej przede wszystkim urbanistyczne podejście do wykreowania ulicy Korfantego na bulwar, gdzie po jednej stronie będą stare budynki, a po drugiej współczesna zabudowa z nowymi funkcjami - mówi.
Młodzi mieszkańcy Katowic oceniają zwycięski projekt pozytywnie. - Ludzie boją się pustki, a w obecnej skali na rynku gubią się nawet tłumy, niczym na placu Defilad w Mińsku. Gdy projekt zostanie zrealizowany, może będzie tutaj bardziej swojsko - mówi Łukasz Brzenczek, student prawa i mieszkaniec Katowic.
Projekt podoba się także Jackowi Tomaszewskiemu z Stowarzyszenia Moje Miasto. - Zabudowa ulicy Korfantego to dobry pomysł. Choć nie jestem zwolennikiem całkowitego zamknięcia rynku. Szkoda też, że nie znikną stąd tramwaje. Praca nagrodzona drugim miejscem rozwiązywała ten problem, przenosząc tory z ulicy 3 Maja na nasyp kolejowy, tworząc namiastkę Szybkiej Kolei Miejskiej. Mieszkańcy są zmęczeni gadaniem o rynku, bo to taka niekończąca się opowieść. Trzymam kciuki, żeby za projektami poszły konkretne działania - mówi Tomaszewski.
Wszystkie konkursowe projekty będzie można oglądać od czwartku na wystawie w Galerii Architektury przy ul. Dyrekcyjnej w Katowicach. Organizatorzy konkursu planują zwołanie publicznej debaty na temat rynku.
Więcej o nagrodzonych pracach napiszemy w piątkowej Gazecie. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2006.10.17
Do góry
Zaoczne odszkodowanie za katastrofę MTK
Katowicki sąd wydał pierwszy wyrok w sprawie styczniowej katastrofy hali wystawowej MTK. Sąd nakazał targom wypłatę 30 tys. zł zadośćuczynienia mieszkańcowi Piekar Śląskich. Wyrok nie jest prawomocny, bo zapadł zaocznie. MTK złożyły już apelację.
W czasie styczniowej katastrofy hali mężczyzna został przygnieciony fragmentami dachu oraz zwałami zmarzniętego śniegu. Był jednym z pierwszych, którzy pozwali MTK za doznane krzywdy moralne oraz cierpienie fizyczne i psychiczne. Jest pierwszym, który wygrał proces z targami. Katowicki sąd nakazał spółce wypłacić mężczyźnie 30 tys. zł zadośćuczynienia wraz z odsetkami.
- MTK zostały także obciążone kosztami postępowania. Wyrokowi nadano rygor natychmiastowej wykonalności - mówił we wtorek dziennikarzom sędzia Krzysztof Hejosz, prezes Sądu Rejonowego w Katowicach.
Wszystko wskazuje jednak na to, że mieszkaniec Piekar Śląskich będzie musiał poczekać na pieniądze. Targi złożyły bowiem sprzeciw i domagają się wstrzymania rygoru natychmiastowej wykonalności wyroku. Zapadł on zaocznie, bo na posiedzenie sądu nie przyszedł przedstawiciel MTK.
- Na salę wszedłem, kiedy sędzia odczytywał już jego sentencję. Spóźniłem się tylko dlatego, że stałem w korku - tłumaczył Piotr Kubica, prezes targów. Jeżeli sprzeciw zostanie przyjęty, sąd wyznaczy termin rozprawy i rozpocznie się normalne postępowanie dowodowe. - Chcemy, żeby sąd poznał też nasze argumenty - mówi prezes MTK, które nie kwestionują zasadności pozwu, lecz tylko jego wysokość i termin zapłaty.
Obecnie w katowickich sądach jest około 30 pozwów przeciwko targom. Opiewają na kwotę ponad 7,5 mln zł. Wczoraj MTK oficjalnie zarejestrowały fundusz, który ma gromadzić środki przeznaczone na pomoc ofiarom katastrofy. Przypomnijmy, że w styczniu pod gruzami hali zginęło 65 osób, a 144 zostały ranne. Powodem tragedii były błędy konstrukcyjne oraz zła eksploatacja budynku. Zalegała na nim gruba warstwa śniegu i lodu. Gazeta Wyborcza, piet 2006.10.17
Do góry
Kolejna idea Katowic jutra
Rozstrzygnięto najbardziej spektakularny od lat konkurs architektoniczno-urbanistyczny dotyczący zagospodarowania śródmieścia Katowic. Wygrała praca, która kreuje niewielki rynek wzorem tego przedwojennego.
- Należy przywrócić życie do centrum miasta. Wprowadzamy nową zabudowę, która niczym kręgosłup połączy rondo z rynkiem. Miasto powinno być gęste, dlatego zabudowujemy tę przestrzeń. Rynek należy nasycić nową treścią: to dobre miejsce na ratusz czy ważną funkcję kulturalną, taką jak teatr muzyczny. Nie wyburzamy starych budynków, nie chcemy powtarzać błędów poprzednich pokoleń. Dla miasta ważne są kontynuacja i harmonijny rozwój - mówił architekt Tomasz Konior, zdobywca głównej nagrody wynoszącej 50 tys. zł.
Młody architekt zaprosił do współpracy uzdolnionych studentów architektury, którzy jakiś czas temu wygrali konkurs 3 x Nowe Miasto, bo - jak mówił - zależało mu na świeżym spojrzeniu na problemy śródmieścia.
Zaproponowana przez zwycięski zespół nowa zabudowa tworzy pas równoległy do dotychczasowej zachodniej pierzei alei Korfantego, tworząc pomiędzy nimi nowy pasaż dla pieszych. W parterach budynków mają być sklepy, kawiarnie, galerie, powstanie pulsująca miejska tkanka. Z alei Korfantego nie będą już widoczne Separator, Ślizgowiec czy galeria BWA - zasłonią je nowe budynki.
Podejście pracowni można nazwać neoklasycznym, bo zaproponowano odtworzenie kształtu dawnego rynku, ale za pomocą współczesnych środków. Nawet po południowej stronie, pomiędzy Zenitem a Domem Prasy, wtłoczono dużą budowlę.
Pewne zastrzeżenia budzi duża gęstość zabudowy, która zawęża aleję Korfantego do rangi zwykłej ulicy.
Praca Konior Studio także w mniejszym stopniu akcentowała możliwości korzystania z uroków rzeki, dziś brudnej, lecz jak zapowiadają specjaliści - już wkrótce czystej. Zwycięzca będzie mógł korzystać w czasie opracowywania planu z najlepszych pomysłów innych nagrodzonych prac, otrzyma też od jurorów dokładne zalecenia dotyczące tego, co należy poprawić, m.in. bardziej podkreślić walory rzeki.
Drugie miejsce przyznano koncepcji wykonanej wspólnie przez pracownię Archistudio z firmą projektową Bogacz. - Szukaliśmy czegoś, co spowodowałoby, że miasto będzie bardziej rozpoznawalne. Chcieliśmy podkreślić walory miasta, czyli rzekę i przestrzeń. Miasto potrzebuje naturalności i zieleni. Dość betonu! - mówił Tomasz Studniarek, współprojektant drugiej nagrodzonej pracy.
To jedna z najciekawszych i najodważniejszych koncepcji. Całą wolną przestrzeń pomiędzy rynkiem a rondem wypełnia wielofunkcyjna struktura, po której można swobodnie spacerować, bo jej dach stanowią zielone wstęgi trawników. Projekt, ze względu na niewielką wysokość zabudowy, nie niszczy ważnej osi widokowej. Ciekawa jest propozycja zabudowy przy odkrytej Rawie, gdzie powstałby atrakcyjny bulwar z zabudową komercyjną. Bulwary ciągnęłyby się od terenów uniwersyteckich aż po ulicę Sokolską.
Trzecia nagrodzona praca to projekt pracowni Franta & Franta. Tutaj autorzy akcentują narożnik przy rondzie - w miejscu Pałacu Ślubów - olbrzymim czarnym wieżowcem, tzw. wieżą węgla. Budynek wygląda jak apartamentowiec zaproponowany przez słynnego dekonstruktywistę Daniela Libeskinda dla Warszawy, tylko w wersji black. To dosyć naiwne i stereotypowe pokreślenie centrum stolicy Śląska. Podobne rozwiązanie było w wyróżnionej koncepcji pracowni Maćków z Wrocławia, która jako jedyna spoza Śląska otrzymała nagrodę. Stworzyli kontrowersyjną wizję, która jako jedyna zakładała całkowite wyburzenie zachodniej zabudowy alei Korfantego. W jej miejscu miały powstać nowe budynki wśród zieleni, tworząc sieć placów pomiędzy rondem a ulicą Stawową, ignorując rynek i pozostawiając go w dotychczasowym komunikacyjnym chaosie.
