ďťż
,
 PORTAL  >  PRZEGLĄD NAJWAŻNIEJSZYCH AKTUALNOŚCI  >  LIPIEC 2006
Numer 112 od września w Katowicach
Kilka lat zajęło miejskim urzędnikom z Katowic utworzenie Centrum Powiadamia Ratunkowego. Wreszcie skończyli. Teraz obiecują, że od września w Katowicach pomoc będzie można wezwać, wykręcając numer 112.
Teraz wybierając w Katowicach numer alarmowy 112, dodzwonimy się jedynie na policję. Od września ma się to jednak zmienić. Już za kilka tygodni nasz telefon odbiorą dyżurni Centrum Powiadamiania Ratunkowego, które powstaje w nowym budynku na zapleczu katowickiego magistratu przy ul. Młyńskiej.
CPR rodzi się już od kilku lat. Waldemar Bojarun, rzecznik Urzędu Miasta, tłumaczy, że sprawę przeciągnęła budowa nowego gmachu, który potem należało odpowiednio wyposażyć. Konieczne było również porozumienie władz miasta ze strażą pożarną, pogotowiem oraz policją.
- W centrum już dyżuruje straż miejska, a od września dołączą do niej przedstawiciele wszystkich służb ratunkowych - mówi Bojarun.
CPR ma działać na prostych zasadach. Telefon alarmowy zawsze odbierze jeden z dyżurnych. To on natychmiast powiadomi wszystkie służby, których pomoc będzie konieczna.
- Dyżurny nie będzie do nich dzwonił. Wpisze odpowiedni komunikat do komputera, który błyskawicznie wyświetli się w pogotowiu czy straży pożarnej - dodaje Bojarun.
Z dodzwonieniem się do CPR-u też nie powinno być problemu, ponieważ zainstalowano tu kilkadziesiąt linii telefonicznych. Już pod koniec września, gdy ktoś zamiast 112 wykręci np. 997 czy 998, to i tak telefon odbiorą pracownicy CPR-u.
Urzędnicy są przekonani, że za sprawą centrum do potrzebujących szybciej dotrze potrzebna pomoc. Będzie tak m.in. dzięki systemowi GPS, który zostanie zainstalowany w pojazdach ratunkowych krążących po mieście. - Dyżurni będą wiedzieli, kto jest najbliżej wypadku - tłumaczy rzecznik.
Uruchomienie CPR-u kosztowało 6 mln zł. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 30.07.2006
Do góry
Ofiary katastrofy w MTK pozywają
Poszkodowani w katastrofie hali wystawowej MTK złożyli dwa pierwsze pozwy przeciwko towarzystwu Allianz, ubezpieczycielowi zawalonego budynku. Domagają się zadośćuczynienia za ból i straty moralne. - Na początku sierpnia pozwy przeciwko Allianzowi złoży kilkanaście kolejnych osób - zapowiada reprezentujące ich stowarzyszenie Wokanda.
Tadeusz N. z Elbląga do końca życia nie zapomni widoku walącego się dachu hali wystawowej Międzynarodowych Targów Katowickich i wydobywających się spod gruzów krzyków umierających ludzi. Ratownicy wyciągnęli go stamtąd z połamanymi siedmioma żebrami, wstrząśnieniem mózgu i poranionymi nogami. - Na zwolnieniu lekarskim byłem cztery miesiące - wspomina mężczyzna. Przy głębszym oddechu klatka piersiowa boli go jednak do dzisiaj. Towarzystwo Allianz, ubezpieczyciel zawalonej hali, za szkody na zdrowiu wypłaciło mu 20,2 tys. zł odszkodowania.
Adam W. z Katowic dostał tylko 15 tys. zł odszkodowania. Spadający stalowy wspornik dachu rozbił mu głowę. Skutki wypadku odczuwa do dziś - cierpi na silne bóle. - I tak miałem więcej szczęścia niż inni - przyznaje W.
Obaj mężczyźni uznali, że odszkodowania były jednak za niskie. Wczoraj wysłali pocztą pierwsze pozwy przeciwko Allianzowi. Dzisiaj trafią one do sądu w Warszawie [tam mieście się centrala firmy ubezpieczeniowej -przyp. autora]. Ranni domagają się zadośćuczynienia za utracone zdrowie oraz poniesione w czasie tragedii straty moralne. - Wypłacone odszkodowania tego bowiem nie pokrywały - podkreślają mężczyźni. N. domaga się od firmy ubezpieczeniowej 50 tys. zł, a W. 30 tys. zł.
Pozwy przeciwko Allianzowi przygotowali prawnicy ogólnopolskiego stowarzyszenia Wokanda. Pomaga ono ofiarom różnych wypadków. - Towarzystwo ubezpieczeniowe nie miało moralnego i ustawowego prawa do uprzywilejowania kogokolwiek z poszkodowanych - tłumaczy Marcin Marszołek, prezes Wokandy, i zapowiada, że na początku sierpnia do sądu trafi kilkanaście kolejnych pozwów przeciwko Allianzowi.
Marek Baran, rzecznik prasowy towarzystwa ubezpieczeniowego, odmówił wczoraj komentarza w tej sprawie. - Przyjęliśmy zasadę, że wypowiemy się w tej kwestii dopiero po zapoznaniu się z treścią pozwów - powiedział. Zapewnił jednak, że Allianz w całości wywiązał się ze swoich zobowiązań, które wynikały z polisy ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej, którą wykupiły MTK. Opiewała ona na 4,9 mln zł.
