ďťż
,
 PORTAL  >  PRZEGLĄD NAJWAŻNIEJSZYCH AKTUALNOŚCI  >  LUTY 2006
Koncert upamiętniający ofiary MTK
Około 8 tys. osób przyszło wczoraj wieczorem do katowickiego Spodka na koncert Jesteśmy z Wami, który był poświęcony ofiarom chorzowskiej tragedii. Gościem honorowym był generał Janusz Skulich, dowódca akcji ratunkowej. Pojawiło się także wielu strażaków, lekarzy, policjantów, którzy ratowali zasypanych w zawalonej hali MTK.
Jeśli sobotni koncert na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich został z racji wyboru miejsca niejako wyklęty, to niedzielny cieszył się wielkim zainteresowaniem. Wstęp był wolny, ale nie tylko dlatego w Spodku zjawiło się 8 tys. osób. Byli ratownicy i rodziny ofiar, były ważne osobistości, m.in. prezydent Katowic Piotr Uszok i gen. Skulich.
Organizatorzy koncertu (Telewizja Polska i Caritas) wystawili swoje najmocniejsze siły: koncert prowadziła Grażyna Torbicka, na scenie pojawiła się Nina Terentiew, szefowa TVP2, i dyrektor Caritas Polska ks. Adam Dereń. Wystąpiły największe gwiazdy polskiej estrady, m.in. Maryla Rodowicz, Bajm i Krzysztof Krawczyk. Wszystko dostosowane było do potrzeb bezpośredniej transmisji telewizyjnej. Dźwięk był sterylny, bo muzyka leciała z playbacku. Większość artystów trafnie dobrała repertuar, śpiewając o potrzebie bliskości, miłości i nadziei. Debiutanci nie mieli wielkiego wyboru, poprzestali więc na promowaniu swoich aktualnych hitów. Najsłabiej wypadli ci, których piosenki kończyły się wyciszeniem (jak Kasia Cerekwicka) - tu playback najbardziej dawał się we znaki.
Każdy z wykonawców zaprezentował po jednej piosence, potem w kilku słowach starał się ustosunkować do tragedii na terenie MTK. Kto mógł, manifestował swoje śląskie korzenie.
Publiczność niektórych słuchała z uwagą (np. Krzysztofa Kiljańskiego), innych otwarcie lekceważyła (okrzyki na temat sesji do Playboya w czasie występu Edyty Górniak). W tłumie byli i tacy, którzy przez cały czas myśleli tylko o tym, jak dostać się w pole widzenia kamery.
Prawdziwa cisza zaległa jednak, gdy na scenie stanął gen. Skulich: - Minął prawie miesiąc, emocje opadają, ale w ratownikach wciąż żyją. Cały czas słyszymy głosy ofiar, głosy ludzi zza ogrodzenia i telefony komórkowe.
Gdy skończył mówić, tłum skandował dziękujemy. Widać było, że ten człowiek cieszy się tu autorytetem większym niż wszyscy wykonawcy razem wzięci.
Podczas koncertu na korytarzach trwała zbiórka pieniędzy na ośrodki Caritasu ze szczególnym uwzględnieniem placówek na Śląsku. Telewidzowie wysyłali także SMS-y i dzwonili na audiotele. Wczoraj nie udało się jednak policzyć wszystkich datków. Gazeta Wyborcza, Marcin Babko 26.02.2006
Do góry
Poprosiła swoją przyjaciółkę o śmierć?
Katowicka policja jest zszokowana: 26-letnia nauczycielka języka migowego twierdzi, że zabiła swoją cierpiącą na stwardnienie rozsiane 39-letnią przyjaciółkę na jej własne życzenie. - Wiele wskazuje na to, że to może być jednak prawda - przyznaje prokuratura.
Do zabójstwa doszło w nocy z czwartku na piątek w jednej z kamienic przy ul. Słowackiego. Cierpiąca na stwardnienie rozsiane 39-letnia malarka zrobiła tam imprezę urodzinową, na którą zaprosiła kilkunastu przyjaciół. Rano jeden z sąsiadów znalazł ciało solenizantki. Miała podcięte gardło. W sobotniej Gazecie pisaliśmy o zatrzymaniu podejrzanej o zabójstwo 26-letniej nauczycielki języka migowego z jednej z będzińskich szkół.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że przyznała się do winy. W trakcie sobotniego przesłuchania stwierdziła jednak, że przyjaciółka prosiła ją o śmierć. Podobno nie mogła się pogodzić z tym, że wkrótce przesiądzie się na wózek inwalidzki. - Stan zdrowia ofiary rzeczywiście pogarszał się z tygodnia na tydzień, miała już problemy z samodzielnym poruszaniem się - mówi jeden z oficerów policji.
