ďťż
,
 PORTAL  >  PRZEGLĄD NAJWAŻNIEJSZYCH AKTUALNOŚCI  >  KWIECIEŃ 2006
Jacek Pikuła pożegnał się z Katowicami
Jacek Pikuła w czwartek wieczorem kilka razy wychodził na scenę Górnośląskiego Centrum Kultury jako ostatni. I ostatni raz jako bard tego miasta.
Miał przy sobie gitarę pożyczoną od przyjaciela, który kupił ją na środowej aukcji. Ta gitara pod księgarnią na Staromiejskiej brzmiała od 1990 roku. Już jej tam nie usłyszysz. Pikule wstyd wychodzić na ulicę. Od pięciu lat nie płacił ZUS-u za siebie i swoich pracowników.
To się nazywa: przestępstwo, rozrzutność lub najłagodniej nieumiejętność zarządzania. Pikuła prowadził placówkę ds. humanitarno-opiekuńczych. Remontował jedną siedzibę, a po jej wyburzeniu drugą. Zamiast zajmować się dziećmi. Trzymał je przy sobie za to, co wyśpiewał na Staromiejskiej. Pozbawiony dotacji powinien zwolnić wychowawców. Powiedzieć dzieciom: nie przychodźcie. Dałyby sobie radę bez tego kina, basenu, kolacji w restauracji. I wróciły po remoncie. Niech ktoś pierwszy rzuci kamień.
To można nazwać miłością. Pikuła jest wychowankiem domu dziecka. Wie, co to znaczy opuszczenie.
Placówka będzie istnieć bez niego. Będzie się nadal nazywać Skrawek Nieba. Co najwyżej nie będzie skrawkiem nieba. Miasto nie opuści dzieci. Co najwyżej Pikułę.
Ten koncert może być początkiem. Zbierania pieniędzy na spłatę długu. Czytaj: powrotu Pikuły.
Chodzi o 183 tys. zł. Dla Ciebie i Ciebie, dla każdego ze 183 tys. mieszkańców Katowic - o złotówkę. Profesor Marian Zembala, kardiochirurg, utworzył specjalne konto przy swoim Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu: 08109020370000000103210905 z dopiskiem Skrawek Nieba. Już się tam uzbierało ponad 20 tys. zł, środowa aukcja dorzuciła 3,4 tys., a wczorajszy koncert 10 tys. Odsetki ciągle rosną. Gazeta Wyborcza, mag 27.04.2006
Do góry
12-letni chłopiec postrachem kierowców

12-letni, uzależniony od kleju chłopiec włamuje się do zaparkowanych w centrum Katowic samochodów, kradnie pozostawione w nich drobiazgi, łamie lusterka i rysuje karoserię. Policja zatrzymuje go co kilka dni, jednak nie może chłopca karać. - Jest za młody - mówią stróże prawa.
12-letni Andrzej W. mieszka w Katowicach Bogucicach. Niski, szczupły chłopczyk nie chodzi do szkoły. Zamroczony oparami kleju lub rozpuszczalnika (jest od nich uzależniony) całymi dniami snuje się po ulicach centrum miasta. Trudno uwierzyć, że sieje postrach wśród katowickich kierowców.
Włamuje się jednak do samochodów i kradnie pozostawione w nich radia, płyty czy też okulary przeciwsłoneczne. Jeżeli w środku nic nie ma, niszczy lusterka lub rysuje drzwi.
- Krzyczałem na niego z okna, żeby odsunął się od mojego samochodu, to mi wybił szybę i odszedł - żali się pan Tadeusz, lokator katowickiej superjednostki. Tamtejsi portierzy doskonale znają już chłopaka i jak tylko się pojawi, przeganiają go z parkingu.
Policyjne patrole zatrzymują 12-latka co kilka dni: coś zmalował lub bez celu zamroczony snuje się po mieście. W trakcie przesłuchań niczego się nie wypiera i opowiada o różnych swoich sprawkach. Policjanci nie wiedzą, ile jest w tym przechwałek, a ile prawdy, bo często pokrzywdzeni w ogóle nie zgłaszają szkody.
- Za każdym razem odbiera go od nas mama, która załamuje ręce i mówi, że nie wie już, co ma z nim zrobić - mówi komisarz Magdalena Szymańska-Mizera, rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Katowicach.
Policja przyznaje jednak, że w przypadku Andrzeja W. także jest bezradna. Chłopiec jest bowiem za młody, żeby móc go ukarać. - Zgodnie z przepisami, których musimy się trzymać, w jego przypadku można mówić wyłącznie o demoralizacji, a nie przestępstwach - podkreśla rzeczniczka katowickiej komendy. Za kilka dni do sądu rodzinnego trafi wniosek o wyznaczenie dla 12-latka kuratora.
Krzysztof Łęcki, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego, jest zdumiony bezradnością policji.
- Oczywiście powinna się trzymać przepisów. Jeżeli jednak nie pozwalają one na utrzymanie porządku, to trzeba je po prostu zmienić, a nie mówić, że nic nie można zrobić - podkreśla. Gazeta Wyborcza, Marcin Pietraszewski 26.04.2006
Do góry
Gdzieś nam zniknął dynamizm Katowic
Na następny tak duży budynek będziemy musieli poczekać w Katowicach jeszcze kilka lat, aż zostaną oddane do użytku sąd na Francuskiej bądź nowa część Akademii Muzycznej. Patrząc na dzieła poprzednich pokoleń, takie jak Spodek, Skarbek czy dworzec PKP, nasuwa się refleksja, że zniknął gdzieś dynamizm miasta - ta bezkompromisowość, z której niegdyś słynęły Katowice.
Nowe budynki są po prostu poprawne. Niczym nas nie zaskakują, może tylko bogactwem materiałów wykończeniowych, co w przypadku obiektu zbudowanego za publiczne pieniądze nie jest wielkim atutem. Czarna elewacja od strony Bankowej to - według autorów - wpisanie budynku w śląską tradycję. Ściana ma przypominać węgiel, jednak nikt na Śląsku nie budował nigdy z tego materiału. Zazwyczaj stosowano cegłę. W NBP to portugalski łupek imituje nasze śląskie czarne złoto. Także przeszłość miejsca sprowadzona tylko do informacji umieszczonej na niewielkiej szklanej płycie, utrudnia w pełni pozytywny odbiór nowej siedziby banku. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 24.04.2006
Do góry
Jak na rower, to tylko po Katowicach!
Stolica regionu to jedno z najbardziej malowniczych śląskich miast. By poznać jego piękne zakątki, proponujemy wskoczyć na rower. Najlepiej z dołączonym dziś do gazety Niezbędnikiem Śląskim. Przyroda. Polecamy trasę prezentowaną przez wydawnictwo Pascal w przewodniku Polska na rowerze. Prowadzi z centrum Katowic przez Ochojec, Murcki, Giszowiec i Muchowiec. Skorzystajcie z propozycji, długi majowy weekend tuż-tuż...
Mimo że trasa wycieczki prowadzi niemal cały czas w granicach administracyjnych Katowic, szybko zapomina się o uciążliwościach miasta. Tereny osiedli mieszkaniowych i zakładów przemysłowych przeplatają się tu bowiem z obszarami rolniczymi i leśnymi. Znaczne obszary, zniszczone niegdyś przez górnictwo, poddano rekultywacji. Często porośnięte lasem pagórki z trudem dają się rozpoznać jako dawne hałdy i zwałowiska. W okolicy sporo jest również stawów i jezior. Nad niektórymi zbudowano ośrodki rekreacji i kąpieliska. Władze miasta zadbały o wytyczenie sieci nieźle oznakowanych szlaków rowerowych. Nie zapomniano przy tym o miejscach przeznaczonych na odpoczynek, wyposażonych w ławeczki i stojaki.