Rodziny 65 ofiar śmiertelnych katastrofy otrzymały po 35 tys. zł. Najciężej ranni, w zależności od uszczerbku na zdrowiu, dostali natomiast odszkodowania od 10 do 112 tys. zł (średnia to 24 tys. zł). Lżej rannym wypłacono po 2 tys. zł.
Ofiary tragedii pozywają także MTK. Do katowickiego sądu trafiło już siedem pozwów, opiewających w sumie na 1,3 mln zł, kolejne są w przygotowaniu. Prawnik MTK nie wyklucza ugody z ofiarami. Warunek jest jednak jeden - zmniejszenie i ujednolicenie żądań.
Dach hali MTK runął 28 stycznia. Pod jego gruzami zginęło 65 osób, a 144 zostały ranne. Była to największa katastrofa budowlana w Polsce. Prokuratura ustaliła, że budynek został źle zaprojektowany. Zdaniem śledczych projektanci z niewyjaśnionych jeszcze powodów zubożyli go, wykreślając z pierwotnego planu kilka elementów wzmacniających konstrukcję. W efekcie budynek runął pod ciężarem zalegającego na dachu śniegu i lodu. Według prokuratury odpowiedzialność za to ponoszą także członkowie zarządu MTK. Kilka dni przed tragedią dach wygiął się bowiem o kilka centymetrów, a przybyły na miejsce rzeczoznawca nakazał go odśnieżyć i wezwać projektantów, aby określili sposób wzmocnienia konstrukcji. Prezesi firmy zlekceważyli jednak te zalecenia (odśnieżanie kosztowałoby ok. 18 tys. zł) i nie odwołali wystawy gołębi.
Dwóm projektantom i trzem członkom zarządu MTK przedstawiono zarzuty spowodowania katastrofy budowlanej. Wszyscy zostali aresztowani. Gazeta Wyborcza, Marcin Pietraszewski 27.07.2006
Do góry
Złodzieja na plakat
Policja w Krakowie chce publikować wizerunki kieszonkowców. Ślązakom ten pomysł przypadł do gustu, bo drobni złodziejaszkowie dają się mieszkańcom regionu mocno we znaki, zwłaszcza w wakacje.
18-letnia Marta Kapiela straciła portfel na targowisku w Wodzisławiu Śląskim. - Dokumenty na szczęście mi odesłali, ale 300 złotych przepadło. Dla mnie to olbrzymia suma, jestem studentką - mówi nam dziewczyna.
Wczoraj policja w Rybniku pochwaliła się zatrzymaniem dwóch młodocianych złodziei-gimnazjalistów, którzy okradali plażowiczów m.in. na kąpielisku Ruda. Do odzyskania są plecaki, dokumenty, komórki itp.
Praktyka pokazuje jednak, że po zatrzymaniu kieszonkowcy szybko wracają do złodziejstwa, a większość poszkodowanych nie odzyskuje utraconych rzeczy.
To przestępstwa zagrożone niską karą, tu nie stosuje się aresztów. A drobne kradzieże są najbardziej uciążliwe dla ludzi - mówi podinsp. Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji.
Dlatego policja w Krakowie, jako pierwsza w Polsce, wprowadziła pilotażowy program, zgodnie z którym chce w porozumieniu z prokuraturą publikować w prasie zdjęcia osób, które notorycznie popełniają przestępstwa zagrożone niską karą. Przede wszystkim chce ujawniać tożsamość kieszonkowców.
Chodzi o tych przestępców, co do których wina jest bezsporna. Ich wizerunki można by publikować jeszcze na etapie postępowania przygotowawczego.
Mogą tu nam pomóc przepisy prawa prasowego, to będzie skuteczny sposób ich napiętnowania. Jeszcze w te wakacje pojawią się pierwsze zdjęcia - zapowiadają krakowscy policjanci.
I dodają, że jeśli jakiś sklepikarz będzie chciał wywiesić w witrynie swego sklepu fotografię kieszonkowca, będzie miał do tego prawo.
Mieszkańcom naszego regionu ten pomysł zdecydowanie przypadł do gustu. Sebastian Wilczok z Rydułtów apeluje do śląskiej policji, aby poszła w ślady krakowskich kolegów.
- Jakby się jeden z drugim złodziej obejrzał w gazecie, przeszłaby mu ochota do kradzieży. To może być skuteczne - mówi rydułtowianin.
Jego znajomi, Marzena Pieła i Jarosław Strzelec, przyznają, że pewnie znajdą się tacy, którzy posądzą policję o powrót do średniowiecznych metod.
- Ale drobne kradzieże to prawdziwa plaga, więc trzeba szukać nowych rozwiązań - mówią zgodnie.
Podinspektor Andrzej Gąska, rzecznik śląskiej policji: - Musimy sprawę przedyskutować, na razie tego nie stosujemy. To wymaga współpracy z prokuraturą i sędziami. Do tej pory wnioskujemy o publikację wyroków w sprawach pijanych kierowców, zresztą z powodzeniem. Publikacja wizerunków to już całkiem inna sprawa.