Wysoko oceniono też projekt pracowni Nova z Gliwic, jednak ta również złamała jeden z warunków konkursu - mianowicie zaproponowała podziemną trasę tramwajów, na co Urząd Miejski nie wyrażał zgody.
W kuluarach po ogłoszeniu werdyktu rozgorzała dyskusja. Aleksander Franta, autor m.in. osiedli Tysiąclecia i Gwiazdy, gratulował Tomaszowi Koniorowi, dodał jednak: - Całkowicie się z tym projektem nie zgadzam. Chcecie zabudować przestrzeń, która jest wyróżnikiem Katowic. Teraz mamy tu namiastkę Pól Elizejskich - argumentował Franta. Konior tłumaczył swoją koncepcję: - Wiem, że moja propozycja to jak włożenie kija w mrowisko, ale obecnie aleja Korfantego nie żyje. Ja korzystałem z tej przestrzeni tylko w czasie zbierania materiałów do konkursu, chciałbym móc tu przyjść na kawę albo na zakupy. W Paryżu Pola Elizejskie mają 60 m szerokości, my mamy 75 m! Czy Katowice potrzebują aż tak gigantycznej, pustej przestrzeni? - mówił Konior.
Większość nagrodzonych prac zakłada połączenie ulic Warszawskiej i Mickiewicza tunelem biegnącym pod rynkiem. - To niepotrzebne komplikowanie sprawy, ulice można puścić górą. W Nowym Jorku nie ma tylu zamkniętych dla pieszych ulic co w Katowicach - mówił w kuluarach Andrzej Duda, architekt i wykładowca wydziału architektury.
Jak powiedział Piotr Uszok, prezydent Katowic, plan zagospodarowania przestrzennego przygotowany w oparciu o nagrodzone prace może być już gotowy pod koniec 2007 roku. Równocześnie miasto będzie poszukiwać inwestora strategicznego. Prace budowlane mogłyby rozpocząć się w 2008 roku i zakończyć po sześciu latach. Według wyliczeń urbanistów w centralnej części śródmieścia może powstać około 200 tys. m kw. powierzchni użytkowej nowej zabudowy. To najatrakcyjniejsze działki w mieście. Przewidywane koszty inwestycji mogą osiągnąć niebotyczną kwotę miliarda złotych. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2006.10.16
Do góry
Uszok ściga Platformę
Partie i komitety wyborcze zarejestrowały już swoje listy do rad miejskich. W Katowicach nie brakuje ciekawych kandydatów. Wiele wskazuje na to, że główna walka o głosy wyborców rozegra się między PO a ugrupowaniem prezydenta miasta.
Najciekawiej zapowiada się rywalizacja o miejsce w Radzie Miejskiej pomiędzy Platformą Obywatelską i Forum Samorządowym i Piotr Uszok (FSiPU). PO na pierwszych miejscach wystawia swoich obecnych radnych, licząc, że ich praca zostanie doceniona. Jednak tylko dwójka z nich zasiadała w radzie przez całą kadencję. Pojawia się też Leszek Trząski, znany przyrodnik z Katowic, który krytykował m.in. plany budowy drogi przez las w Ochojcu ze względu na tutejszy rezerwat i rosnące w nim liczydło górskie. Na liście jest również Jarosław Lewicki, pisarz i prezes Stowarzyszenia Kościuszki i okolice. Domaga się on od władz miasta większej troski o modernistyczne śródmieście. Z PO kandyduje także Piotr Hyla, rzecznik katowickiego GKS-u.
Z wrześniowego sondażu PBS DGA dla Gazety wynika, że w wyborach do Rady Miejskiej na PO chce głosować 31 proc. mieszkańców. Drugie z 24 proc. poparciem jest FSiPU, a trzeci PiS (17 proc.). Lewica ma szansę na 12 proc. głosów. Wszystko wskazuje jednak na to, że główna walka o głosy rozegra się między ugrupowaniem Uszoka a PO.
W poprzednich latach listy Uszoka miały inny charakter niż teraz. Dominowały na nich bowiem osoby znane w swoich dzielnicach. Teraz obecny prezydent sięga m.in. po naukowców i osoby związane ze sportem. W ten sposób chce zapewne przejąć część elektoratu PO. Tak można tłumaczyć np. start prof. Ewy Karpel ze Śląskiej Akademii Medycznej, publicysty i krytyka literackiego Macieja Szczawińskiego czy Barbary Kożusznik, prorektor Uniwersytetu Śląskiego, oraz prof. Leszka Blachy z Politechniki Śląskiej. Głosów Uszokowi mają też przysporzyć byli komendanci miejskiej policji i straży pożarnej Stanisław Olewiński i Marek Durał. Uszok nie przyznaje się, że chce odebrać głosy PO. Tłumaczy za to, że miasto czeka wielka przebudowa i musi się oprzeć na ludziach o szerokim spojrzeniu na Katowice.
Słabiej wypada na tle konkurencji lista PiS-u. Tu najbardziej znanymi osobami są Michał Luty, były działacz Unii Wolności i wiceprezydent miasta, oraz Adam Pazera, na co dzień kierownik kina Światowid. Pazera znany jest z ciętego, choć bardzo kulturalnego języka.
Znanymi nazwiskami może się też pochwalić UPR. Z jej list startują bowiem dwie osoby z rodziny Andrzeja Sośnierza, szefa NFZ. Radnym chcą być jego syn Dobromir i jego żona Joanna.
Na liście Lewicy i Demokratów uwagę przyciąga nazwisko Zbigniewa Wieczorka, który w tej chwili jest przewodniczącym Sejmiku Śląskiego, a na LPR-u Jakuba Kalusa, szefa katowickiej Młodzieży Wszechpolskiej. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 2006.10.16
Do góry
Kibole GKS kontra Jastrzębie
To była prawdziwa wojna - na kamienie, płytki chodnikowe, drewniane kije. 500 pseudokibiców biło się między sobą, atakowało policjantów, niszczyło wszystko wokół. Przez większą część nocy z soboty na niedzielę policjanci z oddziałów prewencji oraz grup szybkiego reagowania śląskiej policji walczyli z rozwścieczonym tłumem kibiców GKS Katowice oraz GKS Jastrzębie.
Fantastyczny mecz, fantastyczna publiczność, niesamowicie się gra w takiej atmosferze - mówił po sobotnim meczu Piotr Paś, bramkarz GKS Jastrzębie.
I faktycznie przez większość spotkania było spokojnie i pewnie by tak pozostało, gdyby nie kibice drużyny gości.
- Mieli nie przyjeżdżać - mówi Piotr Hyla, rzecznik prasowy katowickiego klubu. - Trybuna dla kibiców przyjezdnych jest zamknięta, dlatego nie mogliśmy przyjąć widzów z Jastrzębia, o czym informowaliśmy tamtejszych działaczy. Mimo to, oni namawiali swoich fanów, by przyjechali na mecz. Umieścili nawet, na swojej oficjalnej stronie internetowej zaproszenie na to spotkanie.
Między innymi dlatego kibice Jastrzębia weszli na stadion i usadowili się na sektorze 6.
- Kupowali bilety pojedyńczo. Nie mieli barw, ani szalików klubowych więc nie mogliśmy wiedzieć, że są to kibice gości. Żeby to ustalić musielibyśmy wszystkim sprawdzać dowody osobiste - dodaje Piotr Hyla.
Pierwsze potyczki rozpoczęły się już na stadionie. - Kibice z Jastrzębia prowokowali nas do awantury - mówi Krzysztof, jeden z kibiców GKS Katowice. - Na stadionie nie doszło do poważniejszych ekscesów tylko dzięki szybkiej reakcji służb porządkowych.
Według policjantów kilku fanów Jastrzębia już na trybunach zostało poturbowanych. Działacze katowickiego klubu szacują, że na stadion mogła wejść grupa 30 może 40 kibiców gości. Część z nich zasiadła na trybunie dla VIP-ów.
- Jeszcze podczas meczu, ludzie podający się za działaczy GKS Jastrzębie, dzwonili do kibiców, by przyjeżdżali pod stadion Gieksy - dodaje Krzysztof.
Relacje kibica potwierdza rzecznik prasowy katowickiego GKS. Z kolei Jacek Pytel z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji mówi, że przyjazd kibiców z Jastrzębia miał być akcją odwetową za wcześniejsze pobicie kilku sympatyków tej drużyny.
Gdy mecz dobiegał końca pod stadionem zgromadziła się już ogromna grupa pseudokibiców z Jastrzębia. Policja szacuje, że mogło być ich ponad setka. - Z trybun widziałem jak rozpoczynały się burdy - mówi kibic GKS Katowice. - Przyjezdni zaczęli przewracać samochody zaparkowane na parkingu przy stadionie.