Kiedy goście wyszli z mieszkania, malarka miała poprosić nauczycielkę, aby pomogła jej się zabić. Kobieta najpierw ją dusiła, a potem próbowała ją położyć na sterczącym nożu. W końcu podcięła jej gardło i wyszła z mieszkania. Jej wersję potwierdza to, że na miejscu tragedii nie znaleziono śladów walki.
- Wyznanie 26-latki rzeczywiście jest szokujące. Zostanie poddana badaniom psychiatrycznym - zapowiedziała wczoraj prokurator Elżbieta Mizeracka, wiceszefowa katowickiej prokuratury.
Podejrzana o zabójstwo nie potrafiła jednak powiedzieć, dlaczego uległa prośbie przyjaciółki. W sobotę została aresztowana, grozi jej dożywocie. Gazeta Wyborcza, piet 26.02.2006
Do góry
Satelitarne zdjęcia Katowic w internecie!
Chcesz wiedzieć, jak wygląda Twój dom na zdjęciach satelitarnych? Zajrzyj na internetową stronę magistratu. Można zobaczyć zaparkowane na chodniku samochody, sylwetki ludzi, a nawet większe krzewy w ogródku.
Katowiccy urzędnicy starają się, aby internetowa strona magistratu była coraz ciekawsza. Najnowszym pomysłem są satelitarne zdjęcia miasta. - Były dosyć drogie, kosztowały około 100 tys. zł - mówi Waldemar Bojarun, rzecznik prasowy Urzędu Miasta. Ale, jego zdaniem, wydatek się opłacił. Teraz każdy może sprawdzić w internecie, jak z góry wygląda jego dom. Można też przyjrzeć się np. zabytkowej dzielnicy Nikiszowiec, rondu i pobliskiemu Spodkowi. Zdjęcia można powiększać, więc widać nie tylko pojedyncze drzewa, ale również samochody zaparkowane na osiedlowych uliczkach.
- Fotografie są sprzed kilku miesięcy. Z tego powodu łatwo zauważyć, że niektóre miejsca bardzo się zmieniły - mówi rzecznik. Tak jest np. z ogromnym placem przy ulicy Chorzowskiej. Dziś jest tu już centrum handlowe.
Bojarun przyznaje, że z mapy sam również chętnie korzysta. Gdy prosi swoich podwładnych, by zrobili aktualne zdjęcie jakiegoś budynku, pokazuje im, z którego miejsca jest najlepsze ujęcie.
Kazimierz Mirkowski, mieszkaniec osiedla Tysiąclecia i zapalony internauta, uwielbia oglądać satelitarne zdjęcia. - Kiedyś, patrząc na zdjęcia Polski, od ujścia Wisły posuwałem się na południe i trafiłem na swój blok. To co zrobił magistrat, to naprawdę kapitalna sprawa. Za komuny to było nie do pomyślenia, bo wtedy to nawet fałszowano mapy! A teraz, nie ruszając się z domu, można sobie urządzić wędrówkę po Katowicach - mówi Mirkowski.
Zdjęcia można oglądać pod adresem: http://mapserver.um.katowice.pl/website/katowice/viewer.htm Gazeta Wyborcza, pj 26.02.2006
Do góry
Krystyna Bochenek prezydentem Katowic?
Platforma Obywatelska chce, by Krystyna Bochenek walczyła o stanowisko prezydenta Katowic. Argument: podczas ostatnich wyborów parlamentarnych zdobyła najwięcej głosów i jest bez wątpienia jedną z najpopularniejszych osób w tym mieście.
