ďťż
,
 PORTAL  >  PRZEGLĄD NAJWAŻNIEJSZYCH AKTUALNOŚCI  >  STYCZEŃ 2006
Ratownicy: Trudno opisać, co widzieliśmy
Rozmawiałem z ojcem, który został przewieziony do szpitala. Pytał o swoją córkę. Nie wiedział, że zginęła, a ja nie miałem odwagi mu o tym powiedzieć - mówi ks. Henryk Kuczob, kapelan śląskich strażaków.
Przez cały sobotni wieczór na ulicach śląskich miast wszechobecny sygnał karetek pogotowia. Pędzą z Bytkowa, gdzie runął dach hali, do szpitali w Chorzowie, Siemianowicach Śląskich, Katowicach, Sosnowcu i Dąbrowie Górniczej. A potem z powrotem do Bytkowa, pod rumowisko, po następnych rannych.
W izbach przyjęć jęki rannych. Wyciągani z karetek leżą na łóżkach do transportu chorych, jeden obok drugiego. Lekarze przeciskają się między pacjentami i decydują: najciężej ranni opatrywani w pierwszej kolejności. Obrażenia lżejsze muszą poczekać. Pielęgniarki biegają z kroplówkami i opatrunkami. W tym rozgardiaszu salowe zmywają z podłogi krew.
- Najczęściej są rozbite głowy, połamane ręce i nogi oraz trudności z oddychaniem, prawdopodobnie z powodu uszkodzenia żeber - wylicza doktor Mieczysław Piechota, lekarz dyżurny szpitala w Katowicach Bogucicach.
- Jeszcze nigdy nie założyłem tylu szwów w tak krótkim czasie - mówi Krzysztof Moćko, lekarz dyżurny ze szpitala miejskiego w Siemianowicach Śląskich, gdzie trafia 40 poszkodowanych. - Wszystkich szczepimy przeciwko tężcowi, bo elementy konstrukcyjne hali, które raniły ludzi, są niesterylne.
- Przypuszczam, że najbardziej poszkodowani ciągle są pod gruzami - mówi w piątej godzinie akcji Krzysztof Tarnowski, lekarz dyżurny szpitala chorzowskiego. Rąk do pracy nie brakuje. Lekarze sami przyjeżdżają do pracy.
Na rumowisku akcja nie ustaje. Ratownicy walczą z czasem. Temperatura wciąż spada - minus dziesięć, minus dwanaście, minus piętnaście. - Uraz i zimno powodują potężny wstrząs dla organizmu, który potrafi zabić - mówi Bolesław Piecha, wiceminister zdrowia, który na wieść o tragedii przyjechał do Bytkowa.
Ratownicy wiedzą, że trzeba się spieszyć. Między godziną 20 a 22 na rumowisku pracuje już 1300 strażaków. Centymetr po centymetrze przeczesują sterty pogiętej blachy, przebijają się przez zwały śniegu. Nie można wprowadzić ciężkiego sprzętu, mają tylko wsporniki, nożyce do cięcia metalu, łopaty. Jak się nie da inaczej, rozdrapują zwałowisko gołymi rękami. Średnio co pół godziny zmieniają ich koledzy. Ci, którzy kończą zmianę, opowiadają o zwałach śniegu, o hali, która wygląda jak krater, i że ci, którzy tuż przed tragedią przebywali w jej środkowej części, zostali po prostu wgnieceni w ziemię.
Strażakom pomagają ratownicy górniczy, doświadczeni w wyciąganiu ludzi ze zwałowisk pod ziemią. Piotr Szczygieł z kopalni Halemba opowiada wstrząśnięty: - U nas najwięcej zginęło naraz 19 osób. Tu jest dużo straszniej.
Przez pierwsze dwie godziny w rumowisku dzwonią komórki. To dobrze, to znak, że tam jest człowiek. Po dźwięku komórki można szybko do niego dotrzeć i wyciągnąć. Przy ratownikach lekarze. Lekko ranni trafiają do dmuchanych, ogrzewanych namiotów. Nawet ci, którym udało wydostać się z hali, po godzinie są skrajnie wyziębieni. Na wystawie było ciepło, zostawiali płaszcze i kurtki w szatni. Teraz w namiocie dostaną gorącą herbatę i zostaną opatrzeni. Przy ciężko rannych, jeszcze na rumowisku, trwają zabiegi medyczne. Ratownicy okrywają ich kocami termoizolacyjnymi, podają zastrzyki przeciwwstrząsowe.
Słyszymy, jak jeden z lekarzy pogotowia opowiada: - Obraz w środku hali jest surrealistyczny. Pełno padłych kaczek, gołębi, drobiu, a między tym ludzkie ciała. Lód i ptasie pióra. Straszne. Mróz poczynił ogromne spustoszenia. Po godzinie wyciągnęliśmy chłopczyka. Miał zmiażdżone nogi i był skrajnie wyziębiony. Obawiam się, że wielu rannych, którzy zostali uwięzieni pod rumowiskiem, może nie wytrzymać niskich temperatur.
Przed godz. 22 miejsce katastrofy odwiedza premier Kazimierz Marcinkiewicz. Na jego oczach ratownicy wyciągają młodą dziewczynę. Potem okaże się, że to ostatnia żywa osoba znaleziona w rumowisku.
Sztab akcji ratunkowej uznaje: prawdopodobieństwo, że znajdziemy kogoś żywego, bardzo spadło. Wycofują ludzi, by umożliwić pracę specjalnie przeszkolonym psom. Zwierzęta nie podejmują tropu. Wskazują tylko miejsca, gdzie mogą leżeć martwi.
Po północy nie ma już nadziei. - Widziałem doświadczonych ratowników, którzy płakali. To są sceny, których nie można pokazywać w telewizji - mówi Janusz Skulich, komendant śląskich strażaków. Zapewnia, że ratownikami opiekują się psychologowie. Ale nie tylko oni.
Ks. Henryk Kuczob, kapelan śląskich strażaków, niemal od początku krąży po miejscu katastrofy. - Pięciu osobom zdążyłem udzielić ostatniego namaszczenia, jedna z nich chwilę potem zmarła. Naoglądałem się tutaj strasznych dramatów. Rozmawiałem z ojcem, który został przewieziony do szpitala. Pytał o swoją córkę. Nie wiedział, że zginęła, a ja nie miałem odwagi mu o tym powiedzieć - mówi ks. Henryk. Rozmawia też z młodymi strażakami, dla których to pierwsza taka akcja w życiu. - Nie mogą sobie poradzić z tym nieszczęściem, którego dotknęli. Tłumaczę im, że to służba, którą wybrali na całe życie. Muszą się cieszyć z każdego uratowanego człowieka, a nie rozpamiętywać, że kogoś nie udało im się uratować. Jak trzeba będzie, zostanę tu przez całą noc. Gazeta Wyborcza, Judyta Watoła, pcg 30.01.2006
Do góry
Śledztwo w sprawie tragedii rozpoczęte
Śląscy prokuratorzy prowadzą już oględziny miejsca katastrofy w Katowicach. Towarzyszą im biegli w zakresie meteorologii i nadzoru budowlanego - poinformował w niedzielę PAP rzecznik prokuratury okręgowej w Katowicach, Tomasz Tadla. Śledztwo dotyczyć będzie spowodowania katastrofy w wielkich rozmiarach.