Tego nie wytrzymali kibice żółto-czarnych. Wybiegli z trybun do bramy i starli się z kibicami Jastrzębia. Pytel dodaje, że ochroniarze widząc co się dzieje, zwyczajnie uciekli.
Niedługo później doszło już do regularnej bitwy, w której uczestniczyło pół tysiąca kiboli. - Przed bramą stadionu były dwa nasze patrole policjantów z pasami - mówi nadkom. Magdalena Szymańska-Mizera, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Katowicach. - Musiały się jednak wycofać, ponieważ cztery osoby nie mogły powstrzymać liczącego kilkaset osób tłumu rozwścieczonych kibiców.
Pseudokibice postanowili rozprawić się z pozostawionymi przez policjantów radiowozami. - Najpierw obrzucali je kamieniami, a potem przewrócili na dachy - dodaje nadkomisarz Szymańska-Mizera.
Do kolejnych starć doszło już na ulicy Chorzowskiej. Tam patrole interweniujących policjantów zostały obrzucone kamieniami.
- Dwóch funkcjonariuszy zostało lekko rannych. Po opatrzeniu w szpitalu zostali zwolnieni do domów - relacjonuje rzeczniczka katowickiej policji. - Zniszczeniu uległy też kolejne, obrzucane kamieniami radiowozy.
Jeszcze w nocy z soboty na niedzielę policjanci zatrzymali siedmiu (czterech nieletnich i trzech dorosłych) uczestników starć. Jeden nieletni przyznał się do udziału w burdach, a dorosły pseudokibic do uczestnictwa w demolowaniu policyjnych radiowozów. Policjanci nie wykluczają kolejnych zatrzymań osób uwiecznionych na nagraniach oraz rozpoznanych przez interweniujących funkcjonariuszy. W akcji uczestniczyło kilkuset policjantów, którzy dopiero późną nocą zaprowadzili spokój w okolicach stadionu GKS. Straty właścicieli samochodów, którzy zaparkowali swoje pojazdy na parkingu przy ulicy Złotej, nie zostały jeszcze oszacowane. Dziennik Zachodni, Maciej Wąsowicz 2006.10.16
Do góry
Jakie centrum miasta?
W poniedziałek dowiemy się, jak architekci wyobrażają sobie katowickie śródmieście. O godz. 11 w Urzędzie Stanu Cywilnego ogłoszone zostaną wyniki konkursu architektoniczo-urbanistycznego na przebudowę centrum.
Wszystkie prace były kodowane, więc nie wiadomo nawet, kto bierze udział w rywalizacji. Wiadomo za to, ilu architektów zgłosiło swoje prace. - Jedenastu - mówi Adam Śleziak, pełnomocnik prezydenta ds. przebudowy śródmieścia. - Mamy oferty w całej Polski oraz z zagranicy.
Przedmiotem konkursu jest nie tylko propozycja zmian fragmentu alei Korfantego od Ronda do rynku. Obejmuje on szerszy obszar, od ul. Sokolskiej do ul. Uniwersyteckiej. Na razie nie wiadomo, kiedy na tym terenie będą mogły rozpocząć się prace budowlane. - Laureat konkursu zostanie zaproszony do opracowania planu miejscowego. Termin rozpoczęcia prac zależeć będzie od inwestorów, którzy będą zainteresowani udziałem w tym przedsięwzięciu. Każdy będzie mógł obejrzeć konkursowe prace. Po ogłoszeniu wyników zostaną one przeniesione do galerii Stowarzyszenia Architektów Polskich przy ul. Dyrekcyjnej. Dziennik Zachodni, (greg) 2006.10.13
Do góry
Zamknięta Załęska
Od poniedziałku zamknięty zostanie odcinek ulicy Załęskiej od ul. Zgody do ul. Szadoka. O awarii sieci kanalizacyjnej w tym miejscu pisaliśmy już dwukrotnie. Wreszcie mieszkańcy doczekają się generalnego remontu sieci. To jednak łączy się z utrudnieniami w komunikacji miejskiej.
Linie autobusowe o numerach: 9, 10, 46, 48, 138, 238, 296 i 657 kursować będą objazdem ulicą Ligocką. Nie będą obsługiwane przystanki: Brynów Kopalnia Wujek i Stara Ligota Stroma. W zamian autobusy zatrzymywać się będą na przystankach: Brynów Dziewięciu z Wujka i Stara Ligota Wiadukt. Z komplikacjami muszą się też liczyć kierowcy. Dziennik Zachodni, (bib) 2006.10.13
Do góry
Do Katowic na Dyktando!
Piątek, godz. 12, studio nagrań Polskiego Radia Katowice przy ul. Ligonia. 16 półfinalistów Mówcy Znakomitego zmierzy się z tematem Poetami się rodzą, mówcami się stają. Sobota, godz. 11, hala sportowo-widowiskowa Spodek w Katowicach. Po Dyktandzie jury ogłosi czterech finalistów Mówcy. Dopiero wtedy poznają temat rozstrzygającej rozgrywki.
Wstęp na półfinał i finał jest wolny.
Osoby, które chcą wziąć udział w największej klasówce ortograficznej w Polsce, mogą się zapisywać do ostatniej chwili. Wystarczy wypełnić formularz w internecie na stronie www.dyktando2006.pl lub wysłać SMS pod numer 601 247 247 o treści DYKTANDO. Wysyłając SMS, należy również podać imię i nazwisko, kod pocztowy, rok urodzenia. Gazeta Wyborcza, hb 2006.10.10
Do góry
Miasto kupiło lodowisko dla dzieci
Sztuczna ślizgawka po raz drugi pojawi się tej zimy w Katowicach. Dzieci będą mogły tu jeździć za darmo, ale tylko podczas ferii.
Sztuczne lodowisko pojawiło się na skwerze przy ul. Kościuszki podczas ostatniej zimy, ale Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji wypożyczył je od jednej z firm, ponieważ na czas nie udało się kupić własnego. Teraz jednak MOSiR stał się właścicielem przenośnego lodowiska. Kosztowało ok. 600 tys. zł, drugie tyle pochłonie maszynownia. Lodowisko o powierzchni 1200 m kw. zostanie otwarte 1 grudnia. Dzieci będą płacić za wejście 1 zł, a dorośli 3 zł. Tylko podczas ferii najmłodsi będą się tu bawić za darmo.
- Opłaty wprowadzono, bo ponosimy przecież koszty utrzymania lodowiska. W dodatku w zeszłym roku, gdy ślizgawka była darmowa, przyjeżdżały tu dzieci także z innych miast i lodowisko się trochę blokowało - wyjaśnia Stanisław Wąsala, szef katowickiego MOSiR-u. Gazeta Wyborcza, pj 2006.10.10
Do góry
Rondo Sztuki wystartuje pod koniec roku
Katowickie Rondo Sztuki prawdopodobnie otworzy swe podwoje pod koniec roku. W tej chwili trwają prace wykończeniowe wewnątrz kopuły. Środowisko artystyczne regionu żyje już otwarciem nowych galerii.
Sztuka tradycyjna i multimedia, najnowsze kierunki plastyki i dizajn - w kierowanym przez katowicką ASP Rondzie Sztuki będzie miejsce na wszystko. Do tego muzyka - od jazzu po elektronikę - i kawiarnia z doskonałym winem oraz kartą menu. Prof. Oslislo nie obawia się jednak pojawiających się zarzutów, że w Rondzie będzie jak w powiedzeniu: szwarc, mydło i powidło. - Jako ASP mamy inną misję niż np. galeria, która specjalizuje się wyłącznie w sztuce awangardowej. Sama nasza nazwa wskazuje, że musimy być również akademiccy - tłumaczy rektor.
Miejsca nie zabraknie, bo w Rondzie będą aż dwie galerie: mniejsza - przeznaczona dla studentów oraz większa - dla uznanych twórców. - W tym roku nasza szkoła obchodzi jubileusz 60-lecia istnienia. Nie wyobrażam sobie, abyśmy nie przypomnieli wielu znakomitości związanych z naszą szkołą. To właśnie w Katowicach tworzyło i uczyło wielu artystów, o których nie zawsze pamiętamy - opowiada prof. Oslislo. Na pewno przypomniana zostanie postać kolorysty Jana Dutkiewicza, który jak dotąd nie miał w Katowicach wystawy. W Rondzie Sztuki obejrzymy też grafiki Stefana Suberlaka. Wśród postaci, których dokonania zostaną zaprezentowane w Rondzie, jest Zofia Rydet, zmarła dziewięć lat temu znakomita artystka fotografik, której prace są znane na całym świecie. - I właśnie na Śląsku taką postać, przez tyle lat związaną z regionem, powinniśmy wylansować - mówi rektor ASP.