Michał Szułczyński z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach uważa, że wprowadzenie takiej metody karania może być problematyczne z punktu widzenia przepisów prawa karnego.
- Nie zapominajmy, że zgodnie z polskim prawem przed ogłoszeniem prawomocnego wyroku istnieje domniemanie niewinności - przypomina prokurator Szułczyński. Dziennik Zachodni, Jacek Bombor 28.07.2006
Do góry
Zburzyć dworzec w Katowicach, czy zostawić?
Katowicki dworzec PKP może zostać wyburzony. O takim scenariuszu mówią przedstawiciele kolei. Mieszkańcy miasta mają podzielone zdania.
Lech Szaraniec, dyrektor Muzeum Śląskiego
Dworzec powinien zostać. Dokumentuje on przecież etap rozwoju architektury europejskiej! Trzej architekci, którzy zaprojektowali dworzec, byli wybitnymi fachowcami. Gdyby to zależało ode mnie, wyrzuciłbym z dworca wszystkie kioski i przywrócił mu pierwotny charakter. To przykład idealnie zaprojektowanej przestrzeni. Prawda jest jednak taka, że PKP zrobiła z dworca niecny użytek, teraz się go wszyscy wstydzimy.
Edward Wieczorek, przewodnik PTTK po Katowicach
Nie można zniszczyć tego budynku. Czasem przechodzę z wycieczkami przez dworzec i zawsze zwracam uczestnikom uwagę na ciekawe betonowe kielichy podtrzymujące strop. Zresztą jego wyburzenie wcale nie będzie takie proste, jak się niektórym wydaje. Żelbetowa konstrukcja tkwi głęboko w ziemi i żeby się jej pozbyć, trzeba będzie pewnie zamknąć połowę miasta. Dworzec jest zaniedbany i został wybudowany w technologii stosowanej przed ponad 30 laty. Ale gdyby dołożyć tam szkło i trochę chromowanych elementów, byłby to ładny kawałek architektury. Trzeba się jednak pozbyć tych budek i budeczek. Przyszły inwestor mógłby przecież urządzić tu przyzwoitą galerię handlową i jednocześnie dostosować gmach do obecnych trendów w architekturze.
Marta Fox, pisarka, mieszkanka Katowic
Nie mam nic przeciwko temu, żeby ten dworzec zrównać z ziemią. Nienawidzę tego miejsca od dnia, w którym powstało. Do Katowic pasuje on jak pięść do oka, choć być może wiele lat temu był to szczyt nowoczesności. Jednak często podróżuję po Polsce i nigdzie nie widziałam gorszego dworca. Jest tu brud i smród, który odstrasza od przechodzenia przez dworzec z jednej strony miasta na drugą. Sama wolę często nadłożyć drogi i idę dookoła. Nigdy też nic tu sobie nie kupiłam. Zawsze po wyjściu z dworca mam za to uczucie, że nadaję się tylko do dezynfekcji.
Krzysztof Niesporek, fotograf, mieszkaniec Katowic
Gdybym miał duże pieniądze, to zburzyłbym połowę Katowic oraz dworzec. To brudny budynek, z menelami i narkomanami. Strach tędy chodzić. Nie ma tu nawet porządnej restauracji, w której można zjeść coś przyzwoitego. Wydaje mi się, że z tym dworcem nie da się już nic zrobić. Zamiast tego można by wybudować obiekt, który nawiązywałby do secesyjnych kamienic w centrum miasta, albo postawić gmach, który będzie zupełnie futurystycznym obiektem, tak jak np. piramida przed Luwrem. Gazeta Wyborcza, not. pj 26.07.2006
Do góry
Architekci o katowickim Dworcu
Wojciech Małecki, architekt
Dworzec to wspaniała architektura. Należy mu tylko przywrócić dawną jakość i zaproponować nowe uporządkowanie przestrzeni. Trzeba też wyrzucić sklepiki z bananami i zrobić z tego porządny miejski pasaż. Dziś, przechodząc tędy, mamy raczej skojarzenia z noclegownią dla bezdomnych, a nie z wizytówką miasta. Dworca nie można zniszczyć, ponieważ jest już historią miasta i należy to uszanować. Przed samym dworcem mamy wspaniały miejski plac. Po odpowiednim przykryciu przystanków tramwajowych może np. powstać miejsce pełne zieleni. Na samym dworcu można by również stworzyć przyzwoite centrum informacji turystycznej i organizować wystawy np. fotografii przemysłowych zabytków Śląska. Dworzec to supermiejsce i trzeba o niego walczyć. Mówię to jako architekt i katowiczanin.
Tomasz Studniarek, prezes katowickiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich
Nie dopuszczam do siebie myśli, że ten budynek zniknie. Architekci zrobią wszystko, by do tego nie dopuścić. Nie widzę żadnych słabych punktów tego gmachu. To olbrzymia przestrzeń, w której można zaprojektować wszystko. Ten odrapany beton przy dobrym oświetleniu i zieleni w środku też wyglądałby fantastycznie. Dworzec w Katowicach to jeden z najlepszych budynków, jakie znam. Jego wyburzenie będzie skandalem.
dr Ryszard Nakonieczny, architekt, pracownik Politechniki Śląskiej, redaktor naczelny kwartalnika Archivolta
Ten dworzec to przykład doskonałej architektury późnego modernizmu i nie może być zniszczony. Katowice zasłużyły się w historii architektury polskiej i europejskiej właśnie modernistycznymi obiektami. Skoro honorujemy takie dzieła jak drapacz chmur na ul. Żwirki i Wigury, czy ciągle wspominamy pierwszą, zniszczoną przez Niemców, siedzibę Muzeum Śląskiego, to nie rozumiem, dlaczego deprecjonuje się dworzec. Jego gmach świetnie nadaje się na centrum wystawiennicze, ale także na działalność handlową. Nie można go zburzyć. Gazeta Wyborcza, not. pj 25.07.2006
Do góry
Trzeba walczyć o dworzec PKP!