Centrum Katowic
O km Z głównego dworca kolejowego w Katowicach można wyjść w czterech kierunkach. Ponieważ wycieczka rozpoczyna się na łuku ul. Kościuszki, należy z hali głównej przejść podziemnym łącznikiem w stronę czwartego peronu i skręcić w lewo, w długi tunel zakręcający pod koniec w prawo i kończący się schodami. Ulica Kościuszki pnie się w górę. Panuje na niej spory ruch, ale niedługo przyjdzie w nim uczestniczyć - 800 m dalej, za światłami, opuszczamy jezdnię i kierujemy się na ścieżkę rowerową. Po chwili kończy się podjazd. Droga przeskakuje wiaduktem nad autostradą A4 i wspina się na wzgórze skrajem parku Kościuszki. Po prawej stronie widać ażurową konstrukcję słynnej wieży spadochronowej, po lewej mijamy restaurację Zielone Oczko. 2 km W miejscu, gdzie kończy się podjazd, między drzewami po prawej ukazuje się drewniany kościół św. Michała Archanioła. Nieco dalej, koło wiaty przejścia podziemnego, trzeba przejechać na równoległą do ulicy asfaltową alejkę. Po prawej rozciąga się cmentarz żołnierzy radzieckich. 750 m dalej, na skrzyżowaniu z sygnalizacją świetlną, trasa skręca w lewo. Przecinając ul. Kościuszki, należy wjechać w ul. Drozdów. Na dłuższy czas żegnamy hałas ruchliwej drogi. Trasa przez 280 m przemyka wśród willowej zabudowy, a potem skręca w ul. Czyżyków. Na skraju osiedla (utrzymując kierunek) wkracza na kamienistą, leśną ścieżkę. Po chwili odbija w lewo w szeroki dukt, tuż za punktem, w którym zaczyna się szlak rowerowy Centrum-Podlesie (na prawo stoi tablica pokazująca jego przebieg). 4 km Osiągnąwszy węzeł szlaków rowerowych, po raz pierwszy trzeba dokonać wyboru - rowerowy spacer czy rasowa wycieczka? W pierwszym wariancie trasa wiedzie na wprost, między bramkami ustawionymi przy niestrzeżonych przejściach kolejowych (uwaga na pociągi!). Za nimi należy pokonać krótki, stromy podjazd i zaraz można odpocząć w przeznaczonym do tego punkcie. Szlak jest czytelnie oznakowany. Korzystając z przejazdu dla rowerzystów, trzeba przeciąć ul. 73. Pułku Piechoty i zagłębić w las. Szlak biegnie utwardzonym duktem. Po chwili mija się tablice informujące o lokalnym środowisku przyrodniczym. Można się z nich dowiedzieć, że wokół rozciąga się użytek ekologiczny Źródła Kłodnicy, a tutejszy las to łęg jesionowo-olszowy. Krótszy wariant prowadzi w lewo, w stronę Muchowca. Mkniemy asfaltową alejką, trzymając się znaków szlaku rowerowego, a 1200 m dalej wyjeżdżamy z lasu. Tutaj trasa skręca w lewo i mija ośrodek Katowickiego Klubu Jeździeckiego, w którym czynna jest kawiarenka. Po chwili, las po lewej ustępuje miejsca rozległemu skwerowi z licznymi rzeźbami plenerowymi. Szlak odbija w las, lecz my zostajemy na asfalcie. Przed pasem startowym lotniska odbijamy w prawo, w ul. Trzech Stawów. Przy drodze stoi bar Wiocha, urządzony w siermiężnym stylu. 2 km dalej, napotkawszy ponownie znaki szlaku rowerowego, wracamy na główną trasę.
Ochojec
5.4 km To kolejny węzeł szlaków i jeszcze jeden punkt odpoczynku. Tu z naszym szlakiem krzyżuje się czarny, idący z Lędzin. do Ochojca. Teraz należy skierować się w prawo, później za torami w lewo i na najbliższym rozwidleniu ponownie w lewo. Droga wykonuje śmiały zygzak, przecina asfaltową jezdnię i wiedzie dalej, pod linią przesyłową, skrajem rezerwatu florystycznego Ochojec. 700 m za kolejnym punktem odpoczynku, na skrzyżowaniu z ul. Kołodzieja, trasa opuszcza szlak i odbija w lewo. Jedziemy asfaltową drogą o niewielkim natężeniu ruchu. 1200 m dalej, za przejazdem kolejowym, zostawiamy za sobą las i mamy przed sobą dzielnicę Murcki. (...)
Centrum Katowic
23,9 km Nagle znaleźliśmy się w centrum miasta. Po 300 m należy zjechać w lewo, nad uregulowane w ładnym stylu koryto Rawy. Jeszcze przez 250 m trwa przyjemna wycieczka, bo od skrzyżowania z ul. Bogucicką (gdzie trzeba wykonać skręt w lewo), trzeba pedałować w towarzystwie licznych pojazdów silnikowych. Osiągnąwszy ul. l Maja, odbijamy w prawo. Przez 1,5 km trzymamy się krawężnika, aż wreszcie wyprzedzające nas auta zbaczają w prawo. Dalej ulica to już tylko parking. Natężenie ruchu spada do zera, bo w okolicy rynku obowiązuje zakaz ruchu kołowego. Przecinając rynek, zostawiamy po prawej gmach Teatru Śląskiego. Następnie wjeżdżamy... hm... wprowadzamy rower w ul. 3 Maja (po lewej wznosi się charakterystyczna bryła domu handlowego Skarbek) i po chwili stajemy u stóp estakady prowadzącej do budynku dworca. Tu kończy się wycieczka, trzeba jeszcze tylko wnieść rower na górę i dotoczyć go do holu głównego. Gazeta Wyborcza, Polska na rowerze (Pascal, 39,90 zł), 21.04.2006
Do góry
Rośnie kopuła nad katowickim rondem
Budowniczowie zamontowali w czwartek dwa pierwsze elementy dużego łuku konstrukcji, każdy o długości ośmiu metrów.
- Prace są dość trudne, ponieważ rury są ciężkie. Trzeba nimi trafić w odpowiednie miejsce, by je solidnie zamocować, a wszystko odbywa się przy normalnym ruchu tramwajów i samochodów - mówi inż. Bronisław Rduch, który kieruje pracami przy budowie Drogowej Trasy Średnicowej w centrum Katowic. Cała kopuła będzie wysoka na 14 m i długa na 80. Jej montaż powinien potrwać trzy tygodnie. Potem konstrukcja zostanie przykryta szklaną powłoką.
Gospodarzem kopuły będzie Akademia Sztuk Pięknych. Władze uczelni zapewniają, że będziemy tu niej mogli oglądać ciekawe wystawy, słuchać koncertów albo napić się wina. Gazeta Wyborcza, pj 20.04.2006
Do góry
Kto chce pomóc Pikule, zapraszamy do stołu
Skrawek Nieba można uratować, ale w akcję muszą się włączyć wszystkie śląskie media, szkoły i kościoły.
- Jednoczy nas przy tym stole wielka potrzeba wymiany poglądów, co zrobić, by kontynuować to dzieło - wicewojewoda śląski Artur Warzocha powitał wczoraj w swoim gabinecie przedstawicieli organizacji, które chcą ratować Skrawek Nieba. Spotkanie zainicjował profesor Marian Zembala, kardiochirurg: - To jest walka o nasze dzieci. Zetknąłem się z takimi, które wąchają klej. Jeśli nie będzie kogoś, kto im poda rękę, to one zginą.
Skrawek Nieba to świetlica socjoterapeutyczna w katowickiej dzielnicy Zawodzie. 12 lat temu stworzył ją Jacek Pikuła. Od 2001 roku nie płaci składek na ubezpieczenie społeczne. - Zaczęło się, kiedy zapadła decyzja o wyburzeniu pierwszej siedziby placówki. Nie miałem bazy, a miałem setkę dzieci - wyjaśniał po raz kolejny.
Bez siedziby nie mógł starać się o wsparcie z budżetu i Unii Europejskiej. Nowa wymagała generalnego remontu. Dzisiaj, gdy Skrawek Nieba jest prawie gotowy do otwarcia, drogę do dotacji zamyka dług w ZUS-ie, który wynosi 180 tys. zł.
Pikuła przyznał, że w ciągu pięciu ostatnich lat na swoich wychowanków wydał ponad trzy razy więcej. - Bo kocham te dzieciaki - tłumaczył. - Bo dostawałem pieniądze na prąd, na kolonie, na salę komputerową, a celowość darczyńców jest rzeczą świętą. Inaczej drugi raz nie dadzą.
- Wszystkie organizacje pozarządowe z ciężkim trudem płacą ZUS - nie oszczędzała Pikuły Ewa Kolonko, dyrektorka wydziału polityki społecznej w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim.
- I umieramy powoli - wtrącił Adrian Kowalski, który w Katowicach Załężu prowadzi Dom Aniołów Stróżów, podobną placówkę do Skrawka Nieba. - Dostajemy tylko 40 procent potrzebnych środków, resztę musimy wyżebrać. Sam się zastanawiałem w tym roku, czy nie będę musiał zamknąć świetlicy.
Pikuła zdecydował się na to dopiero pod koniec marca. Nadal codziennie organizuje zajęcia dla dzieci, ale z wolontariuszami. Wychowawców zwolnił. Dzięki temu w ZUS-ie rosną tylko odsetki - codziennie o 160 zł.
- Proszę się mną nie zajmować - podkreślał Pikuła. Zdecydował, że z końcem roku odda Skrawek Nieba innej organizacji. - Mogę ją wprowadzić w realia dzielnicy, już przygotowuję dzieci na nowych wychowawców. One są z tą świetlicą związane emocjonalnie, jeszcze dzisiaj sadziły tam krzewy.
Siedziba placówki należy do miasta. - Możemy zlecić jej prowadzenie na drodze konkursu albo przetargu - deklarowała Małgorzata Trzęsimiech, wicedyrektorka Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Katowicach. Sama Trzęsimiech mówiła o Pikule: - Uroczy, jeśli chodzi o dzieci.
Zembala nazwał działalność Pikuły altruizmem i misją w dobie zaniku autorytetów. Warzocha podziwiał za temperament. Dodał jednak: - Jestem zaniepokojony jego niepoprawnością. Każdą kwotę wyda na dzieci, bo to jest dla niego priorytet.
O to już nie trzeba się martwić. Prof. Zembala przy swoim Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu utworzył dla Skrawka specjalne konto. Wpłynęło już 20 tys. zł. - Trzeba przeprowadzić intensywną akcję, żeby w krótkim czasie zebrać resztę - popędzała Kolonko.
Kolejne spotkanie ratowników Skrawka odbędzie się w najbliższy wtorek w siedzibie placówki. Prof. Zembala, przy poparciu wicewojewody i prezydenta Katowic, chce zaprosić przedstawicieli wszystkich śląskich mediów. W organizację imprez charytatywnych chce zaangażować firmy, szkoły, kościoły. Pikuła jest ewangelikiem, ale jego wychowankowie to również katolicy, zielonoświątkowcy, świadkowie Jehowy. Zembala: - Ta akcja zyskuje wymiar ekumeniczny.