Marzeniem prof. Oslislo jest zwołanie w Katowicach wielkiego, awangardowego festiwalu multimedialnego, w którego organizację włączyłyby się i inne działające w mieście instytucje. - Chciałbym, aby w Katowicach powstała trasa artystyczna, prowadząca np. z Górnośląskiego Centrum Kultury, poprzez BWA, aż do Ronda - snuje swoją wizję. Na pewno na tej trasie jest już Centrum Sztuki Filmowej - w listopadzie odbędą się tam warsztaty prowadzone przez Zbigniewa Rybczyńskiego, tworzącego za Oceanem mistrza animacji i laureata Oscara, pierwotnie planowane w Rondzie.
Nowe miejsce to nowe wyzwanie, ale rektor ASP jest pewny sukcesu. - Życie wciąż się zmienia i zarazem tym samym prawom podlega sztuka, która musi wchodzić w nowe przestrzenie. Jedynym ograniczeniem będą drzwi, przez które człowiek będzie musiał wejść, czyli dokonać wyboru, na siłę do galerii przecież nikogo nie zaciągniemy - deklaruje.
Na Rondzie im. gen. Ziętka trwają jeszcze prace budowlane przy kopule. Jest szansa, że zakończą się do końca listopada. Wówczas Rondo Sztuki mogłoby zainaugurować swoją działalność jeszcze w grudniu. Gazeta Wyborcza, Marcin Mońka 2006.10.10
Do góry
Siedziba z Warszawy do Katowic
- Wszyscy będą z tego powodu zadowoleni, bo przecież kluby biatlonowe działają na południu kraju i są bliżej Śląska niż stolicy Polski - przekonuje Tomasz Sikora, mistrz świata i wicemistrz olimpijski.
Zbigniew Waśkiewicz, rektor katowickiego AWF-u, tydzień temu został wybrany na nowego prezesa Polskiego Związku Biatlonowego. Waśkiewicz od lipca był kuratorem związku. Poprzedni zarząd został zawieszony przez ministra sportu za nieprawidłowości w finansach. Od tej pory przez trzy lata wszelkie środki budżetowe na biatlon przechodziły poprzez AZS AWF Katowice. Na najbliższym posiedzeniu zarządu (między 11 a 16 października) działacze zdecydują, czy przenieść siedzibę do Katowic. Ma to być tylko formalność. - Najważniejszym powodem przeprowadzki jest położenie Katowic. Przecież stąd jest bliżej do Dusznik Zdroju czy Kościeliska, gdzie znajdują się ważne ośrodki biatlonowe - tłumaczy Krzysztof Nowak, sekretarz rektora Waśkiewicza. - Faktycznie łatwiej będzie nam dojechać na Śląsk niż do Warszawy. Wiem, że większość delegatów popiera ten pomysł - dodaje Józef Staszel, działacz BKS-u WP Kościelisko. Biuro związku ma się znajdować w jednym z budynków AWF-u. - W nowej hali wszystkie pomieszczenia są już wykorzystane. Znajdziemy jednak odpowiednie miejsce dla siedziby związku - zapewnia Nowak.
Z przeprowadzki związku zadowolony jest Tomasz Sikora, najlepszy polski biatlonista, który mieszka w Wodzisławiu, a jest zawodnikiem Dynamitu Chorzów. - Podróż do związku nie zajmie mi już tyle czasu - mówi sportowiec, który w austriackim Ramsau przygotowuje się właśnie do rozpoczynającego się pod koniec listopada sezonu. - Mamy znakomite warunki do przygotowań. Muszę pochwalić nowe władze. W przeszłości, kiedy prosiliśmy o jakiś sprzęt, często słyszeliśmy, że związku nie stać na to. Teraz jest inaczej, a przecież budżet jest podobny. Po prostu nowi działacze lepiej potrafią gospodarować pieniędzmi - dodaje Sikora. Gazeta Wyborcza, Leszek Błażyński 2006.10.09
Do góry
Konferencja o kulturze przemysłowej
W dniu 10 października 2006 (wtorek), w ramach tegorocznej edycji Górnośląskich Dni Dziedzictwa w Wyższej Szkole Zarządzania Ochrona Pracy w Katowicach przy ul. Bankowej 8 odbędzie się konferencja Zachowanie i promocja dziedzictwa kultury przemysłowej. Początek o godzinie 10.00. Wstęp wolny.
Program konferencji:
10.00-10.30 - Anna Kulpa-Ogdowska (Szkoła Główna Handlowa w Warszawie, Katedra Socjologii) - Miasta wobec swoich tradycji przemysłowych
10.30-10.45 - dyskusja
10.45-11.00 - Henryk Mercik (Górnośląski Oddział Stowarzyszenia Konserwatorów Zabytków) - Dziedzictwo kultury przemysłowej w Rudzie Śląskiej okiem konserwatora
11.00-11.15 - dyskusja
11.15-11.45 - Henryk Zubel (Politechnika Śląska, Wydział Architektury) - Nieznany Śląsk na poziomie -1. Prace dyplomowe studentów Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej
11.45-12.00 - dyskusja
12.00-12.15 - przerwa
12.15-12.45 - Jan Gustaw Jurkiewicz (Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu - skansen Królowa Luiza) - Piękna maszyna
12.45-13.00 - dyskusja
13.00-13.30 - Adam Hajduga (Wydział Promocji Regionu, Turystyki i Sportu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego) - Prezentacja projektu Szlak Zabytków Techniki Województwa Śląskiego
13.30-14.00 - dyskusja i podsumowanie. Organizatorzy GDD, 2006.10.09
Do góry
W Katowicach grają w kulki
W parku Kościuszki otwarto pod okiem Francuzów pierwszy w Katowicach bulodrom, miejsce do gry w kule. Zawodnikiem może być każdy, kto ma siłę utrzymać w dłoni metalową kulę ważącą od 650 do 800 g.
Pierwszą kulą rzuciła Grażyna Szołtysik, wiceprezydent Katowic. - Grałam trochę we Francji. Muszę sobie jednak przypomnieć zasady - mówiła, otwierając wczoraj rano bulodrom przy wieży spadochronowej. Dzieci nie miały z tym kłopotów. - Kula musi być blisko świnki - powtarzał czteroletni Maksym Nowak z Katowic. Petanque znana w Polsce jako: kule, kulki, bule lub boules to narodowa gra Francuzów wywodząca się z okolic Marsylii. Do grania wystarczy kawałek nawierzchni o żwirowym (miękkim) podłożu, kilka kul o wadze od 650 do 800 g i mała drewniana kulka zwana świnką. Cała zabawa polega na tym, żeby rzucić swoje kule jak najbliżej świnki i zgarnąć przeciwnikowi punkty.
Polacy grają w kule od niedawna. Polska Federacja Petanque jest jedną z najmłodszych w świecie, członkiem federacji światowej jest od 2003 roku. Na Śląsku ma już kilka swoich sekcji, m.in. w Tychach, Żywcu i od niedawna w Katowicach. - Katowicki teren do gry w kule jest wspólnym przedsięwzięciem miasta Katowice i Dom Saint-Etienne, miasta partnerskiego Katowic. Nasza sekcja liczy na razie kilkunastu członków. Pierwszy poważny sezon rozpoczniemy wiosną - mówi Maciej Żłobiński, szef grupy.
Przyjechało też wielu fanów tej gry z całej regionu. 73-letni Jerzy Skonieczny podczas gry rozmawiał ze swoim przeciwnikiem z tyskiego z klubu tylko w języku francuskim. - Kiedy zaczynaliśmy grać w Tychach, wśród nas był jeden Francuz. I tak już zostało - śmieje się.
W przyszłym roku gra w kule będzie obchodzić stulecie, chociaż grali w nią już starożytni. Do dzisiaj jest wiele odmian petanque. Jedną z nich znali żołnierze Napoleona, którzy używali kul armatnich.
Chętni do gry w kule mogą za darmo wypożyczyć sprzęt w Domu Miasta Saint-Etienne w Katowicach. Zasady gry znajdują się na tablicy przy bulodromie. Gazeta Wyborcza, kapi 2006.10.08
Do góry
W murach 130-letniego Micka
Najsłynniejsze katowickie liceum ogólnokształcące - imienia Adama Mickiewicza - obchodzi 130. rocznicę istnienia. Jak powstawało i co pamiętają z lat w nim spędzonych jego uczniowie?
Pierwsza szkoła w mieście - protoplasta Micka (tak mówią o liceum uczniowie) - powstała, kiedy Katowice były jeszcze wsią. Zaczynał się wiek XX. Szkoła elementarna przy ul. Pocztowej miała jedną klasę i jednego nauczyciela, który jako wynagrodzenie otrzymywał, poza mieszkaniem służbowym, 50 talarów, zboże, słomę, siano i węgiel.