Wyburzenie dworca PKP w Katowicach będzie skandalem - mówią architekci. Podkreślają, że gmach jest niepowtarzalny i wystarczy tylko o niego zadbać. Kolej to zrobi, ale nie wiadomo, czy ocali budynek.
Katowicki dworzec PKP może zniknąć z powierzchni ziemi. Zostaną po nim tylko perony i tunele, by pasażerowie mogli dotrzeć do pociągów. Co powstanie na olbrzymim 3,5-hektarowym placu w samym centrum Katowic, zdecyduje przyszły inwestor dworca. Przetarg, który go wyłoni, ma być rozstrzygnięty w przyszłym roku. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planami, to w ciągu czterech lat po starym dworcu nie będzie śladu.
Zastąpi go inny budynek, którego planów nawet jeszcze nie ma. Stracimy za to gmach, który najpierw był dumą i wizytówką Katowic, a dziś jest brudnym, śmierdzącym, pełnym kieszonkowców i bezdomnych miejscem, odstraszającym przyjezdnych.
Gdy w 1972 roku dworzec powstał, olśniewał nowoczesnością. Pasażerów zachwycał jego prosty i funkcjonalny kształt, przeszklona elewacja i olbrzymie betonowe kielichy podtrzymujące dach w głównej hali. Prawdziwym hitem były zaś ruchome schody łączące hole oraz tunele z peronami. Takiego dworca wiele osób już nie pamięta i choć gmach mógłby znów być ozdobą miasta, to kolej woli oddać go w prywatne ręce.
- Miejmy nadzieję, że powstanie tu nowoczesny obiekt - mówi Henryk Bacior, zastępca dyrektora oddziału PKP SA Dworce Kolejowe.
Jego zdaniem obecny dworzec od samego początku był nie najlepszym dziełem. Mówi, że jest trochę siermiężny i miał symbolizować trud pracy górnika. - Wszystko jest ciężkie, niezbyt eleganckie - uważa Bacior.
Na brud i smród też ma swoje wytłumaczenie. - Dworzec budowano z dostępnych wtedy materiałów i dziś stal jest już zniszczona przez korozję. Nawet malowanie nic nie da - mówi.
Na zlecenie kolei budynek sprząta codziennie firma Południe. Gdy we wtorek był tu minister Jerzy Polaczek, dobrze przyłożyła się do pracy. - Posadzki były umyte, ale utrzymanie czystości jest trudne. Dworzec ma wiele zakamarków, np. przy nieczynnych schodach ruchomych. To, że śmierdzi, jest jego specyfiką. Dla mnie też to niepojęte. Różne osoby koczują na dworcu i w okolicy. Nie można ich wyrzucić, bo jest problem, gdzie je zawieźć i kto będzie dezynfekował samochód - rozkłada ręce Bacior.
Przyznaje jednak, że już od 1999 roku kolej przestała dbać o estetykę dworca. Wtedy bowiem po raz pierwszy zaczęto mówić o jego przebudowie. - Wydawało się, że lada chwila będzie inwestor - tłumaczy Bacior.
Wykonywano tylko drobne prace: wymieniono drzwi wejściowe, tu i ówdzie pojawiły się nowe szyby. Opowiadając nam o swoich planach, zapewne niechcący, potwierdza opinię wielu architektów, że dworzec może być znowu piękny. Obiecuje nawet zadbać o posadzkę na holach. - Będzie wyszlifowana. Na próbę zrobimy 500 metrów kwadratowych na górze i pokryjemy ją substancjami, które zapewnią połysk i mniejsze zabrudzenia. Jak się to sprawdzi, to zrobimy całość - dodaje.
Okazuje się również, że przy odrobinie chęci można też zrobić porządek z budkami handlarzy i salonikami prasy. - Rozważamy zatrudnienie architekta z doświadczeniem w aranżacji wnętrz, który zadba, by wszystko było jednolite. Idziemy w tym kierunku - zapowiada Bacior.
Podkreśla jednak, że to, czy dworzec ocaleje, będzie zależeć od przyszłego inwestora, a niemal każdy, kto się interesował dworcem, chciał zburzyć budynek. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 25.07.2006
Do góry
Stanęły prace przy przebudowie kanalizacji
Robotnicy, którzy budowali nową kanalizację w centrum miasta, zniknęli z placu budowy. Zostawili zniszczone chodniki i ulice. - Hydrobudowa 6, wykonawca robót, chce od nas więcej pieniędzy, niż było w umowie. A na to się nie zgodzę - mówi Piotr Uszok, prezydent miasta.