Chcesz pomóc w ratowaniu dzieła Jacka Pikuły? Masz kilka możliwości. Przyjdź 26 kwietnia (środa) o godz. 18.30 do Biblioteki Śląskiej na licytację (będą obrazy oraz fotografie świata podwodnego), a dzień później (czwartek) o godz. 19 do Górnośląskiego Centrum Kultury na koncert (bilety do nabycia w Skrawku Nieba i GCK, cena 20 zł, wystąpią m.in. Natalia Kukulska i Mietek Szcześniak). Wkrótce pieniądze zbierane będą również w sklepach i na ulicach Katowic. Rozglądaj się za motocyklami i betoniarkami (szczegóły podamy później). W każdej chwili możesz wpłacić na konto Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu: 08109020370000000103210905 z dopiskiem Skrawek Nieba. Gazeta Wyborcza, Małgorzata Goślińska 19.04.2006
Do góry
Rozpoczyna się montaż kopuły na Rondzie
W nocy z wtorku na środę rozpoczną się prace związane z montażem kopuły na katowickim rondzie. Wszystko potrwa nawet miesiąc. A potem zaczną tu działać kawiarnia i galeria, których gospodarzem będzie Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach.
Według projektu wysoka na 14 m kopuła będzie miała 80 m długości i szerokość 32 m, zaś jej całkowita powierzchnia wyniesie ponad 2067 m kw. - To nie jest akcja jednodniowa. Najpierw na rondzie staną wieże podporowe. Później każdej nocy, by sprawiać jak najmniej kłopotów kierowcom, będzie montaż najcięższych elementów - zapowiada inż. Bronisław Rduch, który nadzoruje prace przy budowie Drogowej Trasy Średnicowej w centrum Katowic. - Wszystko będzie się odbywało według schematu: dowozimy konstrukcje - montujemy. Planujemy, że potrwa to co najmniej trzy tygodnie, a może nawet miesiąc - dodaje Rduch. Po montażu konstrukcja zostanie przykryta szklaną powłoką.
Wiemy już, jak władze Katowic zamierzają zagospodarować powierzchnię pod kopułą. Na najniższym poziomie znajdzie się Centrum Utrzymania Tunelu. Wyżej początkowo miała być galeria handlowa. Ostatecznie prezydent Piotr Uszok zdecydował, że gospodarzem budowli będzie katowicka Akademia Sztuk Pięknych.
Prof. Marian Oslislo, rektor uczelni, mówi, że będzie tu galeria oraz kawiarnia. - Na dole planujemy wystawy znanych artystów, na piętrze będziemy pokazywać prace naszych studentów, m.in. grafiki, malarstwo, ale także sztukę wideo - dodaje prof. Oslislo. Z kolei w kawiarni będzie się można napić dobrego wina, posłuchać koncertów. - Chcemy, żeby to było ważne miejsce dla katowickiej bohemy, by można tu było dyskutować o sztuce. Mamy mnóstwo pomysłów - zapowiada rektor. Gazeta Wyborcza, pj, purz 17.04.2006
Do góry
Autobus z kamerą i ekranem
Katowicki PKM chce wyposażyć swoje autobusy w kamery i ekrany ciekłokrystaliczne. - Będzie bezpieczniej - zapewnia Eugeniusz Pypłacz, prezes firmy.
Przedsiębiorstwo Komunikacji Miejskiej w Katowicach od dawna inwestuje w nowoczesne, niskopodłogowe autobusy. Niedługo w trasę wyjadą kolejne 22. - W naszych nowych pojazdach były naklejki z ostrzeżeniem, że jest on monitorowany, ale nie była to prawda - przyznaje Eugeniusz Pypłacz, prezes PKM-u. Teraz firma nie musi się już uciekać do takich trików, by zadbać o bezpieczeństwo pasażerów i ustrzec pojazdy przed wandalami.
Po Katowicach jeździ już nowy MAN, w którym zainstalowano ekrany ciekłokrystaliczne. - Wyświetlane są na nich reklamy, ale nie tylko - mówi tajemniczo Pypłacz. O co chodzi? Otóż w autobusie są także trzy kamery, które cały czas obserwują jego wnętrze. Co jakiś czas obraz z nich widać na ekranach. Wszystko jest też nagrywane na twardych dyskach. Takie same urządzenia mają zostać już niedługo zamontowane w jeszcze dwóch pojazdach, a z czasem w kolejnych.
- System jest własnością jednej z firm reklamowych. Ale wszyscy na tym korzystamy: oni mogą puszczać reklamy, my zapewniamy bezpieczeństwo pasażerom i jeszcze w dodatku trochę na tym zarabiamy - mówi Pypłacz. Gazeta Wyborcza, pj 14.04.2006
Do góry
Węglarze zaatakowali patrol SOK-u
Do bitwy pomiędzy złodziejami węgla a funkcjonariuszami SOK-u doszło w rejonie ul. Kantorówny w Katowicach. Sokiści użyli broni, jeden ze złodziei został postrzelony w nogę.
Do zdarzenia doszło czwartek w katowickiej dzielnicy Szopienice. Złodzieje węgla zatrzymali tam pociąg i wysypali z niego kilkanaście ton węgla. Kiedy na miejscu pojawili się funkcjonariusze Straży Ochrony Kolei i odblokowali torowisko, pociąg ruszył dalej. Jednak po kilkuset metrach ponownie został zatrzymany przez węglarzy. Uzbrojeni w kamienie i kije złodzieje zaatakowali wtedy sokistów.
- Nasi ludzie oddali kilka strzałów ostrzegawczych, po czym postrzelili w nogę najbardziej agresywnego napastnika - mówi Krzysztof Król, rzecznik prasowy katowickiego SOK-u. Ranny mężczyzna trafił do szpitala, jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Policja przedstawi mu zarzut czynnej napaści na funkcjonariusza.
To już drugie takie zdarzenie w ciągu kilku ostatnich dni. W piątek w Szopienicach w podobnych okolicznościach złodzieje zaatakowali grupę interwencyjną SOK. Funkcjonariusze postrzelili wtedy jednego z nich. Gazeta Wyborcza, piet 13.04.2006
Do góry
Otwarto nowy piękny budynek w Katowicach

Uroczyście otwarto wczoraj gmach Narodowego Banku Polskiego. - Panie prezesie, ja również melduję, wykonanie zadania - mówił Rudolf Wilkus, dyrektor katowickiego oddziału banku, do prezesa NBP prof. Leszka Balcerowicza. Nawiązał do wypowiedzi Lecha Kaczyńskiego, który po zwycięskich wyborach prezydenckich zwrócił się w ten sposób do swojego brata.
Budowa nowej siedziby NBP trwała nieco ponad dwa lata i kosztowała ok. 50 mln zł. W tym miejscu do 1973 roku mieściła się willa, w której mieszkał niegdyś Friedrich Wilhelm Grundmann, jeden z założycieli Katowic. Potem mieszkał tu pierwszy wojewoda śląski Józef Rymer, a po II wojnie światowej swoją siedzibę mieli katowiccy biskupi. Willę zniszczono na polecenie Zdzisława Grudnia, pierwszego sekretarza KW PZPR w Katowicach.
Bankowcy postanowili jednak upamiętnić fakt, że stał tu dom jednego z najwybitniejszych katowiczan. Przy wejściu do NBP zawisła szklana tablica z wizerunkiem willi i opisem jej historii. - Zrobiliśmy to, ponieważ Gazeta tak dużo o tym miejscu pisała. To ważne dla osób, które interesują się historią miasta - mówi Wilkus.
Dodaje, że bank to teraz najbezpieczniejszy budynek w Katowicach. - Nie da się zrobić podkopu do skarbca, który jest pod ziemią. Zastosowano tu taką technologię, że w ogóle nie ma na to szans - wyjaśnia Wilkus.
Prof. Balcerowicz podkreślał wczoraj, że bank centralny jest jedną z najważniejszych instytucji w państwie, gdyż jest strażnikiem wartości pieniądza, a nowa siedziba pozwoli mu lepiej działać. Tym bardziej że to katowicki NBP będzie zaopatrywał w gotówkę inne oddziały banku na południu Polski.
- Ten budynek będzie służył nam także, gdy wprowadzimy europejski pieniądz - mówił prof. Balcerowicz.
Bartosz Łuczywo, rzecznik katowickiego NBP, obiecuje, że jeszcze w tym roku bank zaprosi mieszkańców na dni otwarte. Gazeta Wyborcza, pj 12.04.2006
Do góry
Czy prezydent Katowic musi być bogaty?
Czesław Śleziak miał być wspólnym kandydatem katowickiej lewicy na prezydenta miasta. Raczej nic z tego nie wyjdzie, bo nie ma pieniędzy na kampanię wyborczą.
Z Czesławem Śleziakiem, byłym posłem SLD i ministrem środowiska, o starcie w wyborach na prezydenta Katowic rozmawiali przedstawiciele SLD i SdPl, a także Partii Demokratycznej - demokraci.pl. - To były rozmowy nieoficjalne - zastrzega Śleziak.
- Byłby najlepszym kandydatem lewicy. To kompetentny polityk i ma doświadczenie w administracji - mówi Adrian Tkacz, szef SdPl w Katowicach.
Problem w tym, że przeforsowanie tej kandydatury może być bardzo trudne. Śleziaka nie chcą bowiem działacze SLD, bo nie ma on pieniędzy na kampanię wyborczą. Pamiętają też, że przed zeszłorocznymi wyborami Śleziak wycofał się ze startu do Sejmu.