Jednocześnie wszyscy, którzy mają bezpośredni związek z katastrofą, mogą w prokuraturze rejonowej w Chorzowie złożyć zeznania oraz otrzymać pełną pomoc prawną dotyczącą tragedii. - Jesteśmy w tej chwili na miejscu, wykonujemy oględziny z udziałem biegłych z Instytutu Meteorologii, Państwowej Komisji Nadzoru Budowlanego i policji. Zabezpieczamy dokumentację fotograficzną, nagrywamy miejsce katastrofy na kamerę wideo - powiedział Tadla. Jednocześnie prokuratorzy zabezpieczyli już część dokumentacji budowlanej dotyczącej tego obiektu.
Jak podał rzecznik katowickiej prokuratury okręgowej, pod uwagę brane jest przestępstwo z art. 163 kodeksu karnego, który stanowi o spowodowaniu katastrofy w wielkich rozmiarach. Jeżeli jej następstwem jest śmierć ludzi - za umyślny czyn tego rodzaju grozi kara od 2 do 12 lat pozbawienia wolności; gdy sprawcy działają nieumyślnie, zagrożony jest karą od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. - Żadnego katalogu osób odpowiedzialnych nie możemy jeszcze dziś wskazać, natomiast na pewno będziemy badać, kto był odpowiedzialny za zabezpieczenie bezpieczeństwa na tej imprezie. - Będzie też sprawdzany cały proces budowlany, dotyczący wznoszenia tego obiektu - zapowiedział Tadla.
Rzecznik poinformował również, że świadkowie katastrofy, rodziny ofiar i sami poszkodowani mogą już zgłaszać się do chorzowskiej prokuratury rejonowej. Otrzymają tam niezbędną poradę prawną dotyczącą tego, w jaki sposób mogą zachowywać się jako pokrzywdzeni w trakcie śledztwa, które już jest prowadzone. Chorzowska prokuratura zajmuje się też wszystkimi sprawami dotyczącymi identyfikacji zwłok i ich sekcji. Nie wszystkie zwłoki zostały zidentyfikowane - prokuratorzy proszą rodziny osób, które jeszcze nie zostały odnalezione, o ich dokumenty - by można było dokonać identyfikacji ewentualnych ofiar. Prokuratura Rejonowa w Chorzowie mieści się przy ul. Katowickiej 47. To główna ulica przecinająca miasto - łączy Katowice z Bytomiem. Gazeta Wyborcza, PAP, jasz 29.01.2006
Do góry
Gdzie oddać krew dla ofiar tragedii
Na Śląsku krew można oddawać w Regionalnym Centrum Krwiodawstwa w Katowicach przy ulicy Raciborskiej.
- Będzie przyjmowana tak długo, jak długo zgłaszać się będą chętni do jej oddania. Najbardziej potrzebne są grupy minusowe. Krew oddać mogą wszystkie zdrowe osoby między 18 a 65 rokiem życia. Wystarczy przyjść z dowodem tożsamości. Cały zabieg trwa kilka minut - poinformowali szefowie Centrum.
W Częstochowie krew przyjmujmuje szpital na Parkitce, w Bielsku-Białej - regionalny oddział Centrum Krwiodawstwa. Krew jest też przyjmowana w ambulansach przed kopalnią Bielszowice w Rudzie Śląskiej, oraz przed kościołem franciszkanów w Zabrzu u zbiegu ulic Grunwaldzkiej i Franciszkańskiej.
Stanisław Dyląg, dyrektor Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Katowicach powiedział w rozmowie z Radiem Katowice, że choć są odpowiednie zapasy krwi, to jednak będą one zwiększane. Krew będzie potrzebna do operacji niektórych ofiar katastrofy, mających obrażenia wewnętrzne.
Dyląg zapewnił, że mimo zwiększonego zapotrzebowania na krew, nie powinno jej zabraknąć.
Akcja zbiórka krwi potrwa na Śląsku do godziny 14. Gazeta Wyborcza, jk, IAR, pi 29.01.2006
Do góry
Wielka katastrofa w Katowicach!
W katastrofie hali wystawowej w Katowicach zginęło co najmniej 65 osób, a pod gruzami są wciąż zwłoki ludzi - poinformował w niedzielę po 7.00 rano dowodzący akcją ratowniczą komendant śląskiej straży pożarnej, Janusz Skulich.
Co najmniej 65 zabitych, 141 rannych\\\\
Rannych jest 141 osób, z czego 128 przebywa w 17 śląskich szpitalach. W chwili katastrofy w hali było kilkaset osób. - W tej chwili prawdopodobieństwo odnalezienia osób żywych jest bliskie zeru - powiedział komendant, zastrzegając, że akcja wciąż prowadzona jest tak, aby można było wydostać żywych ludzi, jeżeli są jeszcze pod gruzami.
- Dopóki jednak nie będzie pewności, że pod gruzami nie ma już żywych ludzi, ciężki sprzęt - dźwigi, podnośniki itp. - nie wkroczy do akcji - zastrzegł.
W rozbiórce uczestniczyć będą specjalistyczne firmy, w asyście strażaków.
Strażacy nie chcą szacować, ile ciał może jeszcze znajdować się w rumowisku zawalonej hali targowej w Katowicach. Nie jest wykluczone, że część z nich uda się wydobyć dopiero w czasie usuwania zwałów blachy i metalu, w ciągu najbliższych 2-3 dni.
Wszyscy ranni w katastrofie w hali targowej w Katowicach, którzy zostali przewiezieni do szpitali są zidentyfikowani, nie udało się natomiast zidentyfikować niektórych zwłok wydobytych spod gruzów. Zajmują się tym policja i prokuratura.
- Widziałem doświadczonych ratowników, którzy płakali. To pokazuje, z jakim dramatem mamy do czynienia. Wpływa na to także charakter obrażeń, odniesionych przez ofiary - to są sceny, których nie można pokazywać w telewizji - powiedział Skulich, który - jak mówił - w swojej ponad 20-letniej karierze zawodowej nie zetknął się jeszcze z katastrofą o tej skali. Zapewnił, że ratownikami opiekują się psychologowie.
Psy rano nie znalazły żywych ludzi
Psy szkolone do odnajdywania ludzi w gruzach, które skierowano na rumowisko zawalonej hali targowej w Katowicach, gdy zrobiło się jasno, nie wskazały miejsc, gdzie mogliby znajdować się żywi ludzie - poinformował rzecznik wojewody śląskiego Krzysztof Mejer.
Dodał, że w tej sytuacji ratownicy powracają do przeszukiwania rumowiska i usuwania z niego tych elementów zawalonej konstrukcji, które są w stanie ruszyć bez użycia ciężkiego sprzętu i narażenia całości na dalsze zawalenie.
Psy nie wskazały również miejsc położenia zwłok. Strażacy znają kilka takich miejsc, nie mogą tam jednak na razie dotrzeć, aby wydobyć ciała.