Po serii niepowodzeń (przegrane wybory do Sejmu i na prezydenta) Platforma Obywatelska desperacko chce odwrócić złą kartę. - Nie ma co czekać do następnych wyborów parlamentarnych. Już teraz, podczas zbliżających się wyborów samorządowych, musimy udowodnić, że potrafimy wygrywać - mówią działacze PO na Śląsku. Gwarancją sukcesu mają być powszechnie znane osoby na listach kandydatów. Prawdziwa bitwa rozegra się jednak o stanowisko prezydenta Katowic. Tomasz Tomczykiewicz, szef PO na Śląsku, obiecuje, że w wyborach samorządowych partia wystartuje pod własnym szyldem. Z ustaleniem listy kandydatów do Rady Miejskiej nie powinno być większych trudności, ale od pewnego czasu toczą się intensywne narady na temat tego, kto może się zmierzyć z Piotrem Uszokiem, obecnym gospodarzem miasta. Musiałby to być ktoś tak popularny i mocny jak Andrzej Sośnierz, który cztery lata temu stoczył wyrównaną walkę z Uszokiem. Ponowne wystawienie Sośnierza jest nierealne, bo niedawno został wyrzucony z PO. - Mamy jednak osobę, która byłaby o wiele lepszym kandydatem - powtarzają od kilku dni tajemniczo działacze PO.
Nazwisko było trzymane w ścisłej tajemnicy. Marek Wójcik, poseł PO, a do niedawna katowicki radny, zdradził nam tylko: - Nasz kandydat jest tak mocny, że jeśli tylko zdecyduje się na start, ma ogromne szanse wygrać.
Wczoraj okazało się, kto jest wymarzonym kandydatem Platformy - to senator Bochenek. Tomczykiewicz przekonywał ją wczoraj w Warszawie do startu w wyborach samorządowych. Pojechał tam specjalnie, by wziąć udział w dyktandzie dla parlamentarzystów, które zorganizowała Bochenek. Potem doszło do spotkania w cztery oczy.
- Mówiłem, że w pewnym sensie jej energia marnuje się w Senacie. Na pewno o wiele więcej dobrych rzeczy dla Śląska mogłaby zrobić, gdyby była prezydentem stolicy regionu - mówi Tomczykiewicz. Nie chciał ujawnić żadnych innych kulis rozmów.
Bochenek skomentowała pomysł Platformy krótko: - Jest mi bardzo miło, że działacze Platformy pomyśleli o mnie, ale nie jestem zainteresowana stanowiskiem prezydenta Katowic.
Platformy nie zraża ta odmowa. Jej politycy zapewniają, że im poważniejszy kandydat, tym dłuższe muszą być rozmowy i proces przekonywania. - Gdyby pani senator zgodziła się od razu, też byłoby niedobrze - mówią nam działacze partii. Ich zdaniem nie ma lepszej kandydatury. Przypominają, że w ostatnich wyborach parlamentarnych Bochenek zdobyła najwięcej głosów w całym województwie, z tego tylko w Katowicach zebrała ponad 65 tys. głosów. Gazeta Wyborcza, Jedlecki, J. Krzyk 21.02.2006
Do góry
Spreparowany krokodyl na lotnisku...
Spreparowanego gada celnicy zauważyli podczas prześwietlania bagażu. Podróżny, w którego torbie krokodyl przyleciał z Kairu, nie zgłosił tego podczas odprawy celnej.
Mężczyzna za gada zapłacił 30 dolarów. Jak wyjaśnił, miała to być pamiątka z Egiptu. Niestety, krokodyl należy do gatunku objętego międzynarodową ochroną, a podróżnemu grozi do pięciu lat więzienia za naruszenie przepisów Konwencji Waszyngtońskiej. - To kolejny niefrasobliwy podróżny, który przez taki zakup naraża się na kłopoty. Nieznajomość przepisów nie zwalnia z odpowiedzialności. Zawsze przestrzegamy przed kupowaniem takich pamiątek, zwłaszcza podczas pobytu w egzotycznych krajach, gdzie handlarze namawiają do kupna żywego aligatorka lub spreparowanego skorpiona. Kupując taką egzotyczną pamiątkę, przyczyniamy się do wyginięcia zagrożonych gatunków - mówi Elżbieta Gowin, rzeczniczka prasowa Izby Celnej w Katowicach. Gazeta Wyborcza, aim 21.02.2006
Do góry
Pobili studenta z zagranicy
Trzej skini w wieku 14, 17 i 19 lat napadli w niedzielę po południu na studenta. Do zdarzenia doszło na ul. Panewnickiej w Katowicach. Poszkodowany to Amerykanin arabskiego pochodzenia, student Śląskiej Akademii Medycznej. Mężczyzna ma złamany nos. To on zadzwonił na numer 997 i powiadomił policjantów. Sprawcy zostali szybko zatrzymani. O ich losie zdecydują prokuratura i sąd. Gazeta Wyborcza, aim 20.02.2006
Do góry
Feministyczny GKS
Piłkarze GKS-u Katowice jeszcze nigdy nie zdobyli mistrzostwa Polski. Być może szybciej ta sztuka uda się ich koleżankom.