Marek Szczerbowski, sekretarz katowickiego SLD, przyznaje, że Śleziak jest jedną z osób, które brane są przez jego partię pod uwagę, ale żadne decyzje jeszcze nie zapadły. Nie chce również komentować informacji Tkacza, który ujawnił kulisy przedwyborczych rozmów. - Ta kandydatura nie została oficjalnie ogłoszona. Toczyły się różne dyskusje. Być może wypowiedź o finansach kandydata dotyczy jakiejś kuluarowej rozmowy - ucina Szczerbowski.
Śleziak przyznaje: - Nie jestem biznesmenem i sam nie jestem w stanie ponieść kosztów kampanii wyborczej. Jeśli chodzi o zarzut, że się wycofałem z wyborów do Sejmu, to moi koledzy powinni się cieszyć, że ktoś potrafił zaprotestować przeciwko temu, co się wtedy działo. Mam na myśli ataki na Włodzimierza Cimoszewicza. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 11.04.2006
Do góry
Czy Katowicom po drodze z chińskim miastem?
Po doniesieniach, że na przedmieściach chińskiego Shenyang istnieje tajny obóz koncentracyjny, władze Katowic zapowiedziały, że do czasu wyjaśnienia sprawy nie podpiszą z tym miastem umowy o współpracy.
W zeszłym miesiącu katowiccy radni zdecydowali, że miasto będzie mogło podpisać umowę o współpracy z chińskim Shenyang. Chodziło m.in. o kontakty gospodarcze. - Stronie chińskiej bardzo zależało na tym porozumieniu - mówi Waldemar Bojarun, rzecznik katowickiego magistratu.
Tymczasem kilka dni temu agencja informacyjna Reuters podała, że zdelegalizowana kilka lat temu sekta Falun Gong ogłosiła, iż na przedmieściach Shenyang istnieje tajny obóz koncentracyjny. Sprawę opisała sobotnia Gazeta. Obóz ma się mieścić w podziemiach Szpitala Leczenia Zakrzepicy. Falun Gong twierdzi, że przebywa w nim 6 tys. jej członków. Według przedstawicieli sekty dyrekcja obozu handluje ludzkimi organami do przeszczepów.
Sprawę doniesień śledzi Amnesty International, wyjaśnień zażądały już USA i ONZ. Chiny wszystkiemu zaprzeczają. W Katowicach pojawiły się głosy, że miasto nie powinno zawierać umowy z Shenyang. - Budziłoby to poważne zastrzeżenia etyczne i miałoby negatywny wpływ na wizerunek Katowic. Zwróciliśmy się do prezydenta o zaniechanie podpisania umowy do czasu ostatecznego wyjaśnienia sprawy - mówi Jerzy Gorzelik, lider Ruchu Autonomii Śląska.
Podobnie uważa Martyna Starc z katowickiej Platformy Obywatelskiej. - Jeżeli to prawda, to umowy nie należy podpisywać. To byłby skandal - mówi.
Bojarun zapowiada, że zanim miasto zdecyduje o podpisaniu umowy, zwróci się do polskiego MSZ z prośbą o zweryfikowanie tych informacji. - Jeżeli to się potwierdzi, to nasza współpraca stanie pod znakiem zapytania - mówi rzecznik.
Falun Gong powstała w 1992 r., jego działalność oparta była na bazie praktykowanych w całych Chinach Qi Gong: połączenia ćwiczeń energetycznych, tradycyjnej chińskiej medycyny, buddyzmu i taoizmu. - To w zasadzie ruch duchowy walczący w Chinach o prawa człowieka. Jest często nazywany sektą, bo uczestnicy ruchu są ślepo oddani swoim mistrzom - mówi Dariusz Pietrek, szef Śląskiego Centrum Informacji o Sektach. Gazeta Wyborcza, pj 10.04.2006
Do góry
Pałac Młodzieży należy już do miasta
Koniec ponaddziesięcioletniego sporu Katowic z Towarzystwem Przyjaciół Dzieci o Pałac Młodzieży. W poniedziałek miasto zostało jego właścicielem. Piotr Uszok, prezydent Katowic, na uroczystość nie zaprosił nikogo z Pałacu. - Jego dyrektor przeszkadzał w negocjacjach - tłumaczy.
Pałac Młodzieży wybudowano po II wojnie światowej ze składek mieszkańców Śląska. Spór o to, do kogo należy ogromny budynek, rozgorzał na początku lat 90., kiedy okazało się, że w księgach wieczystych pozostał zapis, że właścicielem gruntu jest Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci. Sąd Najwyższy uznał roszczenia TPD. Miasto doszło z towarzystwem do porozumienia i przez 10 lat mogło wynajmować pomieszczenia Pałacu za symboliczną złotówkę. Ostatecznie jednak gmina Pałacu nie oddała, ponieważ TPD nie dotrzymało warunków ugody, m.in. nie przeprowadziło inwentaryzacji budynku. Jednocześnie miasto rozpoczęło walkę o Pałac. Kupiło od Banku Gospodarstwa Krajowego kawałek terenu, na którym stoi gmach, i TPD nie było już jedynym właścicielem działki. Urzędnicy nie ukrywali, że ma to wzmocnić pozycję miasta w rozmowach z towarzystwem.
Wczoraj konflikt został w końcu rozwiązany i Katowice zostały pełnoprawnym właścicielem budynku.
- Negocjacje nie były łatwe - przyznaje Piotr Uszok, prezydent Katowic, który od dawna obiecał załatwienie sprawy.
Ustalono, że w zamian za Pałac TPD dostanie budynek przy ul. Pocztowej 16, który wyceniono na 3 mln zł. Oprócz tego towarzystwo otrzyma 1,6 mln zł w gotówce i 1,2 mln zł na remont budynku.
- Stworzymy tu między innymi ośrodek adopcyjno-opiekuńczy. Będzie też można spotkać się z rzecznikiem praw dziecka. Część budynku wynajmiemy - mówi Jan Wiesiołek, prezes śląskiego oddziału TPD.
Teraz katowiccy urzędnicy mogą wreszcie zaplanować gruntowny remont Pałacu. Odnowić trzeba choćby salę teatralną. Wszystkie prace mają pochłonąć co najmniej 20 mln zł.
Na uroczystość podpisania aktu notarialnego w Urzędzie Miasta nie zaproszono nikogo z kierownictwa Pałacu, w tym jego dyrektora Jana Kulbickiego.
- Dyrektor przeszkadzał w negocjacjach - mówi Uszok.
Kulbicki nie chce komentować decyzji prezydenta.
- Cieszę się, że doprowadził sprawę do finału. Bardzo długo na to czekaliśmy - mówi Kulbicki. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 10.04.2006
Do góry
Katedra za mała dla młodych
Osiem tysięcy młodych ludzi przyszło wczoraj do katedry Chrystusa Króla w Katowicach świętować XXI Światowy Dzień Młodzieży. Spotkanie zorganizowano pod hasłem Kochamy Ciebie i poświęcono Janowi Pawłowi II. Większość tych, którzy przyszli wczoraj do katedry, modlili się w niej rok temu, po śmierci Papieża. Wielu stało przed katedrą, bo w środku zabrakło miejsca: - Było nas wtedy tyle samo, ile dziś. Pamiętam wiele twarzy sprzed roku. Dziś ci ludzie też tutaj są - mówił 20-letni Adrian Dekiert z Katowic.
Arcybiskup Damian Zimoń, metropolita katowicki, mówił podczas kazania: - Przed rokiem zaskoczyliście nas wszystkich, wasz marsz był prawdziwym cudem, to było coś wspaniałego. Często zadajecie sobie pytanie, jak żyć w tym świecie, według jakiej hierarchii wartości. Pamiętajcie, że wszystko - nauka, sport, muzyka - ma wartość, jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu.
Po mszy tłum młodych ludzi przeszedł na plac Sejmu Śląskiego. Szli tak, jak rok temu, gdy umierał Papież. Tu dla nich i ku czci Zmarłego zaśpiewały zespoły Agapetos i Katolika Front.
16-letnia Dominika Osadzin z Lysek koło Rybnika długo czekała na ten dzień. - Jest cudownie, bo wszyscy uśmiechają się do siebie. Można zapomnieć o problemach - mówiła. Gazeta Wyborcza, Magdalena Górna, KAI 09.04.2006
Do góry
Z krzyżem przez ulice dla Jana Pawła II
Ponad dwa tysiące osób z zapalonymi świecami przeszło w piątek wieczorem ulicami Katowic. Droga Krzyżowa, która na tydzień przed Wielkim Piątkiem rozpoczyna się pod kopalnią Wujek, a kończy na katowickim rondzie, odbyła się już po raz 16. Na poszczególnych stacjach do procesji dołączali ludzie wychodzący z nabożeństw w kościołach i przechodnie. Procesję prowadzili mężczyźni, niosący na ramionach drewniany, pięciometrowy krzyż. Podążali za nimi harcerze z pochodniami i górnicy ubrani w galowe mundury. W tym roku Droga Krzyżowa odbyła się w intencji Ojca Świętego Jana Pawła II, w przeddzień rocznicy Jego pogrzebu. Gazeta Wyborcza, mg 07.04.2006
Do góry
Rawa uregulowana, na bulwary trzeba czekać
Skończyła się już budowa nowego koryta Rawy między ul. Bogucicką i Bankową w Katowicach. W przyszłości powstaną tu nowa droga i chodniki.