W nocy, w kulminacyjnym punkcie w akcji ratunkowej uczestniczyło ok. 1,3 tys. strażaków, policjantów, żołnierzy, funkcjonariuszy Żandarmerii Wojskowej, ratowników górniczych, górskich i innych służb.
Ratowników wspiera m.in. ponad 150 żołnierzy z 6. Batalionu Desantowo-Szturmowego z Gliwic, 10. Brygady Logistycznej z Opola, 2. Batalionu Dowodzenia z Wrocławia oraz żołnierze z kompanii ratownictwa inżynieryjnego 22. Brygady Piechoty Górskiej z Kłodzka. Usuwają śnieg, pomagają ekipom ratowniczym, dostarczyli nagrzewnice, kuchnie polowe, autokary - poinformował rzecznik prasowy dowódcy Wojsk Lądowych mjr Dariusz Piotrowski.
Obecnie część ratowników została wycofana. Jak powiedział Skulich, teraz pracować będzie mniej ludzi, ale będą to doświadczeni ratownicy, obeznani z trudnymi warunkami. Będą też częściej się zmieniać.
Wbrew pierwotnym zamierzeniom strażacy nie zdecydowali się na użycie urządzeń do nawiewu ciepłego powietrza, aby osobom pod gruzami było cieplej. Spaliny z tych urządzeń mogłyby zaszkodzić poszkodowanym, a ciepło stopiłoby śnieg i lód, którego części także podtrzymują zawaloną konstrukcję. Gdyby się stopiły, tony stali mogłyby załamać się i zupełnie przygnieść ofiary.
Ostatnią żywą osobę ratownicy wydobyli spod gruzów w sobotę między godziną 21.30 a 22.00.
Identyfikacja zwłok, decyzją policji i prokuratury, odbędzie się w niedzielę. Wtedy też podane zostaną personalia ofiar. Wiadomo już, że są wśród nich także obcokrajowcy - nie żyje jeden Belg, ranni są Niemcy i Czesi. Nie żyje też jedno dziecko.
Zidentyfikowano już natomiast wszystkie osoby, które trafiły do szpitali. Najwięcej z nich przebywa w Siemianowicach Śląskich.
Strażacy nie chcieli na razie wypowiadać się na temat możliwych przyczyn katastrofy. Przypomnieli, że dbanie o bezpieczeństwo budowli, w tym usuwanie z ich dachów nadmiaru śniegu, to obowiązek właścicieli obiektów, nałożony na nich prawem budowlanym.
Prezydent Lech Kaczyński podjął decyzję o ogłoszeniu żałoby narodowej w kraju. Szczegóły zostaną podane w Katowicach, dokąd prezydent - mimo choroby - przyjedzie w niedzielę. Prezydent postanowił przekazać milion złotych z budżetu Kancelarii na pomoc dla rodzin ofiar tragedii w Katowicach. Milion złotych przekaże także Kancelaria Sejmu.
Na miejsce katastrofy przybył w sobotę premier Kazimierz Marcinkiewicz. Złożył kondolencje rodzinom ofiar i oświadczył, że rząd udzieli wszelkiej możliwej pomocy poszkodowanym.
Minister transportu i budownictwa Jerzy Polaczek powołał w sobotę wieczorem specjalną komisję, która zajmie się wyjaśnieniem przyczyn wypadku. Pracami komisji będzie kierował główny inspektor nadzoru budowlanego Marek Naglewski.
Według straży pożarnej, w momencie katastrofy w hali o wymiarach 150 na 100 metrów mogło przebywać ok. 700 osób. Pokryty blachą dach był wsparty na konstrukcji stalowej.
Uruchomiono specjalne telefony, pod którymi można dowiedzieć się o stan osób, które mogły zostać ranne w katastrofie w Katowicach:
0-32-255-52-91
0-32-207-79-01
0-32-205-71-01
0-32-256-56-01
0-32-228-30-30 Gazeta Wyborcza, pi, IAR, PAP, TVN 24 28.01.2006
Do góry
Nie będzie przebudowy ulicy Dworcowej.
Ul. Dworcowa została na razie wyłączona z planów przebudowy śródmieścia. Magistrat chce poczekać, aż ktoś kupi stary dworzec.
O przebudowie śródmieścia Katowic mówi się od dawna. We wrześniu zeszłego roku rozstrzygnięto konkurs architektoniczny na przebudowę Dworcowej i jej okolic. Ulica ma się zmienić w elegancki deptak. Pod ziemią będzie pasaż handlowy i dwupoziomowy parking. Z kolei w starym dworcu powstanie galeria handlowa i restauracja.
Piotr Uszok, prezydent Katowic, mówił, że przebudowa Dworcowej i przyległych uliczek może kosztować 50-60 mln zł, ale liczył na to, że do inwestycji dołożą się inwestorzy prywatni. Urzędnicy zaczęli się już przygotowywać do przebudowy. Prace mają się rozpocząć w drugiej połowie roku, ale jak się dowiedzieliśmy, nie obejmą na razie Dworcowej.
Od jednego z bliskich współpracowników Uszoka usłyszeliśmy, że Dworcowa musi poczekać do czasu, aż ktoś kupi stary dworzec. - Nie możemy rozgrzebać ulicy bez uzgodnień z nowym właścicielem - mówi nasz rozmówca.
- Planujemy modernizację Mariackiej, Mielęckiego, Starowiejskiej i św. Jana. O dworcowej na razie nie ma mowy - potwierdził nasze informacje Adam Kochański, naczelnik wydziału inwestycji.
Urząd Miasta ma też nadzieję, że część kosztów przebudowy Dworcowej weźmie na siebie przyszły właściciel dworca. Niewykluczone, że PKP będzie teraz łatwiej sprzedać zabytek. Niedawno podjęto bowiem decyzję, że dworzec zostanie sprzedany w całości, a nie, jak próbowano wcześniej, po kawałku. Nie wiadomo jednak, kiedy zostanie ogłoszony przetarg na dworzec i jaka będzie cena wywoławcza. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 27.01.2006
Do góry
Kto nie lubi szefa śląskiej policji
Na katowickim dworcu rozwieszono plakaty szkalujące generała Kazimierza Szwajcowskiego, szefa śląskiej policji. Sprawą zajęła się prokuratura.
Opatrzone zdjęciem Szwajcowskiego i zatytułowane As Centralnego [generał to jeden ze współtwórców Centralnego Biura Śledczego - przyp. autora] plakaty pojawiły się kilka dni temu w holu głównym oraz przy wejściach na katowicki dworzec PKP. Można się z nich było dowiedzieć, że generał toleruje korupcję w garnizonie. Anonimowi autorzy plakatów sugerowali, że robi to dlatego, że pewnie sam bierze łapówki. Napisali również, że komendant otoczył się krasnoludkami i zezowatymi Jolkami.
- Słyszałem o tym, ale nie będę tego komentował. Powiadomiłem o sprawie komendanta głównego oraz Biuro Spraw Wewnętrznych - powiedział nam wczoraj generał Szwajcowski.