Na pomysł założenia żeńskiej sekcji piłkarskiej wpadli działacze stowarzyszenia GKS Katowice. - Do naszego klubu często zgłaszały się dziewczyny z zapytaniem, czy mogą u nas trenować piłkę nożną. Takiej sekcji nie było, więc młode zawodniczki najczęściej zmuszone były jeździć do Sosnowca, by trenować w Czarnych - mówi Adam Celder, prezes stowarzyszenia. Działacze GKS-u postanowili wyjść naprzeciw oczekiwaniom i podjęli decyzję o uruchomieniu sekcji piłkarskiej dla kobiet. Trenerem drużyny został Dariusz Wolny (prowadzi już B-klasową seniorską drużynę mężczyzn). - Dla mnie to również zupełna nowość. Postanowiłem się jednak sprawdzić. Nabór rozpocznie się w marcu, później przez kilka miesięcy będę przyglądał się umiejętnościom zawodniczek. Na pewno nie wyrzucę żadnej dziewczyny po jednym treningu. Najgorszy będzie pewnie pierwszy miesiąc, ale jestem optymistą - mówi Wolny, w przeszłości znakomity napastnik GKS-u.
Pomysłodawcy nowej drużyny liczą na spore zainteresowanie ich inicjatywą. Pierwsze chętne do gry w Gieksie już są! - To zawsze było moje marzenie, aby grać w piłkę nożną. Z bratem Piotrem, który również trenuje w GKS-ie, często grywam w piłkę. Uczestniczyłam już nawet - jako jedyna dziewczyna - w obozie piłkarskim. Traktowano mnie jak zjawisko - opowiada 16-letnia Marta Piskuń. Licealistka z Katowic typowana na jest na przyszłą kapitan drużyny. - W grach podwórkowych Marta jest... upragnionym zawodnikiem każdej drużyny - uśmiecha się Katarzyna Piskuń, mama Marty. Gra Marty powinna wzbudzić spore zainteresowanie kibiców, bo młoda piłkarka zapowiada, że chce grać jak Roberto Carlos. Jej teoretyczne przygotowanie do gry w futbol również wzbudza podziw: bez problemu tłumaczy przepis o spalonym, z dumą opowiada też o wizycie na słynnej Maracanie. - Wiedziałam, że istnieje drużyna piłki kobiecej w Sosnowcu, ale ja jestem związana z Katowicami. Nie wyobrażam sobie gry gdzie indziej niż w GKS-ie - mówi Marta.
Możliwość zgłoszenia w przyszłym sezonie drużyny do rozgrywek jest uzależniona od stopnia zainteresowania i liczby chętnych do gry. - Planujemy przeprowadzenie naboru dziewczyn w wieku 13-23 lat. Jeśli kadra okaże się wystarczająca silna, to zgłosimy się do rozgrywek II ligi - zapowiada Celder. Docelowo w stowarzyszeniu GKS mają funkcjonować zarówno drużyna juniorska, jak i seniorska.
Piskuń - pierwsza piłkarka GKS-u - apeluje do koleżanek z Katowic o zgłaszanie się na treningi. - Dziewczyny! Jeśli coś się kocha, to koniecznie trzeba się w tym sprawdzić! - wzywa. Gazeta Wyborcza, Maciej Blaut 20.02.2006
Do góry
Odgruzowano halę w Katowicach
W niedzielę rano robotnicy skończyli odgruzowanie zawalonej hali targowej. Spod zwałów żelastwa i betonu uwolnili dwa żywe gołębie. Ptaki przeżyły w rumowisku 22 dni.
Bez odsłonięcia całej posadzki zawalonej 28 stycznia hali Międzynarodowych Targów Katowickich nie można było mieć pewności, czy pod ruinami nie znajdują się jacyś ludzie. Zwłoki dwóch osób ratownicy odnaleźli jeszcze w miniony poniedziałek. W ten sposób liczba ofiar katastrofy wzrosła do 65.