Agnieszka Jaszkaniec, rzeczniczka prasowa Rejonowego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji, podkreśla, że uregulowanie Rawy aż do ul. Bankowej było bardzo ważne dla Katowic. Dzięki temu można było rozpocząć przebudowę kanalizacji w centrum miasta, a to z kolei warunek renowacji katowickiego rynku. Przy okazji wybudowano też nowy kolektor na ścieki. Wcześniej zdarzało się, że płynęły one Rawą, a po większych deszczach rzeka zalewała piwnice okolicznych budynków.
Urząd Miasta planuje też budowę nowej drogi między ul. Bogucicką i Bankową. Mają tu też powstać chodniki. - Mamy na to w budżecie 3 mln zł. Kończymy przygotowywanie projektów. Prace powinny się rozpocząć jeszcze w tym roku - mówi Waldemar Bojarun, rzecznik Urzędu Miasta. Gazeta Wyborcza, pj 07.04.2006
Do góry
Altus i Chorzowska 50 w strefie
Dwa najbardziej reprezentacyjne wieżowce w Katowicach - Altus i Chorzowska 50 - zostaną włączone do Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Stolica Śląska liczy, że w ten sposób zabierze innym dużym miastom inwestorów, którzy lokują w Polsce centra rozliczeń finansowych.
Takie centra mogą w Specjalnych Strefach Ekonomicznych powstawać od marca zeszłego roku. To wartościowe inwestycje i prestiż dla regionu. Dzięki nim powstaje wiele miejsc pracy dla osób dobrze wykształconych, znających języki obce. Do tej pory inwestorzy nie byli zainteresowani Śląskiem, popularnością cieszyły się za to Kraków i Wrocław.
- Taki biznes wymaga reprezentacyjnych powierzchni biurowych w tzw. inteligentnych budynkach, których na Śląsku brakuje - mówi Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.
Wojaczek szacuje, że w najbliższych latach w tego typu centrach powstanie w Polsce 130 tys. miejsc pracy. - 10 tys. mogłoby przypaść Katowicom - dodaje.
Swoje pięć minut chcą wykorzystać właściciele dwóch najbardziej reprezentacyjnych budynków w Katowicach: Altusa i Chorzowskiej 50.
Ten pierwszy to najwyższy budynek w południowej Polsce, w Katowicach jeden z najdroższych. Do tej pory z wynajmowaniem biur radził sobie raczej średnio. Jeszcze w zeszłym roku zajęto tylko 20 proc. powierzchni. Ale Altus postanowił zmienić swój wizerunek zimnego budynku. Ciężkie stalowe drzwi zastąpiono obrotowymi, ustawiono kilkanaście tablic informacyjnych, zwiększono wydatki na reklamę. Pomogło.
- Do tej pory wynajęliśmy już połowę powierzchni biurowych, czyli 6 tys. m kw. Liczymy, że dzięki współpracy ze strefą wynajmiemy pozostałą część. Swoje centrum rozliczeń chciałaby u nas ulokować duża amerykańska firma kurierska, która do końca roku zatrudni 200 osób - mówi Grzegorz Pytlarz, zarządca Altusa.
Wieżowiec Chorzowskiej 50 to własność ING Banku Śląskiego. Tu miejsc na nowe biura zostało mniej niż w Altusie. - Uruchomieniem u nas centrum obliczeń zainteresowany jest francuski koncern. To byłaby szansa pracy dla młodych i wykształconych Ślązaków, absolwentów Politechniki Śląskiej i Uniwersytetu Śląskiego. Do tej pory, by dostać taką pracę, musieli przeprowadzić się do Krakowa czy Wrocławia - mówi Janusz Steinhoff, prezes spółki zarządzającej Chorzowską 50.
Katowice mają swoje pięć minut, bo reprezentacyjnych biur zabrakło we Wrocławiu, a w Krakowie nowe będą dopiero pod koniec roku. Dlatego władze KSSE chcą, by rząd jak najszybciej zgodził się na włączenie obu wieżowców w skład strefy.
- Nie powinno być z tym problemów. Mamy z kolei nadzieję, że lokalizacja pierwszych centrów usługowych na Śląsku zachęci deweloperów do budowy kolejnych takich powierzchni - tłumaczy prezes Wojaczek. Gazeta Wyborcza, T. Głogowski, P. Purzyński 06.04.2006
Do góry
Dowódca pacyfikacji Wujka milczał
Katowicki sąd przesłuchał pułkownika Kazimierza W., który w grudniu 1981 r. dowodził pacyfikacją kopalni Wujek. Przesłuchanie odbywało się w domu W. Oficer nie odpowiedział na żadne pytanie, bo jest chory.
W grudniu 1981 r. pułkownik Kazimierz W. dowodził milicyjną pacyfikacją kopalni Wujek. Dziesięć lat później razem z członkami plutonu specjalnego ZOMO został oskarżony o spowodowanie śmierci dziewięciu górników i zranienie kilkudziesięciu. Ze względu na stan zdrowia jego sprawa została jednak wyłączona do odrębnego postępowania.
Wczoraj oficer został przesłuchany przez katowicki sąd, który po raz trzeci zajmuje się sprawą pacyfikacji. Jako że pułkownik W. jest ciągle przykuty do łóżka, przesłuchanie odbyło się w jego domu. Przysłuchiwał się mu psycholog.
- Świadek mówił jednak, że nic nie pamięta lub nie rozumiał treści zadawanych mu pytań - powiedziała nam sędzia Teresa Truchlińska-Babiracka, rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego w Katowicach. Gazeta Wyborcza, piet 06.04.2006
Do góry
Dom Związków nie dla związków
Szykuje się górnicza pikieta w obronie... Domu Związków w Katowicach. Niedługo przeniesie się tu marszałek województwa wraz z całą armią urzędników. Okazało się, że dla związkowców, którzy są tu od 50 lat, nie starczy już miejsca...
- To niewyobrażalny skandal, że chcą nas stąd wyrzucić. Wojewoda Ziętek przewraca się w grobie. To przecież z naszych składek wybudowaliśmy ten gmach! - denerwuje się Roman Byczek, szef Konfederacji Związków Zawodowych Górnictwa.
Wczoraj związkowcy wysłali pismo do marszałka. Żądają spotkania i wyjaśnień, dlaczego muszą wynieść się z budynku przy ul. Dąbrowskiego w Katowicach.
Tymczasem sprawa jest już przesądzona. Skarb Państwa, który był właścicielem Domu Związków, przekazał go w 2004 roku Urzędowi Marszałkowskiemu. W budynku rozpoczął się już remont. Niedługo przeniesie się tu marszałek województwa wraz z całą armią urzędników. Dla kilku górniczych związków, które mają tu siedzibę od 50 lat, nie wystarczy miejsca.
Dwa lata temu, jeszcze przed rozpoczęciem prac, wicemarszałek Wiesław Maras obiecał związkowcom, że będą mogli zostać i zająć całe piąte piętro. Teraz okazało się, że pokoje na piątym też zajmą urzędnicy.
- Dwa lata temu nie wiedzieliśmy, że pojawi się ustawa kompetencyjna i przybędzie nam obowiązków. Musieliśmy zatrudnić ponad 50 nowych urzędników. Gdzieś muszą się przecież pomieścić - mówi Marek Łuczyński, dyrektor ds. organizacyjnych Urzędu Marszałkowskiego.(...)
- Nikt oficjalnie nie poinformował nas, że mamy się wyprowadzić, ale odnosimy wrażenie, że Urzędowi Marszałkowskiemu byłoby na rękę gdybyśmy wynieśli się sami. Kadra już pękła, ale my będziemy trzymać się do końca - zapowiada Wacław Czerkawski, szef Związku Zawodowego Górników w Polsce. - Tym bardziej jesteśmy zdziwieni, że wyrzuca nas z gmachu swój, a więc lewicowy marszałek - dodaje.
- W tym wszystkim nie ma naszej złej woli. Po prostu w budynku byłoby za ciasno i nam, i związkowcom. Wszyscy byliby niezadowoleni - stwierdza dyrektor Łuczyński. Gazeta Wyborcza, Tomasz Głogowski 05.04.2006
Do góry
Komunizm przegrał na Muchowcu
20 czerwca 1983 roku w Katowicach legł w gruzach świat stworzony przez władze PRL-u.
Rządzona od półtora roku przez generałów Polska była krajem bez przyszłości. Dla wielu ludzi największym marzeniem była ucieczka za granicę, a największym osiągnięciem - zakup kawałka mięsa z przydziału kartkowego. Po wprowadzeniu stanu wojennego władza pokazała, że nie zamierza liczyć się ze zdaniem ruchu nawet tak licznego, jak dziesięciomilionowa Solidarność. 20 czerwca 1983 roku Papież sprawił, że ludzie uwierzyli, iż mogą walczyć o swoją godność, że mają prawo do rodziny, miłości, odpoczynku i zrzeszania się. Ojca Świętego słuchało co najmniej 1,3 mln ludzi. Nigdy w historii nie było na Śląsku tak wielkiego zgromadzenia, jak tamtego dnia. W oficjalnym komunikacie rządu jako miejsce papieskiej wizyty wymieniono początkowo Piekary Śląskie. Katowiccy duchowni w porę stwierdzili, że wzgórze pod bazyliką jest po prostu za małe, by pomieścić rzesze pielgrzymów, i spotkanie przeniesiono na Muchowiec. Specjalnie wybudowany ołtarz był tak wysoki, by Papieża widzieli ludzie nawet z ostatnich sektorów, oddalonych o 1,5 km.