Nieoficjalnie wiadomo, że BSW zabezpieczyło na dworcu część plakatów. Przekazano je do prokuratury, która wczoraj wszczęła śledztwo w tej sprawie. - Szukamy autorów plakatów, bo nie mamy wątpliwości, że zawarta w nich treść znieważa generała - powiedział nam wczoraj prokurator Grzegorz Ocieczek, szef Prokuratury Rejonowej Centrum-Zachód. Nieoficjalnie wiadomo, że jest duża szansa namierzenia sprawców, bo teren wokół dworca jest monitorowany przez kamery z policyjnego systemu monitoringu. - Liczymy, że zarejestrowały one osobę, która rozklejała plakaty - mówi osoba znająca kulisy sprawy. Gazeta Wyborcza, Marcin Pietraszewski 26.01.2006
Do góry
Dziewczyna skoczyła z dachu
27-latka skoczyła wczoraj z dachu trzypiętrowego budynku przy ul. Piotrowickiej w Katowicach. Dziewczyna zginęła na miejscu. Na razie nie wiadomo, dlaczego to zrobiła. Gazeta Wyborcza, aim 25.01.2006
Do góry
Wizz Air inwestuje w katowickie lotnisko
Wizz Air, tania linia lotnicza, uruchamia od kwietnia nowe połączenie z Pyrzowic do Kolonii. Firma chce też kupić kilka nowych samolotów i rozwijać bazę w Katowicach.
Coraz większe zainteresowanie lotniskiem w Pyrzowicach sprawia, że linie lotnicze zaczynają prześcigać się w pomysłach na przyciągnięcie nowych klientów. Wizz Air ogłosił wczoraj, że od 7 kwietnia otwiera nowe połączenie do Kolonii. Decyzja zapadła w ciągu zaledwie kilku dni. Samoloty Wizz Air będą latać do tego miasta trzy razy w tygodniu. Można już rezerwować promocyjne bilety po 125 zł (www.wizzair.com). Firma liczy, że w ciągu roku przewiezie na tej trasie ok. 50 tysięcy pasażerów. Ceny na pewno będą konkurencyjne, bo do Kolonii lata też z Pyrzowic inny tani przewoźnik - Centralwings, który już zapowiedział, że od marca samoloty na tej trasie będą kursować pięć razy w tygodniu.
Wizz Air to największa tania linia w Pyrzowicach. Z jej usług korzysta 58 proc. pasażerów wybierających nasze lotnisko. Zaczynała w 2004 roku od jednego samolotu, dziś ma ich siedem. - Zamówiliśmy też 25 kolejnych airbusów. Pierwsze maszyny powinniśmy otrzymać w 2007 roku - mówi Natasa Kazmer z Wizz Air.
W tym roku firma planuje, że przewiezie z Katowic o połowę więcej pasażerów niż w 2005 roku, gdy z jej usług skorzystało 900 tys. osób. - Katowice pozostaną naszą główną bazą w Polsce i będziemy tu inwestować - deklaruje Kazmer. Dodaje, że nowe połączenia są już przygotowywane, ale Wizz Air nie chce na razie zdradzać szczegółów. - Wszystko zależy od sytuacji na rynku, a ta zmienia się błyskawicznie. Decyzje o nowych trasach - tak jak w przypadku Kolonii - możemy podjąć w ciągu kilku dni - mówi. Wiadomo jednak, że latem Wizz Air chce latać do Aten i Barcelony.
Prawdopodobnie w ciągu najbliższych kilku miesięcy w Pyrzowicach pojawi się trzecia po Wizz Air i Centralwings tania linia lotnicza (trwają negocjacje m.in. ze Sky Europe, który chce latać do Londynu i Brukseli). Nic dziwnego, że tanie linie interesują się Pyrzowicami. Lotnisko błyskawicznie się rozwija. Stoi już konstrukcja nowego terminalu pasażerskiego, który będzie mógł odprawić rocznie 3,5 mln pasażerów (dotychczas 1,5 mln). Skończyła się też budowa nowego parkingu na ponad tysiąc samochodów.
Pyrzowicami interesują się nie tylko tanie, ale i tradycyjne linie lotnicze. Od 26 marca do Paryża na lotnisko Charles\\\'a de Gaulle\\\'a będzie latać z Pyrzowic Brit Air - francuska linia należąca w całości do znanej grupy Air France i KLM-u. Gazeta Wyborcza,Tomasz Głogowski 24.01.2006
Do góry
Miasto przejmie stadion GKS-u Katowice
Katowiccy radni - przy dwóch głosach sprzeciwu - podjęli wczoraj uchwałę, w której wyrazili wolę nabycia do zasobów miasta stadionu GKS-u Katowice położonego przy ul. Bukowej. W dokumencie radni podkreślili historyczną przynależność obiektu do Katowic oraz jego znaczenie dla miasta. Uchwała Rady Miasta otwiera drogę do przekazania Katowicom przez skarb państwa gruntów, na których położony jest stadion. Ostateczna decyzja w tej sprawie należy do wojewody śląskiego. Wcześniej wolę przekazania miastu swoich praw do stadionu (nieruchomości i trwałe nakłady) wyraziły stowarzyszenie GKS Katowice i Katowicki Holding Węglowy. - W optymistycznej wersji stadion zostanie przejęty przez nas w ciągu kilku tygodni - ocenia Waldemar Bojarun, rzecznik katowickiego magistratu. W najbliższym czasie zapis o inwestycjach w stadion może znaleźć się też w wieloletnim planie inwestycyjnym miasta. Gazeta Wyborcza, mab 23.01.2006
Do góry
Katowiccy kupcy walczą o klientów i miasto!
- Nie chcemy krzyczeć, że coś się nam należy, i narzekać, że jest źle. Sami zrobimy wszystko, by ożywić centrum miasta i przyciągnąć tu klientów - mówią katowiccy kupcy.
O tym, że katowiccy kupcy potrafią skrzyknąć się i wspólnie zachęcać mieszkańców do robienia zakupów w śródmieściu, można się było przekonać już w grudniu. Wtedy właściciele sklepów wydłużyli godziny ich otwarcia, zorganizowali promocje i ozdobili witryny napisami Promenada Gwiazd. Namówili też miasto do ustawienia na ul. Staromiejskiej choinki i zamontowania świątecznych ozdób. Kupcy nie chcą jednak na tym poprzestać. Zakładają właśnie stowarzyszenie Promenada Gwiazd i zapowiadają, że będą walczyć o to, by śródmieście ożyło.
- Nie chcemy chodzić do Urzędu Miasta z pretensjami. Nie mówimy, że coś się nam należy. Mamy własne pomysły. Od urzędników chcemy tylko, by zadbali o czystość i bezpieczeństwo w śródmieściu i pomagali nam tak jak w grudniu - mówi Jolanta Bożyczko, jedna z założycielek stowarzyszenia, która ma sklep na Staromiejskiej.