- Teraz jest już pewne, że pod gruzami hali nie ma więcej ciał - powiedział nam Jarosław Żelazowski, prezes firmy Śląsk, która prowadzi prace rozbiórkowe w hali. Prac jeszcze nie zakończono. Teraz robotnicy usuną znajdujące się na miejscu elementy ścian nośnych i ostatni fragment sufitu. - Chyboczą na wietrze i stwarzają niebezpieczeństwo, więc trzeba je rozebrać. Potrwa to pewnie jeszcze tydzień. Zostawimy tylko sześć słupów, bo są mocno osadzone w fundamentach - poinformował Żelazowski. W najbliższych dniach eksperci z Politechnik Śląskiej, Krakowskiej i Wrocławskiej zbadają ich właściwości konstrukcyjne oraz materiałowe. Słupy zostaną zdemontowane po zakończeniu postępowania prokuratorskiego, które wyjaśni, jakie były przyczyny zawalenia dachu.
Wczoraj rano spod rumowiska jego ludzie uwolnili dwa żywe gołębie.
Do końca usuwania szczątków konstrukcji hali istniało podejrzenie, że w gruzowisku mogą znajdować się jeszcze ciała osób, o których nie wiedziano, że były w hali podczas wypadku i których oficjalnie nie poszukiwano. W szpitalach pozostaje około 20 rannych, w tym wciąż walczący o życie 38-letni mieszkaniec Opolszczyzny, którego stan określano początkowo jako krytyczny. Według informacji lekarza dyżurnego oddziału intensywnej opieki medycznej Górnośląskiego Centrum Medycznego jego stan w ostatnich dniach nieznacznie się poprawił. Gazeta Wyborcza, Józef Krzyk 19.02.2006
Do góry
Kogo uhonorować w Galerii Artystycznej?
We wrześniu Galeria Artystyczna na placu Grunwaldzkim w Katowicach wzbogaci się o czwartą tablicę upamiętniającą wybitną postać ze Śląska. Tradycyjnie już nasi Czytelnicy pomogą w jej wyborze.
Galeria Artystyczna to miejsce poświęcone najwybitniejszym postaciom śląskiej kultury i sztuki. Raz do roku kolejny postument na placu Grunwaldzkim zyskuje płaskorzeźbę poświęconą najbardziej utalentowanemu Ślązakowi. Dwa lata temu uhonorowano w ten sposób, w drodze wyjątku, od razu dwóch ludzi kultury: Zbyszka Cybulskiego i Karola Stryję. W 2005 roku swój postument zyskał Paweł Steller. Artystów najbardziej godnych tego zaszczytu wyłaniają zawsze w drodze plebiscytu mieszkańcy Katowic i regionu. W tym roku wśród nominowanych są m.in. Aleksandra Śląska, Stanisław Ligoń, Bolesław Szabelski i Jerzy Duda-Gracz.
Za pośrednictwem Gazety także Państwo możecie wybrać postać, której tablica zostanie we wrześniu odsłonięta w Galerii Artystycznej. Od poniedziałku do piątku będziemy drukować na naszych łamach kupony. Wypełniony kupon (można głosować tylko na jedną osobę) wystarczy dostarczyć do katowickiego Centrum Informacji o Mieście (ul. Młyńska 2) lub wysyłając na adres magistratu: 40-098 Katowice, ul. Młyńska 4 z dopiskiem Centrum Informacji o Mieście. Mają Państwo na to czas do 31 marca. Od poniedziałku głos będzie można też oddawać za pośrednictwem strony internetowej Urzędu Miejskiego (www.um.katowice.pl). Na wyniki plebiscytu poczekamy do kwietnia. Ostatecznie decyzja należy do prezydenta Katowic, który wybierze zwycięzcę spośród trzech osób o największej liczbie głosów. Gazeta Wyborcza, łuk, cza 16.02.2006
Do góry
Koncerty dla ofiar MTK
Ostatni weekend miesiąca przyniesie dwa duże koncerty charytatywne. Pierwszy, plenerowy na lotnisku w Muchowcu. Drugi w Spodku.