Dwa lata po uzyskaniu przez Katowice praw miejskich szkoła liczyła już pięć klas i ponad pół tysiąca uczniów. W 1870 r. na wniosek Richarda Holtzego (jednego ze współzałożycieli Katowic) radni uchwalili utworzenie w mieście gimnazjum. Szkoła została uroczyście otwarta rok później. Swoją siedzibę miała w budynku przy obecnej ul. Młyńskiej. Jej pierwszym dyrektorem został Ernst Müller.
Wkrótce okazało się, że szkoła jest za mała. Nowy gmach wzniesiono w pobliżu placu Wolności, przy zbiegu ulic Słowackiego i 3 Maja. Z archiwalnych dokumentów wynika, że uczniowie należeli do wyznań: katolickiego, mojżeszowego i ewangelickiego. Byli to głównie synowie urzędników, kupców i rzemieślników. Do gimnazjum uczęszczali wtedy m.in. Konstanty Wolny, późniejszy marszałek Sejmu Śląskiego, czy Wiktor Siwek - ksiądz, założyciel Miejskiego Polskiego Gimnazjum Komunalnego w Roździeniu. Uczniem był też Wojciech Korfanty, szkoły jednak nie ukończył. Wyrzucono go w klasie maturalnej za utworzenie w szkole kółka narodowego i wygłaszanie przemówień w języku polskim do robotników w jednej z restauracji w Siemianowicach Śląskich.
W ciągu lat przybywało uczniów. Znowu brakowało pomieszczeń, więc wybudowano nowy budynek przy ul. August Schneiderstrasse (dziś Mickiewicza). Powstał istniejący do dziś gmach - neogotycki z czerwonej palonej cegły, z charakterystyczną wieżyczką, na której jeszcze do niedawna była strzelnica. W ramach zajęć z przysposobienia obronnego uczniowie na wieżyczce strzelali do tarczy z ciężkich kbks-ów. Do nowego budynku gimnazjum przeniosło się w 1900 r.
Przełom w dziejach szkoły to rok 1922 i powrót części Górnego Śląska do Polski. Nie było wówczas ani jednej szkoły średniej z polskim jako językiem wykładowym. Podobnie wyglądała sytuacja kadry nauczycielskiej - wszyscy uczący byli Niemcami. Dla potrzeb szkoły władze ustanowiły dyrektora komisarycznego. Został nim Edward Czernichowski. W szkole pozostawiono niemieckie klasy aż do 1932 roku. Potem zabrakło chętnych, bo Niemcy gremialnie wyjeżdżali z polskiego Górnego Śląska.
W szkole uczyli się wówczas tylko mężczyźni. Zajęcia prowadzili m.in. Stanisław Ligoń - nauczyciel rysunku, współzałożyciel Polskiego Radia w Katowicach, Alfred Hamburger, były zapaśnik, jeden z twórca Sokolstwa we Lwowie, czy Kazimierz Popiołek - historyk, pierwszy rektor Uniwersytetu Śląskiego. Szkoła długi czas była bezimienna. Po śmierci Piłsudskiego chciano jej nadać imię marszałka. Zgody nie wyraził jednak lewicujący Związek Nauczycielstwa Polskiego. Ze względu na położenie przy ulicy Mickiewicza szkołę popularnie nazywano nazwiskiem wieszcza. Po wojnie w 1947 r. Rada Pedagogiczna podjęła uchwałę, by przyjąć imię Wojciecha Korfantego. Władza nie zgodziła się. W zamian zaproponowała takie postaci, jak: Julian Marchlewski, Wincenty Pstrowski i Józef Stalin. Propozycje nie przeszły. Dopiero 12 lat później władze przyjęły nieoficjalną nazwę jako obowiązującą. W holu szkoły wmurowano płaskorzeźbę Adama Mickiewicza.
W tekście wykorzystałam informacje z opracowania Teresy Baranowskiej Korzenie szkolnictwa średniego w Katowicach.
Ksiądz Ignacy Jeż, biskup senior diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej (matura 1932)
Dziewczyny uczyły się w liceum żeńskim. Raz w roku zapraszało się je na zabawę w karnawale. Potańcówka była w auli. Boże, co to były za emocje. Ze mnie co prawda tancerz był marny. Mękę przeżywałem w obowiązkowym polonezie. Najbardziej pamiętam zajęcia z łaciny i greki. Kazali nam się Iliady i Odysei na pamięć nauczyć. Do dziś fragmenty pamiętam, tak kazali kuć. Ale ten wysiłek się opłacił. Opinia o szkole szła w świat. Matura w niej zdana była przepustką do dalszej nauki. Ja i trzech innych kolegów studiowaliśmy teologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Czy w ogóle nie łobuzowaliśmy? Eee, chyba nie. Śmiechu było dużo, ale też często razem z kolegami rozmawialiśmy o rzeczach poważnych. Sytuacja polityczna była ciekawa: od 1926 r. władzę przejął Piłsudski, a Śląsk był za Korfantym. W Katowicach byli też nacjonaliści. Nie toczyliśmy otwartych sporów, ale dyskusje. Na szczęście w szkole nie było indoktrynacji. Wiedzieliśmy o sympatiach politycznych niektórych nauczycieli, ale nie przekładali tego na nas. Na szczęście! Inaczej nigdy bym tej szkoły tak dobrze nie wspominał.
Profesor Tadeusz Sławek, były rektor Uniwersytetu Śląskiego (matura 1964):
Za moich czasów Katowice dookoła szkoły wyglądały zupełnie inaczej. Tam, gdzie są budki z warzywami, był jeden kiosk. Zarządzała nim legendarna kioskarka, której robiliśmy na złość. Jak wybiegaliśmy na dużą przerwę, to uderzaliśmy ręką w blaszane drzwi kiosku. Wygrywał ten, kto pierwszy uderzył. Mieszkałem wtedy w kamienicy tuż obok szkoły. Mickiewicz był jak przedłużenie mojego mieszkania. W dzisiejszym budynku PZU była łaźnia. Chodziliśmy tam całą klasą na lekcje pływania. Z kolei za Mickiewiczem, gdzie dziś jest potężny budynek Stalexportu, były łąki, dziki teren i drewniany most na Rawie. Chodziło się tam zaznawać przygód wszelakich. Jasne, że od wydarzeń politycznych nie było ucieczki. Sam np. pełniłem wartę honorową w dzień śmierci Stalina. Mogę jednak śmiało powiedzieć, że nie byliśmy do czegoś zmuszani, namawiani. Były dyskusje.
Prof. Andrzej Bochenek, kardiochirurg (matura 1967):
Nie przypominam sobie żadnych politycznych nacisków. Nacisk był tylko jeden: uczyć się, uczyć się i jeszcze raz uczyć się. Uczniem nie byłem najlepszym, a profesorowie potrafili dać mi w kość. Dyscyplina była też duża. Najbardziej utkwiła mi w pamięci opieka nad patyczakami w pracowni biologicznej. Każdego dnia sprawdzałem, co z nimi. Patyczaki zwykle się nie ruszają, a ja za każdym razem umierałem ze strachu, że moi podopieczni już nie żyją. Studniówkę pamiętam jak przez mgłę, maturę zresztą też. Życie towarzyskie kwitło poza murami szkoły. Zdobyczne płyty Stonesów czy Beatlesów i imprezy jak tylko rodzice, któregoś ze znajomych wyjeżdżali. Gazeta Wyborcza, Anna Malinowska 2006.10.06
Do góry
Skokach na motorach w katowickim Spodku
Takich zawodów w Polsce jeszcze nie było! Pod koniec listopada w katowickim Spodku odbędzie się finał mistrzostw świata we Freestyle Motocross, który jest jednym z najbardziej widowiskowych sportów na świecie.
Niecały miesiąc temu Polsat transmitował zawody Red-Bull X-Fighters z Madrytu. Niesamowite akrobacje motocyklistów obserwowało wielu widzów w naszym kraju. 24 i 25 listopada będzie można zobaczyć na żywo skoki czołowych zawodników świata. - W Hiszpanii był to wielki show połączony z imprezami towarzyszącymi. W Katowicach będzie bardziej sportowo - mówi Grzegorz Dąbrowski, menedżer najlepszego w naszym kraju zawodnika - Bartka Ogłazy. Mieszkający w Radwanicach pod Głogowem motocrossowy akrobata bardzo solidnie przygotowuje się do imprezy. - Wybudowaliśmy mu specjalny basen o wymiarach 8 na 12 metrów. Obkładamy go teraz gąbkami. Będzie mu służył jako lądowisko. Jego celem jest nauczenie się najważniejszego triku w freestylu, czyli backflipa. Jest to obrót o 360 stopni w powietrzu z motorem - tłumaczy Dąbrowski. Taki skok zaprezentuje na pewno Czech Libor Podmol, jeden z najlepszych zawodników świata. - Zanim zacząłem uprawiać skoki na motorach, jeździłem na motocrossie i miałem wtedy więcej kontuzji. Najgroźniejszy mój uraz podczas skoków to otwarte złamanie nogi - mówi Czech, który już wczoraj, podczas prezentacji przed katowickim Spodkiem, wykonywał akrobacje na motorze. - Zawodnik zaprezentował tylko 70 proc. tego, co potrafi. Podczas mistrzostw zobaczą państwo, na co go naprawdę stać - zapewniał Marko Manthey, który jest organizatorem zawodów.