Krzysztof Grzanka, kupiec z ul. Mielęckiego, dodaje, że on i jego znajomi z branży mają już wiele pomysłów, jak przyciągnąć klientów do centrum miasta. - O wszystkim chcemy opowiedzieć prezydentowi. Czekamy na datę spotkania. Chcemy, żeby ludzie tak jak przed laty przyjeżdżali do centrum Katowic na zakupy - mówi.
Kupcy planują m.in. występy teatrów ulicznych, wystawy kwiatów i wernisaże artystów. Latem, podczas mistrzostw świata w piłce nożnej, w ulicznych ogródkach i knajpkach będzie można oglądać mecze.
- Na Wielkanoc chcemy ustawić na ulicach eleganckie stragany ze starannie wybranymi towarami. Mamy nadzieję, że miasto będzie nam przychylne i nie zażąda zbyt wysokiej opłaty za ich postawienie. Wcześniej wspólnie oznakujemy sklepy z okazji walentynek, nie zapomnimy też o Dniu Kobiet - mówi Bożyczko.
Na razie inicjatywę poparło ok. 50 kupców oraz restauratorów z ulicy Staromiejskiej, św. Jana, Mielęckiego, Dyrekcyjnej oraz rynku. Gazeta Wyborcza, pj 22.01.2006
Do góry
Wystawa największych artystów w Katowicach
Tyle miłości i dobrego serca w jednym miejscu... - powiedział, patrząc na ściany galerii szczelnie zapełnione dziełami, kurator wystawy i opiekun kolekcji Emil Jurkiewicz.
Katowickie BWA gości niespotykaną wystawę. To dzieła artystów reprezentujących różne pokolenia polskiej sztuki, które ofiarowali Fundacji Bliźniemu swemu..., działającej na rzecz Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. - Zaczęło się od jednego obrazu przyniesionego przez Zygmunta Czyża. Nikt się wtedy nie spodziewał, że kolekcja rozrośnie się kiedykolwiek do blisko 230 eksponatów - zwierzył się Jurkiewicz.
Teraz dzieła podróżują po Polsce, by 23 kwietnia trafić pod aukcyjny młotek. Cel aukcji, która odbędzie się w Rzeszowie, jest szczytny. Cały dochód trafi do bezdomnych i ubogich, podopiecznych Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. Tegoroczna wystawa Bliźniemu swemu... jest już dziewiątą edycją tego przedsięwzięcia. Do tej pory gościła już w Warszawie i Poznaniu. Potem trafi do Krakowa, Wrocławia i wreszcie Rzeszowa.
Ogromna kolekcja, jaka zawitała na Śląsk, w większości złożona jest z płócien i rysunków. Zobaczyć możemy dzieła tak znakomitych twórców, jak: Roman Opałka, Edward Dwurnik, Jarosław Modzelewski, Jerzy Duda-Gracz czy Józef Szajna. Miłośników fotografii zainteresują prace Ryszarda Horowitza i Leszka Mądzika. Prezentowane są też rzeźby Bronisława Chromego czy Sylwestra Ambroziaka. Nie sposób wymienić nazwisk wszystkich spośród 193 artystów. Warto więc do 28 stycznia znaleźć czas na spotkanie z tymi wielkimi twórcami o wielkim sercu. Gazeta Wyborcza, Małgorzata Wojcik 22.01.2006
Do góry
Niebezpiecznie na śliskich chodnikach
Ortopedzi zauważyli, że rozpoczęła się pora śliska. Objawia się tym, że trafia do nich nawet o 40 procent pacjentów więcej. Na śliskich chodnikach łamią ręce i nogi. Pocieszające, że mogą za to zażądać odszkodowania.
Na oddziały urazowo-ortopedyczne szpitali trafia coraz więcej ludzi ze złamaniami. - Jest ich teraz o jakieś 30-40 proc. więcej, niż w nieśliskich porach roku - mówi Wojciech Muchacki, wicedyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej. Także do piekarskiej urazówki w ostatnich dniach codziennie trafia po 20-25 osób ze złamaniami przedramion i kości w obrębie stawu skokowego. - Średnio co trzeci pacjent musi zostać w szpitalu na operacji. Reszcie zakładamy gips, który muszą nosić co najmniej przez sześć tygodni - mówi Bogdan Koczy, dyrektor szpitala.
Chodniki w mieście przysypane są warstwą świeżego śniegu, a pod nim jest gruby lód. Wystarczy chwila nieuwagi i dochodzi do wypadku. (...) 68-letnia Anna Szkowron z Katowic stara się nie wychodzić z domu. - Pierwszy raz w tym tygodniu wyszłam na zakupy, idę już 10 minut dłużej niż zwykle, tak się boję, że się przewrócę - mówi.
Służby porządkowe nie nadążają. - Codziennie 100 osób pracuje przy odśnieżaniu i posypywaniu piaskiem chodników i przejść podziemnych, ale nie jesteśmy w stanie skuć lodu na 500 kilometrach chodników w mieście - mówi Piotr Handwerker, kierownik Zarządu Ulic i Mostów w Katowicach. (...)
Dla Gazety Paweł Marcinkiewicz, prawnik:
Jeśli chcemy powalczyć o odszkodowanie, musimy wiedzieć, kto jest odpowiedzialny za nieodśnieżony chodnik, na którym się przewróciliśmy. Warto też mieć świadków upadku albo powiadomić policję i straż miejską. Jeśli mamy dowody, właściciel terenu powinien pokryć koszty naszego leczenia czy szkody, które ponieśliśmy przez to w pracy. Możemy się nawet domagać zwrotu kosztów ubrania, które zniszczyliśmy przez upadek. Jeśli strona odpowiedzialna za utrzymanie chodnika w odpowiednim stanie nie reaguje na nasze roszczenia, możemy oddać sprawę do sądu. Gazeta Wyborcza, Ewa Furtak, Magdalena Górna 19.01.2006
Do góry
Trzaskanie Rosti Petrika w Katowicach
Czeskie hity z lat 60., odgrywane z oryginalnych, winylowych płyt, będą królować w sobotni wieczór w katowickim kinoteatrze Rialto. Czy taka muzyka może jeszcze skusić kogoś do zabawy? Rosti Petrik od 10 lat przekonuje, że tak.
Trzaskanie Rosti Petrika to muzyczny projekt, który bawi głównie czeską publiczność. Jego twórca jest właścicielem ogromnej kolekcji winylowych płyt, z których najstarsze pochodzą jeszcze z lat 60. Petrik do wspólnej tanecznej zabawy zachęca wszystkich: legenda głosi, że w praskich klubach w rytm jego muzyki podrygują nawet osoby, które w stroje mają wpięte przypinki z deklaracją Nie tańczę. Dawne hity opatruje dowcipnymi komentarzami. Wszystkie piosenki Czech odtwarza z analogowych, trzeszczących winyli. Przeboje grane podczas trzaskania to nie tylko muzyka czeska. Petrik prezentuje również sporo kawałków zagranicznych, pochodzących ze ścieżek dźwiękowych do filmów, popularnych musicali albo westernów. Na występ w Katowicach Petrik przygotował specjalny, polski set. Sobotnie Trzaskanie... rozpocznie się o godz. 20 w kinoteatrze Rialto (ul. św. Jana). Bilety kosztują 15 zł. Gazeta Wyborcza, mon 18.01.2006
Do góry
Rusza sprzedaż piwa GKS Katowice
Już wkrótce kibice GKS-u Katowice będą mogli opijać sukcesy swojej drużyny... GKS-em Katowice. W piątek w sklepach pojawi się piwo z logo katowickiego klubu.