Pod hasłem Koncert pamięci - ofiarom tragedii z MTK i tym, którzy ratowali, w sobotę 25 lutego na lotnisku Aeroklubu w Katowicach Muchowcu odbędzie się plenerowy koncert charytatywny. Dochód zostanie przekazany na zapewnienie profesjonalnej pomocy psychologicznej ofiarom, ich bliskim oraz ratownikom i innym osobom biorącym udział w akcji ratunkowej, a także na doposażenie służb ratowniczych w potrzebny sprzęt. Impreza zacznie się o godz. 16, poprowadzi ją telewizyjna prezenterka Anna Popek. Usłyszymy m.in. Chór Akademii Muzycznej w Katowicach i orkiestrę Sinfonietta Silesiana, którzy wykonają fragmenty Requiem Mozarta. Aktorzy śląskich teatrów zaprezentują przygotowany specjalnie na okoliczność tragedii utwór Zapalcie świece. Potem wystąpi Zespół Śpiewaków Miasta Katowice Camerata Silesia. Na scenie pojawią się również przedstawiciele wszystkich służb biorących udział w akcji ratowniczej. Następnie przewidziane są półgodzinne występy gwiazd muzyki rozrywkowej: Myslovitz, Sistars, Marka Kościkiewicza, Roksany Vikaluk, Moniki Brodki, Śląskiej Grupy Bluesowej, Ewy Bem i Cree. Całość ma zakończyć się o godz. 21. W przerwie koncertu o godz. 17.15 zabrzmi gong i na scenę wyjdzie trębacz, aby zagrać dla upamiętnienia zmarłych. Bilety, cegiełki na rzecz poszkodowanych, kosztują 10 zł.
Dzień później, w niedzielę, charytatywny koncert Jesteśmy z Wami w katowickim Spodku. Organizatorzy - TVP2 i Caritas Polska - nazywają go koncertem solidarności ze Śląskiem, z ludźmi, którzy zginęli lub zostali ranni w chorzowskiej tragedii, i z ich rodzinami. Jednak dochód z imprezy nie będzie przeznaczony na pomoc dla ofiar z MTK. - Chcemy poszerzyć wymiar tej akcji, żeby śląska tragedia czegoś nas wszystkich nauczyła - mówi Bernadetta Bieszczanin z TVP2 i współautorka scenariusza koncertu. Wejście do Spodka będzie bezpłatne, w środku można będzie wpłacać datki, które zostaną przeznaczone na zakup sprzętu rehabilitacyjnego do ośrodków rehabilitacyjnych Caritas Polska na terenie całego kraju, ze szczególnym uwzględnieniem ośrodków na Śląsku. Wystąpią gwiazdy polskiej estrady: Maryla Rodowicz, Krzysztof Krawczyk, Beata i Bajm, Perfect, Ira, Blue Café, Łzy, Edyta Górniak oraz młodzi muzycy: Szymon Wydra i Carpe Diem, Kasia Cerekwicka i Kasia Wilk z zespołem Kto To. Każdy wykonawca zaprezentuje po jednym utworze.
Niedzielny koncert zacznie się o godz. 18, będzie transmitowany na żywo przez TVP2. Gazeta Wyborcza, Marcin Babko 15.02.2006
Do góry
Katowickie bloki zamknięte dla zwierząt
Mieszkańcy największej spółdzielni mieszkaniowej w Katowicach walczą, aby zwierzęta marznące na osiedlach, mogły wchodzić do piwnic. Nie mogą patrzeć, jak cierpią. Zarząd wyrzucił lokatorów za drzwi, a nam powiedział, że na osiedlu nie ma żadnych zwierząt!
Ewa Wierzbicka, Janina i Aleksandra Podgórskie codziennie o godz. 22 przed swoim blokiem na osiedlu Tysiąclecia dokarmiają kilkanaście bezpańskich kotów. Należą do grupy mieszkańców największej w Katowicach Spółdzielni Mieszkaniowej Piast, która walczy o stworzenie odpowiednich warunków dla wałęsających się tam zwierząt. - Do Kazimierza Dorfa, prezesa zarządu spółdzielni, zanieśliśmy pismo z prośbą o udostępnienie im chociaż jednego pomieszczenia gospodarczego lub wpuszczenie ich do piwnic. Podpisało się pod nim 50 mieszkańców. Kiedy poszłam zapytać, czy prezes rozpatrzył naszą prośbę, potraktowano mnie obcesowo. Poczułam się wyrzucona za drzwi - opowiada Janina Podgórska.
- Nie chcemy, aby nasze dzieci patrzyły na cierpiące zwierzęta, które przed mrozem i śniegiem chowają się pod samochodami albo w śmietnikach - dodaje Wierzbicka. Mówi, że okienka w piwnicach są szczelnie zamknięte przed kotami, chociaż często można tam spotkać myszy. - Koty by sobie z nimi poradziły - wzdycha.