Budowa nowej kanalizacji w śródmieściu Katowic to jedna z najważniejszych miejskich inwestycji. Dopiero gdy zakończą się te prace, będzie można rozpocząć przebudowę centrum miasta. Wcześniej nikt nie zaryzykuje bowiem wydawania pieniędzy na remonty ulic tylko po to, by za jakiś czas znowu zrywać asfalt.
Kanalizacja w śródmieściu ma kosztować 8 mln euro, część pieniędzy pochodzi z Unii Europejskiej. Głównym wykonawcą robót jest warszawska firma Hydrobudowa 6.
Prace miały się zakończyć w końcu tego roku, ale nie wiadomo, czy terminy zostaną dotrzymane, bo... robotnicy zniknęli. Zostawili zniszczone chodniki i ulice. Centrum wygląda okropnie. Rozkopane są ul. Warszawska i rynek w okolicach Teatru Śląskiego.
Prezydent Uszok tłumaczy, że winna jest Hydrobudowa 6. - Za wykonane prace chcą dostać więcej pieniędzy, niż przewiduje umowa. Różnice za poszczególne etapy wynoszą nawet 100-200 proc. Nie możemy na to przystać - mówi wzburzony.
Wanda Kobla z wydziału inwestycji Urzędu Miejskiego dodaje, że od początku z firmą były problemy. - Nie byli ani szybcy, ani rzetelni. Tłumaczyli nam, że nie mają ludzi do pracy - dodaje.
Zdaniem prezydenta opóźnienie w robotach sięga już trzech-czterech miesięcy. Nie zdecydował jeszcze, czy zerwie kontrakt z Hydrobudową 6. Wciąż wierzy, że uda mu się dogadać z budowniczymi.
Mateusz Gdowski, rzecznik Hydrobudowy 6, nie chciał komentować zarzutów miejskich urzędników, ani wyjaśnić przyczyn przerwania prac. - Nie możemy się wypowiadać bez zgody inwestora, czyli miasta. Urzędnicy wiedzą, o co chodzi, czekamy na ich odpowiedź. Teraz mam związane ręce - twierdzi. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 20.07.2006
Do góry
Mieszkańcy Paderewa wywalczyli ekrany
Mieszkańcy osiedla Paderewskiego w Katowicach będą mogli spać spokojnie. Ekrany akustyczne przy ulicy Górnośląskiej zostaną w końcu przebudowane.
Mieszkańcy osiedla Paderewskiego narzekają na hałas. Co prawda ekrany oddzielają bloki od ruchliwej ul. Górnośląskiej, ale nie spełniają swojej funkcji. Są za niskie i źle zbudowane. Na dodatek, gdy budowano biurowiec przy ul. Sowińskiego, usunięto fragment ekranów i po zakończeniu prac nie naprawiono szkód.
- Huk jest taki, że w mieszkaniu nie można spokojnie rozmawiać. Sąsiedzi skarżą się, że nie mogą spać - denerwuje się Piotr Kunert, który mieszka na ósmym piętrze w bloku niedaleko Górnośląskiej.
Mieszkańcy osiedla wielokrotnie interweniowali w sprawie ekranów w spółdzielni mieszkaniowej, ale bez rezultatu. W końcu postanowili wziąć sprawę w swoje ręce. Sami zebrali podpisy pod petycją do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Tym razem poskutkowało.
GDDKiA zdecydowała, że ekrany zostaną podwyższone do wysokości około 8,5 m i uzupełnione zostaną brakujące części konstrukcji. - Zastanawiamy się też, czy postawić nowe ekrany między jezdniami. Takie rozwiązanie sprawdziło się na osiedlu Gwiazdy - mówi Sylwester Kasperek z GDDKiA. Gazeta Wyborcza, Alicja Jarosz 20.07.2006
Do góry
Spacer po Brynowie w kaloszach
Wydaje się, że tydzień pod względem pogody upływa upalnie i sucho? Że jak do wody, to tylko na kąpielisko? Nic bardziej mylnego! Na miejską sadzawkę trafimy też w podziemnym przejściu pod ul. Kościuszki.
Na wysokości ul. Dworskiej pieszy, chcąc dostać się na drugą stronę ul. Kościuszki, czy na tutejszy przystanek tramwajowy, powinien wdziać kalosze. Pasów dla pieszych tu nie ma, a podziemne przejście pełne jest wody. Wystarczy chwilę w nim postać, żeby posłuchać przekleństw tych, którzy, schodząc ze schodów, nieopatrznie wylądowali w wielkiej kałuży. - Tu jest tak bardzo często po większym deszczu - twierdzi jeden z mieszkańców okolicy.
Każdego dnia jest trochę lepiej, bo woda powoli wyparowuje po ostatnich opadach. Piesi znajdują coraz więcej suchych wysepek. Tylko skąd w ogóle wziął się problem? - W zeszłym tygodniu wykradziono stąd pompę. Prawdopodobnie, aby sprzedać ją na złom - tłumaczy Piotr Handwerker, dyrektor Miejskiego Zarządu Ulic i Mostów. - W przyszłym tygodniu problemu powinno już nie być. Zakupimy pompę i odpowiednio ją zabezpieczymy - dodaje. Taka pompa to koszt kilku tysięcy złotych. A z zamkniętej studzienki w tym miejscu do kradzieży doszło już po raz drugi.