Na pomysł wyprodukowania piwa GKS Katowice wpadli działacze stowarzyszenia GKS, które jest prawnym dysponentem nazwy i logo klubu. - Szukaliśmy nowych sposobów na dofinansowanie naszej działalności. Postanowiliśmy spróbować ze sprzedażą piwa. Na Zachodzie wiele klubów prowadzi taką działalność. W Polsce także były już podejmowane takie próby. Nie nastawiamy się na wielkie zyski, ale od każdej sprzedanej puszki parę groszy wpadnie do kasy klubu - mówi Jarosław Niedzielski, wiceprezes stowarzyszenia.
Produkcją i dystrybucją piwa zajmie się browar Imielin. - Szukaliśmy odpowiedniego browaru od roku. W Imielinie zaproponowano nam najlepsze warunki - zdradza Adam Celder, prezes stowarzyszenia GKS. Przedstawiciele browaru zapewniają, że piwo GKS Katowice będzie produkowane w nowoczesnych urządzeniach z naturalnych, polskich produktów. - Z naszej strony piwo będzie sprzedawane niemal po kosztach produkcji. Ważne, żeby zyski trafiały do klubu. Cieszy natomiast, że nasz browar mocniej zaistnieje w Katowicach - mówi Maria Jadowska, reprezentująca firmę z Imielina. Tamtejszy browar działa od 1993 roku i na rynku jest dostępnych już kilka jego produktów.
Piwo GKS Katowice będzie dystrybuowane głównie poprzez hipermarkety. - Właściciele sklepów i pubów także zgłaszają już zainteresowanie naszym produktem - mówi Niedzielski. W sklepach sprzedawane będzie tradycyjne jasne piwo. W pubach może pojawić się także jego mocniejsza wersja. Na początku sprzedaż będzie prowadzona na terenie Katowic. Nie jest wykluczone, że wkrótce piwo trafi do kolejnych miast, w których mieszkają kibice Gieksy.
Czy pomysłodawcy piwa mieli wątpliwości przy łączeniu marki klubu sportowego z alkoholem? - Na rynku i tak jest mnóstwo piwa. My tylko wykorzystujemy ten fakt. Z samej pomocy samorządu się nie utrzymamy, więc musimy szukać pieniędzy na działalność. Trzeba się dostosować do rzeczywistości - tłumaczy Niedzielski. Na czwartek zaplanowano prezentację piwa i oficjalne otwarcie pierwszej puszki. Od piątku piwo ma być dostępne w wybranych sklepach. Gazeta Wyborcza, Maciej Blaut 17.01.2006
Do góry
Katowice witają z literówką
Olbrzymie tablice z herbem i nazwą miasta zawisły nad drogami prowadzącymi do Katowic. Urzędnicy cieszyli się ze świetnego pomysłu na promocję stolicy regionu, ale nasz Czytelnik dostrzegł na nich błąd.
Tablic z powitaniem w różnych językach jest aż sześć. Stoją przy głównych drogach wjazdowych do Katowic. Andrzej Włodarczyk, nasz Czytelnik, dokładnie przyjrzał się im i zauważył, że Witamy po rosyjsku jest napisane z błędem. - W drugim członie zwrotu Dobro pożałowat jest literka b zamiast w. Wychodzimy na kretynów - mówi Włodarczyk.
Zadzwonił nawet do magistratu i powiedział o swoim spostrzeżeniu urzędnikom. Ci zgodzili się z nim. - Ale do tej pory nikt nie poprawił błędu! - dodaje nasz Czytelnik.
Waldemar Bojarun, rzecznik prasowy Urzędu Miasta, zna już sprawę. - Wkradła się literówka. Jak tylko zrobi się cieplej, to litera zostanie zaklejona właściwą - mówi rzecznik. Gazeta Wyborcza, pj 16.01.2006
Do góry
Kiedy zatęsknisz za hipermarketem...
Do fontanny w Silesia City Center dzieci wrzucają drobne monety. Dyrekcja zapowiada, że pieniądze trafią do katowickiego Caritasu.
W centrum handlowym Silesia City Center w Katowicach zrodził się nowy zwyczaj. Po zakupach dzieci z rodzicami przychodzą na plac Tropikalny, gdzie wrzucają drobne monety do fontanny. - Przed każdymi zakupami muszę odkładać drobne - śmieje się Marcin Kamiński, tata dwuletniego Michała, którego syn uwielbia zabawę we wrzucanie pieniędzy do fontanny. Zdarza się, że dzieci w grupkach stoją nad brzegami i bawią się w puszczanie żabek monetami.
Monety zakryły już dno ogromnego, kolorowego wodotrysku, są wśród nich nawet pięciozłotówki. Fontanny więc dyskretnie pilnują ochroniarze. Marek Ciszewski, dyrektor marketingu centrum, zapowiada, że pieniądze zostaną przekazane na cele charytatywne. - Gdy będziemy czyścić fontannę, wyciągniemy je i podarujemy katowickiemu Caritasowi - mówi.
Drobne monety zwykle wrzucają do fontann, oczek i studni turyści. Wierzą, że dzięki temu wrócą w piękne okolice, które udało im się zobaczyć. Po co jednak wrzucać monety do wodotrysku w centrum handlowym? Klienci wymieniają różne powody: robią tak wszyscy, dzieci namawiają albo po prostu... w kieszeni zostało sporo jedno czy dwugroszówek. Ciszewski: - Nie wiadomo dlaczego, ale we wszystkich centrach handlowych w Polsce klienci wrzucają monety do fontann czy wodotrysków.
Jednak nowy zwyczaj nie wszystkim się podoba. - Pieniądze można wrzucać do fontanny Di Trevi w Rzymie. Robienie tego w supermarkecie jest bez sensu - mówi Andrzej Kata z Rudy Śląskiej, którego spotkaliśmy w centrum. Gazeta Wyborcza, mg 15.01.2006
Do góry
Był sobie stary teatr...
Po budynku byłego teatru przy ul. Staromiejskiej nie zostanie nawet ślad. Resztki konstrukcji dachu byłego teatru przy ul. Staromiejskiej 17, które w zeszłym tygodniu zawaliły się pod naporem śniegu zostaną wyburzone. Taką decyzję podjął Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Katowicach. Miejsce katastrofy zostało zabezpieczone. Dziennik Zachodni, MZ 12.01.2006
Do góry
Polonez na katowickim rynku!
Wielka nauka tańca na katowickim rynku. To tutaj w najbliższą środę spotkają się śląscy licealiści. Pod okiem specjalistów będą ćwiczyć kroki poloneza, którego zatańczą na szkolnych studniówkach.