Kobiety opowiadają, że zwierzęta są wychudzone, bo zimą trudno o pożywienie. Walczą o każdy kawałek chleba. Coraz częściej zdarza się, że mieszkańcy znajdują zamarznięte koty we wnękach pod schodami prowadzącymi do bloków.
Zadzwoniliśmy do zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej Piast, żeby zapytać, czy jej pracownikom nie żal zwierząt. Prezes Dorf nie znalazł czasu, by porozmawiać z Gazetą. Jego sekretarka powiedziała nam tylko: - Na osiedlu nie ma żadnych zwierząt. Jeżeli jakieś się wałęsają, to powinien się nimi zająć Urząd Miasta.
Mirosław Herman, naczelnik wydziału gospodarki komunalnej katowickiego magistratu: - Można wyłapać zwierzęta i oddać je do schroniska. Spółdzielnia musi to jednak zgłosić wydziałowi komunalnemu magistratu albo straży miejskiej. Niczego takiego nam nie zgłaszano.
Takiemu rozwiązaniu sprzeciwia się Piotr Jaworski, krajowy inspektor Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. - Koty to zwierzęta wolne, które żyją na wszystkich osiedlach mieszkaniowych. Jeśli się je wyłapie, pojawią się nowe. W większości miast spółdzielnie zimą zezwalają na uchylanie okienek do piwnic. Znajdują też pieniądze na środki antykoncepcyjne, które dodaje się do jedzenia dla kotów, aby się nie mnożyły. Nie można udawać, że zwierzęta nie istnieją - mówi. Gazeta Wyborcza, Magdalena Górna 13.02.2006
Do góry
Sztandar i żywe gołębie w ruinach hali
Nienaruszony sztandar Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych wydobyto w czasie rozbiórki zawalonej hali na Międzynarodowych Targach Katowickich.
Hodowcy gołębi cieszą się ze znaleziska. - Sztandar wisiał nad sceną obok flagi polskiej, gdzie wręczaliśmy puchary najlepszym hodowcom w dniu tragedii. Ma dla nas dużą wartość. Jest symbolem naszego związku i całej 43-tysięcznej rzeszy hodowców - mówi Roman Kalus, sekretarz Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych z siedzibą w Chorzowie.
Sztandar został ufundowany w 1990 roku dzięki staraniom ks. Józefa Żyłki, duszpasterza opolskiego hodowców gołębi pocztowych. Co roku jest zabierany na Górę św. Anny, gdzie spotykają się hodowcy z całej Polski. - Każda sekcja, oddział i okręg przywożą swój sztandar. Jest ich ponad sto - mówi Kalus.
Firma rozbierająca zawaloną halę znalazła na rumowisku jeszcze pięć żywych gołębi. Hodowcy dzisiaj zidentyfikują je na podstawie obrączek. - To wszystko jest nadal bardzo trudne. Ciągle przeżywamy śmierć kolegów, ich pogrzeby, tragedię ich rodzin. Powracają wspomnienia - dodaje Kalus. Gazeta Wyborcza, kapi 12.02.2006
Do góry
Jak upamiętnić miejsce sobotniej tragedii
Nie stawiać pomnika. Lepsza będzie skromna tablica. Na miejscu zniszczonej hali musi stanąć coś nowego - radzą śląski rzeźbiarz i architekt.
Na razie w pobliżu miejsca wypadku płoną znicze, a na okalającym halę płocie zawisły kartki z wierszykami i słowami współczucia, ale wiele osób zastanawia się już nad tym, co tu będzie w przyszłości.
Marek Kopel, prezydent Chorzowa, i Piotr Uszok, prezydent Katowic, uważają, że miejsce tragedii trzeba jakoś zaznaczyć, żeby upamiętnić tych, którzy zginęli, ale dziś jeszcze za wcześnie, żeby myśleć o szczegółach. - Na razie główną naszą troską jest niesienie pomocy rodzinom ofiar. To na tym się koncentrujemy - mówią zgodnie. Zdaniem Uszoka obiekt, który powstanie na miejscu zniszczonej hali, nie powinien mieć przeznaczenia komercyjnego.
O tym, że miejsce po zburzonej hali nie może pozostać puste, jest też przeświadczony Henryk Buszko, uznany katowicki architekt, ale - podobnie jak prezydent Katowic - jest przeciwny postawieniu tu pawilonu takiego samego czy podobnego. - To byłoby co najmniej nietaktem - mówi architekt. - Życie idzie naprzód i nie można myśleć tylko o zmarłych, ale w nowym obiekcie trzeba wyeliminować zabawy, bo to by było profanacją - dodaje. Dobrym rozwiązaniem byłoby postawienie takiego obiektu, który wiązałby się z poprzednią funkcją całego kompleksu, gdy nosił on nazwę Ośrodek Postępu Technicznego.