Miał 22 m. Na nim ustawiono 12-metrowy krzyż. Na pielgrzymkę zużyto: 2 km rur, 3,5 tys. ławek, 300 tablic informacyjnych, 2 tys. lamp. Z Muchowca Papież pojechał do katowickiej katedry, gdzie spotkał się z chorymi i wysłuchał Victorii Wojciecha Kilara. Odleciał z lotniska kilka godzin później.
Papież wygłosił na Muchowcu słynną homilię o pracy i godności pracownika. Oto, co mówił:
1. Sprawiedliwość i miłość społeczna oznacza ład moralny.
2. Godność pracy winna być uszanowana bez względu na to, jaką pracę człowiek wykonuje.
3. Człowiek ma prawo do sprawiedliwej zapłaty.
4. Człowiek pracujący jest nie tylko narzędziem produkcji, ale podmiotem.
5. Człowiek jest gotów na wyrzeczenia, gdy ma wpływ na sprawiedliwy podział tego, co zdołano razem wytworzyć.
6. Człowiek nie jest w stanie pracować, gdy nie widzi sensu pracy. Gazeta Wyborcza, 04.04.2006
Do góry
Katowice w wizjach młodych projektantów
Nad Spodkiem góruje korona złożona z kilku wieżowców - szklane budynki to nowe hotele, biurowce. Deptakiem możemy dojść na dawne tereny kopalni Kleofas, zamienione w centrum biznesowo-kongresowe. Niestety, to tylko projekt studencki, który zwyciężył w konkursie 3xNowe Miasto.
Na pomysł konkursu wpadły Katarzyna Staś i Sylwia Pawlikowska-Musiewicz, pracownice wydziału rozwoju miasta. W trakcie prac nad Lokalnym Programem Rewitalizacji urzędnicy magistratu uznali, że obszar tuż za Spodkiem, w skład którego wchodzą tereny kopalni Katowice-Kleofas o powierzchni ponad 100 ha, wymaga szczególnego podejścia. Pomyśleli o studentach, których świeże spojrzenie mogłoby wnieść dużo nowego. - Zdawaliśmy sobie sprawę z trudności zadania, jakie postawiliśmy uczestnikom konkursu - mówi Staś. - Aby więc urealnić ich projekty, zaprosiliśmy do współpracy studentów z trzech różnych uczelni: Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej, Wydziału Ekonomii Akademii Ekonomicznej oraz Wydziału Nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego.
Wręczenie nagród odbyło się 30 marca w Galerii Architektury SARP w Katowicach. Grand Prix otrzymał zespół w składzie: Anna Brzęska, Anna Jabłońska, Piotr Bełtowski oraz Witold Story. - Wyróżnikiem Katowic jest Spodek, w naszym projekcie podkreślamy go, tworząc koronę wieżowców. Powstałby silny element wyróżniający Katowice nie tylko wśród polskich miast, ale nawet światowych metropolii - opisuje Jabłońska, studentka czwartego roku Wydziału Architektury.
- Cały projekt tworzyłby centrum informacji technicznej z zapleczem konferencyjno-dydaktycznym - dopowiada Bełtowski, kolega z roku Ani. - Od Spodka biegłby deptak, umieszczony nad nową drogą i linią tramwajową. Prowadziłby do nowego Muzeum Śląskiego. Od strony południowej, w sąsiedztwie Drogowej Trasy Średnicowej, zaproponowaliśmy budynek, który wznosi się w kierunku Spodka. Jego zielony dach stałby się miejscem rekreacji i wypoczynku mieszkańców i przyjezdnych, z kortami tenisowymi i basenami. Zarazem odcinałby dzielnicę od zgiełku ruchliwej arterii.
Brzęska z Wydziału Ekonomii oraz Story z Wydziału Nauk o Ziemi zajmowali się stroną analityczną projektu. - Katowice, aby wygrać konkurencję z innymi miastami, muszą stawiać na rozwój usług metropolitalnych. Powinny zachęcać kapitał zagraniczny do inwestowania. Dlatego trzeba rozwinąć rynek usług hotelarskich, budować nowe centra biznesowe oraz placówki naukowo-badawcze - mówi Brzęska.
- Być może rezultaty konkursu są zbyt ekstrawaganckie jak na Katowice, jednak nie należy bać się odważnych poszukiwań. Tylko w ten sposób można wytyczać kierunki rozwoju miasta na przyszłe lata - podsumował imprezę Stanisław Lessaer, sekretarz organizacyjny konkursu.
Piotr Uszok, prezydent Katowic, mówił podczas wręczania nagród: - Kończymy właśnie etap prac dotyczących rozwiązywania podstawowych problemów miasta, udrożnienia i rozbudowy układu komunikacji oraz modernizacji kanalizacji. Teraz czas zabrać się za tworzenie tego, co stanowi istotę miasta, a więc kształtowanie przestrzeni śródmieścia. Konkurs studencki jest jednym z wielu opracowań, które powstaną w najbliższym czasie. Gazeta Wyborcza, Tomasz Malkowski 02.04.2006
Do góry
Wieżowce na plackach z olejem
O 30 cm podniesiono ważący prawie 4 tys. ton wieżowiec na katowickim os. Witosa. To już trzeci budynek tego osiedla, który wraca do pionu. Na wyprostowanie czeka jeszcze 11.
Mieszkańcy ul. Witosa 38b odetchnęli z ulgą. Pierwszy raz od dziesięciu lat w ich mieszkaniach nie zamykają się z hukiem drzwi, szklanki nie wypadają z szaf, a woda nie spływa do jednego kąta. - Wcześniej można było położyć butelkę i patrzeć, jak toczy się przez całe mieszkanie - cieszy się Agata Teterczyk, mieszkanka piątego piętra prostowanego wieżowca.
Budynek przekrzywił się przez szkody górnicze. Miejscami osiadł i odchylił się tak bardzo, że korzystanie z wind stało się niebezpieczne. - Przez nierównomierne obciążenie prowadnice dźwigu mogły się uszkodzić i w ten sposób doprowadzić do tragedii - mówi Jerzy Karge, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Załęska Hałda.
Mieszkańcy skarżyli się na krzywe mieszkania od dziesięciu lat. Teraz na osiedlu zaczęło się wielkie prostowanie. - Odkopaliśmy fundamenty, wybiliśmy w ścianach kilkadziesiąt otworów i wstawiliśmy w nie siłowniki. Ściany nośne z obu stron spięliśmy dodatkowo metalowymi belkami - mówi majster budowy firmy MPL Katowice, Zdzisław Kocot.
W czasie remontu mieszkańcy musieli przyzwyczaić się do korzystania ze schodów i pieców elektrycznych. - Dla bezpieczeństwa konieczne jest wyłączenie wind i gazu. Inwestor wyposaża jednak mieszkańców w zastępcze kuchenki - mówi kierownik budowy Kurt Kosma z MPL Katowice.
Po prawie miesiącu prac przygotowawczych na budowę przyjechała specjalna pompa. Tłoczony z niej olej napełnił, przypominające gigantyczne placki, siłowniki. Wtedy ważący blisko 4 tys. ton blok zaczął się podnosić. Mieszkańcy obserwowali to z zewnątrz, bo na czas prostowania wieżowca musieli opuścić budynek.
W końcu blok na os. Witosa stanął na stopach z siłowników prawie 30 cm nad ziemią. - Wypełnimy jeszcze betonem szczeliny i usuniemy wszystkie wzmocnienia. Budynek będzie jak nowy już na początku kwietnia - zapewnia Kocot.
Na powrót do pionu czeka na osiedlu jeszcze 11 innych wieżowców. Ich prostowanie potrwa do roku. Gazeta Wyborcza, Krzysztof Jurga 30.03.2006
Do góry
Stawowa: budziki i czosnek

Bardzo zależałoby mi, abyście poruszyli na łamach GW temat handlu na ul. Stawowej w Katowicach.
Przechodząc dwa razy dziennie przez tę ulicę, widzę porozkładane na kartonach różnego rodzaju buty, budziki, kalendarze, grające, świecące i skaczące zabawki. W wielkich koszach znajdziemy przeróżne portfele i parasole, na prowizorycznych straganach kupimy banany, mandarynki, pietruszkę, czosnek i pieczarki, a co dwa metry może nas zaczepić Cyganka oferująca tanie podróbki perfum...
Jest to jedna z głównych ulic w Katowicach, a wygląda jak jakiś wielki targ. Przecież to jest wstyd! Nie dość, że na ul. Mickiewicza powiewają nad naszymi głowami kolorowe majtki, plączemy się w staniki, potykamy o swetry, buty i paski, to jeszcze teraz na ulicy obok powstaje coś podobnego. Rozumiem, że plac przy ul. Mickiewicza nie należy do miasta i trudno coś z tym zrobić, ale ul. Stawowa? Najśmieszniejsze, a raczej najtragiczniejsze jest to, że nie widuję tam ani straży miejskiej, ani policji! A jeśli już zdarzy się, że jakiś funkcjonariusz trafi na ul. Stawową, to spokojnie się przechadza i nic nie widzi wokół siebie.
To, co widać na ul. Stawowej, jest naszą najgorszą wizytówką. Co innego ci, którzy siedzą sobie spokojnie i umilają przechodniom czas swoją muzyką, ale nie ten cały domorosły targ! Gazeta Wyborcza, Joanna Kiersztejn 29.03.2006
Do góry
Jak rodziły się Katowice
Jednym ze skutków postępującej industrializacji Górnego Śląska w XIX-XX wieku był proces urbanizacji regionu. Dzięki temu powstały Katowice.