W Spodku zobaczymy również Szwajcara Mathieu Rebeauda, który potrafi wykonać wyjątkowe kombinacje skoków. Szwajcar zajmuje pierwsze miejsce w rankingu Międzynarodowej Federacji Freestyle Motocross.
Kilka dni przed mistrzostwami niemiecki specjalista Frank Enders rozpocznie budowę toru. - Do Katowic przyjedzie 150 ciężarówek naładowanych ziemią i piaskiem. Następnie uformujemy wzgórze o wysokości 4 metrów. W ciągu 12 godzin powinniśmy wykonać całą konstrukcję - tłumaczy Enders. Bilety na Noc Skoków będą już niedługo do nabycia. Cena najtańszych - 70 zł. Gazeta Wyborcza, Leszek Błażyński 2006.10.05
Do góry
Centrum Sztuki Filmowej
W piątek wieczorem marszałek województwa i wojewoda przetną taśmę celuloidową i Centrum Sztuki Filmowej rozpocznie działalność.
W naszym regionie nie było do tej pory miejsca, w którym pod jednym dachem można oglądać filmy, gromadzić i konserwować taśmy, przeglądać stare kroniki filmowe czy spotykać się z twórcami. W końcu marzenie filmowców doczekało się realizacji. Pieniądze - 11,5 mln zł - dały Unia Europejska, Ministerstwo Kultury i samorząd województwa. W przebudowanym nie do poznania kinie Kosmos powstał obiekt o znaczeniu ponadregionalnym. Podobnym mogą poszczycić się tylko Łódź (Muzeum Kinematografii) i Warszawa (Filmoteka Narodowa).
Wczoraj trwały jeszcze przygotowania do uroczystości otwarcia. Na scenie w sali głównej, mieszczącej 372 widzów, ustawiano krzesła, stoły i oświetlenie. Piątkowy wieczór poprowadzi Stanisław Janicki, uznany krytyk filmowy. Będzie zapraszał na podium śląskich reżyserów i aktorów, zapowiadając krótkie filmy prezentujące dorobek Śląska w dziedzinie kinematografii.
O godz. 18 wstęgę z taśmy filmowej przetną wojewoda śląski Tomasz Pietrzykowski oraz marszałek województwa Michał Czarski. Będą też wszyscy, dzięki którym Centrum powstało: prezydent Katowic Piotr Uszok, Jan Olbrycht, marszałek poprzedniej kadencji, który popierał budowę Centrum, a także ówczesny minister kultury Waldemar Dąbrowski. Będą też Krystyna Doktorowicz z Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego oraz twórcy filmowi z całego kraju.
W nowoczesnej kabinie kinooperatora nad zwojami taśm pracował do ostatniej chwili Jerzy Waligóra, najstarszy pracownik w Centrum Sztuki Filmowej. - Pracuję w tym miejscu od ponad 40 lat, od pierwszego seansu w Kosmosie. Cieszę się, że po przerwie wreszcie sala zacznie żyć i zapełni się widzami - mówi kinooperator. Pan Jerzy doklejał do filmów tzw. starówki. To kawałki taśmy, które są potrzebne przy rozruchu maszyny. Sam projektor oparty jest na tych samych technikach co tradycyjny. Nowością jest możliwość projekcji ze wszystkich możliwych nośników, począwszy od kaset VHS po płyty DVD.
W piątek obowiązują zaproszenia. Pierwsi widzowie zapełnią Centrum w sobotę. Przez cały dzień będą trwały darmowe projekcje filmów dla dzieci, dokumentów poświęconych Śląskowi. Będzie rzadka okazja zobaczenia przedwojennych Katowic w filmie Stolica Śląska w reżyserii Jana Skarbka-Malczewskiego z 1928 r. Dużą atrakcją ma być pokaz videoartu Lecha Majewskiego pt. Krew poety. To już osławione dzieło, które swoją premierę miało w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku, a w Polsce było prezentowane na festiwalu Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Zamiast oglądać jeden film, będziemy mogli zobaczyć kilkanaście, wyświetlanych na oddzielnych monitorach. Wszystkie układają się w oniryczną opowieść ze Śląskiem w tle.
Zbiory Filmoteki Śląskiej na razie udostępniane będą osobom związanym z filmem, studentom Filmówki czy dziennikarzom. Oprócz tego ma tu działać czytelnia z książkami i czasopismami filmowymi. Młodzież będzie poznawać kinematografię dzięki pokazom i wykładom w ramach Akademii Filmowej. Będą też warsztaty, a w przyszłości nawet festiwale i konkursy filmowe.
Placówka jeszcze przed oficjalną inauguracją otworzyła się na współpracę z filmowcami niezależnymi. W zeszłą sobotę gościła młodych filmowców z całej Polski, którzy jako uczestnicy Rybnickich Prezentacji Filmu Niezależnego przyjechali tu na warsztaty filmowe. - Skorzystaliśmy wszyscy, a reżysera Michała Rosy nie chcieliśmy wypuścić z wykładu, tyle było do niego pytań. Mamy też pierwsze zapewnienia, że przy naszej kolejnej produkcji pomogą nam specjaliści z Centrum - mówi Mirosław Ropiak, szef rybnickiego Klubu Filmu Niezależnego. Już w niedzielę w małej sali odbędą się pokazy filmów niezależnych twórców. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski, Marcin Mońka 2006.10.05
Do góry
Kolejna kamienica na Dworcowej odzyska blask
Naprzeciw starego dworca w Katowicach od kilku lat odnawiane są sukcesywnie kamienice. Działa tu już najbardziej luksusowy w regionie hotel. Teraz kolejny zabytkowy budynek - przy Dworcowej 11 - zacznie swoje drugie życie.
Klasycystyczna kamienica przy Dworcowej 11 już wkrótce zostanie wyremontowana. Razem z sąsiednimi budynkami - hotelami Diament i Monopol - utworzy w pełni odrestaurowaną pierzeję tego fragmentu ulicy. Budynek z drugiej strony sąsiaduje ze słynną trzynastką, czyli narożną funkcjonalistyczną kamienicą z 1932 roku, która została ostatnio nieudolnie odrestaurowana. Od wielu lat miasto zapowiada wyremontowanie Dworcowej, jednak na razie oprócz zepsucia trzynastki nic w tym miejscu nie zrobiło. Inicjatywę przejęli bogaci inwestorzy, którzy doceniają niepowtarzalną lokalizację i szlachetne sąsiedztwo secesyjnego starego dworca. I to z dobrym skutkiem - zmodernizowany budynek hotelu Monopol, który należy do braci Likusów, już dziś uznawany jest za wzorcowy przykład renowacji zabytku połączonej z sukcesem komercyjnym.
Przebudowa Dworcowej 11 nie będzie tak spektakularna jak w przypadku hotelu, bo budynek ma mniejszą wartość historyczną. Jednak zapowiada się na interesujące połączenie starej elewacji skrywającej nowoczesne wnętrza. Autorzy koncepcji przebudowy postanowili pozostawić wyłącznie elewację frontową, za nią stawiając od podstaw nowy obiekt spełniający współczesne standardy. Spowodowane jest to zarówno złym stanem technicznym budynku frontowego, jak i obu tylnych oficyn. Także ich wartość historyczna jest niewielka, pochodzą z różnych okresów i mają podłogi na różnych poziomach.
Takie działanie jest bliższe przebudowie kamienicy przy Stawowej 9, ale w tym wypadku elewacja ma być pozostawiona w niezmienionej formie. Odrestaurowana, zostanie odpowiednio podświetlona.
Nowy budynek będzie pełnił m.in. funkcje handlowe. Zarówno parter, pierwsze piętro, jak i kondygnację podziemną zajmie dom towarowy. Na drugim piętrze rozlokują się biura, kancelarie prawne. Pojawi się też trzecie piętro, które dotychczas nie istniało. Wszystko za sprawą przebudowy dachu. Autorzy nie chcą naruszać pierwotnej, zabytkowej elewacji, dlatego dodatkowa kondygnacja będzie praktycznie niewidoczna z ulicy. Aby nie przytłaczać starej części budynku, piętro wpisano w użytkowe poddasze. Na najwyższym poziomie powstanie luksusowa restauracja bądź apartamenty. Stąd będą rozciągać się wspaniałe widoki na śródmieście Katowic. Pojawią się schody ruchome w części handlowej oraz trzy windy.