Czy urządzenie na pewno definitywnie załatwia sprawę? - Być może przy dużych opadach woda napływa do tunelu, ale pompa pracuje na bieżąco. Powinna sobie z tym poradzić - uważa Handwerker. Dziennik Zachodni, bib 20.07.2006
Do góry
Kto zaprojektuje nowe centrum Katowic?
Znamy już uczestników konkursu na przebudowę śródmieścia Katowic. Niestety, liczba startujących biur rozczarowuje. Prawie wszystkie pracownie są ze Śląska. Na szczęście nie zabrakło kilku znaczących architektów reprezentujących różnorodne nurty.
- To średnia frekwencja w konkursach architektonicznych w kraju. Ogłoszono go w lecie, ale nie ma to decydującego wpływu na liczbę uczestników. Jest to okres, kiedy ogłasza się wiele konkursów. Owszem, większym zainteresowaniem cieszą się te, w których można zaprojektować ważny, prestiżowy obiekt, jak na przykład warszawskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Ale taka jest specyfika tego konkursu. W przeciwieństwie do architektonicznego nie owocuje on realizacją, a utworzeniem planu. Dodatkowo aspekt urbanistyczny zawęża krąg pracowni. Zwycięski zespół musi mieć w trakcie realizacji planu co najmniej dwóch urbanistów w swoim składzie - mówi Oskar Grąbczewski, sekretarz organizacyjny konkursu z ramienia Stowarzyszenia Architektów Polskich.
Czy 16 biur wystarczy, by wybrać dobrą koncepcję, która zaowocuje równie dobrym planem? Grąbczewski uspokaja: - Poziom pracowni startujących w konkursie jest naprawdę wysoki. To renomowane biura o dużych osiągnięciach.
Owszem, wśród startujących jest kilka, które wsławiły się w różnego rodzaju konkursach. Wrocławskie biuro EL architekta Edwarda Lacha to prawdziwi weterani konkursów architektonicznych. Ich prosta, modernistyczna architektura tworzy często wyraziste formy, które znajdują uznanie w oczach jurorów. W zeszłym roku Lach wygrał konkurs na budowę Muzeum Sztuki Współczesnej w Toruniu. Zdobył również III miejsce w konkursie na Centrum Nauki Kopernik w Warszawie oraz wyróżnienie za projekt sali koncertowej i placu we Wrocławiu. Lach tworzy budynki, które respektują zastane miejsce. Ważne jest dla niego wykreowanie przy każdym budynku przyjaznej przestrzeni publicznej. Takie podejście może być dużym atutem w przypadku projektu dla Katowic.
Bardzo ciekawie zapowiadają się projekty śląskich pracowni. Startuje 14 biur, w tym trzy z Gliwic i osiem z Katowic. Wśród nich są reprezentanci starego pokolenia, które już odcisnęło swoje piętno na obliczu Katowic, np. Biuro Studiów i Projektów Architektonicznych Franta&Franta, którego założyciel Aleksander Franta wraz z Henrykiem Buszko zaprojektował katowickie osiedla Tysiąclecia oraz Gwiazdy. Czy razem z synem zaproponuje wizję tak totalną, jak te budowane jeszcze w czasach PRL-u? W konkursie startuje również budowniczy półkopuły na rondzie - Tadeusz Czerwiński z biura ColoR Inwestprojekt. Jego dzieło już dziś wpływa znacząco na odbiór centrum stolicy regionu.
Natomiast tandem architektów, który w ostatnich latach wybudował w Katowicach m.in. nową siedzibę NBP i biurowiec Węglokoksu, postanowił startować oddzielnie. Czy dzięki temu Dieter Paleta, znany także z projektu wieżowca Altusa, i Wojciech Wojciechowski zwiększą swoje szanse?
Nie zabrakło też młodszego pokolenia architektów, którzy mają na swoim koncie znaczące realizacje. Startujący w konkursie Tomasz Konior może zaskoczyć odważnym pomysłem. Jego największą realizacją w Katowicach jest rozbudowa Akademii Muzycznej. Ma na swoim koncie sporo sukcesów, ostatnio jednak więcej projektuje poza Śląskiem. W warszawskiej Białołęce powstało Gimnazjum i Centrum Kultury jego projektu. To przykład bardzo dobrej architektury zbudowanej za publiczny grosz. Obiekt uznano za ikonę polskiej architektury. Dla Rzeszowa zaprojektował olbrzymi gmach sądu. Praktycznie każdy projekt Koniora jest inny. Wszystkie cechuje oryginalność formy, funkcjonalność oraz dobre wpisanie w tkankę miasta. W swojej twórczości ma nawet wątek afgański, gdzie wygrał konkurs na budowę centrum olimpijskiego w Kabulu.
Z nurtu młodej i odważnej architektury mamy jeszcze wrocławskie biuro Maćków oraz katowickie Archistudio Tomasza Studniarka i Małgorzaty Pilinkiewicz. Według projektu tej ostatniej pracowni przy ul. Francuskiej w Katowicach powstaje nowa siedziba sądu. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 18.07.2006
Do góry
Policjanci okradli pijanego?
Dwaj funkcjonariusze z I komisariatu w Katowicach zostali we wtorek aresztowani. Odpowiedzą za kradzież 1,8 tys. euro. Pieniądze zginęły z kieszeni mężczyzny doprowadzonego do izby wytrzeźwień.