Przebiegał on dwiema ścieżkami. Pierwszy model to wchłanianie tych nowych tworów osadniczych przez istniejące wcześniej, w większości o średniowiecznym rodowodzie, ośrodki miejskie, co ułatwiła ordynacja miejska z 1808 roku. Przykładem są tu przede wszystkim Bytom i Gliwice. I tak miasto Gliwice w 1807 roku liczyło 1,2 tys. mieszkańców, a jego przedmieścia i nowe kolonie przemysłowe 1,3 tys. Rozszerzenie granic miast na podstawie pruskiej nowoczesnej ustawy miejskiej z 1808 roku poza linię murów obronnych ułatwiło ekspansję miast: Bytom w 1808 roku liczył 1,9 tys. mieszkańców, a w 1870 roku już 17,8 tys.
Model drugi to powstanie zupełnie nowych organizmów miejskich, miast industrialnych. W XIX wieku powstały dwa takie miasta: Królewska Huta i Katowice. Tworzenie się Królewskiej Huty przebiegało w sposób niejako ewolucyjny, przez rozwój koloni lokalizowanych wokół dwóch wielkich państwowych zakładów przemysłowych: istniejącej od 1791 roku kopalni König i od 1802 roku olbrzymiej huty żelaza Königshütte - Królewskiej Huty, od nazwy której stworzono pierwotną nazwę całego miasta, które prawa miejskie uzyskało w 1868 roku.
Dopiero w 1934 roku, po kolejnym rozszerzeniu granic administracyjnych i włączeniu byłej, o średniowiecznym rodowodzie, wsi Chorzów, uzyskało współczesną nazwę Chorzów - zabieg to był celowy, który mieścił się w polityce polonizacyjnej tego okresu.
Przypadek Katowic jest tu szczególny, jako że powstały jako miasto właściwie z woli jednego człowieka i jego najbliższego "menedżerskiego" otoczenia. W 1839 roku klasyczny self-made man Franz Winckler (1803-1851) - syn ubogiego dolnośląskiego dzierżawcy, który dorobił się dzięki swym talentom i przedsiębiorczości (przyznać trzeba, że wsparł w odpowiednim czasie te atuty dobrym ożenkiem z leciwą wdową) w jedną z największych fortun przemysłowych na Śląsku - przeniósł z zamku w Miechowicach do wsi Katowice zarząd swoich dóbr. Na jego czele postawił przyjaciela z lat szkolnych w szkole górniczej w Tarnowskich Górach Friedricha Wilhelma Grundmanna. To dzięki jego zabiegom koło Katowic wytyczono linię Kolei Górnośląskiej, uruchomionej w 1846 roku, a w Katowicach usytuowano dworzec kolejowy, a później dyrekcję Kolei Górnośląskiej. Grundmann we współpracy ze swoim zięciem, lekarzem Richardem Holtzem, doprowadził do opracowania w 1856 roku założeń urbanistycznych nowego miasta, konsekwentnie później realizowanego, co zaowocowało nadaniem mu oficjalnych praw miejskich w 1865 roku. Ten ciąg osad i miast, hut i kopalń rozciągających się w trójkącie Katowice - Gliwice - Bytom zaczęto od lat sześćdziesiątych XIX wieku nazywać Górnośląskim Okręgiem Przemysłowym. Gazeta Wyborcza, 27.03.2006
Do góry
Budowa średnicówki czeka na wiosnę
Gotowa jest już stalowa konstrukcja kopuły, która stanie na katowickim rondzie. Co z tego, skoro pogoda uniemożliwia jej montaż. Z tego samego powodu nie mogą też ruszyć inne prace na powierzchni. Mimo wszystko władze miasta mają nadzieję, że trasę w centrum uda się oddać przed wyborami samorządowymi.
Gdy prace na rondzie się skończą, Drogowa Trasa Średnicowa wydłuży się o kolejne 2,3 km, a kierowcy jadący tędy w stronę Sosnowca lub Chorzowa nie będą tracić czasu w korkach.
Betonowa konstrukcja dwukondygnacyjnej kopuły stoi już od kilku miesięcy. Według planów znajdą się w niej m.in. kawiarnie, sklepy i inne punkty handlowo-usługowe. Montaż stalowych elementów, które zostaną przykryte szklaną powłoką, będzie możliwy dopiero, gdy zrobi się cieplej. - Nie chcemy ryzykować, jest jeszcze za chłodno, byśmy zaczynali tak poważną operację. Do tego konieczna jest temperatura około plus 10 stopni Celsjusza - mówi inż. Bronisław Rduch, który nadzoruje prace przy budowie średnicówki w Katowicach.
Kopuła będzie miała 14 m wysokości, 80 m długości i 32 m szerokości, dlatego jej stalowe konstrukcje przyjadą do Katowic na specjalnych platformach i bezpośrednio z nich będą montowane. Ruch na rondzie nie zostanie w tym czasie wstrzymany. Wszystko najpewniej będzie się działo w nocy, tak by kierowcy jak najmniej odczuli niedogodności.
Przypomnijmy, że zgodnie z planem trasa w tunelu pod rondem powinna być gotowa na przełomie października i listopada tego roku. - I tego terminu będziemy się starali dotrzymać, mimo że przez cztery miesiące zeszłego roku katowicki PRInż tylko udawał, że robi - przypomina Rduch. Dziś PRInż jest w stanie upadłości, a na budowie zastąpiły go inne firmy.
Najwięcej dzieje się dziś w tunelu. Budowlańcy wybrali już ponad 230 tys. m sześc. ziemi, teraz na dwie zmiany, po 10 godzin dziennie, pracują m.in. przy montażu instalacji oświetleniowej i alarmowej, a ściany i sufit tunelu będą wykładać specjalnymi płytami.
Władze miasta po cichu liczą, że otwarcie tunelu zbiegnie się w czasie z wyborami samorządowymi, które planowane są na jesień, ale sami budowlańcy są sceptyczni. - Mieliśmy opóźnienia, będzie dobrze, jeśli uda się zdążyć na koniec roku - mówią.
Rduch tłumaczy, że prace nad tunelem skończą się prawdopodobnie na przełomie października i listopada, ale to nie oznacza, że od razu będzie można z niego korzystać. To pierwszy taki tunel na Śląsku, więc trzeba przeprowadzić wiele żmudnych badań. Straż pożarna symulować będzie w nim akcję pożarową, zadymienie czy wypadek, a to zabierze dużo czasu. Gazeta Wyborcza, Piotr Purzyński 19.03.2006
Do góry
Nikiszowiec będzie atrakcją Katowic!
Czy blisko stuletnie familoki Nikiszowca staną się wreszcie wizytówką Katowic? Władze miasta uważają, że tak. Wkrótce rozpoczną renowację całej dzielnicy, a potem może starania o wpisanie jej na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.
Nikiszowiec to najczęściej pokazywany na ekranie kawałek Śląska. Pojawił się w filmach Kazimierza Kutza, Janusza Kidawy, Macieja Pieprzycy, Lecha Majewskiego i telewizyjnych reportażach - częściej zagranicznych niż polskich. Turyści obcokrajowcy zaglądają tu częściej niż goście z innych regionów Polski. Wczoraj, pomimo zimna, które nie zachęcało do pieszych wycieczek, przed południem kręciła się tu grupa Francuzów i Niemców. Pstrykali zdjęcia familoków, zaglądali na podwórka, zachwycali się kościołem i arkadami na centralnym placu.
- Widziałyśmy już podobne osiedle w Berlinie, ale nie było aż tak wielkie. To jest naprawdę coś imponującego, jakby czas cofnął się o sto lat. Wystarczy tylko trochę pielęgnacji i będzie super! - mówiły zgodnie Edith Kahlert i Thea Höll, turystki z Niemiec.
Spotkałem je na ulicy Rymarskiej, naprzeciw zaniedbanego budynku starego magla i pralni. Jezdnia straszy wybojami. Podobnie jest na sąsiednich ulicach, a nawet na placu przed kościołem św. Anny, centralnym punkcie Nikiszowca. W niektórych budynkach straszą puste oczodoły po wybitych szybach, a inne szpecą plastikowe okna i drzwi wejściowe.
Wkrótce ma się to zmienić. Władze Katowic deklarują, że jak tylko zakończą renowację śródmieścia, wezmą się za Nikisz.
Sam remont starego magla, obecnie filii Muzeum Historii Katowic, pochłonie 3 mln zł. Plac przed kościołem i okoliczne uliczki zostaną wybrukowane kostką, taką jaka tu kiedyś była, a wzdłuż jezdni postawione zostaną lampy. Magistrat chce również wesprzeć finansowo remonty elewacji i przypilnuje, żeby na podwórkach zrobiono porządek. Dziś strach na niektóre z nich zaglądać nawet w biały dzień.
- Musimy mieć produkt turystyczny z prawdziwego zdarzenia. Wszyscy wiedzą, gdzie jest Spodek, ale mamy również Nikiszowiec. Jeździ tam mnóstwo wycieczek i musimy zrobić wszystko, by był jeszcze atrakcyjniejszy - mówi Waldemar Bojarun, rzecznik prasowy katowickiego magistratu.
Piotr Uszok, prezydent Katowic, w tamtym roku osobiście oprowadzał po Nikiszu goszczące na Śląsku żony akredytowanych w Polsce dyplomatów. Gościł tu też były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, a w czasie kampanii wyborczej jego następca Lech Kaczyński. - Tu jest prawdziwy Śląsk - tłumaczyli im gospodarze.