- Ulica Dworcowa ma szansę stać się jednym z najciekawszych miejsc w Katowicach - mówi Marek Wolnik, dyrektor w firmie Metropolis Nieruchomości Komercyjne, która zajmuje się poszukiwaniem najemców kamienicy. - Odrestaurowanie zabytkowego dworca oraz deptak handlowy wzdłuż Mariackiej i Dworcowej pozwolą na wydobycie całego uroku tego miejsca. Tutaj będzie się koncentrować życie kulturalne i towarzyskie stolicy Górnego Śląska. Powstanie Dworcowej 11 jest znakiem przywracania Katowicom wielkomiejskiego charakteru. A mają być tu firmy odzieżowe z najwyższej światowej półki. Gdy tylko zostaną podpisane umowy z najemcami, budowa ruszy i budynek powstanie w ciągu roku.
Kamienicę przy Dworcowej 11 datuje się na drugą połowę XIX wieku. Początkowo była własnością braci Goldstein, katowickich przedsiębiorców, których pałac stoi przy placu Wolności. Przed pierwszą wojną światową budynek przeszedł w zarząd pruskiej Dyrekcji Kolei Królewskich, podobnie stało się z pozostałą zabudową ulicy Dyrekcyjnej. W okresie międzywojennym mieściła się tu placówka Dresdner Bank, a później Agrar und Kommerz Bank. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 2006.10.05
Do góry
Kluby Rawy Blues
Pięć śląskich klubów muzycznych na czas Rawy stanie się oficjalnymi klubami festiwalowymi. Będą tu koncerty i jam session. Na scenę wejść będzie mógł każdy, kto umie grać bluesa.
- Kluby to kropka nad i, dopełnienie. Ja sam, gdy jestem na czyimś koncercie i mi się spodoba, łapię inspirację do grania - mówi Irek Dudek, twórca Rawa Blues Festival. Na pomysł zorganizowania klubów festiwalowych wpadł przed pięcioma laty. Na Rawę co roku przyjeżdża kilka tysięcy fanów z całej Polski i z zagranicy. Gdy skończy się już koncert w Spodku, większość z nich nie ma co ze sobą zrobić, bo do pierwszego pociągu brakuje kilku godzin. W każdym z klubów występuje jeden z wykonawców z małej lub dużej sceny. Najpierw zespół gra własny materiał, a potem zaczyna się jam session, gdzie każdy chętny muzyk amator może zaprezentować swoje umiejętności.
Dudek starannie dobiera festiwalowe kluby. - Zawsze jestem w każdym miejscu, które chce zostać klubem Rawy. Nie wszędzie nada się granie elektryczne, nie wszędzie dobrze zabrzmi akustyczny blues - mówi Dudek.
W tym roku klubów festiwalowych będzie pięć, wszystkie w centrum Katowic. W Za Drzwiami przy ul. Dworcowej 13 (dawna Szmyrowata i Euforial) wystąpi grupa Styropian Blues. W Mega Clubie (ul. Dworcowa 4) zagrają Ścigani. W Patio (ul. Stawowa 3) grupa Easy Street, a w Dekadencji (ul. Mariacka 20) Adam Kulisz i Michał Kielak. Klub 2B3 (ul. Sienkiewicza 28, dawny Morgan\\\'s Pub) gościć będzie grupę Blues Doctors.
Wejście do klubów tylko na bilet z festiwalu. Gazeta Wyborcza, Marcin Babko 2006.10.04
Do góry
Kandydaci na prezydenta o rynku
Katowicki rynek wygląda dziś fatalnie. Zgadzają się z tym politycy i mieszkańcy. Kandydaci na prezydenta mają różne pomysły, co powinno się tu zmienić.
16 października zostaną ogłoszone wyniki konkursu na projekt przebudowy terenu pomiędzy rondem a katowickim rynkiem. Jednak o tym, co się tu naprawdę zmieni, będzie decydował prezydent miasta, który zostanie wybrany 12 lub 26 listopada, jeżeli dojdzie do drugiej tury wyborów. Zapytaliśmy pretendentów do prezydenckiego fotela, jakie są ich plany związane z tym miejscem.
Piotr Uszok (Forum Samorządowe i Piotr Uszok):
Dziś katowicki rynek oceniam fatalnie, ale nie możemy mówić tylko o zmianie tego miejsca, ale o przebudowie całego obszaru między rondem a rynkiem. Uważam, że powinien to być łącznik pomiędzy kwartałem Dworcowa - Mariacka - Dyrekcyjna - Mielęckiego oraz ul. Wawelską, Stawową i 3 Maja. Tu powinien powstać deptak. Uważam również, że z ruchu powinna być wyłączona ul. Młyńska.
Z samego rynku tramwajów się nie pozbędziemy. Jednak tory zostaną przesunięte pod budynek Separatora. Miasto przejęło już część gruntów w tym miejscu, jest to więc realne.
Jeśli chodzi o linię tramwajową wschód - zachód, to - niestety - pozostanie na swoim miejscu. Przerzucenie tramwajów na tory PKP jest na razie niemożliwe. Z tego powodu plac publiczny powinien powstać raczej od ul. Teatralnej w kierunku ronda. Zobaczymy, czy takiego zdania będą architekci.
Tomasz Szpyrka (Platforma Obywatelska):
Modernizacja katowickiego rynku będzie trudna i kosztowna, ale jest konieczna. Rynek stolicy Górnego Śląska nie może być dworcem tramwajowym i skansenem PRL-owskiej architektury. Mam wizję centrum, które rozciągałoby się od ronda aż do rynku. W jej realizację zaangażuję urbanistów i architektów. Z tym jednak zastrzeżeniem, że konieczna jest likwidacja torów tramwajowych. Tramwaje powinny jeździć podziemnymi tunelami. Na powierzchni powinny być długo otwarte sklepy, w których będzie można kupić wszystko, co jest związane z kulturą i sportem. Chcę, by tu były np. sklepy z rowerami, księgarnie czy sklepy muzyczne, a nie tylko miejsca, gdzie można kupić ciuchy. Konieczne będzie też całkowite wyeliminowanie ruchu samochodowe z tego miejsca, i to bez żadnych wyjątków. Błędem urbanistów było też postawienie w tym miejscu Zenitu, Skarbka i Domu Prasy. Nie widzę jednak możliwości, by wyburzyć te budynki.
Michał Luty (Prawo i Sprawiedliwość):
Nie wyobrażam sobie, by podczas najbliższej kadencji nie rozpoczęły się poważne prace zmieniające rynek. Katowice są przecież pięknym miastem i nie mogą już dłużej przesłaniać tego brzydota rynku i ohyda otoczenia dworca kolejowego, który sam w sobie jest przykładem ciekawej architektury. Inaczej miasto będzie pośmiewiskiem całej Polski, a do centrum niedługo nikt nie będzie chciał zaglądać. Co do samego rynku to - moim zdaniem - możliwe są dwie koncepcje jego przebudowy. Jedna, bardziej zachowawcza, wiąże się z pozostawieniem tu Zenitu, Skarbka oraz Domu Prasy i poddaniu ich gruntownemu liftingowi. Bliższa jest mi jednak druga koncepcja, zakładająca uzupełnienie zabudowy rynku o nowe obiekty w stylu nawiązującym do starych kamienic. Tak się robi np. w Warszawie, gdzie przywraca się XIX-wieczną zabudowę. Zrobienie tego w Katowicach wymagałoby jednak wyburzenia jednego z trzech dominujących tu budynków. Który najlepiej rozebrać - niech zdecydują architekci.
Michał Urban (Sojusz Lewicy Demokratycznej):
Katowice mają w tej chwili zajezdnię tramwajową, a nie rynek. Głównym celem mojego programu jest modernizacja śródmieścia i rewitalizacja nie tylko rynku, ale całego śródmieścia od pl. Wolności do pl. Rady Europy i od DTŚ-ki po al. Górnośląską. To muszą być działania kompleksowe, a nie jak teraz, że tu i ówdzie remontuje się po jednej kamienicy. Trzeba to robić całymi kwartałami. Sam rynek też musi być przebudowany. Pod jego płytą musi powstać podziemny parking, pod nią też muszą jeździć tramwaje. Z technicznego punktu widzenia to żaden problem. To, co powinno powstać na górze, zostawiam architektom i planistom. Powinny tu jednak być lokale gastronomiczne i rzeczy, które będą wizytówką Katowic: ławki, drzewa, fontanny.