Przed kilkoma dniami policjanci zostali wezwani do autobusu przy ul. Sądowej w Katowicach. O interwencję prosił kierowca. Skarżył się na awanturującego się pijanego mężczyznę. Na miejsce pojechali 36-letni sierżant sztabowy i 32-letni starszy posterunkowy. Zabrali pijanego i zawieźli do izby wytrzeźwień. Na drugi dzień mężczyzna stwierdził brak gotówki. Brakowało mu 1,8 tys. euro. O wszystkim powiadomił prokuraturę. Ta wspólnie z Biurem Spraw Wewnętrznych [policją w policji - przyp. red.] nie miała wątpliwości. - Za kradzież pieniędzy odpowiedzą funkcjonariusze - mówi Janusz Jończyk z biura prasowego śląskiej policji. - Sąd zadecydował już o ich aresztowaniu.
Pierwszy z aresztowanych w policji przepracował 15 lat, drugi - 9. Gazeta Wyborcza, am 18.07.2006
Do góry
Dlaczego Uszok znów będzie prezydentem
Stara się nie zrażać do siebie ludzi, jest konsekwentny, ma opinię dobrego gospodarza. I dlatego o względy Piotra Uszoka zabiegają największe partie. Nikt nie ma złudzeń, że to on wygra wybory w Katowicach.
W stolicy naszego województwa trwają przygotowania do bitwy o samorząd. Platforma Obywatelska kontra Prawo i Sprawiedliwość. Dla PiS-u samorząd to ostatni etap, by zdobyć pełnię władzy w państwie, dla PO ostatni przyczółek, na którym może się okopać, zebrać siły i za trzy lata przeprowadzić kontratak na Sejm. Katowice są bardzo ważne, bo niemal pewną wygraną ma w kieszeni jeden człowiek - Piotr Uszok. Wystarczy go tylko do siebie przekonać. Partia, która zdobędzie jego względy, wygra samorząd w największym i najważniejszym mieście regionu. Prezydent Uszok obraca gigantycznym budżetem. W tym roku przekroczył on miliard złotych, czyli tyle, ile wynosi budżet marszałka województwa.
Na swoją obecną pozycję Piotr Uszok pracuje od początku lat 90. Nadsztygar w kopalni Murcki najpierw został radnym, potem wiceprezydentem, by w 1998 r. zająć fotel prezydenta Katowic. Dziś jest także współprzewodniczącym Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu oraz szefem Unii Metropolii Polskich, która skupia 12 największych miast w kraju. Wcześniej Uszok kierował Związkiem Miast Polskich.
Jego oczkiem w głowie są inwestycje drogowe. Przeciwnicy nieraz mu to wytykali, mówiąc, że nie samymi drogami miasto żyje. Wypomina mu się też zgodę na postawienie supermarketu w centrum Katowic i to, że stolica Górnego Śląska jest wiecznie rozkopana.
Uszok nie zraża się atakami, polega na mieszkańcach. Zaprasza ich do oglądania nowych dróg i mostów, pyta o zdanie na temat kolejnych remontów. Udowadnia, że uważnie słucha swoich wyborców i robi to, czego sobie życzą.
- To styl Kazimierza Marcinkiewicza. Prezydent przywiązuje wagę do tego, żeby ludzie myśleli, jak wiele robi. To nie zarzut, taka jest rola polityka - ocenia dr Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. Jego zdaniem Uszok potrafi się dobrze sprzedać w mediach. Sprawia wrażenia Ślązoka i chopa stąd.
Wizerunek dobrego, swojskiego gospodarza to, według Migalskiego, tajemnica trwania Uszoka, jego popularności i siły nazwiska, które jest gwarancją wyborczego sukcesu. Udowodnił to cztery lata temu tyszanin Grzegorz Uszok, kandydat na prezydenta zgłoszony przez Alternatywę Partię Pracy. W wyborach zajął czwarte miejsce.
Nic dziwnego, że zarówno PO, jak i PiS chcą mieć Uszoka po własnej stronie. Wiedzą, że nie są w stanie wystawić kandydata, który miałby szanse pokonać go w wyborach.
Prezydentowi Katowic pomaga też to, że w mieście brakuje liderów, którzy byliby w stanie z nim konkurować. Popularne i cenione w mieście osoby, jak np. Krystyna Bochenek, Andrzej Sośnierz, Jan Rzymełka czy Krzysztof Mikuła, są dziś parlamentarzystami i ani myślą rezygnować z pracy w stolicy.
Nowych silnych osobowości nie widać. Z tym, że miasto nie ma elit, zgadzają się politycy PiS-u. Co prawda odgrażają się, że mają godnego kandydata, który jest w stanie nawiązać wyborczą walkę z Uszokiem, ale na zwycięstwo nie liczą. Wierzą jednak, że będzie to ich początek marszu po władzę w mieście. Platforma Obywatelska też nie ma złudzeń i rozpoczęła rozmowy z Uszokiem. Jeśli zgodzi się przyjąć poparcie Platformy, partia w wojnie o samorządy odniesie ważne zwycięstwo nad PiS-em.