Więc w jaki sposób upamiętnić to, co zdarzyło się 28 stycznia? - To miejsce zasługuje na specjalne potraktowanie dla satysfakcji tych, którzy stracili tutaj swoich bliskich, i ku przestrodze dla nas wszystkich, ale może wystarczy tablica: z kamienia, brązu albo mosiądzu. Obelisk? - Niekoniecznie - odpowiada.
Nie inaczej uważa rzeźbiarz Zygmunt Brachmański. Choć sam jest autorem wielu pomników, to skłania się ku pomysłowi z tablicą. - Można by na niej zaznaczyć gołębie - czekające albo wzlatujące do nieba - takie, jakie oglądaliśmy przez ostatnie dni w miejscu wypadku. Trzeba tu postawić coś, co przez następne lata będzie nam przypominało to zdarzenie - proponuje. Gazeta Wyborcza, Józef Krzyk 02.02.2006
Do góry
Nie słuchali apeli o odśnieżanie...
Tomasz Pietrzykowski, wojewoda śląski, już trzy razy tej zimy apelował o usuwanie z dachów śniegu. Nikt go jednak nie słuchał.
Tej zimy na Górnym Śląsku już kilka razy dochodziło do katastrof budowlanych spowodowanych zalegającym na dachach śniegiem. Zawaliła się m.in. hala Zakładu Mechanicznego Zgoda w Świętochłowicach i budynek nieczynnego już teatru w centrum Katowic, zaś w Zabrzu - dach w Hucie Zabrze. Na szczęście w tych wypadkach nikomu nic się nie stało.
W pierwszych dniach roku, po potężnych opadach, strażacy kilkaset razy byli wzywani do usuwania nawisów śnieżnych i sopli z budynków. Pod naporem śniegu łamały się słupy, drzewa i dachy. Jako pierwszy, 5 stycznia, zareagował Janusz Skulich, komendant wojewódzki straży pożarnej w Katowicach. Przypomniał, że zarządcy i właściciele budynków mają obowiązek usuwania zalegającego na dachach śniegu, nawisów śnieżnych i sopli. Zwrócił uwagę, że szczególne niebezpieczeństwo stwarzają dachy o płaskiej powierzchni, na których gromadzą się warstwy śniegu o znacznym ciężarze. - Śnieg musi być usunięty przez właścicieli - podkreślił Skulich.
Z trzema apelami o usuwanie śniegu wystąpił w następnych dniach wojewoda śląski Tomasz Pietrzykowski. W ostatnią niedzielę, kilkanaście godzin po katastrofie na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich, wydał zaś w tej sprawie rozporządzenie. Tym razem już nie prosił, ale nakazywał to zrobić i powołał się na zalecenie wicepremiera Ludwika Dorna. Kontrolą wykonania rozporządzenia wojewoda obarczył starostów, prezydentów miast, komendantów policji i straży pożarnej oraz inspektora nadzoru budowlanego. Każdemu, kto nie posłucha wojewody, grozi grzywna.
Rozporządzenia natychmiast posłuchali samorządowcy - np. prezydent Katowic powołał zespoły kontrolne złożone z policjantów, strażaków i pracowników Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Katowicach. Za odśnieżanie dachów wzięli się w końcu administratorzy i właściciele domów.
Wczoraj zapytaliśmy wojewodę, czy nie można było takiego rozporządzenia wydać wcześniej i czy był wystarczająco stanowczy. - Trzykrotne apele świadczą o tym, że wojewoda był stanowczy - odpowiedział nam Krzysztof Mejer, rzecznik prasowy wojewody. Mejer uważa, że wcześniej nie było potrzeby wydawania rozporządzenia. - Wiele osób odśnieżyło dachy, ale życie pokazało, że niestety byli i tacy, którzy to zignorowali. Gazeta Wyborcza, Józef Krzyk, Przemysław Jedlecki 31.01.2006
Do góry
Wybór cytatów © Portal.Katowice.pl

Wstecz - Start - Do góry

Redakcja - Regulamin - Współpraca - Reklama - Strony WWW              © Copyright by GST 05-12