Pierwsi chętni do tańca zgłosili się wczoraj. - Od wielu dni ćwiczą kroki. Najpierw zatańczą na studniówce organizowanej przez rodziców i szkołę, potem pokażą, co potrafią, na katowickim rynku - śmieje się Brygida Zientek z Liceum Ogólnokształcącego im. Skłodowskiej-Curie w Katowicach.
Uczniowie boją się tylko, że na rynku pomylą kroki. Dorota Pociask, dyrektorka Estrady Śląskiej, zapewnia, że nie ma się czym martwić. - Licealistami będzie sterował choreograf. Cztery pary z Zespołu Pieśni i Tańca Katowice Uniwersytetu Śląskiego, ubrane w tradycyjne kontusze, poprowadzą maturzystów do tańca - mówi.
Estrada Śląska przygotuje oprawę muzyczną. Na rynku pojawią się również dwaj prezenterzy z Radia Złote Przeboje: Ewelina Bertoldi i Maciej Walencow, znani z porannych audycji. Zagrzeją do tańca i pomogą niezdecydowanym przyłączyć się do poloneza.
Wszyscy uczestnicy dostaną na pamiątkę ołówek z napisem: Pożyczamy na szczęście, żeby na maturze poszło jak najlepiej. Następnego dnia zdjęcia z imprezy ukażą się w Gazecie.
Licealiści, którzy chcą zatańczyć poloneza na katowickim rynku, mogą zgłaszać się w dziale promocji Gazety pod nr. tel. 032 32 52 770.
Do zobaczenia w środę o godz. 14! Zbiórka przy Domu Prasy. Gazeta Wyborcza, kapi 11.01.2006
Do góry
Piąta gwiazdka dla Qubus Prestige!
W mieście będzie pierwszy pięciogwiazdkowy hotel. Hotel Qubus Prestige, który mieści się w wieżowcu Altus, może dostać piątą gwiazdkę. Tak zadecydowała komisja z Urzędu Wojewódzkiego. - W grudniu odbyło się postępowanie komisji, które zakończyło się pozytywnie. Hotel spełnia wszystkie warunki, żeby mieć pięć gwiazdek - mówi Tomasz Stemplewski z wydziału promocji regionu. Dziennik Zachodni, GREG 11.01.2006
Do góry
Strażacy odśnieżają Spodek
Tej zimy po raz pierwszy do usuwania śnieżnej czapy ze Spodka zostali zaangażowani strażacy. - To już czwarty, prawdopodobnie ostatni, dzień tej nowej dla nas akcji - mówił wczoraj kpt. Jacek Szyma z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Katowicach. - Biorą w niej udział wszystkie katowickie jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej i dwa zastępy PSP. Dziennik Zachodni, BIB 09.01.2006
Do góry
Mieszkańcy Katowic zwiedzali Karczmę Śląską
Około tysiąca osób przyszło w niedzielę do Karczmy Śląskiej w Giszowcu. Każdy chciał zobaczyć, jak wygląda zabytek po wydaniu ok. 8 mln zł na renowację.
Trwający ponad rok remont Karczmy Śląskiej skończył się zaledwie kilka dni temu. Wybudowany w 1910 r. budynek jest jednym z najcenniejszych zabytków Giszowca. Przed laty działały tu restauracja i kino, organizowano też teatralne występy. Potem zabytek popadł w ruinę. Gdy pod koniec lat 90. miasto zostało jego właścicielem, najpierw chciało go wydzierżawić, ale ostatecznie gmina zdecydowała się na porządny remont i utworzenie tu domu kultury. Wczoraj każdy mógł zwiedzić zabytek. Przez cały dzień przyszło tu około tysiąca osób.
- Wspaniale. Nareszcie ktoś o nas pomyślał. Tego się nie spodziewałem - słychać było już przy wejściu.
Karczmę dokładnie obejrzał 68-letni Karol Włodarz, który w Giszowcu mieszka od urodzenia. - Kiedyś tu był wielki ruch. Były festyny, grywały orkiestry, było pięknie - opowiada. Jego zdaniem wszystko powoli zaczęło popadać w ruinę, gdy pod koniec lat 60. zaczęto wyburzać górnicze domki i stawiać bloki.
- Wszystko zaczęło iść w zapomnienie, dopiero teraz historia zatacza koło i Giszowiec wraca do swojej świetności - mówi pan Karol. Dodaje, że nigdy nie wyprowadzi się z Giszowca. - Ja bym miał tak zgrzeszyć? - pyta.
Pracownicy Miejskiego Domu Kultury Szopienice-Giszowiec, który jest gospodarzem karczmy, wykorzystali dzień otwarty, by rozdać mieszkańcom setki ankiet. Pytali w nich o to, jakie zajęcia powinny się tu odbywać i na jakie imprezy najchętniej by przyszli.
- Musimy wiedzieć, jakie są potrzeby mieszkańców, i będziemy starali się spełnić ich prośby. Już teraz w karczmie chcą się spotykać m.in. skaciorze i gołębiarze. Chętnych nie brakuje - mówi Ilona Cirbus, zastępczyni dyrektora MDK-u Szopienice-Giszowiec. Gazeta Wyborcza, pj 08.01.2006
Do góry
Śmiertelny skok
53-letnia kobieta skoczyła z wiaduktu przebiegającego nad ulicą Roździeńskiego w Katowicach wprost pod nadjeżdżający samochód. W wyniku odniesionych obrażeń zmarła. Do tragedii doszło w środę wieczorem. Dziennik Zachodni, IKA 06.01.2006
Do góry
Katowicki piekarz handlował narkotykami
32-letni piekarz z Katowic w ciągu roku sprzedał 30 tys. działek amfetaminy o wartości 150 tys. zł. - Klienci odwiedzali go na nocnych zmianach, kiedy wygniatał ciasto na bułki - mówi komisarz Magdalena Szymańska-Mizera, rzeczniczka katowickiej policji.
32-letni Krzysztof W. pracował w piekarni na Wełnowcu. Szefowie uważali go za sumiennego i pracowitego. Nie wiedzieli, że na nocnych zmianach dorabia sobie handlem amfetaminą. Klienci zamawiali u niego narkotyki przez telefon, a na ich odbiór umawiali się na zapleczu piekarni. Piekarz przerywał wtedy wygniatanie ciasta na bułki, sprzedawał amfetaminę, a potem wracał do roboty. Policja rozpracowywała go kilka tygodni. Wczoraj w nocy został zatrzymany na gorącym uczynku. Razem z nim w ręce stróżów prawa wpadli czterej klienci piekarza. Na miejsce policja sprowadziła psa wyszkolonego w wykrywaniu narkotyków. Przeszukał całą piekarnię.
- W rzeczach piekarza znaleźliśmy 300 działek dilerskich amfetaminy - powiedziała wczoraj komisarz Magdalena Szymańska-Mizera, rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Katowicach.