Tylko jak go przekonać? Partie i prezydent nie zdradzają szczegółów rozmów. Uszok do tej pory świetnie obywał się bez legitymacji partyjnej. Teraz też nie jest mu ona potrzebna. No, chyba że mierzy wyżej. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 17.07.2006
Do góry
Biurowiec zamiast parkingu
Na miejscu obskurnego parkingu przy katowickim magistracie powstanie biurowiec, pod którym znajdzie się kilkupoziomowy garaż.
Chodzi o plac przy ul. Młyńskiej, który nie miał do tej pory szczęścia do inwestorów. Już dziesięć lat temu kupiła go firma A.G.I.B. Euro-Invest z Gdańska. Jej przedstawiciele obiecywali tu biurowiec, a jedno z pięter chcieli oddać do dyspozycji magistratu. Pojawiły się wtedy pomysły urzędników, by przenieść tu gabinet prezydenta i salę obrad Rady Miejskiej. Z planów nic jednak nie wyszło. Firma zbankrutowała, zamiast biurowca do dziś mamy otoczony żelaznymi barierkami płatny parking.
- To prawda, że w tym miejscu brakuje jakiegoś budynku, który zamknąłby kwartał między magistratem a pocztą - przyznaje Waldemar Bojarun, rzecznik Urzędu Miasta.
Syndyk gdańskiej spółki już sprzedał plac w samym środku Katowic. Jego nowym właścicielem jest niemiecka firma W.Beutin Polska. Spółka zamierza postawić tu budynek z kilkupoziomowym garażem. Znajdzie się też miejsce dla sklepów i biur. Na ostatnim piętrze będzie działać restauracja. Prace powinny się rozpocząć jeszcze w tym roku. Gazeta Wyborcza, pj 16.07.2006
Do góry
Drogowskazy do zabytkowych dzielnic Katowic
Turystom łatwiej będzie trafić na Nikiszowiec i Giszowiec. Dziś, nie znając miasta, trudno znaleźć te dwie zabytkowe dzielnice Katowic. Na głównych drogach i trasach przelotowych przez stolicę Górnego Śląska brakuje drogowskazów. - Mamy już projekt nowego oznakowania miasta. To konieczne, bo wybudowaliśmy sporo nowych ulic. Dobiegają też końca prace związane z Drogową Trasą Średnicową - mówi Waldemar Bojarun, rzecznik magistratu.
W mieście pojawią się tablice informujące, jak dojechać na Nikiszowiec i Giszowiec.
Bojarun: - Na pewno ustawimy je przy trasie Warszawa - Bielsko i być może również przy DTŚ-ce.
Miasto chce również zachęcić turystów do odwiedzania dzielnic jeszcze w inny sposób. Nikiszowiec i Giszowiec zostaną umieszczone na Szlaku Zabytków Techniki, który przygotowuje Urząd Marszałkowski.
- Na placu Pod Lipami na Giszowcu pojawi się informacja o historii dzielnicy. Podobna znajdzie się również koło kościoła św. Anny na Nikiszowcu - dodaje Bojarun. Gazeta Wyborcza, pj 16.07.2006
Do góry
Nowa ramówka w Radiu Katowice
Dobry cogodzinny serwis informacyjny, dopasowana do pory dnia muzyka, komentarze i krótkie wywiady na żywo - Radio Katowice ma się stać opiniotwórczym medium.
Nad zmianami w radiu zastanawia się jego nowy prezes Wojciech Poczachowski. Chce, by rozgłośnia odzyskała słuchaczy, których w ostatnich latach straciła na rzecz komercyjnych konkurentów. Do poprawy wizerunku ma się przyczynić głównie poranne pasmo między godz. 6 a 11. Podstawą mają być dobre serwisy informacyjne z wiadomościami regionalnymi. Oprócz pełnych cogodzinnych wydań mają być też krótkie co kwadrans. Rano nadawane też będą na żywo krótkie wywiady, komentarze odredakcyjne i felietony. - Zależy mi na tym, żeby przedstawić Śląsk jako region prężny, z ambicjami i dużymi możliwościami. Koncentrowanie się na samych kłopotach i problemach mnie nie interesuje - zapowiada prezes.
Radio ma być przyjazne - rano z muzyką pobudzającą do życia i o każdej porze dnia trzymającą rękę na pulsie. - Gdy będzie jakiś korek na drodze, to od nas kierowcy mają się tego dowiedzieć - mówi Poczachowski. W tej chwili szuka osób, którym ma zamiar zaproponować współpracę. Gazeta Wyborcza, jk 14.07.2006
Do góry
Za darmo popływasz na Załężu
Miasto wyremontowało kąpielisko przy katowickim Młodzieżowym Domu Kultury.
Basen należy do Młodzieżowego Domu Kultury w Katowicach przy ul. Gliwickiej 214. Wyremontowało go miasto. Otaczają go plaża i żywopłot, pływających pilnują ratownicy. W najgłębszym miejscu liczy 180 cm, w najpłytszym - 60 cm. Wymiary: 10 na 25 metrów. Z kąpieliska mogą też śmiało korzystać niepełnosprawni. Do wody zwiezie ich specjalna winda. Basen jest czynny przez całe wakacje w godz. 10-18. Gazeta Wyborcza, Alicja Fiuk 07.07.2006
Do góry
Wybór cytatów © Portal.Katowice.pl

Wstecz - Start - Do góry

Redakcja - Regulamin - Współpraca - Reklama - Strony WWW              © Copyright by GST 05-12