Dobromir Andrzej Sośnierz (Unia Polityki Realnej):
Ponieważ nie mamy w tej chwili dostępu do informacji na temat rynku, nie chcemy się w tej kwestii wypowiadać. Rynek to kwestia bardziej techniczna niż programowa, dla nas - jako UPR-u - jest to sprawa drugoplanowa. Najważniejsze są kwestie podatkowe i przesunięcie miejskich wydatków tak, by wydawane pieniądze służyły wszystkim mieszkańcom. Chodzi zatem m.in. o nowe drogi, infrastrukturę i bezpieczeństwo. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 2006.10.04
Do góry
Stawowa znowu targowiskiem
Handlarze wrócili na ul. Stawową w Katowicach. Strażnicy miejscy przyznają, że nie potrafią sobie z nimi poradzić. - Nie możemy tu postawić patrolu na osiem godzin, a ci ludzie nie boją się mandatów - mówią.
Stawowa, jeden z nielicznych deptaków w Katowicach, nie może zasłużyć sobie na miano wizytówki miasta. Od lat jest ulubionym miejscem handlarzy, którzy sprzedawali tu niemal wszystko, począwszy od baterii, przez bieliznę, na warzywach skończywszy.
Kilka miesięcy temu policja i straż miejska wypowiedziały im wojnę. Handlarzom zaczęto rekwirować towar. Poskutkowało, ale na krótko. We wtorek na Stawowej znów można było kupić grzyby, rzodkiewki, kwiaty, zegarki oraz tanie perfumy. Przejście blokowały kartony, wózki i stoliki.
- Zdania nie zmieniliśmy. Ulica ma być wyczyszczona - mówi Waldemar Bojarun, rzecznik Urzędu Miasta.
Józef Barański, szef referatu śródmieście w straży miejskiej, zaręcza, że robi, co może. Od początku roku handlarzom wystawiono ponad 250 mandatów na sumę 25 tys. zł, a do sądu trafiło już 125 wniosków o ich ukaranie. Grzywny sięgają paru tysięcy złotych. - Ci ludzie kar się nie boją, a nie możemy postawić tu patrolu na cały dzień, bo mamy wiele innych interwencji - rozkłada ręce Barański.
Bogumił Sobula, naczelnik wydziału zarządzania kryzysowego, któremu podlega straż miejska, przyznaje, że mandaty nie są skuteczne. Wkrótce jednak handlarzom znowu będzie odbierany towar. - Policja pokazała, że da się zrobić porządek z ulicznym handlem i liczymy na to, że uda nam się rozwiązać tę sprawę do końca. Akcja wymaga jednak doszlifowania i drobnych zmian - zapowiada Sobula. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 2006.10.03
Do góry
Zomowiec zezna, kto strzelał w Wujku?
Sensacyjny zwrot w procesie pacyfikacji kopalni Wujek. Do prokuratury zgłosił się były zomowiec, który twierdzi, że wie, kto strzelał do górników. Prawdopodobnie zostanie on przesłuchany jako świadek incognito. - Ten człowiek stwierdził, że chce umrzeć z czystym sumieniem - tłumaczył we wtorek prokurator Zbigniew Zięba.
Katowicka prokuratura nie chce ujawnić tożsamości mężczyzny. Potwierdza tylko, że to były funkcjonariusz oddziałów ZOMO, które w grudniu 1981 r. pacyfikowały kopalnię Wujek. Kilka dni temu zgłosił się on do innej prokuratury w kraju i powiedział, że wie, kto strzelał do górników.
- Wcześniej bał się ujawnić i zeznawać, bo miał odwiedziny ludzi, którzy zabronili mu kontaktów z sądem. Teraz stwierdził jednak, że chce umrzeć z czystym sumieniem - tłumaczył we wtorek prokurator Zbigniew Zięba z Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Przyznał jednak, że nie wie dokładnie, co były zomowiec ma do powiedzenia. - To się okaże dopiero podczas przesłuchania - podkreślił prokurator.
Na razie nie wiadomo, kiedy do niego dojdzie. Sąd wyda decyzję w tej sprawie 10 października. Wiadomo już jednak, że na prośbę byłego zomowca jego przesłuchanie będzie utajnione.
Mecenas Janusz Margasiński, pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych, nie chce na razie spekulować, czy zeznania byłego zomowca mogą mieć kluczowe znaczenie dla wyjaśnienia tajemnicy, kto strzelał do górników. - Musimy poczekać i wysłuchać tego człowieka. Wielkich nadziei sobie jednak nie robię, choć chciałbym się mile zaskoczyć - podkreślał adwokat.
We wtorek w procesie Wujka zeznania złożyła Zofia F., była działaczka podziemnej Solidarności. Sąd przesłuchał ją po raz pierwszy w 13-letniej historii procesu. Kobieta potwierdziła, że do działaczy związku trafił tajny raport opisujący tragiczne wydarzenia w kopalni Wujek. To miał być gruby zwitek papieru zapisanego drobnym maczkiem. - Z tego co wiem, został sporządzony w Tatrach przez kogoś, kto miał kontakt z zomowcami i był związany ze środowiskiem GOPR-u - mówiła we wtorek kobieta. Nie potrafiła jednak powiedzieć, co się z raportem stało.
Zeznania Zofii F. mają ogromne znaczenie dla sprawy. - Potwierdzają bowiem, że tzw. raport taterników nie był tworem wyobraźni jego autora Jacka Jaworskiego - tłumaczył mecenas Margasiński. Takie zarzuty stawiają bowiem oskarżeni zomowcy.
Raport miał powstać tuż po pacyfikacji kopalni Wujek, podczas szkolenia wysokogórskiego w Tatrach. Uczestniczący w nim członkowie plutonu specjalnego ZOMO podczas imprez mieli opowiadać instruktorom o tragicznych wydarzeniach w kopalni. Chwalili się też, kto strzelał do górników. Ich opowieści spisał Jacek Jaworski, instruktor górski, i przekazał je działaczom Solidarności. W stanie wojennym dokument gdzieś jednak zaginął. Jaworski odtworzył go z pamięci podczas drugiego procesu Wujka. Sąd uznał go za niewiarygodny i uniewinnił zomowców. Ten wyrok został jednak uchylony. Gazeta Wyborcza, Marcin Pietraszewski 2006.10.03
Do góry
Wrocławska promocja Rawy Blues
Organizatorzy tegorocznej, XXVI Rawa Blues Festival w Katowicach postanowili osobiście zareklamować imprezę w kilku większych miastach Polski. Na trasie promującej znalazł się też Wrocław.
W poniedziałek przez kilka godzin po Rynku spacerowali ubrani na czarno ludzie z wielkimi plakatami na plecach, rozdawali ulotki, a informacji udzielał sam Ireneusz Dudek, organizator i kierownik artystyczny Rawy.
- Nie mogliśmy pominąć Wrocławia, to jedno z najbardziej zarażonych bluesem miast w Polsce - mówi Ireneusz Dudek (na zdjęciu). - Może bez wielkich nazwisk, ale zawsze na Rawie zjawia się silna ekipa z waszego miasta. W zeszłym roku na przykład był bardzo ciekawy zespół ze świetną wokalistką, a na basie grał w nim Mietek Jurecki. W tym roku na scenie bocznej będzie bluesowy zespół rodzinny z Wrocławia, czyli Mizia & Mizia - dodaje.
Dudek nie przewiduje jednak we Wrocławiu koncertów pod szyldem Rawy. - Ćwierć wieku temu zapoczątkowaliśmy granie bluesa w Polsce i Wrocław, jak kilka innych miejsc, dorobił się własnego festiwalu [Blues Brothers Day - przyp. red.] - stwierdził Dudek. - Czujemy się raczej matką takich imprez, a po co wchodzić na teren, gdzie świetnie radzą sobie nasze dzieci - dodaje.
Na tegorocznej Rawie nie zabraknie gwiazd bluesa - w najbliższą sobotę 7 października w katowickim Spodku wystąpią między innymi: Roy Rogers & The Delta Rhythm Kings, Nora Jean Bruso i Paul Geremia. Ale będzie też pozamuzyczna atrakcja festiwalu. - Wszystkie kupione bilety wezmą udział w losowaniu mitsubishi pajero, rocznik 1991, który jeszcze do soboty należy do mnie - mówi Ireneusz Dudek. - Teraz stoi w garażu i czeka na kolejnego właściciela, mam nadzieję, że również fana bluesa - dodaje. Gazeta Wyborcza, Rafał Zieliński 2006.10.02
Do góry
Wybór cytatów © Portal.Katowice.pl

Wstecz - Start - Do góry

Redakcja - Regulamin - Współpraca - Reklama - Strony WWW              © Copyright by GST 05-12