Funkcjonariusze prowadzący śledztwo przyznają, że z taką sprawą mają do czynienia po raz pierwszy. - Do tej pory narkotyki kupowało się w klubach, na stadionach czy na ulicy, ale nigdy w piekarni - mówią. Mają dowody, że Krzysztof W. działał przez rok i w tym czasie sprzedał co najmniej 30 tys. działek narkotyków o wartości 150 tys. zł. Wczoraj trafił do policyjnej izby zatrzymań. Dzisiaj prokuratura złoży wniosek o jego aresztowanie. Na wniosek policji piekarnia została zamknięta. Sanepid zbada jej stan sanitarny.
Wiesław Hebda, współwłaściciel piekarni, jest załamany tym, co się stało. Zapowiada, że Krzysztof W. zostanie dyscyplinarnie zwolniony z pracy. - Naraził nas na niespotykane kłopoty i utratę dobrego wizerunku - mówi. Zapewnia, że narkotyki nie mogły się dostać do ciasta na chleb i bułki. - Z tego, co widziałem przy zatrzymaniu, amfetamina była zapakowana w woreczki - dodaje. Gazeta Wyborcza, Marcin Pietraszewski 05.01.2006
Do góry
Koniec remontu zabytków na Giszowcu
Karczma Śląska, perełka Giszowca, odzyskała dawny blask. Urząd Miasta wydał na jej remont prawie 8 mln zł. Teraz będzie tu dom kultury, a niedługo także dobra restauracja.
Karczmę na Giszowcu wybudowano w 1910 roku. Projektanci osiedla - bracia Emil i Georg Zilmannowie - chcieli, by była to okazała budowla. W największym pomieszczeniu znalazła się scena, na której wystawiano przedstawienia. Przed I wojną światową grywał tu Górnośląski Teatr Ludowy. Zilmannowie zadbali również o estetykę. Wszystkie kable elektryczne poprowadzono tak, by były niewidoczne dla gości. Imponujące było również oświetlenie sali: zwisające z sufitu lampy łukowe w stylowej oprawie oraz dwanaście dwuramiennych lamp ściennych, osadzonych na uchwytach ozdobionych tarczami z emblematami górniczymi. Aby widzom spektaklów nie było duszno, zainstalowano tu elektryczne wentylatory.
Z czasem karczma popadła w ruinę. Miasto zostało jej właścicielem dopiero pod koniec lat 90. i postanowiło urządzić tu dom kultury. Remont zabytku trwał ponad rok i właśnie się skończył. Prace kosztowały blisko 8 mln zł, a efekt jest imponujący. - To będzie kolejna wizytówka miasta - przekonuje Waldemar Bojarun, rzecznik prasowy Urzędu Miasta.
Wyglądem budynek nawiązuje do lat przedwojennych. Ściany pokryte są boazerią z jasnego dębu, na podłodze ułożono parkiet, a odpowiedni nastrój tworzą żyrandole w kształcie łez. Jest też sala baletowa, kawiarenka internetowa, a w przyszłości na blisko 400 metrach kwadratowych będzie działać restauracja. Na razie nie wiadomo, kto ją poprowadzi. Zadecydują o tym wyniki styczniowej licytacji na wysokość czynszu.
- W karczmie będziemy organizować koncerty, występy teatralne i biesiady. Chcemy, żeby zabytek tętnił życiem - mówi Grażyna Szołtysik, wiceprezydent Katowic.
Przy okazji za nieco ponad milion złotych wyremontowano również pobliską Gawlikówkę. Kiedyś była to zwykła stajnia i pomieszczenia dla woźniców, ale potem kopalnia Staszic przekazała budynek swoim emerytowanym pracownikom, którzy stworzyli tu Klub Seniora. Ewaldowi Gawlikowi, także emerytowanemu górnikowi, koledzy urządzili tu wtedy pracownię. Wciąż będzie tu można podziwiać jego obrazy, a dzieci będą przychodzić na zajęcia plastyczne.
Oficjalne otwarcie Karczmy Śląskiej zaplanowano na sobotę. Z kolei na niedzielę zaplanowano dzień otwarty. Między godz. 10 a 15 mieszkańcy będą mogli dokładnie obejrzeć odnowiony budynek. Gazeta Wyborcza, pj 04.01.2006
Do góry
Gmina Katowice odzyska Pałac Młodzieży
Miasto odzyska wreszcie Pałac Młodzieży! Towarzystwo Przyjaciół Dzieci odda budynek, otrzymując w zamian kamienicę i 1,6 mln zł w gotówce.
Spór o Pałac Młodzieży, wybudowany ze składek mieszkańców Śląska, rozgorzał na początku lat 90. W księgach wieczystych pozostał bowiem zapis, że właścicielem gruntu jest Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci. Sąd Najwyższy uznał roszczenia TPD. Miasto dogadało się jednak z Towarzystwem i przez 10 lat mogło wynajmować pomieszczenia za symboliczną złotówkę. Ostatecznie jednak gmina pałacu nie oddała, ponieważ TPD nie dotrzymało warunków ugody, m.in. nie przeprowadziło inwentaryzacji budynku. Miasto kupiło także od Banku Gospodarstwa Krajowego kawałek terenu, na którym stoi pałac i TPD nie było już jedynym właścicielem działki. To zniechęciło TPD do dalszej walki o pałac i porozumiało się z miastem. Za pałac Towarzystwo dostanie od miasta niemal całą, wartą ponad 4 mln zł, kamienicę przy ul. św Jana 10-10a. Dodatkowo magistrat dopłaci w gotówce1,6 mln zł. Jan Kulbicki, dyrektor Pałacu Młodzieży, nie ukrywa radości. - To najważniejsze wydarzenie w całej 50-letniej historii Pałacu! W końcu będzie można zacząć remont gmachu - mówi Kulbicki.
W pałacu działa ponad 300 kółek zainteresowań i 35 pracowni. Na zajęcia przychodzi ponad 5 tys. dzieci. Krystyna Siejna, wiceprezydent miasta odpowiedzialna za edukację, mówi, że trzeba jeszcze poczekać na uzgodnienie wszystkich szczegółów zamiany i podpisanie aktu notarialnego. Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki 03.01.2006
Do góry
Katowice mają swoje lodowisko
Wielka, błyszcząca lodowa tafla pojawiła się na skwerku naprzeciwko katowickiego parku Kościuszki. Pierwsze w mieście sztuczne lodowisko otwarto tuż przed północą w sylwestra. Łyżwiarze mogli się na nim bawić do godz. 2 w nocy. - Miasto wypożyczyło lodowisko na cztery miesiące. Będzie czynne do kwietnia. Prezydent Piotr Uszok zdecydował się wyłożyć 240 tys. zł na tę inwestycję, by w ten sposób odciągnąć dzieci od niebezpiecznej zabawy na zamarzniętych stawach - powiedział Waldemar Bojarun, rzecznik prasowy katowickiego magistratu.
Na oświetlonym lodowisku można się ślizgać codziennie od godz. 8 do 22. Dla dzieci wstęp jest wolny, dorośli muszą zapłacić symboliczną złotówkę. Gazeta Wyborcza, mg 01.01.2006
Do góry
Wybór cytatów © Portal.Katowice.pl

Wstecz - Start - Do góry

Redakcja - Regulamin - Współpraca - Reklama - Strony WWW              © Copyright by GST 05-12