Alojzy Koszawski, emerytowany górnik, który mieszka na Nikiszowcu od 50 lat, zgadza się, że remonty są potrzebne.
- Ale najpierw przyda się tu trochę posprzątać. Od początku zimy tak tu jest - mówi, pokazując pryzmę zlodowaciałego śniegu obsypaną petami i papierkami.
Urzędnicy mają nadzieję, że Nikiszowiec uda się wpisać na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Nie zrażają się nawet tym, że pytana w tej sprawie Urszula Brzezińska z Polskiego Komitetu ds. UNESCO w Warszawie nawet nie wie, gdzie jest Nikiszowiec.
- To unikat i wszyscy nasi goście są zauroczeni tym miejscem. Jestem za tym, by wpisać dzielnicę na listę - mówi Grażyna Szołtysik, wiceprezydent Katowic. Pod wnioskiem na pewno podpisze się Jacek Grela, prezes Spółki Mieszkaniowej Wieczorek, która administruje częścią zabytków.
- To by nam pomogło w staraniach o dodatkowe pieniądze na remonty. Cieszę się także z planów miasta. Ciągle spotykam tu turystów, ale wiem, że trzeba tu jeszcze wiele zrobić - mówi Grela i radzi, by w pierwszej kolejności zadbać o poprawę bezpieczeństwa w dzielnicy. Ten pomysł ma akurat największe szanse na szybką realizację - wspólnie z magistratem spółka założy system monitoringu.
Nikiszowiec to osiedle wzniesione w pobliżu szybu Nikisch na początku XX wieku. Zespół budynków na Nikiszowcu to katowicka perełka architektury. Osiedle zaprojektowali bracia Emil i Georg Zillmannowie z Charlottenburga. Sercem kompleksu jest centralny plac z neobarokowym kościołem. Od placu rozchodzi się pięć ulic. Z lotu ptaka całość przypomina widownię amfiteatru ze sceną umiejscowioną na centralnym placu. Każdy z trzykondygnacyjnych familoków stanowi zamkniętą całość, wyposażony jest w wewnętrzne podwórko, na którym jeszcze do niedawna w tzw. piekarniokach piekło się chleb i hodowano świnie i kury. Budynki były, jak na swój czas, niezwykle nowoczesne, miały bieżącą wodę i kanalizację. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 19.03.2006
Do góry
Dziecięce rysunki zdobią przystanki
Z sześciu katowickich przystanków zniknęły reklamy. Zamiast nich pojawiły się prace plastyczne przedszkolaków, uczniów podstawówek i gimnazjów.
Od kilku tygodni wiaty zdobią portrety rodzinne, wspomnienia z wakacji nad morzem albo zwierzęta. Pomysłodawcą nietypowej wystawy jest Centrum Ekspresji Dziecięcej, które ponad dwa lata temu powstało w Katowicach z inicjatywy prof. Jana Malickiego, dyrektora Biblioteki Śląskiej.
- Chcemy odkłamać Katowice. Każdy z nas ma już dość reklam. Warto w końcu pokazać coś prawdziwego, a przecież każdy chętnie powraca myślami do dzieciństwa - mówi prof. Malicki.
Rysunki będą wisiały przez rok. Przybędzie też przystanków, na których będziemy mogli je oglądać. - Business Consulting wykupuje dla nas miejsca reklamowe. Postaramy się pokazać jak najwięcej prac. To dla dzieci ogromne wyróżnienie - mówi dr Katarzyna Krasoń z Uniwersytetu Śląskiego, współzałożycielka centrum.
Mieszkańcom Katowic pomysł rysunków na przystankach bardzo się podoba. - Kiedy zobaczyłam je po raz pierwszy, pomyślałam, że to znowu jakiś chwyt marketingowy. Ucieszyłam się, gdy uświadomiłam sobie, że to naprawdę malunki dzieci. Dzięki nim ludzie mają idealnie okrągłe głowy i szczerze się uśmiechają - mówi Agata Dyrda, mieszkanka osiedla Paderewskiego.
Galeria uliczna ma zachęcić ludzi do udziału w IV Ogólnopolskim Festiwalu Ekspresji Dziecięcej, który odbędzie się w Katowicach 5-8 kwietnia. Na szybach śląskich tramwajów zawisną wtedy wiersze napisane przez dzieci. W teatrze Korez wystawione zostaną sztuki z najmłodszymi w rolach głównych. Oddział Banku Śląskiego przy ulicy Chorzowskiej i hol Biblioteki Śląskiej zamienią się w dziecięce galerie plastyczne.
Program IV Ogólnopolskiego Festiwalu Ekspresji Dziecięcej można znaleźć na stronie www.bs.katowice.pl. Gazeta Wyborcza, Magdalena Górna 15.03.2006
Do góry
Autor alarmu bombowego na dworcu zatrzymany
21-letni pijany żołnierz telefonicznie powiadomił o podłożeniu bomby na dworcu kolejowym w Katowicach. Z budynku ewakuowano wszystkich pasażerów, na dwie godziny wstrzymano też ruch pociągów. Policja obciąży żołnierza kosztami akcji.
Żołnierza zatrzymano w Dąbrowie Górniczej, w mieszkaniu rodziców. Był na przepustce i miał ponad trzy promile alkoholu we krwi. Policja przekazała go Żandarmerii Wojskowej. Na razie nie wiadomo, dlaczego wszczął fałszywy alarm bombowy. Cały wczorajszy dzień spędził bowiem w izbie wytrzeźwień.
Policja nie ma żadnych wątpliwości, że to 21-latek w niedzielę kilka minut po godz. 17 telefonicznie zawiadomił o bombie podłożonej na katowickim dworcu. Miała eksplodować za kwadrans. - Ewakuowaliśmy stamtąd prawie 300 pasażerów i pracowników, budynek dworca został otoczony przez naszych ludzi - mówi komisarz Magdalena Szymańska-Mizera, rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Katowicach.
Na miejsce ściągnięto patrol pirotechniczny oraz psa przeszkolonego w wykrywaniu materiałów wybuchowych. Przez prawie dwie godziny przeszukiwali wszystkie zakamarki dworca. Na ten czas całkowicie wstrzymano ruch pociągów. Bomby jednak nie znaleziono.
Autora fałszywego alarmu namierzono jednak bardzo szybko. Dzwonił bowiem z własnej komórki. Wcześniej powiadomił też straż pożarną o podłożeniu bomby w jednym z budynków w Dąbrowie Górniczej.
- Obarczymy go kosztami naszej akcji - zapowiada komisarz Szymańska-Mizera. Nieoficjalnie wiadomo, że w grę wchodzi kilka tysięcy złotych. Nad ukaraniem żołnierza zastanawia się także kolej. Pociągi miały dwugodzinne opóźnienia. Gazeta Wyborcza, piet 13.03.2006
Do góry
Super Baby w Katowicach
Szukaj Super Bab. Gdzie? Od niedzieli w klubach, kinach i teatrach wiszą plakaty z informacjami. Rozpoczyna się nowa gra miejska grupy Partyzantz.
Na plakacie są cztery kobiety: Zosia, Marysia, Krysia i Gabrysia, a pod każdą inny numer telefonu. Wybierz jedną, zadzwoń, dowiesz się, gdzie w mieście będą wyświetlane jej historie. Ekrany staną w środę w ścisłym centrum Katowic. Tylko trzy, bo czwarta kobieta ocalała. Pozostałe znalazły się w sytuacjach kryzysowych, smutnych, okrutnych. Filmy uchylą rąbka tajemnicy, reszty musisz się domyślić. - To stereotypy śląskich gospodyń domowych, które stają się superbohaterkami, żeby przetrwać - podpowiada Paweł Oczkowski, psycholog z grupy Partyzantz.
Gra Super Baby (czytaj kobiety i/lub bejbi) to część Manify, która 8 marca po raz pierwszy odbędzie się na Śląsku. Rozwiązanie nastąpi o godz. 13.30, a potem kobiety z plakatu przejdą w pochodzie z pl. Szewczyka pod Teatr Śląski.
Co można wygrać? Paweł: - Tu nie chodzi o nagrodę, tylko o zabawę, ruch, ożywianie miasta, zaskakiwanie i wciąganie przechodniów, tworzenie prywatności w przestrzeni publicznej.
Partyzantz to trzyosobowy sztab dowodzenia (młodzi animatorzy kultury) i mniej więcej 50 współpracowników, czyli informatorów. Działają od października zeszłego roku. Początkowo w zamkniętych pomieszczeniach, pod koniec lutego wyszli na ulicę. W Katowicach pojawił się Metan, superbohater śląski. Taki Batman w czarno-żółtym stroju, zwyczajny niezwyczajny. Nie ma prywatnego życia, przez całą dobę chce pomagać innym. - Na przykład, kiedy spieszysz się do pracy i utknęłaś w korku - tłumaczy Paweł.
- I jak mi pomoże? - pytam.
- Wezwij go, to się przekonasz. Nie ma reguł, za każdym razem wytwarza się jakaś relacja.
Informacje o Metanie, Super Babach i innych happeningach Partyzantz można znaleźć na stronie internetowej www.patryzantz.com. Gazeta Wyborcza, mag 07.03.2006
Do góry
Wybór cytatów © Portal.Katowice.pl

Wstecz - Start - Do góry

Redakcja - Regulamin - Współpraca - Reklama - Strony WWW              © Copyright by GST 05-12